niedziela, 6 września 2015

Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Kalendarze" | Recenzja przedpremierowa



"Kalendarze" Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk to opowieść o świecie, którego już nie ma. Jeśli spodziewacie się tradycyjnej fabuły, możecie poczuć się zawiedzeni. Tutaj nie dochodzi do nieprzewidzianych zwrotów akcji, nikt nie zdradza współmałżonka, nie ma trupa, a czarna wołga jest jedynie legendą. Tutaj po prostu dorasta się w realiach PRL-u.

Dziewczynkę - bohaterkę tej opowieści - poznajemy w momencie, kiedy zostaje starszą siostrą i rozpoczyna się jej droga do dorosłości. Dotychczas była tylko małą dziewczynką, od tej pory musi być tą mądrzejszą, bardziej odpowiedzialną. Te kilka dni, kiedy matka z noworodkiem przebywa w szpitalu, dziecko spędza u babci na wsi, tak jak i wszystkie wakacje. Nie wyjeżdża z rodzicami do nadmorskich kurortów, nosi to, co matce udało się dostać w sklepie i nie ma wielu zabawek. A jednak dziś, jako dorosła kobieta wspomina swoje dzieciństwo jako czas niezwykle szczęśliwy. Poznajcie opowieść o dziewczynce, która dorastała w czasach PRL-u, kiedy czarna wołga była powtarzaną przez kolegów w przedszkolu legendą, dzieci jadły chleb z cukrem i biegały boso po trawie.

"Kalendarze" opisują realia życia w Polsce za czasów komunistycznych. To lektura absolutnie dla wszystkich. Starsze pokolenia pogrążą się we wspomnieniach. Mnie, jako dziecko demokracji, skłoniła do refleksji i docenienia tego, co mam. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy dostanę w sklepie mięso lub cukier, po prostu zawsze kupowałam to, czego potrzebowałam. Oczywiście, wiedziałam, jak żyło się w PRL-u, ale okazuje się, iż tak naprawdę nie miałam o tym pojęcia. "Kalendarze" oddają ducha tamtych czasów. To niesamowite, z jaką dokładnością Małgorzata Gutowska-Adamczyk opisuje świat, którego już nie ma. Jej wspomnienia są niezwykle dokładne, a PRL autorki mieni się różnymi barwami. To nie są tylko odcienie szarości, jak opowiada się dzisiaj uczniom na lekcjach historii. "Kalendarze" to powieść napisana z perspektywy osoby, która dorastała w tamtych czasach i opowiada o tym z autopsji.

W tym wszystkich zabrakło jednak puenty, pomysłu na powieść. Wątek przewodni to szalenie intrygujący temat, ale jako tło historyczne, a nie główny motyw. Dlatego kilka razy czułam znużenie podczas lektury. Czyta się dobrze, w miarę szybko, Gutowska-Adamczyk ma świetny styl, jej opisy nie nudzą, a jednak to za mało, by napisać dobrą powieść. Nie do końca odpowiada mi taka forma książki. Najlepsza nawet charakterystyka nie zastąpi treści, której mi w "Kalendarzach" brakowało. To było ciekawe doświadczenie - przenieść się do czasów PRL-u. Wielka szkoda, że nie zadziało się tam nic na tyle ważnego, by zostać w mej pamięci na dłużej. Ot, zbiór anegdotek i wspomnień z dzieciństwa. Z pewnością znajdą się sympatycy takiej formy literackiej, mnie jednak ona nie przekonuje.

Może nie doceniam wagi zwykłego, spokojnego życia, a może mam tę prozę życia na co dzień i od literatury oczekuję czegoś więcej? Opisy, wiernie oddane realia, dokładna charakterystyka, wspomnienia z dzieciństwa - na "tak". Sami zdecydujcie, czy to wystarczy, ja jednak nie czuję, by ta lektura była szczególnie udana.

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Małgorzata Gutowska-Adamczyk "Kalendarze"
Wydawnictwo Literackie, 2015
ilość stron: 288
data premiery: 24.09.2015

5 komentarzy:

  1. Mam ją w planach, jak dobrze pójdzie, to za niedługo się znajdzie w moich zbiorach ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie sięgnę po książkę. Lubię książki, które w jakikolwiek sposób traktują o historii w jakikolwiek sposób :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapisuję, bo naprawdę mnie zaintrygowałaś:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Małgorzatę Gutowską Adamczyk i już nie mogę się doczekać tej książki! Zazdroszczę, że otrzymałaś ją przedpremierowo!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hmm...przyznam, że zaciekawiłaś mnie tym tytułem a wcale nie miałam zamiaru po niego sięgać. Ciekawe czy mi się spodoba, bo widzę, że po Twojej recenzji książka ma swoje plusy i minusy.

    OdpowiedzUsuń