środa, 20 lipca 2016

Agnieszka Olszanowska "Listy z dziesiątej wsi" | Recenzja



Niedawno zapytałam czytelników bloga, czym kierują się, wybierając lekturę i co sprawia, że decydują się na daną książkę. W przypadku "Listów z dziesiątej wsi" najpierw zakochałam się w okładce, później zachwycił mnie blurb, będący obietnicą dobrej, może nieco mistycznej lektury. Podobno nie powinno się oceniać książki po okładce, lecz w tym przypadku tak uczyniłam i nie żałuję.

Beata żyła, jak tysiące innych kobiet w Polsce. Dom, mąż, dzieci. Nigdy nie pracowała, kiedy więc mąż zostawia ją dla innej, Beata zostaje bez środków do życia. Pewnego dnia, gdy jest już naprawdę źle, w jej mieszkaniu zjawia się brat, spłaca długi i zabiera Beatę z powrotem do domu. Do Zwierzyńca. Beata nie poznaje rodzinnej wsi, która podążyła z duchem czasu i zmieniła się w plantację kukurydzy. Kobieta buntuje się przeciwko zmianom, a w sercu wciąż ma dawny obraz rodzinnego domu. Próbuje poukładać swoje życie, zaczyna pracę i... poznaje mężczyznę. Jednocześnie, zgłębiając treść znalezionych na strychu starych listów, poznaje historię nieszczęśliwej miłości swojej babki i opowieść o mężczyźnie, którego los nigdy nie rozpieszczał. Wraz z Beatą podążymy jego śladami do Oświęcimia i komunistycznej Warszawy.

Przeczytałam "Listy z dziesiątej wsi" prawie tydzień temu i długo zastanawiałam się, co chcę zawrzeć w recenzji. Chciałabym wiernie oddać naturę tej powieści, ale to chyba niemożliwe bez znajomości jej treści. Debiut Agnieszki Olszanowskiej to dobra, nieco mroczna i tajemnicza literatura obyczajowa. To nie jest jedna z tych powieści, które z góry wiemy, jak się skończą, chociaż mogłaby to sugerować ta część z "poznaje mężczyznę" w tle. Nie, to nie jest książka w stylu Grocholi czy Kordel. To nie jest powieść o kobiecie, która wyjeżdża na wieś, buduje dom, a wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Mnóstwo tu niedopowiedzeń i sugestii, przez co książka zyskuje specyficzny, niezapomniany klimat. Niewiele debiutantek może pochwalić się tak plastycznymi opisami świata przedstawionego. Realistyczne i wierne portrety psychologiczne bohaterów są kolejnymi atutami powieści.

Debiutantce nie udało się uniknąć pewnych niedociągnięć, jednak jestem w stanie przymknąć na nie oko, gdyż całość wypada bardzo korzystnie. Może rzeczywiście dwieście dziewięćdziesiąt sześć stron to za mało, aby zamknąć zgrabnie wszystkie rozpoczęte wątki, a pomysłów starczyłoby co najmniej na trzy książki, jednak jestem przekonana, że "Listy z dziesiątej wsi" są zapowiedzią czegoś większego. Mam nadzieję, iż to nie jednorazowy flirt Agnieszki Olszanowskiej z pisarstwem, gdyż na uwagę zasługuje nienaganny styl, poprawna polszczyzna oraz ciekawe rozwiązania fabularne. Odczuwam lekki niedosyt, chciałabym, aby w szczególności wątek prześladowanego przez władze PRL księdza został pociągnięty, dlatego wspomniałam o niedociągnięciach, przed jakimi nie uchroniła się debiutantka.

Lubię takie powieści. Niejasne, niełatwe i tajemnicze. Agnieszka Olszanowska rozbudziła moją ciekawość i na pewno przeczytam jej kolejną powieść, aby przekonać się, jak rozwija się ta interesująca autorka i w jaką poszła stronę. Tymczasem polecam lekturę jej literackiego debiutu, gdyż moim zdaniem naprawdę warto.

Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Agnieszka Olszanowska "Listy z dziesiątej wsi"
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2016
liczba stron: 296
data premiery: 07.07.2016

wtorek, 19 lipca 2016

Patronat medialny: Agata Przybyłek "Takie rzeczy tylko z mężem"



Agata Przybyłek, młodziutka autorka, znana czytelniczkom z zabawnej powieści "Nie zmienił się tylko blond" czy ambitniejszej obyczajówki "Bez ciebie", nie próżnuje. Właśnie wydała trzecią już w tym roku książkę, którą Przegląd czytelniczy nie bez dumy objął patronatem medialnym. Uwaga! To zdecydowanie najlepiej napisana książka Agaty Przybyłek.

Zuzanna, lat dwadzieścia osiem, na stanie przystojny, choć nieco nieobecny mąż, czteroletni syn Marcel i duży dom. Bajka? Chyba jednak nie do końca. Ludwik, zamiast spędzać wieczory w towarzystwie małżonki, woli biegać po okolicznych lasach i szukać skarbów. Zuza czuje się samotna, a kiedy zupełnie przypadkiem trafia na spotkanie autorskie pewnej znanej trenerki motywacyjnej, zachęcona słowa psycholożki, postanawia zawalczyć o uwagę Ludwika. Zanim jednak wcieli swój plan w życie, na głowę zwali jej się nastolatka będącą zadeklarowaną fanką gotyku i... Przeczytajcie sami. Zastanawialiście się kiedyś, do czego posunie się zaniedbana przez męża kobieta? Możecie się przekonać.

Nie zgodzę się, że Agata Przybyłek pisze komedie, chociaż wydawca uparcie podsuwa nam takie sugestie na okładkach książek napisanych przez młodą autorkę. "Takie rzeczy tylko z mężem" to lekka obyczajówka, przy której, oczywiście, z pewnością szeroko się uśmiechniecie, jednak Agacie bliżej do obyczaju, niż do klasycznej komedii. Jej powieść, oprócz oczywistych, czystych rozrywkowych walorów, niesie ze sobą ciekawą naukę dla młodych mężatek. To książka, która z pewnością przypadnie do gustu miłośniczkom prozy Magdaleny Witkiewicz czy Nataszy Sochy. Podoba mi się nieograniczona wyobraźnia Agaty i jej życiowe obserwacje. Można by rzec, że "Takie rzeczy tylko z mężem" to samo życie, podczas gdy autorka jest panną i w kwestii małżeńskich problemów raczej nie posiada własnego doświadczenia. Drżyjcie więc, gdyż Agata jest przede wszystkim doskonałą obserwatorką, a wyciągnięte wnioski przedstawia w krzywym zwierciadle. Może więc zobaczycie w tej powieści siebie?

Czytam każdą książkę Agaty. Byłam jedną z pierwszych recenzentek "Nie zmienił się tylko blond", dlatego jestem pod ogromnym wrażeniem progresu, jaki poczyniła autorka od czasu wydania debiutanckiej powieści. Różnicę widać przede wszystkim w stylu. "Takie rzeczy z mężem" to z pewnością najlepiej napisana książka autorki, a i fabuła zaspokoiła moje wcale niemałe wymagania. Przeczytałam tę powieść w jeden wieczór i jedno popołudnie. Książkę czyta się doskonale, a przejścia pomiędzy poszczególnymi scenami następują w płynny sposób. Krótkie rozdziały, intrygujące zwroty akcji są największymi zaletami tej powieści. Jedynym minusem jest dla mnie zakończenie, a właściwie jego brak, gdyż osobiście za seriami nie przepadam, a jeśli już mam je czytać, wolę, aby wszystkie wątki zostały domknięte, a kolejna książka poruszała zupełnie nowe tematy, tak jak w przypadku poprzedniego cyklu autorki, w którym dotychczas ukazały się powieści "Nie zmienił się tylko blond" i "Nieszczęścia chodzą stadami".

Najnowsza książka Agaty Przybyłek z pewnością trafi do kobiet zaczytujących się w utrzymanej w lekkim tonie literaturze obyczajowej. Cieszę się, że ta powieść jest taka udana i mocno kibicuję Agacie w dalszej karierze, a książkę, oczywiście, serdecznie wam polecam. Myślę, że nie będziecie zawiedzeni.

Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Agata Przybyłek "Takie rzeczy tylko z mężem"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2016
liczba stron: 380
data premiery: 20.07.2016

czwartek, 14 lipca 2016

Joanna Opiat-Bojarska "Bestseller" | Recenzja



"Bestseller" to moje czwarte spotkanie z twórczością Joanny Opiat-Bojarskiej i... zdecydowanie najbardziej udane. Autorka najlepiej wypada w klasycznym kryminale, czego przykładem jest jej najnowsza powieść. Potrzeba nie lada odwagi, by nazwać swoją książkę "Bestsellerem". Opiat-Bojarska odważyła się i wygrała.

Emila Sienkiewicz, zwyciężczyni literackiego talent show i wschodząca gwiazda polskiej literatury rozrywkowej, kilkanaście dni przed premierą swojej drugiej powieści zostaje zamordowana. Śledztwo prowadzą niezawodni Majewski i Burzyński - para policjantów z poznańskiego Wydziału Kryminalnego. Trop prowadzi za kulisy telewizyjnego programu. Śledczy odkrywają pełen obłudy i zakłamania świat, napędzany przez naprawdę duże pieniądze. Czy Emilia zginęła, bo naraziła się komuś z programu? A może padła ofiarą zazdrosnego narzeczonego? W rozwiązaniu zagadki pomocna okaże się antropolog sądowa Anita Broll.

"Bestseller" zachwycił mnie drobiazgowością. Jestem pod wrażeniem nie tyle samej historii, która, rzecz jasna, jest świetna, ale przede wszystkim bogatego tła. Podziwiam Joannę Opiat-Bojarską, że wykorzystała rewelacyjny pomysł na kryminał i uczyniła z niego właściwie tylko tło swojej opowieści, swoistą wisienkę na torcie. Musi mieć głowę pełną pomysłów, skoro wykorzystuje jeden z nich, aby stworzyć drugi plan. Ta powieść jest najlepszą spośród książek Opiat-Bojarskiej, które miałam okazję czytać, a autorka najlepiej odnajduje się w klimatach czysto kryminalnym, co właśnie udowodniła "Bestsellerem". Książka jest zdecydowanie o wiele lepiej napisana niż wydana w tym roku "Gra pozorów", miałam wrażenie, że czytam powieść zupełnie innej autorki. Nie znalazłam tu żadnego błędów, nie złapałam pisarki na najmniejszym potknięciu. Pozwoliłam sobie wysnuć wnioski o dużej zasłudze redakcji. Powieści zostały wydane w dwóch różnych wydawnictwach, a już kiedyś zwracałam uwagę na drobiazgowość redakcji i dokładność korekty w książkach wydawanych przez Czarną Owcę.

Muszę pochwalić autorkę za rzetelny research. Joanna Opiat-Bojarska zasiadła do pisania doskonale przygotowana, a jej rozległa wiedza imponuje szczególnie podczas czytania fragmentów o pracy antropologa sądowego. Czytelnik czuje, że ta książka nie została napisana na podstawie informacji wyszukanych w Googlach. Opiat-Bojarska kocha to, co robi i zaraża tą miłością odbiorców swojej książki. "Bestseller" to powieść napisana z pasją. To również ciekawe spojrzenie na współczesny rynek wydawniczy. Autorka dzieli się poczynionymi obserwacjami, a wykreowany przez nią świat wcale nie różni się od tego, w jakim pisarka na co dzień się obraca. "Bestseller" wyróżnia się więc nie tylko ciekawym wątkiem kryminalnym, skomplikowaną intrygą i pędzącą w zawrotnym tempie akcją, ale też niebanalnym tłem obyczajowym.

Nie czytałam "Konesera" i chyba muszę nadrobić zaległości, jeśli powieść utrzymana jest w podobnych klimatach, jak "Bestseller". Na szczęście, sama autorka mówi, że kolejność czytania jest dowolna, bo choć bohaterowie są ci sami, to wszystkie wątki w poprzedniej książce zostały zakończone, a "Bestseller" to inna historia. Jeśli jeszcze nie znacie więc twórczości Joanny Opiat-Bojarskiej, premiera jej nowej, dziewiątej już powieści jest doskonałą okazją, by nadrobić zaległości.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Joanna Opiat-Bojarska "Bestseller"
Wydawnictwo Czarna Owca, 2016
liczba stron: 368
data premiery: 15.06.2016

środa, 13 lipca 2016

Anna Karpińska "Przekonaj mnie, że to ty" | Recenzja przedpremierowa




Lubiana i doceniana przez czytelniczki autorka powieści obyczajowych powraca ze swoją najnowszą powieścią. "Przekonaj mnie, że to ty" z pewnością przypadnie do gustu miłośniczkom twórczości Anny Karpińskiej, ale też kobietom zaczytującym się w życiowych, słodko-gorzkich historiach. 

Urszula i Edyta. Matka i córka. Po śmierci ukochanego męża i ojca, kobiety nie mogą odnaleźć wspólnego języka. Właściwie od zawsze nie potrafiły się porozumieć, jednak obecność Marka łagodziła kontakty. Kiedy zostają same z pensjonatem w samym sercu Krynicy Morskiej, Edyta postanawia pomóc matce, rezygnując z realizacji własnych marzeń. Frustracja narasta, kiedy w ośrodku pojawia się Iga, córka znajomego Edyty, której obecność budzi dawno uśpione demony. Skrywane przez lata tajemnice wychodzą na jaw, a Edyta ma żal do matki. W tle wciąż przewija się ukochana Hiszpania i perspektywa wyjazdu. Czy Urszula pozwoli Edycie żyć własnym życiem? Czy Edyta odważy się spełnić własne marzenia i co na to jej matka?

Anna Karpińska w swojej najnowszej powieści opisuje skomplikowane relacje matki i córki. Myślę, że w tej historii kobiety w każdym wieku odnajdą część siebie. Bardziej dojrzałe panie dostrzegą w Urszuli siebie, a te nieco młodsze doskonale zrozumieją sytuację, w jakiej znalazła się Edyta. W tej książce nie ma prostych rozwiązań. Obserwujemy pojedynek serca z rozumem, matczynej miłości i skłonności do nadopiekuńczości z młodzieńczym szaleństwem i porywami serca. To powieść o poszukiwaniu własnej tożsamości i swojego miejsca na świecie. Czasem czujemy potrzebę zmian, jednak boimy się, rezygnujemy z marzeń, bo przecież to, co znane jest bezpieczniejsze. "Przekonaj mnie, że to ty" to właśnie opowieść o tej potrzebie. Myślę, że zaskoczy was zakończenie i końcowe wnioski płynące z lektury.

"Przekonaj mnie, że to ty" to kolejna emocjonująca powieść obyczajowa autorstwa Anny Karpińskiej. I choć nie dorównuje niedoścignionej moim zdaniem "Chorwackiej przystani", pisarka napisała jedną z najlepszych książek w swoim dorobku. Ostatecznie przekonały mnie trudne relacje i niewyjawione sekrety z przeszłości - tematy, które w literaturze obyczajowej są przeze mnie szczególnie pożądane. Mamy tutaj dwuosobową narrację, dzięki czemu jesteśmy na bieżąco nie tylko z poszczególnym wydarzeniami, ale też mamy cały czas podgląd na przeżycia wewnętrzne głównych bohaterów. Smaku lekturze dodaje wątek ze spełnianiem marzeń Urszuli o wydaniu własnej książki, tak bliskich mojej osobie.

Nowa publikacja Anny Karpińskiej to doskonała propozycja dla miłośniczek (i miłośników!) literatury obyczajowej. Myślę, że to jedna z lektur "urlopowych", o której warto pamiętać przy pakowaniu walizki. Gwarantuje rozrywkę i miłe chwile spędzone z książką.

Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Anna Karpińska "Przekonaj mnie, że to ty"
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2016
liczba stron: 448
data premiery: 19.07.2016

niedziela, 10 lipca 2016

Maja Wolny "Czarne liście" | Recenzja




To jest jedna z lepszych polskich powieści wydanych w 2016 roku - mogę to powiedzieć z całą pewnością już dziś, chociaż do końca roku pozostało jeszcze ponad 5 miesięcy. Imponuje wszechstronnością i rozmachem, z którym obejmuje życie dwóch fascynujących kobiet i kluczowe dla Polski i Europy wydarzenia XX wieku. Maja Wolny przygląda się pogromowi kieleckiemu i pisze o najbardziej wstydliwych dla nas, Polaków sprawach.

Julia Pirotte, polska fotografka pochodzenia żydowskiego, po wojnie wraca do kraju. Na zlecenie redaktora gazety, w której pracuje, jedzie do Kielc, aby tam stworzyć relację ze zdarzenia, jakie w historii zapisze się jako pogrom kielecki. Julia jest wstrząśnięta tym, co zastaje na miejscu i nie do końca wierzy w podaną do wiadomości społeczeństwa wersję wydarzeń.
Sześćdziesiąt lat później Weronika Czerny, historyczka badająca stosunki polsko-żydowskie we wsi polskiej w latach 40., przeżywa najgorszy dramat, jaki może stać się udziałem matki. Jej córka, Laura znika bez śladu. Czy jej zaginięcie może mieć jakiś związek z traumatycznymi wydarzeniami z przeszłości?

"Czarne liście" to powieść o zdarzeniach, zapisujących się nie tylko w naszej pamięci, ale i w ciele, zdarzeniach przekazywanych wraz z kodem genetycznym kolejnym pokoleniom. To monumentalna powieść, zachwycająca rozległością i drobiazgowością o szczegóły. Mamy dwie kobiety, żyjące w zupełnie różnych czasach, kilku narratorów i wiele płaszczyzn, powoli nakładających się na siebie. Mamy również trudne dla Polaków wydarzenia z przeszłości, które najchętniej chcielibyśmy wymazać z pamięci. I mamy współczesny wątek kryminalny. Czyli wszystko to, co lubię najbardziej. "Czarne liście" to napisana poprawną polszczyzną, utrzymana w doskonałym stylu powieść, którą trudno wpasować w sztywne ramy gatunków literackich. Maja Wolny napisała pełną świeżości, oryginalną książkę.

O pogromie kieleckim nie mówi się wiele. To wstydliwa karta w naszej historii. Maja Wolny nie tylko opisuje samo zdarzenia, ale poświęca dużo uwagi ówczesnym i współczesnym postawom wobec wydarzeń z 4 lipca 1946 roku. Ponadto pisze o tym, co działo się na polskiej wsi w czasach okupacji hitlerowskiej i w pierwszych miesiącach po kapitulacji Niemiec. "Czarne liście" to bolesna, ale jakże potrzebna powieść. Maja Wolny rozlicza się z przeszłością, której piętno boleśnie odczuwają przedstawiciele następnych pokoleń. Autorka umiejętnie wplotła wątek o poszukiwaniu własnej tożsamości i wybaczeniu. Ta książka dla mnie jest mistrzostwem świata. Akcja toczy w zawrotnym tempie, a przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Wnioski płynące z zakończenia skłaniają do refleksji i sprawiają, że ta powieść zostanie z czytelnikiem na długo.

Nie mam do tej historii absolutnie żadnych uwag i oceniam ją bardzo wysoko. Zapragnęłam ją przeczytać, odkąd tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach, a moje wrażenia po lekturze odpowiadają wyobrażeniom na temat tej powieści. "Czarne liście" to doskonała polska proza i jedna z lepszych książek, jakie zaproponowano nam, czytelnikom, w bieżącym roku. Polecam zwrócić na nią uwagę w pierwszej kolejności.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Maja Wolny "Czarne liście"
Wydawnictwo Czarna Owca, 2016
liczba stron: 376
data premiery: 06.07.2016

środa, 6 lipca 2016

Tie Ning "Kobiety w kąpiel" | Recenzja



Nieustanna walka serca z rozumem, (nie)zwykłe marzenia i wielka historia - Chinki - kobiety takie jak my - mają swoje pragnienia, cele i plany. Tie Ning, autorka dotychczas niewydawana w Polsce, jest jedną z najzdolniejszych przedstawicielek chińskiej literatury współczesnej. Polscy czytelnicy mają okazję poznać wielokrotnie nagradzaną, docenianaą przez krytyków pisarkę za sprawą wydanej właśnie przez Wydawnictwo Znak powieści "Kobiety w kąpieli".

Tiao, tak jak i jej rówieśnice, dorastała w cieniu kluczowych wydarzeń XX wieku. Brutalnie rozdzielona z rodzicami, w późniejszych latach bezskutecznie próbowała przełamać opór do matki, którą połączył wieloletni, płomienny romans z pewnym lekarzem. Wu przez kilka lat zdradzała męża. Niebawem Tiao ma wyjść za mąż, jednak wciąż nie może zapomnieć o mężczyźnie z przeszłości. Tymczasem jej siostra, Fan swoją przyszłość widzi w Ameryce, przekonana, że spełni się jej własny "american dream", a nowa rzeczywistość rozwiąże wszystkie problemy. Fei jest zbyt dumna, by pracować, tak jak większość chińskich kobiet, w fabryce. Wszystkie bohaterki na swój sposób próbują sobie poradzić z przytłaczającą je rzeczywistością i wziąć przyszłość we własne ręce. Tylko czy w Chinach ktokolwiek jeszcze może decydować o swoim losie?

Przejmująca, zapierająca dech w piersiach, epicka - taka właśnie jest nominowana do azjatyckiego Bookera, MAN ASIAN LITERARY PRIZE 2012 powieść Tie Ning. Akcja toczy się leniwie, a każda strona przesiąknięta jest kulturą i historią chińską. Mamy tutaj całe mnóstwo niezwykle sugestywnych, chwytających za gardło scen. Autorka nie szczędzi nam ludzkich dramatów, przy czym nie traci swojej suwerenności, robi to w sposób dyskretny, nie ocenia, przez co czytelnik ma czasem wrażenie, jakby czytał reportaż. Fabuła w "Kobietach w kąpieli" schodzi poniekąd na dalszy plan. Tie Ning stawia na jakość wypowiedzi i płynący z lektury przekaz. To nie tak, że przez pięćset stron nic się w powieści nie dzieje, a Ning tylko rozprawia o sytuacji kobiet w chińskim społeczeństwie. Ba, dzieje się bardzo dużo, a autorka ani przez chwilę nie poddaje żadnego z bohaterów ocenie, nie pyta również o sens wydarzeń. Ona po prostu opisuje, i robi to w sposób fenomenalny. Dawno nie czytałam tak sugestywnej lektury, która zachwyciłaby mnie swobodą wypowiedzi i brakiem moralizatorskiego tonu.

Przyznaję, że z literaturą azjatycką byłam dotychczas raczej na bakier. Wolałam rodzime klimaty, a i z większym zainteresowaniem niż w stronę Wschodu patrzyłam w kierunku Zachodu. No cóż, dalekie azjatyckie realia wydawały mi się mocno egzotyczne, a ja z zasady lubię czytać o tym, co dobrze znam, dostrzegać w literaturze znajome elementy rzeczywistości. Nie wiem, ile dotychczas straciłam, ale jednego mogę być pewna - "Kobiety w kąpieli" to bardzo udane spotkanie i krok w stronę Wschodu, który wcale nie jest tak egzotyczny, jak mogłoby się wydawać. Przekonałam się, że, niezależnie od ustroju, doktryny politycznej czy położenia geograficznego, człowiek podąża za głęboko zakorzenionymi w sercu pragnieniami i dąży do ich spełnienia. Tie Ning w swojej powieści opisuje najbardziej intymne sekrety swoich bohaterek, zagląda w ich dusze i przeprowadza swoisty eksperyment, opisując postacie obdarte z prywatności, niczym tytułowe kobiety w kąpieli.

"Kobiety w kąpieli" to mądra, ambitna i dojrzała powieść, która z pewnością przekona do siebie czytelników poszukujących niekonwencjonalnych rozwiązań. Może nieco niesztampowe, trochę zadziorne "Kobiety w kąpieli" zachwycają realizmem postaci i mocno osadzonymi w rzeczywistości realiami. To niełatwa książka, na którą trzeba poświęcić kilka wieczorów, ale naprawdę warto.


Specjalnie dla czytelników Przeglądu czytelniczego Wydawnictwo Znak przewidziało 35% rabat na zakup książki "Kobiety w kąpieli":




Dziękuję Wydawnictwu Znak za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!
Tie Ning, "Kobiety w kąpieli"
Wydawnictwo Znak, 2016
liczba stron: 496
data premiery: 06.07.2016

piątek, 1 lipca 2016

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak "Niebieskie migdały" | Recenzja



"Niebieskie migdały" to moje drugie spotkanie z twórczością Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak. Zachwyciłam się prozą autorki podczas lektury "Ty jesteś moje imię". Byłam ciekawa, jak autorka wypadła w nieco lżejszym wydaniu, dlatego na lekturę powieści wznowionej właśnie w Wydawnictwie Filia miałam ochotę, odkąd tylko zobaczyłam zapowiedź na stronie wydawcy. Jak przebiegało to spotkanie?

Balbina, nazywana przez bliskich Iną, jest samotną matką małego Kajtusia. No cóż, życie nie ułożyło się tak, jak planowała, a ojciec dziecka zniknął, kiedy tylko dowiedział się, że wkrótce zostanie tatusiem. Scenariusz z życia wzięty. Ina jednak nie zamierza się poddawać. Planuje również już nigdy się nie zakochać. W końcu miłość to płacz, zgrzytanie zębami i ból podczas porodu. Ina próbuje poukładać swoje życie, czego nie ułatwiają jej przyjaciele i najbliżsi, którzy za wszelką cenę starają się wyswatać Inę z interesującym mężczyzną, na każdym kroku podsyłając jej swoich kandydatów.

"Niebieskie migdały" to napisana w lekkim stylu historia młodej matki i jej zmagań z codziennością. Myślę, że ta opowieść spodoba się przede wszystkim kobietom, które same są mamami, gdyż znajdziemy tutaj wiele zabawnych uwag i anegdotek, jakie są elementami naszej codzienności. Ale spokojnie, również bezdzietne panie znajdą tutaj coś dla siebie, gdyż Karolina Zyskowska-Ignaciak daleka jest od serwowania swoim czytelniczkom przesłodzonych, pełnych lukru opowieści o zalewającej serce i umysł miłości do potomka. Ina jest matką i kobietą niedoskonałą, a jej historia jest jakby z życia wzięta, dzięki czemu zyskuje przy bliższym poznaniu. 

"Niebieskie migdały" to książka, którą pochłoniecie w jeden, maksymalnie dwa wieczory. Doskonała lektura na lato, pozwala odprężyć się i zapomnieć o codzienności, jednocześnie proponując nam coś więcej niż tylko zmagania nowoczesnej singielki z mężczyznami. Katarzyna Zyskowska-Ignaciak napisała powieść, która jest łatwa, lekka i przyjemna, ale nie pozbawiona większego sensu i głębi. Autorka zaprasza na spotkanie z przesympatyczną bohaterką, której po prostu nie da się nie polubić. Perypetie Iny z pewnością przypadną do gustu miłośniczkom kobiecej literatury rozrywkowej.

Nie jest to książka wybitna, nie zmieni niczego w waszym życiu, ale z pewnością przyjemnie jest ją przeczytać. Ja spędziłam z lekturą miłe chwile. Odczuwałam przyjemność z kontaktu z książką, jednocześnie nie irytując się wątpliwymi walorami historii, co ostatnio zdarza mi się coraz częściej przy lekkich obyczajówkach. Polecam w ramach relaksu po ciężkim dniu.

Dziękuję Wydawnictwu Filia za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak "Niebieskie migdały"
Wydawnictwo Filia, 2016
liczba stron: 335
data premiery: 15.06.2016