niedziela, 13 kwietnia 2014

Wywiad z autorką "Kiedyś Cię odnajdę" Małgorzatą Rogalą


Małgorzata Rogala, 'Kiedyś Cię odnajdę', Wyd. Replika



















2 kwietnia 2014 r. Wydawnictwo Replika wypuściło w świat swoje kolejne dziecko - książkę Małgorzaty Rogali "Kiedyś Cię odnajdę". To już druga publikacja autorki, w 2012 r. pisarka zadebiutowała powieścią obyczajową dla kobiet, której główne przesłanie brzmi "Nigdy nie jest za późno". O samej autorce wiemy niewiele, gdyż Małgorzata Rogala woli pozostawać w cieniu literatury, którą tworzy. Zgodziła się porozmawiać z Przeglądem o swej najnowszej książce, inspiracjach, krytykach literackich i o tym, kto miałby zagrać główną bohaterkę "Kiedyś Cię odnajdę" w ewentualnej ekranizacji filmowej.




"'Kiedyś Cię odnajdę' to emocjonujący kobiecy thiller, opowieść o zawiłych ścieżkach umysłu, geneza działań ludzkich. Autorka jest wnikliwą obserwatorką, przedstawiła szereg charakterów i zachowań wobec najrozmaitszego wachlarza sytuacji. Poznajemy zwykłe osoby w niezwykłych sytuacjach."
[fragment recenzji "Kiedyś Cię odnajdę", całość TUTAJ]


Przegląd Czytelniczy: Pani Małgorzato, Pani debiutancka powieść "To, co najważniejsze" to lekka literatura kobieca, tymczasem najnowsza książka "Kiedyś Cię odnajdę" jest powieścią kryminalną, trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Skąd taka zmiana?

Małgorzata Rogala: Pierwszą powieść pisałam na fali emocji, pod wpływem odnowionych po latach kontaktów na Naszej Klasie. Rozmowy i wspomnienia sprawiły, że w głowie zaczęła kiełkować historia. Druga powieść też miała być obyczajowa, ale bohaterowie zaczęli mieszać mi w fabule i z obyczaju zrobił się kryminał.

Przegląd: Podobno matka wszystkie swoje dzieci kocha, ale.. która z Pani powieści jest Pani bliższa?

M.R.: Każda na swój sposób. Każda jest inna, nie da się ich porównać i wybrać.

Przegląd: W takim razie, może jest Pani w stanie określić, która sprawiła Pani więcej trudności, a jej napisanie było większym wyzwaniem?

M.R.: Więcej trudności sprawiło mi napisanie drugiej książki. Kryminał rządzi się swoimi prawami, trzeba przestrzegać określonych reguł charakterystycznych dla tego gatunku. Pisząc "To, co najważniejsze" nie wiedziałam, jak potoczą się perypetie bohaterów, jak się wszystko skończy. Dałam się ponieść. Pisząc "Kiedyś Cię odnajdę" trzymałam się w ryzach. Fabuła była zaplanowana: od początku musiałam wiedzieć, kto zabija i dlaczego, kto będzie ofiarą i kto poprowadzi śledztwo. Do tego dochodzi skrupulatne pilnowanie czasu, tego kto gdzie był i co robił oraz tego, żeby bohaterowie nie mówili zbyt dużo zbyt wcześnie . No i jeszcze kwestia wyprowadzania w pole czytelnika...

Przegląd: W "Kiedyś Cię odnajdę" gra Pani na uczuciach głównej bohaterki, sprawdza jej wytrzymałość. Okazuje się, że Weronika jest w całej tej sytuacji bardzo silna. Skąd w ogóle pomysł na bohaterkę - kobietę, która sama podejmuje się tego, z czym nie radzi sobie policja?

M.R.: Jest to zapewne związane z tym, że ja sama nie znoszę uczucia bezsilności. Nie lubię odpuszczać, dążę do poznania prawdy i w miarę możliwości do tego, żeby sprawiedliwości stało się zadość. Wierzę w to, że w słabości tkwi nasza siła. Bywa, że nie widać tego na początku, ale czasem wystarczy zastosować strategię Scarlett O'Hara i "pomyśleć o tym jutro", żeby zmieniła się perspektywa.

Przegląd: Czytając "Kiedyś Cię odnajdę" odnosi się wrażenie, iż wydarzenia są rzeczywiste, a postacie autentyczne. Jak przygotowywała się Pani merytorycznie do napisania powieści?


M.R.: Nie przygotowywałam się do pisania tej powieści jakoś szczególnie. Mam wrażenie, że to było we mnie - ślady przeczytanych książek, obejrzanych programów, wysłuchanych opowieści, które ułożyły się w historię.

Przegląd: Morderca kobiet z "Kiedyś Cię odnajdę" bez wątpienia jest psychopatą, skrzywdzonym w dzieciństwie człowiekiem. Czy miała Pani kiedyś kontakt z taką osobą, czy swoją postać stworzyła Pani właśnie na podstawie tego, co Pani przeczytała, obejrzała itd?

M.R.: Nie miałam do czynienia z psychopatą i mam nadzieję, że tak zostanie. Robert D. Hare, autor pasjonującej książki popularnonaukowej "Psychopaci są wśród nas" dowodzi, że psychopata to niekoniecznie ten, który biega z nożem po mieście. Psychopatą może być nasz sąsiad, znajomy, czy szef.

Przegląd: Skoro jesteśmy przy temacie inspiracji, pozwolę sobie zapytać, czy zgodzi się Pani ze stwierdzeniem, że bez znajomości literatury nie można zostać dobrym pisarzem?

M.R.: Jak najbardziej. Czytanie jest niezbędne do tego, żeby pisać. Książki wpływają na nasz rozwój emocjonalny i społeczny, kształtują wrażliwość, wyobraźnię, wzbogacają językowo...

Przegląd: Co jest dla Pani ważniejsze, pochlebne recenzje krytyków czy zadowolony czytelnik?

M.R.: Obecnie krytycy sięgają po literaturę z tzw. wyższej półki . Najważniejsze jest zdanie czytelników. To, co mówią, piszą działa motywująco, a jeśli mówią dobrze, dochodzi do tego radość i poczucie spełnienia.

Przegląd: A kto jest pierwszym czytelnikiem i zarazem recenzentem Pani powieści?

M.R.: Nie ma takiej osoby na stałe. Decyduję po napisaniu, kogo poproszę o przeczytanie. Ale zawsze jest to kobieta.

Przegląd: Wróćmy jeszcze na chwilę do "Kiedyś Cię odnajdę". Gdyby zechciano zekranizować książkę, czy zgodziłaby się Pani na to? Kogo widziałaby Pani w roli Weroniki?

M.R.: Tak, zgodziłabym się. W roli Weroniki widziałabym Kamilę Baar.

Przegląd: Kluczem do rozwiązania zagadki jest zaginiona zawieszka ze skarabeuszem. Czy Pani przywiązuje szczególną wagę do przedmiotów?

M.R.: Lubię ładne przedmioty, szkatułki, figurki i kocham pozytywki. Cenię te, które mają wartość sentymentalną, ich obecność wiąże się z jakimś człowiekiem lub historią.

Przegląd: Czytelnicy otrzymali już od Pani powieść obyczajową, kryminał.. Czym nas Pani jeszcze zaskoczy?

M.R.: Osoba wykonująca zawód nie cieszący się prestiżem społecznym zgodziła się, żebym wykorzystała w książce jej historię. Nie chciałabym jednak teraz więcej o tym mówić. Niech to pozostanie tajemnicą do odkrycia.

Przegląd: Dziękuję Pani bardzo za rozmowę!

źrodło: facebook.pl
Małgorzata Rogala - autorka

piątek, 11 kwietnia 2014

Recenzja przed premierą: Theodor Kröger "Syberia. Moje miejsce na ziemi"



Kiedy autor pierwszy raz mijał na granicy dwóch światów sfatygowaną tabliczkę z napisem "Europa - Azja" nie wiedział, czy przyjdzie mu jeszcze ujrzeć ten szyld w drodze powrotnej. Nadzieja wciąż tliła się w jego sercu, choć wiedział, że jedzie na śmierć.


Syberia. Powiadają, że aby to zrozumieć, trzeba zobaczyć ten ogrom terytorium. Kraina, która kojarzy się z dzikością i nieprzenikliwością, gęstymi lasami, siarczystymi mrozami i małymi wioskami. Dla człowieka nieprzystosowanego do życia w takich warunkach, nierzadko Syberia oznaczała śmierć. Tysiące zesłanych na Sybir nigdy nie powróciło już do domu, a ci, którym udało się przeżyć, pozostali kalekami, nie tylko fizycznymi, ale i psychicznymi. Syberia była krajem grozy i zsyłki, wokół którego powstały legendy. Theodor Kroger, Niemiec mieszkający na stałe w Rosji, w Petersburgu, po wybuchu I wojny światowej chciał dostać się do ojczyzny. Niestety, został pojmany podczas próby ucieczki i oskarżony o szpiegostwo oraz domniemane szesnastokrotne morderstwo. Mężczyzna podczas zatrzymania bronił się przed mundurowymi, stąd zarzut zabójstwa, jednakże sam zainteresowany nie pamięta takiego zajścia. Słyszy wyrok, przed którym drżą wszyscy przeciwnicy Rosji: zesłanie. Na Syberii ma zostać stracony, jednak, dzięki wpływom przyjaciół, Theodor zostaje tymczasowo zawieszony. We wsi Nikitino rozpoczyna życie w połowicznej wolności, warunkiem zwolnienia jest pozostanie na Sybirze, przynajmniej do zakończenia wojny mężczyzna nie może wrócić do Petersburga. Wtenczas Kroger poznaje wyjątkową kobietę i między Europejczykiem a Azjatką wybucha miłość. Theodor działa społecznie w wiosce, przyczynia się do budowy szkoły, wpływa na poprawę życia Niemców w obozie jeńców wojennych, a także nawiązuje przyjaźnie. Na dobre wsiąka w życie Nikitino..

Syberia jest w głównej mierze bohaterem, dopiero później tłem do wydarzeń przedstawionych w książce. Kraina żyje na kartach powieści, determinuje życie postaci, narzuca im swój rytm. Autor opisuje, jak wygląda świat poza jego krańcami, kiedy skończą się już szyny kolejowe, co dla przeciętnego człowieka oznacza już nieprzenikliwość i swego rodzaju grozę, a jednak - życie dla mieszkańców Sybiru toczy się dalej normalnym torem. Publikacja Theodora Krogera zaskoczyła mnie, gdyż spodziewałam się zupełnie czegoś innego. To nie jest kolejny wolumen z wspomnieniami z zesłania na Syberię, okoliczności pobytu bohatera na wschód od Uralu są tylko tytułem wstępu do rzeczywistej fabuły, która opiera się głównie na życiu we wsi Nikitino. "Syberia. Moje miejsce na ziemi" to rzetelny zapis funkcjonowania społeczeństwa w samym środku nieprzeniknionego terytorium. 

"Tymczasowe zawieszenie" - te słowa wciąż prześladują bohatera. Bo.. co to znaczy "tymczasowe"? Theodor wciąż żyje w niepewności, pomiędzy wolnością a niewolą. Nie wie, czy i kiedy utraci pozory niezależności, które otrzymał. Sytuacja, w jakiej znajduje się Kroger, spędza mu sen z powiek i zmusza do refleksji nad swoim życiem, tym dotychczasowym i obecnym. Na podwalinach poprzedniego bytu musi zbudować teraźniejszość, odpowiedzieć sobie na pytanie "Ile jest warte ludzkie życie?". Zmagania bohatera o zachowanie człowieczeństwa w sercu syberyjskiej krainy są jedną z najbardziej intrygujących walk wewnętrznych w literaturze. Zostać, czy próbować ucieczki? Jeżeli uciekać, to dokąd? A jeśli zostać, to jak żyć? Książka to zapis wątpliwości i rozdarcia Theodora na tle codzienności małej wsi położonej na Sybirze. Ostatecznie, postać postanawia pozostać na rosyjskiej ziemi. Zaprowadza szereg zmian w wiosce, wprowadza pozory normalności do życia niemieckich jeńców wojennych, nawiązuje przyjaźń, poznaje kobietę.. Historia miłości między Europejczykiem a Azjatką jest jednym z ciekawszych wątków w powieści. Zrywa z konwenansami, łamie granice. "Syberia. Moje miejsce na ziemi" to historia człowieka, który swoją działalnością zmienił życie innych osób. Wykazał się niebywałą odwagą, pozostając na Syberii, zwanej krajem grozy, gdy był o krok od ucieczki. Dlaczego został? Gdyż nie mógł mu pozostać obojętnym byt jeńców wojennych. Los tak chciał, że na chwilę przed planowanym opuszczeniem wioski, po pomoc zwrócił się do niego generał obozu. 

Jednak, moi mili... język, język i jeszcze raz język! Niesamowicie toporny, momentami lektura staje się trudna do przebrnięcia. Zdarzały się takie momenty, kiedy najzwyczajniej w świecie nie wiedziałam, o czym czytam, gdyż myślami odpływałam daleko. Wielka szkoda, gdyż historia jest niebanalna, ciekawa i intrygująca, a ciężkość wypowiedzi znacznie utrudnia jej lekturę. Poza tym w książkę trzeba się wdrożyć, przeczytać kilkadziesiąt stron, aby poczuć jej swoisty klimat i zapragnąć więcej. Autor niestety nie posiada naturalnego talentu narratorskiego, treść jest o wiele ciekawsza, aniżeli forma, której monotonność kojarzy mi się jedynie z odgłosem sunącego po torach pociągu w stałej prędkości. To może zniechęcić wielu czytelników, a będzie to wielka strata, gdyż Kroger ma nam do przekazania rzeczywiście frapującą zawartość.

Dziękuję Wydawnictwu Replika za udostępnienie recenzenckiego egzemplarza powieści!



Theodor Kroger "Syberia. Moje miejsce na ziemi"
Wydawnictwo Replika, 2014
data premiery: 21 maja 2014

czwartek, 10 kwietnia 2014

Katarzyna Michalik-Jaworska "Pomyślę o tym jutro" [Recenzja]



Niełatwo spośród setek publikacji wydawanych rocznie w Polsce wyłapać te najbardziej wartościowe, godne uwagi i chwili zapomnienia z lekturą. Czym kieruję się w doborze książki? Przede wszystkim intuicją, która zaczęła wydzierać się wniebogłosy, gdy tylko natrafiłam na opis "Pomyślę o tym jutro" Katarzyny Michalik-Jaworskiej. Moje przeczucie z reguły bywa niezawodne, zaufałam mu więc bardzo szybko i w jeden dzień pochłonęłam powieść wydaną przez Wydawnictwo Dobra Literatura. Refleksje? Dlaczego taka krótka?!

Trzydziestoletnia Marta, niczym Scarlett O'Hara, "pomyśli o tym jutro". Wyparcie i półangażowanie się w życie są sposobem na codzienność, którą determinują przypadki ciężko chorych dzieci. Kobieta jest pielęgniarką na dziecięcym oddziale kardiologii w szpitalu, jej powszedniością są nieuleczalne schorzenia i śmierć najmłodszych. Pozostaje w związku małżeńskim z policjantem, Marcinem. Ich trudne zawody wydają się w dużym stopniu wyznaczać życie tej pary, a niespełnione marzenie o potomku z czasem staję się niewypowiedzianym pytaniem, tym, co warunkuje istnienie małżeństwa Marty i Marcina. Kobieta zostaje pozbawiona poczucia autokontroli nad swoim życiem. Musi zburzyć to, co z niebywałą starannością budowała przez lata i pomyśleć o tym już dzisiaj.

"Pomyślę o tym jutro" to wbijająca w fotel, zaskakująca i niesłychanie mądra opowieść o tym, co w życiu najważniejsze. Książka złamie najtwardsze serca, uderzając w nie swą prostotą i bezpośredniością. Są takie powieści, które pozostawiają ślad w czytelniku, zaglądają do wnętrza, wyciągając z człowieka to, co najlepsze, aby po chwili wyszlifować najpiękniejsze wartości. Takie jest właśnie dzieło Katarzyny Michalik-Jaworskiej. Autorka łączy w jedność dwie skrajności, na kartach powieści subtelność spotyka się z brutalnością. To, co urzeka, to delikatność, z jaką pisarka pisze o sprawach trudnych. "Pomyślę o tym jutro" to historia opowiedziana pięknym, melodyjnym szeptem. Bohaterowie są ludźmi zagubionymi, poszukującymi wskazówek. Marta jest jednym wielkim synonimem nadużywanego przez psychologów w dzisiejszych czasach terminu "wyparcie". Bliskość śmierci i niesprawiedliwość rodziców chowających swe dzieci pozostaje jakby obok postaci. Kobieta pracuje w miejscu, w którym najważniejsza zasada brzmi "nie dać ponieść się emocjom". Czy można przeżyć całe życie wyznając dewizę "pomyślę o tym jutro"? Owszem, można. Ale czy można być wtedy szczęśliwym?

Z całego szeregu wątków poruszonych w powieści, na pierwszy plan wysuwa się małżeństwo i rodzicielstwo, koniecznie w takim połączeniu. Autorka szczerze traktuje o wartości tych dwóch najważniejszych w naszym życiu ról oraz intrygująco przedstawia relacje głównych bohaterów, rozbiera na czynniki ich związek, badając wpływ bezdzietności na Martę i Marcina. Michalik-Jaworska doskonale poradziła sobie z poskładaniem pojedynczych elementów w spójną, logiczną całość, pamiętając, iż wszystkie jednostkowe czynniki rzutują na ogół - efekt domina. Nawet jeśli postaciom wydaje się, iż śmierć dziecka na oddziale Marty bądź też trudna interwencja jej męża nie mają większego znaczenia w ich codzienności, pisarka udowadnia im, jak bardzo są w błędzie. Powieść w cudowny i inteligentny sposób uświadamia nam wagę mądrego, dojrzałego związku. Autorka postawiła swego czytelnika przed szeregiem wątpliwości, skłoniła do refleksji i pomogła w usystematyzowaniu wiedzy, uszeregowaniu wartości.

Chciałabym napisać o tej książce dużo więcej, opisać emocje, które wywołała, ale to tak, jakby podawać na tacy gotowe rozwiązanie. "Pomyślę o tym jutro" to świeży powiew, coś nowego, książka, która rzeczywiście wnosi coś samą lekturą, wzruszając i wstrząsając czytelnikiem. Jest to ambitna i nieco moralizatorska powieść, jednak autorka pozostaje delikatna, nie narzuca swojego światopoglądu, subtelnie przekazuje go między pięknymi słowami. Od początku trwania procesu tworzenia tej recenzji szukam przymiotnika, który najdokładniej odda istotę publikacji Katarzyny Michalik-Jaworskiej i w końcu mam... Magiczna. Świat, do którego zaprasza nas autorka, przeraża okrucieństwem i uspokaja nadzieją. Samo życie.


Dziękuję Wydawnictwu Dobra Literatura za udostępnienie recenzenckiego egzemplarza powieści!



Katarzyna Michalik-Jaworska "Pomyślę o tym jutro"
Wydawnictwo Dobra Literatura, 2014
ilość stron: 224
data premiery: 26 marca 2014

wtorek, 8 kwietnia 2014

Elżbieta Rodzeń "Noc świetlików" [Recenzja]




Poszukiwania swojej tożsamości są jednym z najczęstszych motywów współczesnej literatury, a jednak wciąż pozostajemy niezaspokojeni w tej materii. Nadal pragniemy odkrywać tajemnice bohaterów, towarzyszyć im w pościgu za własnym "ja". Żyjemy w czasach, kiedy określenie własnej osobowości jest niełatwym wyzwaniem. Pęd życia, wymogi narzucone przez dzisiejszy świat skutkują poczuciem zagubienia, niepewności. Paulina, główna bohaterka powieści Elżbiety Rodzeń "Noc świetlików", dążyła do doskonałości. Pokonana przez własny cel bycia perfekcyjną, odnalazła siebie w krainie magii. Czy każdy z nas może się tam udać?

Anoreksja to jedno z największych wyzwań dla psychiatrii. Choroba, która dotyka umysł i ciało. Początek zazwyczaj jest niewinny, ot, by zrzucić kilka kilogramów. Kiedy jednak lustro wciąż pokazuje coś innego niż waga, a dni bez jedzenia zaczynają się w tygodnie, zaczyna robić się niebezpiecznie... Wiedzą o tym rodzice Pauliny, gdy w końcu podejmują decyzję o odesłaniu córki do szpitala psychiatrycznego. Dziewczyna w nowym środowisku jest jeszcze bardziej zagubiona, a jedyną życzliwą dla niej osobą jest pielęgniarz o imieniu Błażej. Młody mężczyzna namawia Paulinę do ucieczki i obiecuje pomóc jej w tym. Początkowo dziewczyna pragnie jak najszybciej wydostać się z leśnej chatki, w której przyszło jej zamieszkać z Błażej oraz jego dwoma braćmi: Arturem i Szymonem, jednakże szybko przekonuje się, że domek w środku lasu jest jej miejscem na ziemi, a jego mieszkańcy nie są zwykłymi ludźmi. Niebawem okaże się, że również Paulina nie jest tym, za kogo się uważała, a miłość zapuka do jej drzwi w najbardziej zaskakującej formie...

Jestem oczarowana światem, do którego zaprosiła mnie Elżbieta Rodzeń. Uczciwie będzie wspomnieć, że literatura fantastyczna nie jest moją ulubioną formą rozrywki, tym bardziej jestem zaskoczona odczuciami, jakie wywołała we mnie lektura oraz faktem, iż czterysta trzydzieści stron przeczytałam w jeden wieczór, zaintrygowana i pewna, że jeszcze dziś chcę dowiedzieć się, jak potoczyły się dalsze losy Pauliny. Interesującym jest połączenie motywów, wydawałoby się, z całkiem innej bajek - anoreksja i elfy w jednym? Bomba! Powieść obdaruje każdego swego czytelnika sowicie, gdyż magia to w rzeczywistości sposób przekazania wartości powszechnych, które dotyczą ciebie, zarówno jeśli jesteś fanem fantasy, ale również wtedy, gdy za takim pisarstwem nie przepadasz. Uniwersalny wydźwięk dzieła sprawia, iż książka istotnie pozostaje lekturą dla ogółu, a jej klasyfikacja tylko i wyłącznie jako "literatura fantastyczna" jest nieco krzywdząca. Autorka napisała mądrą, mocną w wydźwięku baśń dla dorosłych, dla pokolenia ludzi zagubionych. Przekonuje nas, iż siła, jaką ostatecznie znalazła w sobie Paulina, nie jest wynikiem jedynie nadprzyrodzonych mocy i magicznego pochodzenia. Interpretacja powyższego jako pięknej metafory nie jest niczym trudnym dla czytelnika obdarzonego wyobraźnią. Moc dziewczyny wypływa z jej miłości oraz odnalezienia właściwego miejsca w świecie.

A język.. zachwyca! Płynność i piękno słowa sprawia, iż książkę czyta się jednym tchem, a zmysły pozostają przyjemnie połechtane wysoką estetyką powieści i jest to niewątpliwie jedna z najważniejszych zalet publikacji. Dzieło łączy w sobie elementy kilku gatunków literackich, począwszy od fantasy, poprzez romans, aż po powieść obyczajową. Ba, zostałam nawet przyjemnie zaskoczona wątkiem kryminalnym, wprawdzie delikatnie jedynie naszkicowanym, ale zawsze! Mimo magicznej cząstki, bohaterowie żyją całkiem normalnie w społeczeństwie: jeżdżą samochodami, pracują, studiują, wiążą się w pary. "Noc świetlików" to opowieść o tym, iż każdy ma przypisane miejsce we wszechświecie i niemożliwym jest osiągnięcie szczęścia, gdy druga osoba uniemożliwi nam funkcjonowanie w zgodzie ze swoją naturą. Umysł Pauliny chciał zniszczyć jej cząstkę ludzką, gdyż ta chciała zdominować całość jej bytu, nie dopuszczając go głosu obecnej w jej osobie istoty magicznej. Powieść aż pęka w szwach od tego typu nawiązań - poprzez czar autorka ukazuje ułomności ludzkie.

Elżbieta Rodzeń zrobiła mi niemałą niespodziankę. Przekonała mnie, takiego sceptyka, że magia nie jest niczym niezwykłym... Nie trzeba mieć spiczastych uszu i nadprzyrodzonych mocy, aby posiadać w sobie cząstkę czaru. W rezultacie tej przygody, chciałabym polecić publikację "Noc świetlików" nie tylko wielbicielom fantasy, gdyż dla nich przekonująca będzie pewnie obecność istot magicznych. Pragnę zarekomendować książkę również osobom podobnym do mnie, które literatury fantastycznej po prostu nie czytują, gdyż magia to jeden z licznych sposobów dotarcia do zgody z własnym "ja". A któż nie chce tego dokonać?


Dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka za udostępnienie recenzenckiego egzemplarza powieści!


Elżbieta Rodzeń, "Noc świetlików"
Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2014
ilość stron: 432
data premiery: 17.03.2014

sobota, 5 kwietnia 2014

Diane Chamberlain "W słusznej sprawie" [Recenzja]




W latach 1929-1975 Karolina Północna w ramach Programu Sterylizacji Eugenicznej pozbawiła możliwości posiadania potomstwa ponad 7 tysięcy swoich obywateli, a wszystko to w imieniu szeroko rozumianego "dobra publicznego". Owa polityka, której skutki do dnia dzisiejszego odczuwają władze i mieszkańcy stanu, miała na celu sterylizację jednostek, a decyzję mógł podjąć pracownik socjalny opiekujący się daną rodziną. Przesłanką do zabiegu miało być upośledzenie umysłowe (w tym celu wykonywano testy na inteligencję, osoby z IQ poniżej 70 mogły się spodziewać akceptacji wniosku opieki socjalnej o kastrację), epilepsja bądź choroba psychiczna. W obiegu były ulotki propagujące "sterylizację kretynów" jako "ulepszenie populacji". Kontrowersje wokół programu i porównania do nazistowskich Niemiec powstrzymały władze stanu Karolina Północna dopiero w połowie lat 70. XX wieku. W tym tle historycznym swych bohaterów umieściła w najnowszej książce Diane Chamberlain. Książka "W słusznej sprawie" wydana nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka pod patronatem klubu Kobiety to czytają! w księgarniach już od 10 kwietnia 2014.

Jane Forrester, świeżo upieczona 21-letnia mężatka, wbrew życzeniom swojego męża, podejmuje swą pierwszą pracę w Wydziale Opieki Społecznej. Robert, małżonek kobiety, widziałby raczej swą żonę w domu, przygotowującą posiłki i cierpliwie czekającą na ukochanego, aż ten wróci z pracy. Mężczyzna liczy na to, iż już niedługo doczekają się potomka, Jane ma jednak inne plany, w pierwszej kolejności pragnie zająć się karierą. Do zawodu wprowadza ją Charlotte Werkman, objaśniając również zasady Programu Sterylizacji Eugenicznej. Dziewczyna ma mieszane uczucia wobec polityki przymusowej kastracji. Pod jej opiekę trafia rodzina Hartów: nestorka rodu Winona zwana Nonnie, dwie nastoletnie dziewczęta 15-letnia Ivy i 17-letnia Mary Ella oraz synek starszej z nastolatek: William zwany Dzidziusiem, chociaż z okresu niemowlęcego już wyrósł i w chwili, gdy poznajemy familię, ma 2 lata. Członkowie klanu Hartów żyją w skrajnej nędzy, a ich podstawowym źródłem utrzymania jest zasiłek otrzymywany od państwa. Jane, zgodnie z obowiązującym prawem stanu Karolina Północna, ma doprowadzić do sterylizacji Ivy. Po wszczęciu całej procedury okazuje się, że nastolatka jest już w ciąży... 

"Cała miłość świata nie pomoże, gdy na stole nie ma jedzenia"
[Charlotte Werkman]
Diane Chamberlain, W słusznej sprawie, Prószyński Media 2014

Chamberlain podjęła się niesamowicie trudnej tematyki i sprostała temu wyzwaniu w mistrzowski sposób. Najnowsza powieść autorki poruszy nawet najtwardsze serca, łamiąc je dotkliwie. Każda litera w książce jest naznaczona silnymi emocjami, wszystkie słowa łączące się w zdania zasiewają w nas wątpliwość. Czy komukolwiek wolno ingerować w tak istotny sposób w życie drugiego człowieka? Kto w rzeczywistości jest postacią tragiczną: Ivy, która ma zostać poddana przymusowej sterylizacji czy Jane, która tą decyzję ma podjąć? "W słusznej sprawie" to doskonale skonstruowana, mocna w wydźwięku, wielowątkowa opowieść pozostawiająca na stałe ślad w czytelniku. Chamberlain w tylko sobie znany sposób buduje swą zawiłą myśl, wysnuwając liczne hipotezy poprzez historie bohaterów zarówno pierwszo, jak i drugoplanowych. Postaci przedstawione w "W słusznej sprawie" to cała plejada arcyciekawych charakterów, a każdą z poszczególnych osób autorka szkicuje, tak jak i w poprzednich publikacjach, niezwykle precyzyjnie. W książkach Chamberlain nic nie jest przypadkowe, pisarka dokładnie obmyśla całą koncepcją, co potwierdziła powieścią "W słusznej sprawie". Autorka udowodniła, iż jest w fenomenalnej formie.

To, co rzuca się w oczy to kontrast. Kontrast dwóch światów: ludzi, o których się decyduje i ludzi, którzy te decyzję podejmują. Kontrast pomiędzy biedą a bogactwem, pomiędzy kontrolą narodzin wśród elity i wielodzietnością w kręgach osób niewyedukowanych, biedoty. I szereg pytań, wątpliwości. Czy dziecko czeka taki sam los, jak jego rodziców? Czy na podstawie piętnastu pierwszych lat życia można z całą pewnością przewidzieć, jaka będzie przyszłość człowieka, co osiągnie i pozbawić go możliwości na udane życie rodzinne? Nie sposób opisać uczuć, jakie targają czytelnikiem podczas lektury powieści. Nawet jeśli wydaje się nam, iż mamy jasno sprecyzowane poglądy na dany temat, Chamberlain udowadnia nam, że tak naprawdę nie wiemy nic. Tak, jak i ówczesne władze Karoliny Północnej, nie mamy prawa udawać, że posiedliśmy wiedzę pozwalającą nam na decydowanie o życiu człowieka, który takiego szczęścia nie miał i przynależność do danej grupy społecznej uniemożliwiła mu dobry start. 

"W słusznej sprawie" to lektura, która wywołuje również sprzeczne decyzje wobec procesu jej czytania. Z jednej strony jest tak wciągająca, iż najchętniej stracilibyśmy dla niej noc, rozpoczęcie kolejnego, i kolejnego rozdziału wydaje się być naturalne, jednak.. Książka jest wybitna, mamy ochotę delektować się nią, nie pozwolić, aby tak szybko się skończyła. To wzruszająca, przepiękna i niebanalna powieść, coś nietuzinkowego i świeżego na rynku wydawniczym. Dla mnie - prawdziwe mistrzostwo. Nie jestem skłonna do oceniania książki wyżej, niż "dobra", "bardzo dobra", no może w skrajnych przypadkach uznam publikację za "rewelacyjną". Jednak to za mało przy najnowszej Chamberlain.. Jestem fanką twórczości autorki od pierwszego przeczytanego zdania, pochłonęłam absolutnie wszystkie powieści, które ukazały się w Polsce, jednak emocje, jakie wywołała we mnie lektura "W słusznej sprawie" zasługują na najwyższą z możliwych not. Przeczytałam wiele książek, czekałam wyjątkowo długo, aby dać się ponieść tak cudownej historii. A teraz pozostaje pustka. Pustka, bo co ja będę dalej czytać?! Nic nie przebije teraz przecież "W słusznej sprawie".. Muszę czekać. Czekać kolejne "dziesiąt" książek, może mniej, może więcej, a nuż coś się zdarzy? Jedno jest pewne: odpowiedź na pytanie "jaka jest twoja ulubiona książka?" niesie wiele wątpliwości, ale są takie tytuły, które po prostu przychodzą do głowy. "W słusznej sprawie"!



Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie recenzyjnego egzemplarza powieści!




Diane Chamberlain "W słusznej sprawie"
Prószyński Media, 2014
ilość stron: 456
data premiery: 10.04.2014

czwartek, 3 kwietnia 2014

Kristan Higgins "Nie ma tego złego" [Recenzja]



Zapytałam kiedyś czytelników mojego bloga, jaką lekturą preferują: lekką, przyjemną czy raczej ambitniejszą, o tematyce trudnej. Okazało się, że to, za jaką książką optują, w dużej mierze zależy od nastroju, a nawet pory roku. Jedno jest pewne: co jakiś czas reflektujemy nieskomplikowaną rozrywkę, ot tak, aby odprężyć nasz umysł, tak zwane "powieścidło". Aby jednak dane "powieścidło" spełniło swe zadanie, również wobec niego stawiamy wymagania. Musi być zabawnie, bohaterowie pod żadnym pozorem nie mogą być idealni, wszystko winno skończyć się szczęśliwie, oczywiście, nie bez przeszkód, a wątki poboczne są jak najbardziej wskazane, wszak nie samą miłością człowiek żyje!

Faith Holland miała mieć życie i ślub jak z bajki. Uroczystość została zorganizowana - a gdzież by inaczej - w czerwcu, w piękny, słoneczny dzień, a dziewczyna wystąpiła w cudownej, białej sukni, z bukietem łososiowych róż w dłoni. Zamążpójście jednak nie doszło do skutku, gdyż podczas ceremonii głos zabrał najlepszy przyjaciel pana młodego, Levi Cooper. Zmusił swego kumpla Jeremy'ego, aby ten wyznał w końcu swej narzeczonej, że jest.. gejem. Świat Faith legnie w gruzach. Nienawidzi Leviego Coopera! Pogromca ślubów, grr.. Że też zachciało mu się zasad w dniu jej ślubu! Kobieta wyjeżdża do San Francisco, aby nabrać dystansu. Gdy wraca po trzech latach, pierwszą osobą, jaką spotyka w miasteczku, jest Levi Cooper, teraz już komendant. Od miłości do nienawiści jeden krok, o czym już zapewne się domyślacie. Na drodze do szczęścia spotka ich jednak wiele trudności.

Książka nie zawiera w swej treści niczego odkrywczego, ale to wiedziałam jeszcze przed jej lekturą, a mimo tego zachciałam ją przeczytać i zrecenzować. Dlaczego? W końcu i mnie dopadł syndrom leniwego wieczoru, chęć pochłonięcia książki, której głównym celem jest rozrywka, bez moralizatorskich przesłań i niesłychanie ambitnych treści. Jeśli i Ty, drogi czytelniku, odczuwasz takie potrzeby, Wydawnictwo Prószyński i S-ka wychodzi im na przeciw. Bo "Nie ma tego złego" to naprawdę dobra "powieścidło", spełniające swą rolę! Mamy tu wszystko, czego wymaga się od powieści obyczajowej z głównym wątkiem romantycznym. Faith jest wzbudzającą sympatię, czasem aż nazbyt uroczą młodą kobietą, nieco zaokrągloną tu i tam. Jej związek z Jeremy'm - gejem mocno zalatuje groteską. Natomiast Levi to ucieleśnienie wszystkich cech heteroseksualnego faceta, na które narzekają panie, podczas gdy w rzeczywistości te właściwości składają się na ogół ochów i achów. Jest też zabawnie, chociażby wtedy, gdy spanikowana Faith podejmuje decyzję o ucieczce przed spotkaniem ze swoim byłym przez okno w łazience. 

"Nie ma tego złego" to ciepła opowieść o ludziach po przejściach, poszukujących swej drugiej połowy, podczas gdy okazuje się, iż spotkali ją już w liceum. Książka jest odprężającą, nieskomplikowaną i zabawną historią, z łatwym do przewidzenia zakończeniem, jednak droga, jaką pokonamy z bohaterami przez czterysta osiemdziesiąt osiem stron do końca powieści sprawia przyjemność, a szereg wątków pobocznych przyczynia się do tego, iż publikacja okazuje się być wciągająca i nie nudzi się czytelnikowi. Otrzymałam to, czego od wolumenu oczekiwałam: dwa mile spędzone wieczory, kiedy w pełni oddałam się lekkiej i prostej opowieści.


Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie recenzenckiego egzemplarza powieści!



Kristan Higgins "Nie ma tego złego"
Wydawnictwo Prószyński Media, 2014
ilość stron: 488
data premiery: 18.03.2014

środa, 2 kwietnia 2014

Przedpremierowa recenzja: Andy Mulligan "Śmieć"



Trzech chłopców, którzy całe dnie spędzają na wysypisku śmieci.
Dzieciństwo, które zostało odebrane.
Spryt, który potrzebny jest, by przeżyć.
I wspólna tajemnica, która połączyła bohaterów bardziej niż przyjaźń.


Opowieść rozpoczyna się w momencie wyjątkowym dla dzieci żyjących na wysypisku śmieci. Ich codziennością jest brodzenie w ludzkich odchodach, segregowanie zgniłej żywności od wartościowego dla nich plastiku oraz fart, gdy uda się natrafić na coś zdatnego do spożycia. Zwykłym śmieciem - ot, czym są te dzieciaki dla społeczeństwa. Takim samym odpadem, jak te w których buszują. Bohaterowie nie znają innej rzeczywistości, na śmietnisku wychowali się, i na śmietnisku zapewne zestarzeją się, aby potem zakończyć swój marny żywot. Kiedy więc pewnego dnia Raphael trafia na coś wyjątkowego, dla niego i dwójki jemu podobnych, Gardo i Juna zwanego Szczura, oznacza to początek niesamowitej przygody, która okazuje się być szansą na odmianę życia. Gdy policja zaczyna niebezpiecznie interesować się zawartością małej saszetki, chłopcy wiedzą. że wykryli coś szczególnego i zrobią wszystko, aby dotrzeć do źródła i zrozumieć istotę niecodziennego znaleziska. 

"Śmieć" to niebanalna, nietuzinkowa i niosąca głębsze przesłanie, przepiękna historia o przyjaźni silniejszej niż pieniądze oraz wpływy skorumpowanego świata. Książka jest mądrą i liryczną opowieścią o przygodzie, jaką dane jest przeżyć dzieciom żyjącym w niewyobrażalnej dla przeciętnego człowieka biedzie. Warunki świata, jaki otacza bohaterów, wydają się być całkowicie nierealne, nasz mózg nie chce tolerować nawet myśli o ich autentyczności , pierwszym naturalnym odruchem jest negacja i niedowierzanie. Jak żyć pośród szczurów, ekskrementów, zgniłych odpadów? Autor obrazuje zdolność przystosowania się człowieka do każdego środowiska. To, co nam wydaje się nieprawdopodobne, w rzeczywistości jest codziennością dla wielu ludzi, co podkreśla Andy Mulligan w "Podziękowaniach" na ostatnich stronach swej publikacji. Przedstawione zdarzenia są fikcją literacką, nie mniej jednak obraz nędzy, w jakiej przyszło żyć dzieciom, łamie serce.

W tle przepięknej, ponadczasowej przyjaźni, jaka połączyła Raphaela, Gardo i Szczura, dostrzegamy wyraźnie naszkicowane wątki społeczno-obyczajowe. Autor trafia w samo sedno, poruszając szereg tematów, mocno związanych z problemami dzisiejszego świata. Oddaje do refleksji czytelnika nie tylko kwestię biedy samej w sobie, powieść dotyka również spraw politycznych. Mulligan zmusza nas do tego, aby na chwilę zatrzymać się przy zagadnieniu sprawiedliwości. Czy przestępstwo popełnione w słusznym celu jest usprawiedliwione? Czy kiedy człowiek okrada złodzieja automatycznie staje się "lepszym złodziejem"? Szereg treści, jakie w swoim dziele zawarł autor, wpływa na uniwersalność publikacji, która staje się czymś więcej niż tylko mądrą książką o przyjaźni. 

Lektura powieści "Śmieć" była dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem, nauczyła mnie pokory względem literatury. To jest książka, o której nie można powiedzieć "to już było". Utwór jest nieszablonowy pod wieloma względami, również narracji i sposobu zapisu. Treść przekazywana jest czytelnikowi kolejno przez różnych narratorów, a ich obecność mocno zaakcentowana. Poszczególne osoby zaznaczają swój udział, przedstawiają się odbiorcy, witają bądź żegnają, zaznaczając, iż nie powrócą już na karty powieści. Powyższa koncepcja autora była strzałem w dziesiątkę, dzięki temu czujemy się prowadzeni za rękę i nie potrzebujemy więcej czasu, aby spostrzec się, kto jest kim. Chociaż nie jestem zwolennikiem ekranizacji filmowych powieści, a napis "based on the book" przyprawia mnie o pewien rodzaj irytacji, tak na kinową wersję "Śmiecia" będę czekać z niecierpliwością. Andy Mulligan napisał gotowy scenariusz, bez konieczności poprawiania. Historia jest godna poznania, interesująca i rzeczywiście wyjątkowa. Zmagania bohaterów to przepiękna, wywołująca łzę w oku opowieść o zachowaniu człowieczeństwa w obliczu konsekwentnego niszczenia ludzi od najmłodszych lat. "Śmieć" to wzruszająca baśń o zjawiskowej przyjaźni i solidarności, osadzona w klimatach skrajnej nędzy.


Dziękuję Wydawnictwu Replika za możliwość przedpremierowego przeczytania powieści!


Andy Mulligan "Śmieć"
Wydawnictwo Replika, 2014
ilość stron: 292
data premiery: 16.04.2014