wtorek, 21 lutego 2017

Kati Hiekkapelto "Bezsilni" | Recenzja przedpremierowa




Skandynawski kryminał – taka etykieta jest dziś niemal gwarancją, że książka, którą właśnie mamy w ręku będzie przynajmniej dobra, jeśli nie świetna. Dlatego, kiedy dostałam propozycję zrecenzowania „Bezsilnych” Kati Hiekkapelto, nie wahałam się ani minuty. Jako wielka miłośniczka kryminałów nie mogłam się doczekać, kiedy zacznę czytać. Czy było warto?

Najpierw kilka słów o fabule – młoda au-pair z Węgier jest podejrzana o przejechanie starszego mężczyzny. Okazuje się jednak, że w chwili wypadku staruszek już nie żył. Dwie nastolatki znajdują w lesie kałużę krwi, która okazuje się być krwią ludzką… Anna Feteke, pochodząca z byłej Jugosławii policjantka prowadzi śledztwo razem ze swoim starszym kolegą – aroganckim, gburowatym i mającym widoczny problem z alkoholem Esko Niemim. Okazuje się, że zarówno wypadek jak i tajemnicza plama krwi na śniegu są powiązane ze sprawą gangów narkotykowych, nad którą pracuje Esko.

Jest zatem trup, jest tajemnicza plama ludzkiej krwi na śniegu, jest wojna gangów i handel narkotykami. Niby wszystko tak, jak to bywa w powieściach sensacyjno-kryminalnych. Ale to tylko pierwsza warstwa znaczeniowa. Sięgając głębiej spotykamy się z problemem przymusowej emigracji, poczucia wyobcowania i swoistej bezpaństwowości. Policjantka Anna Feteke jako dziecko wyjechała z byłej Jugosławii, na fali emigracji w czasie wojny bałkańskiej. Po wojnie jej ojczyzna przestaje istnieć. Dziś sama nie wie, kim jest – Serbką? Węgierką? A może już Finką? Rozpaczliwie chce wrócić do domu, ale tak naprawdę nie wie, dokąd. Z kolei Sammy, młody, uzależniony od narkotyków Pakistańczyk zrobi wszystko, aby nie musieć wracać do swojej ojczyzny. Boi się tego, co może go tam spotkać – śmierć, palarnie opium, życie w nędzy na ulicy. Ale bardziej niż tego wszystkiego boi się stanąć twarzą w twarz z demonami przeszłości…Autorka kreśli w powieści bardzo silne tło społeczne. Emigracja i konflikty na tle rasowym czy narodowym to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Ważniejsze jest spustoszenie uczuciowe, jakiego doświadczają bohaterowie – Anna zmaga się z samotnością i tęsknotą za krajem, który już nie istnieje. Nie potrafi nawiązać bliskiej relacji z mężczyznami, nie umie pomóc bratu, który jest alkoholikiem. Nawet, kiedy umiera jej ukochana babcia – nie umie płakać. Sammy chciałby zerwać z nałogiem, uczyć się, pracować, prowadzić normalne życie. Ale nie potrafi. Jest za słaby wobec uzależnienia. Esko też nie umie stawić czoła swoim demonom – nigdy nie pogodził się z tym, że jego małżeństwo się  rozpadło. Wszyscy próbują układać swoje życie w ramach pewnego planu, chcą mieć wpływ na swoje losy. Jednak życie przewrotnie i skutecznie te plany niweczy… I pokazuje, że tak naprawdę wobec życia i wobec samych siebie jesteśmy bezsilni.

Odpowiadając na pytanie – czy było warto – jak najbardziej. Znalazłam co prawda w tej książce niekoniecznie to, czego się spodziewałam. Wątek kryminalny wydaje się być tu bardziej pretekstem do pokazania skomplikowanego świata uczuć i emocji bohaterów, niż główną osią powieści. Mamy wrażenie, że od początku wiemy kto i dlaczego popełnił zbrodnię, jednak na koniec okazuje się, że nic nie jest takie, jakim się wydaje. Nie zdradzę nic więcej – powiem jedynie, że zakończenie zaskakuje. Jeśli chcecie wiedzieć więcej – sięgnijcie po „Bezsilnych” Kati Hiekkapelto. Zdecydowanie polecam.


Justyna Gałka

poniedziałek, 20 lutego 2017

Natasza Socha "Kobiety ciężkich obyczajów" | Recenzja przedpremierowa



Opowieść o kilku pokoleniach kobiet dobiega końca. Zachęcona lekturą "Hormonii" i "Dziecka last minute" z przyjemnością sięgnęłam po "Kobiety ciężkich obyczajów", a tam... kolejne zaskoczenie. Natasza Socha już wielokrotnie udowodniła, że jest pisarką uniwersalną, a swoją najnowszą powieścią zaskoczy nawet najwierniejszych czytelników. Jej książka "Kobiety ciężkich obyczajów" nie jest ani lepsza, ani gorsza od "Hormonii" i "Dziecka last minute". Jest po prostu inna.

Aby zrozumieć skutki, musimy poznać pierwotne przyczyny, dlatego też Natasza Socha cofa się w czasie i tym razem do głosu dochodzi babka Kaliny, Kwiryna vel Luiza, która jest... No właśnie.

- Kwiryna jest damą do towarzystwa. - Lucyna spróbowała jednak na wszelki wypadek.
- Kurwą jest - sprostowała Kunegunda.

(Natasza Socha "Kobiety ciężkich obyczajów" str. 289)

Luiza urodziła się jako Kwiryna, ale z czasem została ekskluzywną kurwą, o której marzyła cała przedwojenna Warszawa. Pech chciał, że na swej drodze spotkała mężczyznę bliskiemu sercu innej, wcale nieobcej kobiety, a ten nieszczęśliwy splot okoliczności zniszczył życia kolejnym pokoleniom kobiet. Kilkadziesiąt lat później Kira, prawnuczka Luizy, równie lekko, jak prababka, traktuje związki z mężczyznami. Odziedziczyła po swej charyzmatycznej przodkini coś więcej, niż tylko różnobarwne tęczówki.

Natasza Socha nie lubi owijać w bawełnę i mówić, że coś jest białe, jeśli jest czarne. Słynie ze swojej bezkompromisowości, i taka właśnie jest jej najnowsza powieść. Charakterna, szczera i mocna. Pisarka zgrabnie żongluje gatunkami literackimi, zahaczając o powieść obyczajową, historyczną oraz komedię. Po raz kolejny udowadnia, że nie sposób zaklasyfikować jej twórczości do sztywnych ram gatunkowych. "Kobiety ciężkich obyczajów" spośród innych książek autorki wyróżniają się najbardziej rozbudowanymi i przemyślanymi portretami psychologicznymi bohaterów. Natasza Socha poddaje dogłębnej analizie związki międzyludzkie, ze szczególnym uwzględnieniem relacji damsk0-męskich.

To, co zasługuje na szczególną uwagę, to research. Reserach i wiedza. Socha, przygotowując się do pracy nad "Kobietami ciężkich obyczajów", przeczytała kilka tysięcy stron opracowań, nie tylko na temat życia czy prostytutek w przedwojennej Warszawie, ale też psychologii zdrady. W ręce swoich czytelników oddała fascynującą, bogatą pod względem psychologicznym powieść o kobietach, które żyją w sposób dość niekonwencjonalny i niezrozumiały dla reszty społeczeństwa. W wydaniu Sochy nawet kurwy da się lubić. Tę książkę powinny przeczytać wszystkie kobiety: mężatki, singielki, rozwódki, wdowy.... Absolutnie wszystkie. Bo pod postaciami przedwojennej prostytutki i jej potomkini  skrywają się lęki i marzenia każdej z nas.

Powieść "Kobiety ciężkich obyczajów" ma jeszcze jedną, bardzo ważną zaletę: wcale nie kończy się dobrze. Otwarte zakończenie pozwala mieć nadzieję, że Socha wróci jeszcze do Luizy, Konstancji, Kaliny i Kiry. Natasza daje pstryczka w nos swoim bohaterkom. I za to chyba lubię ją najbardziej: za brak słodkich happy endów. Tymczasem mam tylko jedno zastrzeżenie: zdecydowanie za mało w tym tomie Kosmy!

Natasza Socha "Kobiety ciężkich obyczajów"
Wydawnictwo Pascal, 2017
liczba stron: 384
data premiery: 01.03.2017

piątek, 17 lutego 2017

Natalia Nowak-Lewandowska "Pozorność" | Recenzja




Natalia Nowak-Lewandowska wchodzi na polski rynek wydawniczy pewnym krokiem, nie unikając trudnych, niewygodnych spraw. Przemoc domowa na pewno nie należy do tematów lekkich, a mimo to debiutantce udało się się napisać powieść, która nie przytłacza, a wręcz przeciwnie - przynosi nadzieję i pozwala dostrzec światełko w tunelu wszystkim kobietom, które znalazły się w beznadziejnym położeniu.

Kiedy Piotr wybucha po raz pierwszy, Anka myśli, że to zwykłe nieporozumienie. Wierzy, że sytuacja już się nie powtórzy. Wpada w taką samą pułapkę, jak tysiące podobnych jej kobiet, a jej codzienność przysłania strach. Osobom z zewnątrz łatwo mówi się "Przecież zawsze możesz od niego odejść", ale tylko ofiary przemocy domowej wiedzą, jak trudno zdobyć się na ten najważniejszy krok. Anka w zasadzie jest dość stereotypową bohaterką. Zamknięta w czterech ścianach swojego domu boi się mieć marzenia, a kiedy dochodzi do pierwszego poronienia, traci kontakt z rzeczywistością i wpada w pułapkę własnego umysłu. A to dopiero początek. Czy Anka w końcu zrozumie, że jedynym wyjściem jest rozstanie? On się nie zmieni. Ale czy, zanim do naszej bohaterki w końcu to dotrze, nie będzie już za późno?

Natalia Nowak-Lewandowska w swojej debiutanckiej powieści porusza szereg ważnych tematów społecznych. Pisze o przemocy domowej, ale nie tylko. Jej bohaterka desperacko pragnie zostać matką. Debiutantka zwraca uwagę na jej rozpaczliwe próby i cenę, jaką przyjdzie zapłacić Ance za kolejne poronienia. Co czuje kobieta, która traci dziecko? Nowak-Lewandowska wnika w psychikę bohaterki. Mimo iż powieść traktuje przede wszystkim o temacie przemocy domowej, to właśnie te wątki przyciągnęły moją uwagę. Jako matka identyfikowałam się z kobietą i przeżywałam jej osobisty dramat. Po cichu kibicowałam i trzymałam kciuki, licząc na pomyślne zaskoczenie.

Nie brakuje tu mocnych scen, ale całość została w odpowiedni sposób wyważona, przez co czytelnik nie czuje się przytłoczony po lekturze. To wielka sztuka - zwrócić uwagę czytelnika na trudny temat i nie zakrzyczeń przekazu brutalnymi scenami. Może zabrzmi to dziwnie, ale tę książkę naprawdę czyta się przyjemnie - a przynajmniej mnie się tak ją czytało. Nowak-Lewandowska nie uniknęła pewnych pułapek, w jakie często wpadają debiutanci, przemiana głównej bohaterki nastąpiła zbyt szybko, przez co ostatnie sceny wydają się zbyt mało prawdopodobne, ale, jak na debiut, jest dobrze. 

Myślę, że tę powieść śmiało można polecić przede wszystkim kobietom, które nie boją się trudnych tematów poruszanych w literaturze. To godna uwagi, dobrze napisana książka, będąca swego rodzaju obietnicą na przyszłość - najlepsze powieści są jeszcze przed Natalią Nowak-Lewandowską.

Natalia Nowak-Lewandowska "Pozorność"
Wydawnictwo Replika, 2017
liczba stron: 256
data premiery: 31.01.2017

czwartek, 16 lutego 2017

Agnieszka Walczak-Chojecka "Nie czas na zapomnienie" | Recenzja przedpremierowa





Niezwykle emocjonująca i wyciskająca łzy z oczu historia dwojga ludzi rozdzielonych przez wojenną zawieruchę. Trzyma w napięciu do samego końca. Gorąco polecam!  


Dobra wiadomość dla czytelników Agnieszki Walczak-Chojeckiej: drugi tom sagi bałkańskiej ukaże się już za sześć dni. Pierwsza część, "Nie czas na miłość", podbiła moje serce i z niecierpliwością czekałam na więcej. Kiedy więc zostałam poproszona o przygotowanie rekomendacji na tylną okładkę "Nie czas na zapomnienie", szczerze się ucieszyłam. Lektura nie zawiodła moich oczekiwań.

Agnieszka Walczak-Chojecka przekonuje swoich czytelników, że nadzieja naprawdę umiera ostatnia. Jasminie udało się wydostać z oblężonego Sarajewa, lecz to dopiero początek jej wędrówki. Młoda dziewczyna musi podjąć decyzję z gatunku tych najtrudniejszych. Los rzuci ją do Polski, gdzie na wiadomość o swoim synu czeka Katarzyna. Obie kobiety połączy wiara w odnalezienie Dragana. Chyba już nikt, poza Jasminą i Katarzyną, nie wierzy w to, że chłopak przeżył wojnę na Bałkanach. Nowa książka Agnieszki Walczak-Chojeckiej to zaskakująca opowieść o najbardziej odległych zakamarkach ludzkiej pamięci i.... miłości. Miłości ponad wszystko.

Czy przyszedł już czas na miłość? A może to czas zapomnienia? Agnieszka Walczak-Chojecka z wrażliwością prowadzi dalsze losy bohaterów powieści "Nie czas na miłość", przywracając nadzieję w to, że po nawet najbardziej gwałtownej burzy na niebie zawsze pojawia się słońce. Zawsze. Musimy w to wierzyć. To wzruszająca i przepiękna historia o sile uczucia, które pozwala przetrzymać najtrudniejsze chwile. Romeo i Julia lat 90. XX wieku powracają z ogromnym rozmachem. Agnieszka Walczak-Chojecka posiada dar do pisania w sposób lekki o sprawach najwyższej wagi. Tam, gdzie kończy się polityka, zaczyna się dramat zwykłego człowieka. I właśnie o tym zwykłym człowieku pisze Walczak-Chojecka w "Nie czas na zapomnienie".

Pisarka oddaje rzeczywistość taką, jaką jest, nie omija trudnych tematów, chociaż wydarzenia historyczne są w tej powieści przede wszystkim tłem prawdziwego dramatu. Uwielbiam takie książki, w których autor, posługując się historią jednostki, daje świadectwo Wielkiej Historii. Widać tutaj ogrom pracy, jaki autorka włożyła w swą nową powieść. Dopracowana w każdym szczególne, bardzo dobrze napisana książka stanowi kontynuację równie udaną, co tom pierwszy sagi bałkańskiej. Obawiałam się tej lektury. Powieść "Nie czas na miłość" była tak dobra, że najzwyczajniej w świecie bałam się, iż autorka nie podoła temu wyzwaniu. Na szczęście, mój lęk okazał się niesłuszny.

Cóż mogę dodać więcej, niż to, co napisałam już w rekomendacji tej książki? "Nie czas na zapomnienie" to jest pozycja naprawdę godna polecenia. To, co najlepsze, Agnieszka Walczak-Chojecka zostawia na sam koniec. Zakończenie jest tak dobre, że nie mogę doczekać się trzeciego tomu! Kiedy, Agnieszko, kiedy?

Agnieszka Walczak-Chojecka "Nie czas na zapomnienie"
Wydawnictwo Filia, 2017
data premiery: 22.02.2017

wtorek, 14 lutego 2017

Jadwiga Czajkowska "Ufać zbyt mocno" | Recenzja przedpremierowa



Aż się boję o tym mówić głośno: mam ostatnio doskonałą passę i trafiam na same bardzo udane powieści. "Ufać zbyt mocno" jest kolejną perełkę, którą odkryłam dzięki blogowaniu. Nie czytałam debiutanckiej powieści Jadwigi Czajkowskiej, ale po tak dobrej książce nie pozostaje mi nic innego, niż nadrobić zaległości, a tymczasem was odsyłam do lektury świetnej powieści obyczajowej, jaką jest "Ufać zbyt mocno".

Historia Blanki jest mi z różnych powodów bliska. Ja też miałam w swoim życiu dłuższy incydent z pracą w banku i, no cóż, wygląda to dokładnie tak, jak opisała Jadwiga Czajkowska. Czytanie o dobrze sobie znanych realiach na "dzień dobry" rozbudziło we mnie apetyt na więcej. A później już było tylko lepiej. "Ufać zbyt mocno" to wielowarstwowa powieść, która potrafi zaskoczyć czytelnika na każdej stronie. Bo Jadwiga Czajkowska przygotowała prawdziwy rollercoaster emocjonalny. Wszystkie tajemnice w powieści odkrywane są stopniowo, niespiesznie. Z mojej strony ogromny podziw za cierpliwość autorki i umiejętność trzymania nerwów na wodzy. Ja, mając w zanadrzu taki kaliber, nie potrafiłabym się powstrzymać.

Mogłoby się wydawać, że to książka, jakich wiele. Los Blanki, która dotychczas ciężko pracowała na swój sukces i każdą kromkę chleba, odmienia się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ktoś, obserwując ją z boku, mógłby powiedzieć, że jej się udało - Blanka jest dyrektorem oddziału prestiżowego banku, lecz szczerze nienawidzi swojego zajęcia, a pracownicy mają ją za najgorszą sukę. Jej życie prywatne jest pasmem niekończących się porażek. Do czasu. Kiedy na horyzoncie pojawia się Marcel, życie Blanki zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. Kobieta może zrezygnować z pracy i całkowicie zdać się na zaradnego mężczyznę, którego firma doskonale prosperuje. Tylko czy tak będzie już zawsze?

Powieść Jadwigi Czajkowskiej pod dość przewrotnym tytułem "Ufać zbyt mocno" to opowieść o kobiecie, która... ufała, kochała, wierzyła zbyt mocno. Czy dobrze jest w pełni polegać na drugim człowieku? A może jednak powinniśmy liczyć przede wszystkim na siebie? Nowa książka Jadwigi Czajkowskiej skłania do tych i wielu innych refleksji. Doskonale napisana, dojrzała, przemyślana w każdym szczególe powieść z pewnością przypadnie do gustu miłośniczkom bardziej ambitnych, niejednoznacznych utworów z zakresu szeroko rozumianej literatury obyczajowej. Blanka podstępem wkradła się do mojej głowy i z pewnością zostanie już tam na dłużej. "Ufać zbyt mocno" to jedna z tych powieści, które odmieniają życie. Nie warto się spieszyć z tą lekturą. Lepiej jest się delektować każdym słowem i chłonąć z kart powieści życiową mądrość. Niespiesznie, leniwie.

Świetna powieść, za sprawą której zapragnęłam poznać kolejne tytuły autorstwa Jadwigi Czajkowskiej. Zamierzam nadrobić zaległości, przeczytać "Macochę" i... liczę, że na kolejną powieść autorka nie każe nam czekać długie cztery lata. Tymczasem polecam "Ufać zbyt mocno". Samo życie.

Jadwiga Czajkowska "Ufać zbyt mocno"
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2017
liczba stron: 472
data premiery: 21.02.2017

sobota, 11 lutego 2017

Karolina Wilczyńska "Właśnie dziś, właśnie teraz" | Recenzja



Tej pisarki z pewnością nikomu przedstawiać nie trzeba. Karolina Wilczyńska jest znana dzięki takim powieściom jak "Jeszcze raz, Nataszo" czy seria "Stacja Jagodno". 1 lutego powróciła z nową książką, pod wymownym tytułem "Właśnie dziś, właśnie teraz". Czego możecie się spodziewać? Przede wszystkim - mocnych wrażeń.

Los bywa przewrotny. Przekonują się o tym trzy kobiety - Sonia, Sabina i Bronisława, kiedy ich ścieżki krzyżują się w najmniej spodziewany sposób. Ich życie po nieszczęśliwym wypadku się zmieni, ale... czy na pewno na gorsze? Bronisława jest siedemdziesięcioletnią, starszą panią, która ma na utrzymaniu siebie i dorosłego syna alkoholika. Jerzy przepija każdy gorsz, a jego matka stara się przeżyć od dziesiątego do dziesiątego. Sonia nie może narzekać na brak pieniędzy. Ale jej życie również, wbrew pozorom, jest dalekie od ideału. Sabina już dawno zapomniała o swoich potrzebach, zajmując się zniedołężniałym, chorym ojcem. Nie ma nawet czasu chorować, bo przecież nikt inny nie zaopiekuje się jej tatą. Wypadek w hipermarkecie okaże się punktem zwrotnym w życiu naszych bohaterek.

Obok tej historii nie sposób przejść obojętnie. Karolina Wilczyńska pisze o problemach, jakie w mniejszym lub większym stopniu dotyczą każdego z nas, i ten uniwersalizm jest właśnie sekretem popularności jej książek. Jej bohaterki to doświadczone przez życie kobiety, które muszą zmienić swoje życie. Pisarka pozwala nam dostrzec światełko w tunelu, przekonuje, że zawsze trzeba mieć nadzieję, mimo iż lektura w gruncie rzeczy nie należy do super optymistycznych. W tych odcieniach szarości można jednak dostrzec szansę, nie tylko dla bohaterek, ale też dla siebie. Wycisnąć z lektury - i z życia - to, co najlepsze. Karolina Wilczyńska motywuje swoje czytelniczki, przekonując, że nigdy nie jest za późno na zmiany.

"Właśnie dziś, właśnie teraz" jest jednocześnie bardzo podobna do "Stacji Jagodno" i... zupełnie inna. Podobna, bo na kartach tej powieści czytelniczki odnajdą mnóstwo ciepłych słów, mądrości życiowych i wsparcia. Inna, bo każda z bohaterek jest w jakiś sposób tragiczna i dostaje od życia w kość. Nie wszystkie czeka happy end. Ja właśnie takie obyczajówki lubię najbardziej. Prawdziwe, momentami przytłaczające, niekoniecznie łatwe i przyjemne. Karolinie Wilczyńskiej udało się połączyć lekkość wypowiedzi z trudną tematyką, przez co jej powieść czyta się naprawdę dobrze i szybko.

W dobrze wykreowanych bohaterkach czytelniczki znajdą swoje lustrzane odbicie, przez co mogą identyfikować się z postaciami. "Właśnie dziś, właśnie teraz" to intrygująca powieść, w świecie której odnalazłam się już od pierwszej strony. Bardzo dobra, ambitna obyczajówka, która spodoba się przede wszystkim bardziej wymagającym czytelniczkom.

Karolina Wilczyńska "Właśnie dziś, właśnie teraz"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2017
liczba stron: 323
data premiery: 01.02.2017

czwartek, 9 lutego 2017

Katrina Kittle "Dobroć nieznajomych" | Recenzja



TAKIE powieści trafiają się raz na setki publikacji i zostają z nami na zawsze. Przyznaję, nie spodziewałam się, że to właśnie "Dobroć nieznajomych" będzie TAKĄ książką. Jeśli miałabym porównywać emocje, jakie we mnie wywołała, z wrażeniami po lekturze którejś z przeczytanych przeze mnie obyczajówek, wybrałabym "W słusznej sprawie" Diane Chamberlain. Zupełnie nieoczekiwanie "Dobroć nieznajomych" Katriny Kittle została jedną z najważniejszych i najlepszych przeczytanych w całym moim życiu powieści obyczajowych.

O TAKICH powieściach pisze się niełatwo. Jak wyrazić słowami ten ogrom emocji, który wywołała lektura? Jak przekonać sceptyków? Jeszcze do niedawna należałam do tej grupy. Opis nie zachęcał. "Nic wielkiego", pomyślałam. Byłam w błędzie. Ta powieść jest wielka. Jest genialna i jeśli lubicie obyczajówki, musicie ją przeczytać. Nie możecie. Musicie, właśnie tak. "Dobroć nieznajomych" pozostawi trwały ślad w waszych sercach. Katrina Kittle pisze o sprawach najwyższej wagi. Głównym tematem tej powieści jest molestowanie seksualne dzieci. Tak, wiem, co teraz powiecie. "O nie, nie, to ja jednak podziękuję, nie mogę czytać takich książek. Odbierają mi chęć do życia, wprawiają w kiepski nastrój". Nie tym razem. Katrina Kittle ma rzadko spotykany dar do pisania o najtrudniejszych, najbardziej bolesnych sprawach w sposób lekki i wyważony.

Sarah Laden po śmierci męża samotnie wychowuje dwóch synów: Nate'a i Danny'ego. Nagle jej poukładany świat wali się na głowę, kiedy okazuje się, że syn jej przyjaciółki próbował popełnić samobójstwo i wszystko wskazuje na to, iż... dziecko było molestowane przez własnych rodziców i innych dorosłych. Co tak naprawdę działo się w czterech ścianach domu szanowanej lekarki Courteney i jej wzbudzającego sympatię męża Marka? Czy matka chłopca wiedziała o koszmarze swojego syna? A może sama odgrywała w nim główną z ról? Sytuacja wcale nie jest taka oczywista, gdyż Jordan zaprzecza, jakoby matka miała mu zrobić krzywdę. Pytania się mnożą, a odpowiedzi wcale nie są takie oczywiste. W tych trudnych chwilach skrzywdzone dziecko może liczyć tylko na Sarah i jej rodzinę. Czy Jordan będzie umiał normalnie żyć?

Katrina Kittle wykazała się niemałą empatią i zrozumieniem dla potrzeb nie tylko swojego czytelnika, ale też molestowanych dzieci. Oszczędziła nam brutalnych scen, bardziej skupiając się na psychice ofiary i osób z najbliższego otoczenia. Powieść trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony, gdyż, jak już wspomniałam, tak naprawdę nie mamy pewności, jaki udział w dramacie Jordana miała jego matka, dzięki czemu "Dobroć nieznajomych" czyta się rewelacyjnie, jak doskonale napisany kryminał. Ta książka jednocześnie wstrząsa i pasjonuje, otwiera nasze oczy na niezwykle istotny problem. Katrina Kittle analizuje dogłębnie temat molestowania seksualnego dzieci, gdzieś w trakcie wciągającej lektury i opisów życia kochającej się rodziny podsuwa nam dane statystyczne i angażuje czytelnika w sprawy krzywdzonych dzieci.

"Dobroć nieznajomych" to przede wszystkim powieść o potędze miłości, która może ocalić. To książka o tryumfie dobra i nadziei, która przywraca do życia. Czytałam, czytałam i... miałam nadzieję, że nie skończy się nigdy. Z jednej strony - tak bardzo chciałam wiedzieć, jaką rolę odegrała Courteney, z drugiej - zdawałam sobie sprawę z tego, że tak szybko nie trafię na równie fenomenalną lekturę. To chyba najmocniejsza powieść w ofercie klubu "Kobiety to czytają". Odkrycie wydawnictwa na miarę Dawn Barker i jej "Pękniętego odbicia". REWELACJA!

Katrina Kittle "Dobroć nieznajomych"
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2017
liczba stron: 512
data premiery: 02.02.2017

środa, 8 lutego 2017

Patronat medialny: Edyta Świętek "Cień burzowych chmur. Spacer Aleją Róż Tom 1"




Cóż to jest za powieść! Poznajcie zupełnie nowe, zaskakujące wcielenie Edyty Świętek. "Cień burzowych chmur" to mocne rozpoczęcie sagi "Spacer Aleją Róż", a że apetyt rośnie w miarę jedzenia… ja już czekam na drugi tom! 

Przyznaję , że Edyta Świętek zaskoczyła mnie tą książką. Autorka znana dotychczas z lekkich, niezobowiązujących i przyjemnych kobiecych historii, tym razem proponuje czytelnikom dojrzałą sagę o losach rodziny Szymczaków. W tle obserwujemy zapoczątkowaną w 1949 roku budowę osiedla Nowa Huta, które dziś jest największą dzielnicą Krakowa. Pisarka sama pochodzi z Nowej Huty i postanowiła oddać historię tej części stolicy Małopolski na kartach swojej powieści. "Cień burzowych chmur" to przesiąknięta lokalną historią opowieść o powojennych ścieżkach życia całej rodziny Szymczaków, ale głównym bohaterem jest Bronisław. To właśnie on, jako pierwszy z familii, wyrusza do Nowej Huty, aby tam rozpocząć wszystko od nowa. W wyniku reformy rolnej stracił cały majątek i został zmuszony do wyjazdu z rodzinnej wsi, aby szukać szczęścia we świecie.

"Cień burzowych chmur" to fenomenalne rozpoczęcie cyklu "Spacer Aleją Róż", będące swoistą obietnicą i bardzo udanym rozpoczęciem sagi. Już w pierwszej części Edyta Świętek przygotowała dla czytelnika całą gamę emocji: począwszy od niespełnionej miłości, poprzez lęk o byt najbliższych, aż po nienawiść, chęć zemsty. Doskonale wykreowana postać odwiecznego wroga rodziny, Bartłomieja Marczaka, budzi w czytelniku najmroczniejsze instynkty. Edyta Świętek wiernie oddała realia opisywanej epoki. Nepotyzm, kolesiostwo, niesprawiedliwość, krzywda - właśnie w takich warunkach przyszło odbudować Polskę po okupacji hitlerowskiej.

Pisarka zgrabnie łączy fikcję literacką z autentycznymi wydarzeniami, sprawiając, że nie sposób odłożyć tę lekturę na półkę. "Cień burzowych chmur" to powieść monumentalna, zaskakująca nie tylko tematyką, ale też rozmachem. Moim zdaniem to jest właśnie kierunek, w jakim powinna podążać autorka, bo żadna, absolutnie żadna z jej dotychczasowych książek nie może się równać z pierwszym tomem sagi "Spacer Aleją Róż". Edyta Świętek zaryzykowała wiele, porzucając dobrze znane klimaty, za które zdążyły pokochać ją czytelniczki, i... moim zdaniem wygrała. Wygrała, bo mam wrażenie, że jej saga będzie wydarzeniem na miarę "Stulecia Winnych" Ałbeny Grabowskiej. Mam bardzo podobne odczucia po lekturze. Chcę jeszcze, jeszcze i jeszcze, doceniając ogrom pracy, jaki włożyła Edyta w ten cykl, i talent.

Jestem zaszczycona, że zostałam poproszona o przygotowanie rekomendacji na okładkę tak dobrej książki i miałam okazję przeczytać ją przed premierą. Przeczytajcie koniecznie "Cień burzowych chmur" i wypatrujcie premier kolejnych tomów. To będzie hit!

Edyta Świętek "Cień burzowych chmur. Spacer Aleją Róż Tom 1"
Wydawnictwo Replika, 2017
data premiery: 14.02.2017

wtorek, 7 lutego 2017

Patronat medialny: Elżbieta Rodzeń "Zimowa miłość" | Recenzja przedpremierowa



Nie czytam romansów. Nie lubię, z prostej przyczyny: takie książki mnie nudzą, są przewidywalne i sztampowe. Rozczarowuję się, kiedy powieść nie ma mi nic innego, poza wątkiem miłosnym, do zaoferowania. Tych, którzy mnie znają, z pewnością zdziwi ta recenzja na moim blogu. I jeszcze patronat medialny! Muszę to jednak głośno powiedzieć: to jest jedna z najlepszych polskich obyczajówek, jakie przeczytałam w ciągu ostatnich miesięcy.

"Kupiły" mnie te wątki medyczne. Sama przemycam do swoich książek taką tematykę, lubię też sięgać po powieści podejmujące wątki z zakresu szeroko rozumianej medycyny. Gdyby nie to, że bohaterowie poznali się na pierwszym roku studiów medycznych, a współcześnie Anna jest dyrektorem kliniki chirurgii plastycznej, a Michał - cenionym laryngologiem, z pewnością nie sięgnęłabym po tę powieść. I wiele bym straciła. To nie jest historia jak z bajki, bo już na początku dowiadujemy się, że Anna i Michał nie żyli długo i szczęśliwie, bo ona go porzuciła, łamiąc tym serce i sobie, i swojemu ukochanemu. Dlaczego? Tego dowiemy się z czasem. Tymczasem nasi bohaterowie spotykają się na konferencji i zupełnie niespodziewanie muszą spędzić kilka dni we troje: on, ona i... jego córka.

Twórczość Elżbiety Rodzeń miałam okazję poznać za sprawą debiutanckiej powieści autorki, "Noc świetlików". Już jej lektura była dla mnie sporym zaskoczeniem - nie lubię fantastyki, a tymczasem pisarce udało się przemycić ponadczasowe, uniwersalne wartości, dzięki czemu książkę przeczytałam z zapartym tchem, mimo iż treść nie odpowiadała moim zainteresowaniom i preferencjom. Byłam pewna, że "Zimowa miłość" okaże się fascynującą lekturą i nie pomyliłam się. To nie jest historia nieszczęśliwej miłości. Nie. To opowieść o poranionych przez życie chorobie, kobiecie pokiereszowanej nie tylko przez los, która żyje mechanicznie, z dnia na dzień, troszcząc się o wszystkich, tylko nie o siebie. W końcu - to historia mężczyzny, który po śmierci żony boryka się z samotnym wychowaniem córki i... wciąż nie może zapomnieć o swojej miłości sprzed lat.

To książka trudna, wstrząsająca, ale też na swój sposób - urocza i pozytywna. Najpierw brutalnie łamie serce, aby potem poskładać je na nowo. Koniecznie przeczytajcie "Zimową miłość", jeśli oczekujecie od literatury kobiecej czegoś więcej, niż tylko przyspieszonego bicia serc i westchnień pełnych miłości. To książka o życiu z ogromnym piętnem, chorobie, która odbiera człowieczeństwo i bólu, nie tylko tym psychicznym, ale też fizycznym. To też opowieść o wyborach, z gatunku tych najtrudniejszych. Przepiękna historia, która wyciśnie wiele łez, ale w końcu przywróci uśmiech na twarzy. Bo po każdej burzy wychodzi słońce.

Elżbieta Rodzeń "Zimowa miłość"
Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2017
data premiery: 13.02.2017 r.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Ewelina Dyda "Zła waluta" | Recenzja przedpremierowa



Na polski rynek wydawniczy pewnym krokiem wkracza kolejna "kryminalistka" - Ewelina Dyda. Jak dowiadujemy się z blurba, Dyda nie jest jedną z licznych królowych i księżniczek rodzimej sceny kryminalnej, dzięki Bogu. Nie zniosłabym kolejnej królewny, hrabiny czy czort wie kogo jeszcze, tymczasem ostatni weekend umiliła mi całkiem utalentowana debiutantka. Ewelina Dyda. Po prostu Dyda.

Jak sama autorka przyznaje, podczas pracy nad swoją powieścią sugerowała się klasykami czarnego kryminału. Trudno nie dostrzec pojawiających się co jakiś czas nawiązań do twórczości Raymonda Chandlera czy Rossa Macdonalda. Ewelina Dyda jest absolwentką filologii polskiej ze specjalizacją krytycznoliteracką. Wykształcenie autorki pozwoliło jej stworzyć literaturę przez duże "L", zaangażowaną nie tylko społecznie, ale też kulturalnie, co w połączeniu z atmosferą małomiasteczkowych spelun i obskurnych blokowisk tworzy mieszankę ciekawą i niezapomnianą. Ta powieść wbije się wam w pamięć.

Głównym bohaterem jest prywatny detektyw Jakub Rau - facet - jak to w kryminałach bywa - po przejściach. Kiedy do jego biura zgłasza się piękna, pociągająca i odrobinę niebezpieczna kobieta, Olga, nasz bohater nie potrafi się jej oprzeć i przyjmuje kolejne zlecenie. Ma za zadanie przyjrzeć się zabójstwu młodej dziewczyny, o które zostaje oskarżony pasierb Olgi, chłopak z arabskim pochodzeniem. W Tarnobrzegu nikt nie wierzy w jego niewinność. Nikt poza Olgą. W czasach imigracyjnego kryzysu w Europie, Igor jest idealnym podejrzanym i dostarcza skrajnym prawicowcom kolejnych powodów ku temu, aby nienawidzić Arabów i jeszcze głośniej krzyczeć hasła w stylu "Polska dla Polaków".

Ewelina Dyda napisała kryminał mocno osadzony w realiach niewielkiego Tarnobrzegu, i nawet nie chodzi tutaj o dokładną topografię miasta, a raczej o klimat zapomnianego miasteczka, leżącego gdzieś na południowym wschodzie Polski. Atmosferę tej książki budują podchmieleni "smakosze", młodzież zafascynowana hasłami nacjonalistycznymi oraz podupadłe blokowiska. Intryga, chociaż nie jest zbyt zawiła i wyszukana, sprostała moim oczekiwaniom co do debiutanckiej powieści. Smaku całości dodaje odpowiednio wyważona dawka ironii, bez której czarny kryminał nie miałby racji bytu. Jedyne co mi przeszkadzało, to częste wtrącenia "Ale to nie na temat" i zmiany w narracji. Lepiej się czuję w narracji trzecioosobowej, ale możliwe, że mówię tak z powodu tych powtórzeń w wykonaniu Jakuba, które mocno mnie irytowały i rozpraszały uwagę.

"Zła waluta" to bardzo dobry debiut i zapowiedź obiecującej kariery. Z przyjemnością przeczytam każdą kolejną książkę Eweliny Dydy, bo ta kobieta ma nie tylko talent, ale też jakieś pojęcie o gatunku, w którym tworzy, co nie zawsze jest takie oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Warto zapoznać się z lekturą jej debiutanckiej powieści.

Ewelina Dyda "Zła waluta"
Wydawnictwo W.A.B., 2017
liczba stron: 288
data premiery: 01.02.2017