Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magdalena witkiewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magdalena witkiewicz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 kwietnia 2016

Magdalena Witkiewicz "Cześć, co słychać?" | Recenzja przedpremierowa



Magdalena Witkiewicz, autorka bestsellerowych powieści obyczajowych dla kobiet, niedługo wejdzie w magiczny wiek. Z okazji rychłego przekroczenia czterdziestki napisała książkę, której bohaterka jest w podobnym wieku, szykuje się do zmiany "kodu" z przodu i... totalnie komplikuje swoje życie. Czy warto żyć wspomnieniami z przeszłości? A ty, co powiedziałabyś młodszej wersji samej siebie?

Zuzanna wiedzie całkiem zwyczajne życie. Ma męża, dwie córki, a każdy jej dzień przypomina kolejny. Istny "Dzień Świra". Niedługo skończy czterdzieści lat i, ku swemu ogromnemu zdziwieniu, przeżywa kryzys wieku średniego, chociaż myślała, że doświadczają go tylko mężczyźni. Zuzanna rozpamiętuje wydarzenia z przeszłości, dużo wspomina swoją pierwszą i, jej się wydaje, jedyną miłość. Pod wpływem impulsu znajduje Pawła na Facebooku i wysyła do niego wiadomość o treści "Cześć, co słychać?". Od tej pory wydarzenia w życiu Zuzanny przybierają zaskakujący bieg. Jedna niewinna wiadomość wywołuje całą lawinę zdarzeń.

Podczas lektury towarzyszyło mi odczucie, że oto Magdalena Witkiewicz powieliła schematy z "Opowieści niewiernej" i "Zamku z piasku". Do czasu, aż przeczytałam ostatnie kilkadziesiąt stron, które całkowicie zmieniły moje postrzeganie tej powieści. Magdzie rzeczywiście udało się mnie zaskoczyć. Niby prosta, lekko ckliwa historia, a poruszyła moje serce. Magdalena Witkiewicz posiada niewątpliwy talent do grania na ludzkich emocjach, wywoływania najgłębiej skrywanych tęsknot i pragnień. "Cześć, co słychać?" nie zaskakuje niczym wybitnym, a jednak podbija serca. To właśnie takich historii pragną czytelniczki. Zmęczone codziennością, może nieco znudzone, potrzebujące zmiany. Magda Witkiewicz zna ich potrzeby i wychodzi do nich z nową propozycją. "Cześć, co słychać?" na pewno odniesie podobny sukces, jak poprzednie książki autorki.

Nie lubię być złym prorokiem, ale... Autorka chwaliła się na swojej stronie na Facebooku, że skończyła pisać książkę w lutym, po czym ogłosiła, że premierę zaplanowano na 27 kwietnia. Wiele czytelniczek czeka na kolejne książki Magdaleny Witkiewicz, przez co autorka pracuje pod presją czasu, a na tym tracą opisywane przez nią historie, gdyż są niedopracowane pod względem stylistycznym. Niestety, wydawnictwo zaniedbało redakcję, robiąc ją po łebkach, korekty w ogóle tutaj nie widać. Wydaje mi się, że wszystko działo się zbyt szybko, aby mogło zostać dopracowane. W "Cześć, co słychać?" jest sporo błędów ("najwyraźniej w świecie" zamiast "najzwyczajniej w świecie") i zbyt potocznego języka. Rozumiem, że pisarka stawia na prosty język, ale zdania w stylu "a w razie czego to dasz mi widelec?" nie wyglądają dobrze w książce.

"Cześć, co słychać?" to bardzo ciekawa historia, ale sama książka została napisana słabiej niż inne spod pióra Magdy Witkiewicz. Praca pod presją czasu niekoniecznie wychodzi jej na dobre, a lepsze są powieści, które napisała jeszcze jako całkiem nieznana autorka. Czekam na Witkiewicz w dawnym stylu, z "Opowieści niewiernej", "Zamku z piasku" czy "Pierwszej na liście".

Dziękuję Wydawnictwu Filia za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego książki!

Magdalena Witkiewicz "Cześć, co słychać?"
Wydawnictwo Filia, 2016
liczba stron: 320
data premiery: 27.04.2016

sobota, 23 stycznia 2016

Socha & Witkiewicz "Awaria małżeńska" | Recenzja



Natasza Socha - mistrzyni ciętego humoru oraz Magdalena Witkiewicz - specjalistka od happy endów. Co powstaje z tego iście wybuchowego połączenia? Skrząca się humorem, błyskotliwa komedia o dwóch tymczasowo samotnych ojcach, zmuszonych ogarnąć dzieci i dom, a przy okazji zadbać o to, aby całe towarzystwo nie umarło z głodu, ewentualnie nie zachorowało od nadmiaru McDonalda i KFC. Co by się nie działo, i tak muszą dać radę! No cóż, nie mają innego wyjścia.

Wszystko zaczęło się od kota. Sierściuch wybiegł pod koła kierowcy autobusu, którym zupełnie przypadkiem podróżowały wspólnie Justyna i Ewelina. Bliskie spotkanie autobusu z kotem kończy się wezwaniem karetki pogotowania i odtransportowaniem dwóch spanikowanych kobiet na oddział chirurgii urazowej. Spanikowanych bynajmniej nie swoim stanem zdrowia, a koniecznością pozostawiania dzieci pod opieką mężów, którzy nie do końca rozróżniają suszarkę od pralki. Mateusz i Sebastian muszą zmierzyć się nie tylko z perspektywą nastawienia prania i przygotowania obiadu. Co tam obiad, kiedy nie mają pojęcia, do jakich szkół chodzą ich dzieci, no i pod jakim adresem zlokalizowane jest przedszkole najmłodszej latorośli? Z pomocą dwóm dotychczas zupełnie obcym sobie mężczyzną przyjdzie Dżesika - ekscentryczna prostytutka, która jak każda kobieta potrafi też wysprzątać mieszkanie i ugotować obiad.

"Awaria małżeńska" to przede wszystkim kapitalny humor. Nawet jeśli nie lubicie obyczajówek, a historie miłosne wywołują u was alergiczną wysypkę, musicie przeczytać tę książkę dla fenomenalnych żartów sytuacyjnych oraz błyskotliwych, zabawnych dialogów. Socha i Witkiewicz udowadniają, że granice absurdu nie istnieją, a ich bohaterowie, chociaż mocno stereotypowi i nieco przerysowani, wzbudzają ciepłe uczucia pomimo świadomości wszystkich ich wad. Autorki w genialny sposób opisały awarię małżeńską i domową, jaka wkradała się w życie Mateusza i Sebastiana. Zarówno Natasza Socha, jak i Magdalena Witkiewicz są doskonałymi obserwatorkami i potrafią przedstawić spostrzeżenia w krzywym zwierciadle, wprawiając czytelnika w doskonały humor.

Jeszcze przed rozpoczęciem lektury obawiałam się przesłania tej książki - bo niby wszyscy faceci są źli i przerasta ich odwiezienie dzieci do szkoły czy do przedszkola? Już się chciałam kłócić, przecież sama mam w domu faceta, który zawozi syna do przedszkola, gotuje stokroć lepsze obiady ode mnie, a do tego bawi się z dziećmi. Ale nie, Socha i Witkiewicz wcale nie są zatwardziałymi feministkami i potrafią docenić swoich męskich bohaterów. Zakończenie książki wcale nie jest banalne, a autorkom udało się połączyć doskonałą komedię z niegłupim wcale przesłaniem i mądrą lekcją dla wszystkich kobiet. Nie zdradzę wiele, aby nie zepsuć wam frajdy z lektury, ale zapewniam, że duet Socha i Witkiewicz zachęci was do tego, abyście... spojrzały mniej krytycznie na swoich mężczyzn!

Natasza Socha i Magdalena Witkiewicz prywatnie są przyjaciółkami. Dzięki świetnej relacji, jaka ich łączy, udało im się napisać w duecie bardzo dobrą komedię i żadna z pań nie zepchnęła z piedestału tej drugiej. W "Awarii małżeńskiej" widać zarówno typowe cechy prozy Magdaleny Witkiewicz, jak i humor oraz cięty język Nataszy Sochy. Polecam na długie, mroźne wieczory, kapitalna rozrywka.

Dziękuję Wydawnictwu Filia za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Magdalena Witkiewicz, Natasza Socha "Awaria małżeńska"
Wydawnictwo Filia, 2016
liczba stron: 376
data premiery: 20.01.2016

środa, 23 września 2015

Magdalena Witkiewicz "Po prostu bądź" | Recenzja przedpremierowa



Na każdą kolejną książkę Magdaleny Witkiewicz czekają wierne czytelniczki. Jej powieści sprzedają się doskonale na długo przed premierą. Polki pokochały sposób, w jaki Magdalena Witkiewicz pisze o sprawach ważniejszych i tych najważniejszych. Dzisiaj opowiem wam o książce, której chyba nie trzeba przedstawiać. "Po prostu bądź" ukaże się na rynku 7 października i wcale nie przesadzę, kiedy uznam, że jest najbardziej wyczekiwaną powieścią literatury kobiecej tej jesieni.

Rodzice Pauliny mieli wobec niej inne plany niż ona sama. Nie chcieli, by ich córka uczyła się w liceum. Po co jej wykształcenie na wsi? Dziewczyna miała wyjść za mąż, ba!, matka z ojcem nawet znaleźli jej odpowiedniego kandydata, nie rozumiejąc, że Paulinę i Adriana łączyła tylko przyjaźń. Młoda kobieta jednak chciała jednak spełniać własne marzenia. Dostała się na upragnioną architekturę i wyjechała studiować do Gdańska. Nie mogła liczyć na pomoc rodziców, ze wszystkim musiała radzić sobie sama. Spotkała miłość swojego życia, zaczęła układać sobie życie. Jednak los zadrwił z niej okrutnie. Straciła to, co najcenniejsze. Pogrążona w rozpaczy Paulina miała jednak kogoś, dla kogo mogła, musiała! żyć. Tuż obok zawsze był przyjaciel. Przyjaciel, z którym pewnego dnia zawarła pakt. 

Książki Witkiewicz mają w sobie coś takiego, że zostają z czytelnikiem na długo. Dla przykładu weźmy najnowszą, "Po prostu bądź". Można by powiedzieć, że to banalna, prosta i jakże przewidywalna historia. I tak jest. A jednak zawładnęła mym sercem na dobre. Bezwstydnie zaczytywałam się w historii Pauliny, czerpałam z niej pełnymi garściami, rozkoszowałam się każdym słowem, jakie przygotowała dla mnie Magdalena Witkiewicz. Uwielbiam lekkość pióra autorki. Magda z najbardziej nawet zwyczajnej opowieści potrafi stworzyć pełną magii, niebywałą historię. Mimo iż można łatwo i z powodzeniem przewidzieć ciąg dalszy oraz zakończenie książki, czytelnik nie czuje się zawiedziony, bo czerpie niesamowitą frajdę z przygody, jaką przyszło przeżyć mu dzięki Magdalenie Witkiewicz.

"Po prostu bądź" to opowieść o miłości, tej pierwszej, a także tej kolejnej. Autorka stworzyła wiarygodną, ciepłą historię ludzi, którzy muszą podnieść się po stracie, aby odkryć w swoim wnętrzu uczucia, jakich już nie spodziewali się tam zastać. Momentami wzruszająca, czasem zabawna powieść sprawi, że po lekturze poczujecie się lepszymi ludźmi. "Po prostu bądź" dowartościowuje. Przywraca wiarę w to, iż to samo życie, które bywa okrutne, potrafi nas jeszcze mile zaskoczyć. Najnowszą książkę Magdaleny Witkiewicz przeczytałam w jeden dzień, odczuwając fizyczne i psychiczne uzależnienie od lektury. "Po prostu bądź" to kolejna powieść Magdy, która wciąga od pierwszej strony i nie można jej odłożyć na półkę, dopóki nie przeczytamy jej od deski do deski.

Wiele czytelników zaufało Magdzie na długo przed premierą. Mam dla was bardzo dobrą wiadomość - nie pomyliliście się, to był dobry wybór! Jestem przekonana, że czeka was cudowna przygoda z najnowszą powieścią Magdaleny Witkiewicz. "Po prostu bądź" to kolejny hit spod pióra autorki.

Dziękuję autorce oraz Wydawnictwu Filia za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Magdalena Witkiewicz "Po prostu bądź"
Wydawnictwo Filia, 2015
data premiery: 07.10.2015

czwartek, 28 maja 2015

Magdalena Witkiewicz "Moralność pani Piontek" | Recenzja



Najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz "Moralność pani Piontek", tak jak poprzednie książki autorki, stała się bestsellerem na długo przed premierą. Tysiące czytelniczek (i czytelników) w Polsce z niecierpliwością czekają na każdą kolejną powieść swojej ulubionej autorki. A Witkiewicz jest niezwykle uniwersalną i elastyczną pisarką. W styczniu wydała ważną książkę "Pierwsza na liście", w której namawia do oddawania szpiku kostnego. W maju powraca napisaną lekkim piórem, przezabawną "Moralnością pani Piontek". Tytuł wywołuje u was jakieś skojarzenia? Słusznie! Pani Piontek to taka współczesna Aniela Dulska.

Gertruda Piontek dopięła swego. Złapała męża z iście królewskim nazwiskiem i jako Gertruda Poniatowska urodziła syna, który miał zostać lekarzem. Laryngologiem. Jednak Augustyn nieco się zbuntował i, zamiast laryngologiem, został ginekologiem. Gertruda to prawdziwa harpia. Uwielbia drogie szpilki, czytuje tylko noblistów i laureatów nagrody NIKE, pije kawę z prawdziwej porcelany. Chce być pochowana w butach od Louboutina. Poukładane życie Gertrudy Poniatowskiej, z domu Piontek, burzy decyzja 35-letniego ukochanego synka Augustyna. Augustyn postanowił wyprowadzić się od toksycznej mamusi. Teraz, zaraz, natychmiast. Gertruda jest zrozpaczona. Nie może pozwolić, aby wpadł w sidła jakiejś lafiryndy. Co to, to nie! Pani Piontek musi działać. Szybko, bo jak się okazuje, w wyniku zapobiegliwości niejakiej pani Halinki, od której Augustyn wynajmuje mieszkanie, ukochany syn Gertrudy dzieli przestrzeń mieszkalną z Anulą, młodą studentką. W mieszkaniu kręci się też Cyryl Przebrzydły, znienawidzony przez panią Piontek najlepszy przyjaciel Augustyna. Co za towarzystwo...

"Moralność pani Piontek" wyróżnia się doskonałymi kreacjami głównych bohaterów. Witkiewicz przedstawia Poniatowskich w krzywym zwierciadle, wywołując tym niekontrolowane wybuchy śmiechu i ironiczne uśmieszki na twarzy czytelnika. Stereotypowość pewnych sytuacji i relacji międzyludzkich okazuje się być sprawdzonym przepisem na doskonałą powieść obyczajową z wydźwiękiem iście komediowym. Pani Piontek jest typem matki, o jakiej krążą legendy. Zakochanej, zapatrzonej w ukochanego synka jedynaka, trzymającej dom (i męża!) w ryzach (i pod pantoflem!). Zawód dla swojego Augustynka wybrała jeszcze zanim ptaki zdążyły o potomku zaśpiewać. Kobieta-harpia. A jednak pani Piontek wzbudza sympatię. Bo jak nie pokochać bohaterki, która swoim tylko pojawieniem się na horyzoncie wywołuje szeroki uśmiech na twarzy? Gertruda to taka bohaterka antybohaterka. Upiorna mamuśka, nie pozwala dorosnąć i zacząć żyć własnym życiem swojemu 35-letniemu dziecku. Czy taka postać może się zmienić? Pewnie nie. Ale.. może się okazać, że kiedy już wszystko pójdzie po jej myśli, wcale nie będzie tak źle!

Najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz to wciągająca, lekka, baardzo przyjemna i zabawna lektura. Przeczytałam w jeden wieczór, bo książek Witkiewicz nie da się tak po prostu przerwać czytać i odłożyć na później. "Moralność pani Piontek" nie jest wyjątkiem. Czyta się rewelacyjnie, szybko i łatwo. To doskonały sposób na wieczór po męczącym dniu. Sekret tej powieści polega na połączeniu trafnych, życiowych obserwacji z niewybrednym humorem. Magdalena Witkiewicz ma niebywale lekkie pióro, tworzy proste i krótkie zdania, podkreślając ironiczny ton wypowiedzi. "Moralność pani Piontek" zaraża optymizmem, rozjaśnia szary dzień. Oto sekret popularności książek Magdaleny Witkiewicz. Ona nawet wtedy, gdy pisze o trudnych sprawach, wyróżnia się niebywałą lekkością i swobodą wypowiedzi. Jej powieści są nieskomplikowane, a jednocześnie ważne oraz ambitne. Magdalena Witkiewicz jak nikt inny łączy łatwy relaks z niebanalną treścią.

Cóż więcej można napisać o książce, która jeszcze przed premierą stała się bestsellerem i sprzedaje się jak ciepłe bułeczki? Nie dziwi mnie popularność powieści Magdaleny Witkiewicz. "Moralność pani Piontek" jest doskonałą rozrywką. To ciepła i zabawna opowieść o skomplikowanych relacjach międzyludzkich. A wszystko to w wydaniu "specjalistki od szczęśliwych zakończeń". Polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Filia za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Magdalena Witkiewicz "Moralność pani Piontek"
Wydawnictwo Filia, 2015
data premiery: 20.05.2015
ilość stron: 304

piątek, 2 stycznia 2015

Recenzja przedpremierowa | Magdalena Witkiewicz "Pierwsza na liście"




Magdalena Witkiewicz to znana i lubiana polska pisarka powieści obyczajowych. Witkiewicz pisze o i dla kobiet. "Pierwsza na liście" to książka, jakiej autorka jeszcze dotąd nie napisała. Większość publikacji Magdaleny Witkiewicz to lekkie, przyjemne lektury dla kobiet, przekonujące o naszej wyjątkowości i dodające pewności siebie. Nie inaczej jest w przypadku najnowszej powieści pisarki, jednak tym razem autorka dociera o wiele, wiele głębiej. Jakże inna jest ta książka od "Szkoły żon" czy "Pensjonatu marzeń". "Pierwsza na liście" to powieść o istocie człowieczeństwa.

Bo najważniejsze to być człowiekiem...

Ina pozostawiła swoje stare życie w Gdańsku i rozpoczęła nowy rozdział w Warszawie. Jest znaną, dobrze zarabiającą dziennikarką, nie narzeka na brak zainteresowania ze strony mężczyzn. Jednak przeszłość upomni się o nią, gdy na progu jej drzwi stanie Karolina, córka jej dawnej przyjaciółki. Nastoletnia dziewczyna wyruszyła w podróż, aby odnaleźć pierwszą na liście. Liście zostawionej przez matkę. Patrycji przyszło zmierzyć się z nieuchronnym. Patrząc śmierci w oczy, musi przygotować córki na najgorsze, zagwarantować im pomoc oraz nauczyć, jak żyć. Każda z kobiet zostaje poddana ciężkiej próbie. Przyjdzie im uporać się z przeszłością i mimo wciąż niezabliźnionych ran podjąć próbę wybaczenia. Bo tylko razem mogą przetrwać życiową zawieruchę.

"Pierwsza na liście" opowiada pełną magii, wyjątkową, choć niepozbawioną bólu historię kobiet, którym przyszło się zmierzyć z najgorszym i odnaleźć w tej życiowej zawierusze siebie nawzajem. Magdalena Witkiewicz pisze z charakterystycznym dla siebie wyczuciem i wrażliwością o najbardziej dotkliwych sprawach. Opisując niezłomność i siłę postaci, przekonuje swoje czytelniczki, iż również one mogłyby zostać bohaterkami tej powieści, gdyż "Pierwsza na liście" to historia o nas, zwykłych, normalnych kobietach. Autorka pisze o szeroko rozumianej, wystawionej na ciężką próbę kobiecej solidarności i lojalności. To powieść o wybaczeniu i wielkiej przyjaźni. Przyjaźni silniejszej niż najgłębsze rany, stracona miłość, zdrada czy śmierć. 

"Pierwsza na liście" jest wyjątkowym hołdem złożonym wszystkim bohaterom życia codziennego. To pochwała ludzi, którzy potrafili znaleźć w sobie na tyle empatii i zdecydowania, aby podarować drugiemu człowiekowi to, co najcenniejsze - życie. Drugą szansę na życie. Jedna z bohaterek choruje na białaczkę. Przeszczep szpiku kostnego to jej jedyna szansa. Magdalena Witkiewicz pisze o tym, jak ważne jest to, by być człowiekiem. Przedstawia wątpliwości, z jakimi może borykać się każdy potencjalny dawca szpiku kostnego, sporo wyjaśnia i - co najważniejsze - przekonuje, że warto, trzeba!, cudownie jest pomagać. Co czyni nas dobrym człowiekiem? "Pierwsza na liście" to wyjątkowa, przepiękna historia o podejmowaniu decyzji, które mogą uratować komuś życie.

Powieść przeczytałam jednym tchem, osłupiała i zachwycona. Magdalena Witkiewicz napisała emocjonującą, wciągającą oraz dojrzałą powieść. Przedstawiła losy kilku nadzwyczajnych, niezwykłych kobiet. Każda z tych historii nas czegoś uczy. W swej książce autorka zawarła pochwałę przyjaźni, macierzyństwa oraz miłości. Zestawiła ze sobą te trzy wartości, nad którymi napisała drukowymi literami jedno hasło. "ŻYCIE". "Pierwsza na liście" to prawdziwa afirmacja życia. Przynosi nadzieję, każe docenić to, co posiadamy, przewartościować każdą minutę, każdą sekundę.

Magdalena Witkiewicz zaskoczyła mnie swoją najnowszą powieścią. Mimo iż utrzymana w charakterystycznym dla pisarki stylu, traktująca o tematach dobrze znanych autorce, wnosi powiew świeżości w dorobku Magdaleny Witkiewicz. Tą książką kobieta wyrwała się ze schematów, w jakie wpadła pisząc "Szkołę żon" czy "Milaczka". To powieść na miarę "Opowieści niewiernej", jednej z moich ulubionych książek autorki. A może nawet lepsza? Co tam, zdecydowanie lepsza!

Dziękuję autorce oraz Wydawnictwu Filia za możliwość przedpremierowego zrecenzowania powieści!

Magdalena Witkiewicz, "Pierwsza na liście"
Wydawnictwo Filia, 2015
ilość stron: 352
data premiery: 14.01.2015

wtorek, 23 grudnia 2014

Magdalena Witkiewicz | Święta Bożego Narodzenia

Wirtualne odliczanie do Świąt Bożego Narodzenia na blogu Przegląd czytelniczy dobiega końca.
Autorką ostatniego już świątecznego postu jest Magdalena Witkiewicz, spod której pióra wyszły takie powieści jak "Szkoła żon", "Pensjonat marzeń", "Milaczek" czy "Zamek z piasku". 
Pisarka postanowiła wpuścić czytelników do swojego mieszkania, nie możecie tego przegapić!

A tymczasem kochani..

Wraz ze wszystkimi autorkami, jakie wzięły udział w cyklu świątecznym, życzymy Wam wszystkim Świąt spędzonych w rodzinnej, ciepłej atmosferze.




Święta Bożego Narodzenia to dla mnie czas, w którym robi się ciepło w sercu, a łzy wzruszenia czasem spływają po policzku. Bo ja jestem z tych, co wzruszają się często i łatwo. I przyznam, że bardzo to lubię! 
W tym roku okres świąteczny zaczął się u mnie bardzo szybko. W połowie listopada byłam w Irlandii, a tam „White Christmas” i „Jingle Bells” rozbrzmiewały wszędzie. Zatem już w listopadzie poczułam się bardzo świątecznie. Nawet kupiłam wtedy część prezentów dla bliskich, ale… Ale już prawie wszystkie rozdałam, bo uwielbiam dawać prezenty. Oczywiście teraz bardzo żałuję, bo pewnie mąż by się bardzo ucieszył, znajdując kombinezono-piżamę Supermana pod choinką, a tak… Ucieszył się wcześniej!
Bo ja nigdy nie mogę wytrzymać z tymi prezentami…
Gdy wyszłam za mąż, dwa lata z rzędu Wigilie były w naszym mieszkaniu. Zapraszam Was na jedną taką moją Wigilię, gdy dzieci były jeszcze małe. 



Gdy moi rodzice przeprowadzili się do dużego domu, ulicę obok, tam w wigilijny wieczór zawsze się spotykamy. Święta z dziećmi są cudowne! 
W tym roku moje dzieci napisały list do Świętego Mikołaja i dostaną dokładnie to, co w listach. Nie mogę się doczekać ich reakcji. Wierzą jeszcze w Mikołaja, chociaż czasem zastanawiają się nad jego istnieniem… Oby ta wiara trwała jak najdłużej.
W moim domu rodzinnym choinkę zawsze ubieraliśmy w Wigilię. Co roku mama się denerwowała, że tata kupi najbrzydszą „drapakę”, ale co roku mieliśmy najpiękniejszą na świecie. Przynajmniej w moim odczuciu. 
Po rodzinie krąży anegdota, że kiedyś jakiś wujek kupił wyjątkowo koszmarną choinkę. Ciocia zamiast go objechać z góry do dołu, przytuliła go i powiedziała:
- Kochanie, ty masz wyjątkowo dobre serce.
Wujek zdziwiony nie zdołał wykrztusić ani słowa.
- Wyjątkowo dobre serce – ciocia powtórzyła – Bo gdyby nie ty, ten facet w życiu by nikomu tej choinki nie sprzedał. A tak. Zarobił sobie i się cieszy w tę wigilijną noc!

Gdy byłam mała nie mieliśmy tradycji pieczenia pierniczków. Pamiętam przez mgłę, że robiłam z tatą ozdoby choinkowe. Mama królowała w kuchni. Tak też i jest do tej pory. Makowce, keksy, ryba po grecku, śledzie w oleju, w occie, sałatka jarzynowa, karp – to na samą Wigilię. Z pewnością o czymś zapomniałam! Na święta dochodził schab w galarecie i zwykle niesamowity tort. 
Nic się nie zmieniło w tradycjach mamy. Ja dołożyłam swoje. U mnie jest trochę inaczej.
Co roku z dziećmi pieczemy pierniczki. Mam chyba sto foremek i nigdy wszystkich nie dajemy rady użyć! Jednego dnia pieczemy, a następnego dekorujemy. Zawsze mamy kolorowe lukry i obłędną ilość ozdób do przyklejenia. To robimy zwykle w okolicy 6 grudnia. 
Ja mam takie szczęście, że zawsze przed świętami jestem chora. Albo gardło, albo oskrzela. W tym roku myślałam, że się uda być zdrową – gdzie tam! – bolał mnie ząb. Po prostu myślę, że mój organizm podświadomie chce się wywinąć z całego porządkowego galimatiasu. Gdy mogę się skupić na gotowaniu i przystrajaniu domu – zaczynam być zdrowa. O właśnie już mnie prawie nie boli!
Gdy zaczęłam prowadzić swój własny dom, do tradycyjnych potraw dołączyły kluski z makiem. Kocham kluski z makiem. I mogłaby to być jedyna potrawa, którą jem w święta. Kiedyś je zrobiłam latem. Latem nie smakują tak samo, jak przy choince! Do tych klusek (wiem, że połączenie katastrofalne) doszły śledzie. Jedne na słodko z pomidorami i rodzynkami, a drugie w oleju z oliwkami i ziołami prowansalskimi. W tym roku jeszcze zrobię terrinę z łososia i bardzo kuszą mnie krewetki. Mało tradycyjne, ale po pobycie w Wietnamie uwielbiam krewetki. Ale mój głos wewnętrzny szepcze mi, że krewetki na Wigilię, to przesada! Muszę się jeszcze zastanowić. Może je zrobię na sylwestra…
Kulinarnie się zrobiło, prawda? A tak chcę odejść od tego świątecznego konsumpcjonizmu…
Bo Święta Bożego Narodzenia pachną. Pachną mandarynkami i pomarańczami, pachną ciastem, dopiero co wyjętym z piekarnika. W domu też pachnie. Bo chociaż jakby nie wiadomo jak się nie chciało, trzeba posprzątać, zmienić pościel.
W tym roku Wigilię spędzamy u moich rodziców. Jak zawsze w ostatnich latach. Gdy był śnieg, dzieci wieźliśmy tam na sankach. Teraz trzeba będzie parasole zabrać…
Do Wieczerzy siadamy około siedemnastej. Jest tradycyjne łamanie się opłatkiem, a potem jedzenie tego wszystkiego, nad czym się pracowało przez ostatnie dni. Gdy już wszyscy się najedzą – należy przewietrzyć salon. Otwierane są drzwi balkonowe, wszyscy są wypraszani do innych pokoi, a Święty Mikołaj po kryjomu przynosi prezenty… Potem ktoś dorosły krzyknie
- Jest! Jest! Szybko!
Dzieci biegną, ale zwykle jest już za późno. Prezenty są, po Świętym zostaje jedynie ślad mokrego buta.
Wtedy zaczyna się radość przeogromna. Rozpakowywanie, zabawa, pokazywanie, oglądanie. Dzieci nie idą spać długo, a mój syn zawsze chce spać z tym, co akurat dostał. I zawsze śpi! Nie ważne jak kanciasta jest ta zabawka. Spał już z traktorem, klockami lego i samochodem zdalnie sterowanym. Kurczowo trzyma go całą noc i nie można mu tego zabrać. To jest radość, prawda?
Czasem marzę jednak, że pojedziemy na święta do Amalki. Do Mojego Miejsca na Ziemi na Kaszuby. Że tam, w środku ośnieżonego lasu zasiądziemy przy wigilijnym stole, choinką będzie oświetlony modrzew za oknem, a pokój będzie rozświetlał ogień z kominka. Wiem, że kiedyś to nastąpi. 
Marzenia trzeba spełniać. Tego Wam życzę moi drodzy – siły na to, by zrobić pierwszy krok w stronę Waszych marzeń. Gdy zrobicie pierwszy krok, dalsza droga będzie prosta! Zatem życzę Wam – szerokiej drogi w stronę marzeń!

Magdalena Witkiewicz

PS. Syn właśnie zasypia i śpiewa „Lili lili laj, moje dzieciąteczko”. Z drugiego pokoju dołączyła córka. I jak tu nie kochać świąt!!!
PS. 2. Obiecałam dzieciom, że w te święta nie włączę komputera. O matko!

czwartek, 11 grudnia 2014

Polskie autorki spotykają się na "Cichej 5" [Recenzja]





"Jest taki dzień, bardzo ciepły, choć grudniowy.
Dzień, zwykły dzień, w którym gasną wszystkie spory.
Jest taki dzień, w którym radość wita wszystkich."


Tak o tym wyjątkowym, grudniowym dniu śpiewały Czerwone Gitary w 1966 roku. Dzisiaj, 48 lat później, z okazji tego dnia przy ulicy Cichej 5 spotykają się najpopularniejsze polskie autorki: Katarzyna Bonda, Małgorzata Kalicińska, Katarzyna Michalak, Krystyna Mirek, Natasza Socha, Małgorzata Warda i Magdalena Witkiewicz. Wydają razem szczególną książkę - zbiór opowiadań świątecznych. Wspólnym mianownikiem są magiczne Święta Bożego Narodzenia oraz "Cicha 5". Kamienica, w której mieszkają wyjątkowi bohaterowie utworów.

Samotny, przed laty porzucony przez żonę mężczyzna, który tradycyjnie już zamierza spędzić święta w podróży. On jeden i dwie pokręcone kobiety. 
Dobry układ - szanowany senator oraz jego piękna, młoda żona. I ten drugi.
Samotny, starszy pan, któremu nie brakuje nic oprócz miłości i rodziny, postanawia odmienić swoje życie.
Rzeźbiarz, pozbawiony możliwości kontaktu ze swoimi dziećmi. W Wigilię do drzwi jego mieszkania puka dawno niewidziany, zmarznięty syn.
Osobliwa babcia, która postanawia nie dać się rakowi, robi karierę na portalach społecznościowych i nosi kolorowe stroje.
Młoda wdowa, której śmierć męża burzy poukładane, szczęśliwe życie. Serce Janka jednak bije dalej dla mężczyzny, który otrzymał od rodziny zmarłego niezwykły dar.
Starsza pani, która przed laty postanowiła zostać Świętym Mikołajem.
Tych niezwykłych ludzi spotkacie przy Cichej 5...

"Cicha 5" to zbiór magicznych, wspaniałych opowiadań świątecznych. Książka doskonale wprowadza nas w ten wyjątkowy, grudniowy czas. Każdy z bohaterów wnosi wiele do życia czytelnika, zmusza nas do głębszej refleksji i przewartościowania naszego życia. Grudzień to najlepszy czas, aby coś zmienić, powiedzieć najbliższym, jacy są dla nas wyjątkowi, podarować niezwykły, bezcenny dar. "Cicha 5" pozwala wyłonić najważniejsze sprawy w ferworze przedświątecznych przygotowań. Autorki przekonują nas, iż to nie lepienie uszek, gotowanie barszczu czy ubieranie choinki są najistotniejszymi elementami grudniowych zabiegów. Polskie pisarki mają dla nas przepiękne, wartościowe utwory, które wyciskają łzy z oczu.

Wyłonienie jednego tylko opowiadania, tego "najlepszego" spośród wszystkich utworów, jest niemożliwe. Każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie, bo i bohaterowie są uniwersalni, a ich losy - chociaż w pewnym momencie zbiegają się ze sobą - wyjątkowe i niepowtarzalne. Do mnie szczególnie przemawia opowieść Małgorzaty Wardy. Opowiadanie "Serce" wycisnęło z moich oczu morze łez. Autorka przedstawia swoją bohaterkę w czasie wyjątkowo dla niej trudnym. Za chwilę mają zacząć się Święta Bożego Narodzenia, tymczasem Pola kilka miesięcy wcześniej została wdową i nie radzi sobie ze swoją żałobą. Pogrążając się w bólu, staje się nie najlepszą matką dla swojej córeczki. Czy te święta mają jeszcze szanse być czasem magicznym? Jak zasiąść do wigilijnego stołu, kiedy serce wypełnia pustka i tęsknota za osobą, z którą dzieliło się radość z poprzednich świąt? 

Każda z autorek przekazuje nam coś wyjątkowego, niebanalnego. Dzięki "Cichej 5".. poczułam święta, kiedy pogoda za oknem razi szarością, a w domu nie roznosi się jeszcze zapach choinki i świątecznych potraw. Książka rozbudza tęsknotę za piękną, rodzinną Gwiazdką. I aż chce się coś w swoim życiu zmienić... 

Wesołych Świąt, kochani!

Dziękuję Wydawnictwu Filia za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Katarzyna Bonda, Małgorzata Kalicińska, Katarzyna Michalak, Krystyna Mirek, Natasza Socha, Małgorzata Warda, Magdalena Witkiewicz, "Cicha 5"
Wydawnictwo Filia, 2014
ilość stron: 380
data premiery: 05.11.2014

poniedziałek, 17 marca 2014

Magdalena Witkiewicz "Pensjonat marzeń" [Recenzja]



"Pensjonat marzeń" to kontynuacja losów bohaterek "Szkoły Żon". Magdalena Witkiewicz w pierwszej części dała swoim bohaterkom niezapomnianą lekcję, pokazała im, czym jest ich piękno i nauczyła kochać siebie. Co zmieniło się w życiu Julki, Jadwigi, Michaliny i Marty po powrocie ze Szkoły Żon? 

"Pensjonat marzeń" ukazał się nakładem Wydawnictwa Filia 5 lutego 2014. Przyznam, iż to właśnie premiera tej publikacji skłoniła mnie do lektury "Szkoły Żon", recenzja tutaj. Okazała się być urzekającą i wartościową lekturą, naturalną konsekwencją był więc powrót do świata bohaterek powieści. Po "Pensjonat marzeń" sięgnęłam pełna obaw, nauczona swym doświadczeniem, iż zazwyczaj druga część to nieudolna próba odcięcia kuponów od sukcesu poprzedniej. Jakież wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Magdalenie Witkiewicz udało się nie tylko potwierdzić klasę "Szkoły Żon". Autorka wskoczyła na poziom wyżej.

Powrót bohaterek ze "Szkoły Żon" wiąże się z powrotem do zwyczajnego życia. Wprawdzie Julka ma teraz Konrada, Misia wyrwała się z toksycznego związku z Michałem, Marcie udało się zrzucić kilka kilogramów, a Jadwiga, mimo iż nadal tkwi w małżeństwie, które istnieje tylko na papierze, poznała interesującego mężczyznę, jednakże bohaterki dopada proza życia codziennego, a z nią szereg wątpliwości. Nie chcąc zdradzać za dużo za fabuły powieści, a akcja zagęszcza się już od pierwszych stron, dodam tylko, że postacie po raz kolejny spotkają się przy wdrażaniu projektu "Pensjonat marzeń". Podupadły hotel na Kaszubach w ciągu kilku miesięcy ma stać się drugą "Szkołą Żon", gdzie kobiety odzyskują wiarę w siebie i swoją kobiecość.

W czym tkwi fenomen nieskomplikowanej, przewidywalnej lektury, bo takowe są oby dwie części? Jakim cudem ta prosta historia zdobyła rzesze fanek? Magdalena Witkiewicz doskonale nas rozumie, swoimi bohaterkami czyni zwykłe kobiety, które mogłybyśmy spotkać w drodze do warzywniaka, na zakupach czy u fryzjera. Autorka pozostaje niezwykle wrażliwa na nasze potrzeby, z wnikliwością zagląda w nasze serca i rozumy, analizuje nasze problemy, a potem przelewa te myśli na papier. Jej książki przynoszą ukojenie, obejmują nas w chwilach zwątpienia w nasze siły, przekonują, iż jesteśmy najlepszymi matkami, żonami, kochankami, partnerkami, pracownikami, a przede wszystkim - kobietami. Rewelacja Magdaleny Witkiewicz tkwi w tym, że ona solidaryzuje się ze swoimi czytelniczkami. Nie sprzedaje cukierkowatych historii nieosiągalnych dla przeciętnego człowieka, pisze o tym, co powszechne, dodając szczyptę magii i oczarowując tym swego odbiorcę.

"Pensjonat marzeń" to odpowiedź na pytanie, czego chcemy dla siebie od życia i opowieść o tym, że zawsze należy pragnąć więcej i dalej. Autorka wyciąga wnioski ze swych błędów i poprawiła te nieliczne zgrzyty, które można było dostrzec w "Szkole Żon". Nie będę teraz rozwodzić się nad niedoskonałościami poprzedniej części, warto jednak zaznaczyć, iż z książki na książkę Magdalena Witkiewicz jest w coraz to lepszej formie - pisze gęsto, a jej pióro jest zadziwiająco lekkie. Staranność, z jaką pisarka portretuje swoich bohaterów, świadczy o ich autentyczności. Nie da się nie kochać uczestników opowieści, gdyż autorka wyciąga na wierzch przede wszystkim to, co w nich najlepsze. Są to niesamowicie silne osobowości, wspaniałe kobiety, a czytając "Pensjonat marzeń" odbiorca zapomina o bożym świecie, odczuwając przyjemność ze spotkania z ulubionymi postaciami.

Magdalena Witkiewicz o kobiecości może pisać naprawdę dużo, a nam w ogóle się to nie nudzi. Autorka nie powiela utartych już przez siebie schematów, tworzy świeżą historię, z której co uważniejszy czytelnik znów wyniesie coś dla siebie. Pisarce daleko do moralizatorstwa, ona tworzy mądre, ciepłe opowieści, a to, co odbiorca z niej wyniesie, zależy tylko i wyłącznie od pryzmatu postrzegania świata i bagażu życiowego. Oprócz uniwersalnego przekazu, dostępnego dla wszystkich, "Pensjonat marzeń" obfituje w całe mnóstwo pokrewnych wątków, ściśle odnoszących się do kobiet w różnych momentach istnienia. W lekturze znajdą coś dla siebie młode matki, przytłoczone obowiązkami domowymi i poczuciem, iż poza domem, mężem i dziećmi już nic na nich nie czeka, panie przeżywające drugą młodość po pięćdziesiątce, młode, zagubione dziewczyny, które nie odnalazły jeszcze swego miejsca w świecie, a także spragnione uczucia, rzucające się w każde męskie ramię, pozornie silne kobiety, jak i te, którym wydaje się, że nie potrzebują mężczyzny do szczęścia. Wachlarz bohaterek i ich sytuacji życiowych pozwala absolutnie wszystkim kobietom na odnalezienie się w "Pensjonacie marzeń".

Autorka nie pisze dla krytyków literackich, ona pisze o nas dla nas. Wciąż pozostaję zdziwiona trafnością jej spostrzeżeń, mądrością, jaka płynie z jej dzieł, Magdalena Witkiewicz musi być szalenie interesującą kobietą. Niby tworzy o tym, o czym wszyscy wiedzą, jednakże niesie w tym głębsze przesłanie. "Pensjonat marzeń" to ciepła, wielowątkowa, uczuciowa powieść. Szczerze traktuje o kobiecości, namiętności, seksie, miłości i przyjaźni. Powoli staję się fanką prostej, nieskomplikowanej, ale jakże urzekającej i chwytającej za serce, prozy autorki. 

Magdalena Witkiewicz "Pensjonat marzeń"
Wydawnictwo Filia, 2014
ilość stron: 256
premiera: 05.02.2014

niedziela, 2 marca 2014

"Szkoła Żon" Magdalena Witkiewicz


Przyznam, iż do lektury "Szkoły Żon" przekonały mnie pozytywne recenzje kontynuacji losów bohaterek powieści, "Pensjonatu marzeń". Wcześniej kilkakrotnie miałam książkę w rękach, ale nigdy nie zdecydowałam się na nią. Wydawca opisuje publikację jako "romantyczną, erotyczną i trochę feministyczną opowieść o współczesnych matkach, żonach, kochankach". Z feministkami się nie utożsamiam, wysypu erotyki po opublikowaniu "Pięćdziesięciu twarzy Greya" mam po prostu dość i, chociaż swego czasu uwielbiałam serial "Matki, żony i kochanki", podchodziłam sceptycznie do "Szkoły Żon" autorstwa Magdaleny Witkiewicz. 

Książka opowiada historię kilku kobiet spotykających się w tytułowej Szkole Żon. Poznajemy Julię, świeżą rozwódkę, którą mąż pozostawił dla swojej sekretarki, Michalinę - młodą dziewczynę pragnącą nauczyć się, jak zrobić dobrze swojemu Misiowi, Jadwigę vel Jagodę - kobietę po pięćdziesiątce, mężatkę, która zapomniała, co to seks, czego nie można powiedzieć o jej ślubnym. Jest jeszcze Marta, matka dwójki dzieci w rozmiarze pięćdziesiąt. Jednak jej postać zdaje się być zapomniana przez autorkę, gdyż wątek pozostał poniekąd pominięty, by na chwilę do niego wrócić w zakończeniu. Ich losy krzyżują się w luksusowym SPA, prowadzonym przez Ewelinę, której życiowym celem jest przywrócenie wiary w siebie uczennicom Szkoły Żon. 

Same miejsce, gdzie rozgrywa się akcja, z początku niesamowicie mnie do siebie zniechęciło. Mimo, iż, jak wspomniałam, do feministki mi daleko, założenie, że kobieta ma się poczuć wyjątkowa po tym, jak obcy, sowicie opłacony mężczyzna przyjdzie zrobić jej masaż i zajmie się jej łechtaczką, wywołał we mnie zgoła inne uczucia, niż zazdrość. Tym bardziej nie zrozumiałam opisu wydawcy, który sugeruje, że powieść jest przecież "trochę feministyczna"! Fakt, to książka o kobietach i dla kobiet, ale w moim odczuciu wspomniany przeze mnie wątek był co najmniej poniżający kobiecości bohaterek. Czy muszą płacić równowartość ekskluzywnych zagranicznych wakacji, by ktoś zechciał je zrelaksować i zająć się ich seksualnością? Przykro mi, ale nie zrozumiałam tego zamysłu autorki, a uważam moje poczucie wartości za wysokie. 

Po tym, jak wybaczyłam już Magdalenie Witkiewicz, tę zniewagę (powtarzam, nie jestem feministką!), zaczęłam dobrze się bawić. Książka w przyjemny sposób traktuje o kobietach i tym bardziej zakompleksionym może dodać pewności siebie. Autorka pisze o naszej sile, pięknie, ale nie tym zewnętrznym, gdyż ono jest ulotne. Pisarka staje się nam nieustannie przypominać o tym, że piękne jesteśmy przede wszystkim wewnątrz, co przekłada się na osławiony błysk w oku, który z kolei już jest widoczny dla świata. Każda z pań powinna skorzystać z przesłania, jakie niesie ze sobą "Szkoła Żon". To nie mężczyzna winien być centrum naszego wszechświata, w który schemat wpadają zarówno młode dziewczyny, jak Michalina, czy osoby po pięćdziesiątce - Jadwiga. Witkiewicz uczy nas zdrowego egoizmu, przekonuje, iż wszystko, co robimy, należy robić przede wszystkim dla siebie. Jeśli na sali są mężczyźni, uprzejmie proszę o brak gwałtownych reakcji. Spieszę z wyjaśnieniem, iż książka nie jest poradnikiem nawiedzonej starej panny, z tego, co mi wiadomo, pani Magdalena jest szczęśliwą mężatką. Zdajemy sobie sprawę, iż jesteście nierozerwalną częścią naszego świata, ale rzecz w tym, aby zrobić coś dla siebie po to, abyśmy potrafiły tworzyć zdrowe, mądre związki.

Bohaterki "Szkoły Żon" przekonują do siebie czytelnika swoją zwyczajnością i codziennością. Każda wnosi w rodzącą się znajomość swój bagaż doświadczeń, ucząc się wiele od siebie nawzajem. Zostały już skrzywdzone, przetrwały, ponosząc mniejsze lub większe straty. Decyzja o wyjeździe do Szkoły Żon wiążę się z chęcią zmian, ale na miejscu przekonują się, że to, czego naprawdę pragną, nie ma nic wspólnego z bezpośrednimi powodami postanowienia. Autorka portretuje swych bohaterów dokładnie, skupiając uwagę na ich przeszłości, która doprowadziła ich do położenia, w jakim obecnie się znajdują. Na kartach powieści spotkamy zarówno wspaniałe kobiety, jak i cudownych mężczyzn. Witkiewicz nie spisała na straty całej męskiej rasy, przywraca swoim bohaterkom wiarę w to, iż istnieją mądrzy, dojrzali faceci, z którymi zapragną iść przez życie. Najpierw należy jednak pokochać samą siebie.

Z tego miejsca chciałabym zachęcić Was, drogie panie, do lektury powieści Magdaleny Witkiewicz "Szkoła Żon". Przyznaję, na początku nie byłam przekonana do tej książki, ba!, wspomniany już powyżej początek wizyty bohaterek w tytułowym miejscu, umocnił mnie w moich odczuciach. Teraz pokornie przyznaję, iż cieszę się, że przeczytałam tę publikację, ponieważ spędziłam czas z przyjemną, momentami zabawną, czasem wzruszającą, ale niosącą pozytywne przesłanie publikacją. Czuję się przyjemnie połechtana, iż jestem kobietą.

Magdalena Witkiewicz "Szkoła Żon"
Wydawnictwo Filia, 2013
Seria z Tulipanem