czwartek, 18 grudnia 2014

Krystyna Mirek | Święto miłości

Kiedy zastanawiałam się, kogo zaprosić do udziału w cyklu świątecznym, Krystyna Mirek była pierwszą osobą, jaka przyszła mi na myśl.
Dlaczego? Autorka urzekła mnie swoim pełnym uroku i magii opisem Świąt obchodzonych w domach bohaterów powieści "Podarunek".
Później już tylko, podczas lektury opowiadania autorstwa Krystyny Mirek opublikowanego w książce "Cicha 5", ten klimat zagościł w moim sercu na dobre.
Jakie znaczenie dla autorki mają Święta Bożego Narodzenia, które sama nazywa "świętem miłości"?





Święta to ważny i bardzo potrzebny czas. Są one jednak nie tylko magiczne, ale także niebezpieczne. Boże Narodzenie to taki papierek lakmusowy. Próbka, która włożona w życie rodziny pokazuje prawdę. Na co dzień można ją jakoś zakopać, zapomnieć, skupić myśli na czymś innym.
Ale przychodzi taki moment w roku, kiedy wszyscy siadają przy stole i nie ważne: wierzący czy nie, kochający święta czy też wręcz przeciwnie, gdzieś w głębi serca marzą, żeby było pięknie.
Tymczasem nie zawsze tak jest. W święta wszystko widać bardziej. Miłość, ale także jej brak. Wiarę i pustkę. Wartość rodziny, ale także samotność. To czas, który zwłaszcza dorosłych skłania do podsumowań. Kogo zabrakło przy stole, z kim coraz trudniej podzielić się opłatkiem i wypowiedzieć choćby kilka zdawkowych słów. Czy prezenty są wyrazem miłości, czy tylko niepotrzebnym wydatkiem, nic nie znaczącym obowiązkiem realizowanym w ostatniej chwili, żeby tylko było.
Przeżyłam różne święta. Piękne, magiczne, z bogatymi polskimi tradycjami, przy stole, wokół którego siedziała liczna rodzina. Ale także trudne, gdy ktoś odchodził, chorował, nie miał pracy, święta na emigracji i w najtrudniejszych dla moich bliskich czasach.
Dlatego już wiem, że na udaną kolację wigilijną pracuje się cały rok. Poprzez pielęgnowanie relacji, rozwiązywanie problemów na bieżąco, ale przede wszystkim dbałość o najważniejsze z uczuć – Miłość.
Boże Narodzenie – to przecież właśnie święto miłości. Bóg jest miłością, według najkrótszej definicji. Celebrujemy więc narodziny Miłości: w sercu człowieka – indywidualnie, w rodzinie, wśród przyjaciół. Wszelkie piękne zewnętrzne tradycje cieszą wyłącznie wtedy, gdy jest zaspokojona ta pierwotna potrzeba miłości. Nie da się zapełnić pustki gotowaniem, ozdobami, zagłuszyć smutku piękną muzyką.
Mam wielki respekt wobec tego święta. Chciałabym bardzo znów usiąść przy świątecznym stole i poczuć, że jest dobrze. Wewnątrz i zewnętrznie. Żeby życzenia były szczere i serdeczne, modlitwa płynęła prosto w niebo, prezenty okazały się trafione, potrawy smakowały, a śmiech nad stołem był spontaniczny i prawdziwy. Żeby niósł się wieczorem śpiew kolęd, a rodzinne tradycje wrastały w serca naszych dzieci. Żeby to był prawdziwie błogosławiony czas.
Takich prawdziwych, pięknych świąt życzę także wszystkim Czytelnikom. A jeśli jest obok nas ktoś, komu trudno będzie w tym roku przejść przez ten wyjątkowy czas, żeby udało się zrobić choć jeden maleńki krok w jego stronę albo żeby on wyciągnął do nas rękę. Niech to będzie dla Was wszystkich dobry czas.

Krystyna Mirek

1 komentarz:

  1. Swietny pomysl z tym cyklem swiatecznym!

    OdpowiedzUsuń