środa, 17 grudnia 2014

Jojo Moyes "Ostatni list od kochanka" [Recenzja]




Kiedy ostatnio napisałeś do ukochanej osoby list? Nie, nie pytam o e-maila czy obkrojoną do 160 znaków wiadomość tekstową. Pytam o list. Pełen emocji, napisany odręcznie na kartce papieru. Jojo Moyes w swej powieści "Ostatni list do kochanka" oddaje hołd tej zapomnianej sztuce - sztuce pisania listów miłosnych. Bo nigdy nie wiesz, co może zmienić otrzymany list. Albo inaczej - list, który nigdy nie dotarł do adresata.

Ellie Haworth jest 32-letnią dziennikarką brytyjskiej gazety "Nation". Ellie znajduje się w skomplikowanej relacji z żonatym mężczyzną i cały czas ma nadzieję, że usłyszy od ukochanego długo wyczekiwane słowa: "jestem wolny". Ellie, przeglądając archiwa gazety, natrafia na ślad romansu z początku lat 60. Jeden zagadkowy, pełen miłości i pasji list sprawia, że Ellie postanawia przyjrzeć się tej sprawie z bliska. Okazuje się, iż korespondencja jest wynikiem miłości, jaka połączyła żonę londyńskiego biznesmena, Jennifer oraz dziennikarza "Nation", Anthony'ego. Ellie zagłębia się w tajemnicę dawnych kochanków. Kiedy odkryje prawdę, przyjdzie jej przewartościować również swoje życie. Czy związek z żonatym mężczyzną ma jakąkolwiek przyszłość?

Jojo Moyes, przygotowując się do napisania powieści, skierowała prośbę do różnych osób, których z pozoru nic ze sobą nie łączy. Poprosiła o przesłanie ostatniego listu, wiadomości bądź fragmentu korespondencji w innej formie. Każdy rozdział jej powieści poprzedzony jest wziętym z życia ostatnim listem do kochanka. Dzięki temu zabiegowi, poznajemy część historii nie tylko bohaterów powieści, Jennifer i Anthony'ego oraz Ellie i Johna, ale również fragment dziejów nieznanych nam osób, których porwał wir namiętności. Namiętności, która odcisnęła silne piętno na ostatecznym kształcie powieści Jojo Moyes "Ostatni list do kochanka". Książka jest świadectwem wielkiej miłości i równie wielkiego rozczarowania. Emocje bohaterów dotykają nas dogłębnie, osaczając i nie pozwalając nam oderwać się od przedstawionego świata. Postacie nie są czarno-białe, niemożliwym jest jednoznaczne zaklasyfikowanie danego bohatera jako "dobry" czy "zły". Jojo Moyes rozmazała klasyczny podział między tym, co białe, a co czarne. Autorka szczerze pisze o bolesnych doświadczeniach, przekazując istotę relacji damsko-męskich. Zadbała o dokładne przedstawienie ciągu przyczynowo-skutkowego, przez co powieść zyskała logiczny kształt.

Moyes, snując swą historię, nieco zasiedziała się w jej rozpoczęciu. Na dobrą sprawę pierwsze 200 stron (z 496) to wstęp do opowieści, która dopiero ma się rozegrać. Pomiędzy mną a "Ostatnim listem do kochanka" nie zaiskrzyło od razu. Czytając ostatnie kartki, byłam już całą sobą w tej historii, przeżywałam wraz z bohaterami, jednak zanim to nastąpiło - powiedzmy to wprost - zdążyłam zwątpić i nieźle się wynudzić. Przez co najmniej połowę książki nie wydarzyło się nic, co miałoby świadczyć o jej wyjątkowości. Teraz, już po lekturze całości, przyznaję, iż powieść podobała mi się, cieszę się, że ją przeczytałam, jednak nie mogę powiedzieć, żeby należała do dzieł wybitnych. Miło przeczytać, "Ostatni list do kochanka" to ciekawa forma rozrywki, pięknie, jak to bywa w serii Leniwa Niedziela, wydana, będąca źródłem relaksu.

Jojo Moyes, wzbogacając swoją historię fragmentami autentycznej korespondencji oraz łącząc czasy współczesne z latami 60. XX wieku, wyróżniła swoją powieść na tle innych powieści obyczajowych dla kobiet. Warto zwrócić uwagę, iż Moyes w tle prezentowanych wydarzeń pisze o kryzysie w Kongo w latach 1960-1965. "Ostatni list do kochanka" to również głos w wielu istotnych sprawach społecznych. Bardzo dobra książka, chociaż mnie akurat nie porwała, przynajmniej do połowy. Później już czytałam z wypiekami na twarzy.

Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Jojo Moyes "Ostatni list do kochanka"
Wydawnictwo Świat Książki, 2014
ilość stron: 496
data premiery: 03.12.2014

1 komentarz: