poniedziałek, 2 stycznia 2017

Remigiusz Mróz "Wotum nieufności" | Recenzja przedpremierowa




"Wotum nieufności" to otwarcie kolejnej serii Remigiusz Mroza - obecnie jednego z najgorętszych nazwisk polskiej sceny wydawniczej. Tym razem autor przygotował dla nas cykl "W kręgach władzy", a wydawca sugeruje nam, niestety (nie znoszę takich działań marketingowych!), że to "polskie House od Cards". Tutaj jednak kończą się wady tej powieści. "Wotum nieufności" na pewno nie jest "polskim House od Cards", tylko - po prostu - kolejną miażdżącą książką Mroza. I tyle w temacie.

Czego się Mróz nie chwyci, zamienia to w złoto. Tak było, między innymi, z thrillerem prawniczym i osadzonym w groźnej scenerii Tatr cyklem kryminalnym, tak jest również z serią political fiction. Tym razem Remigiusz Mróz napisał powieść o zagrożeniach płynących z żądzy władzy - to tak w potężnym skrócie. Mamy tutaj marszałek sejmu Darię Seydę, której wkrótce przyjdzie zmierzyć się z nieco inną rolą w państwie, oraz posła ultrakonserwatywnej partii prawicowej, Patryka Hauera. To dwie główne postacie. Oprócz Darii i Patryka, mamy, oczywiście, innych członków partii rządzącej i opozycyjnej oraz... ogromną manipulację, jakiej ofiarą pada nie tylko marszałek sejmu, ale też pozostałe wysoko postawione persony świata politycznego.

Przeczytałam "Wotum nieufności" w jeden dzień. W jeden dzień. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że książka liczy ponad 600 stron, to całkiem niezły wynik, lecz w najmniejszym stopniu nie jest to moją zasługą. To po prostu kolejna powieść Mroza, od której nie mogłam się oderwać. Od dłuższego czasu próbuję znaleźć sekret sukcesu tego autora i, co zadziwiające, przy każdej powieści odkrywam go na nowo. To, czym Remigiusz Mróz wyróżnia się w "Wotum nieufności", to przede wszystkim wiedza, wiedza i jeszcze raz wiedza. Wiedza ta bynajmniej nie jest wynikiem researchu poczynionego do książki. Nie tylko. Ta powieść jest naszpikowana nawiązaniami kulturowymi, politycznymi, historycznymi i wieloma innymi. Owe wtrącenia sprawiają wrażenie przypadkowych i przychodzą autorowi z niezwykłą wręcz lekkością. Mróz tę wiedzę posiada w jednym palcu. Jest oczytanym i inteligentnym facetem, który na tematy związane z polityką ma zdecydowanie większe pojęcie niż przeciętny Kowalski, dlatego napisanie "Wotum nieufności" nie stworzyło mu większych problemów.

Ale "Wotum nieufności" to nie tylko wiedza i oczytanie. To także rozwinięty zmysł obserwacji i umiejętność wyciągania trafnych wniosków z tego, co dzieje się w otoczeniu autora. Oczywiście, ta książka jest fikcją literacką, ale doskonale oddaje nastroje panujące w europejskich społeczeństwach. Mróz (zresztą już po raz kolejny) sięga po tak ważne współczesne tematy jak kryzys migracyjny, działania Państwa Islamskiego czy korupcja w polityce. Co istotne, udało mu się poruszyć tę tematykę bez krytykowania którejś ze stron. Uważam za genialne zagranie, aby głównymi bohaterami uczynić przedstawicieli dwóch wrogich obozów. Mróz przedstawia rację swoich postaci, nie szczędzi gorzkich słów pod ich adresem, jednak padają one z ust bohaterów, dzięki czemu autor zachowuje neutralność, a "Wotum nieufności" trafi do tych, którzy stoją po prawej, w centrum, a także po lewej stronie sceny politycznej.

Wszystko to nie miałoby większego znaczenia bez frapującej fabuły i rozbudowanej intrygi, które ostatecznie wciągają czytelnika w wykreowany przez Mroza świat. Remigiusz Mróz po raz kolejny (nie liczę już, który) nie zawodzi. Nie trafiają do mnie głosy przeciwników autora, który twierdzą, że zaczął pisać na akord. Mam wrażenie, że zazdroszczą Mrozowi sukcesu, bo... rzeczywiście jest czego. Nawet jeśli Mróz pisze na akord, nadal robi to rewelacyjnie, więc przechodzę obojętnie obok takich głosów, wzruszam ramionami i zazdroszczę wszystkim, którzy tę ekscytującą lekturę mają jeszcze przed sobą. Ja już, niestety, jestem po i wolę przez kilka najbliższych dni nie sięgać po inną książkę, aby nie przeżyć bolesnego rozczarowania. To chyba ten słynny kac książkowy?

Remigiusz Mróz "Wotum nieufności"
Wydawnictwo Filia, 2017
data premiery: 11.01.2017
liczba stron: 624

10 komentarzy:

  1. Jestem bardzo daleko od spraw politycznych, ale ten jeden raz z entuzjazmem zrobiłabym wyjątek i wkroczyła w ten polityczny bajzel ;) Też zauważyłam, że krytykuje się książki Remigiusza Mroza na siłę doszukując się braków, bo jak ktoś piszę tak dużo, to już nie może być to zrobione solidnie i ciekawie? Wkurza mnie to :/ Nie nadążam wprawdzie czytać powieści pana Mroza, ale na każdą mam chętkę i "Wotum nieufności" również mam na celowniku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ciekawa, czy w tym roku w końcu zabiorę się za książki Mroza. Mam ogromną nadzieję, bo już słyszałam o nim tyle dobrego, że żal zwlekać. Może zacznę właśnie od tej powieści? Pozdrawiam! :)

    majuskula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Już sie nie mogę doczekać, kiedy będę miała okazję ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Koniecznie muszę przeczytać, zgadzam się,że skala zainteresowań i erudycja autora robią wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zrobiłam sobie krótki odwyk od Mroza więc zaczynam mieć zaległości. Wiem jednak, że w końcu się przełamię. :D I kto wie czy winna temu nie będzie ta pozycja. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Woow! Cała książka w jeden dzień - pozytywnie zazdroszczę! Póki co mam za sobą dopiero jedną książkę Mroza, ale kolejne już czekają na swoja kolej w mojej biblioteczce. Muszę Ci przyznać racje - coraz częściej spotykam niechlubne opinie dotyczące Mroza, który po prostu wykorzystuje swoje pięć minut i robi to perfekcyjnie! Być może ktoś zazdrości talentu i sławy, szkoda, że wyraża to w taki a nie inny sposób. P.S. Czytam właśnie pierwsze opinie o książce "Stan nie!błogosławiony" i jestem ogromnie zaintrygowana tą książką! Mam głęboką nadzieję, że uda mi się ją jakoś zdobyć i przeczytać. Gratuluję sukcesu! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No, kochana, pierwszy raz Ty mi czegoś zazdrościsz. Najnowszą lekturę Mroza mam jeszcze przed sobą. ;) Jednocześnie ogrooomnie się cieszę, że i tym razem autor podołał. Podziwiam go. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Mróz jest autorem pracowitym, ale odwtórczym. "Wotum nieufności" to kolejna jego książka co do najdrobniejszego napisana według amerykańskich podręczników dla pisarzy. Przez to jest jak ładny kościół, ale bez Boga. Facet napisał podobno kilkadziesiąt książek, ale ciągle nie wpadł na to, co czyni postacie żywymi, a akcję prawdopodobną. Po serii kryminałów, które są kalką z anglojęzycznej literatury klasy B, od której róznią ją tylko polskie nazwy własne i nazwiska, serwuje kalkę tamtejszego political fiction upichconą według tego samego przepisu. Posłowie i politycy wysokiego szczebla, którzy nie mają żadnego zaczepienia w historii naszego kraju ostatnich kilkudziesięciu lat, a na dodatek każdy z nich to geniusz zakulisowych rozgrywek, mogą tylko śmieszyć. Pan autor przeczytał kilka książek o amerykańskiej polityce i chętnie cytuje z niej (głównie ustami bohaterów) anegdotki o tamtejszych prezydentach - może więc powinien zamiast polskich nazwisk dać "Williams" czy "Johnson" i udawać, że rzecz dzieje się w wymyślonej Ameryce. Na pewno byłoby to lepsze niż pisanie powieści, gdzie "rzecz dzieje się w Polsce, czyli nigdzie".

    OdpowiedzUsuń
  9. Magda, jeśli przeczytałaś tę książką w 1 dzień to chyba już nie ma potrzeby jej polecać. Także jesteśmy zafascynowani! :)

    OdpowiedzUsuń