Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magdalena wala. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magdalena wala. Pokaż wszystkie posty
sobota, 4 listopada 2017
Magdalena Wala "Rozalia"
Magdalena Wala "Rozalia"
Wydawnictwo Czwarta Strona
Data premiery: 25.10.2017 r.
Liczba stron: 372
PATRONAT MEDIALNY
Czego szukacie w książkach? Długo zastanawiałam się nad odpowiedzią, czego ja oczekuję. Szukałam, eksperymentowałam, zaliczałam mniej lub bardziej udane flirty. W końcu doszłam do wniosku, że najważniejsza jest dla mnie pasja. Pasja autora. To niebywale trudne zadanie - przekazać na kartach powieści swą pasję, zarazić nią czytelnika. Magdalena Wala należy do grupy tych pisarzy, którym się to udaje. "Rozalia" to kolejna z jej kapitalnych powieści obyczajowo-historycznych, w której na kolejnych stronach pasja autora jest wręcz namacalna. Pasja do historii, pasja do książek. Już sama dedykacja - "Żyjącym książkami" - jest swoistą obietnicą niesamowitej przygody literackiej. W "Rozalii" dopracowane są każdy szczegół, każde słowo. Po "Mariannie" podniosłam autorce poprzeczkę naprawdę wysoko. To naturalne, że po lekturze "Rozalii" pojawiają się porównania. Rozalia jest siostrą Marianny. Magdalena Wala zresztą przygotowała niespodziankę dla swoich wiernych czytelników - w kilku scenach pojawia się Marianna, dowiadujemy się, co słychać u naszej starej znajomej, ale pierwsze skrzypce gra tutaj Rozalia, która nie zamierza dać się wydać za Moskala. Schronienie znajduje w majątku w Czarnowcu. Na miejscu okazuje się, że w posiadłości dzieją się dziwne rzeczy. Rozalia podejrzewa, że w pobliskich ruinach ukrywa się spiskowiec, poszukiwany przez austriackie władze. Rozalia, jako prawdziwa patriotka, zamierza ostrzec mężczyznę. Nie zdradzę wam, oczywiście, jak kończy się ta historia. Możecie być jednak pewni, że czeka was spora dawka humoru, tajemnic i... miłości. Czytałam wiele powieści historycznych, ale tylko Magdalena Wala potrafi w tak lekki i przyjemny sposób przekazać nam wiedzę. Jestem przekonana, że nawet ci, którzy za historią nigdy nie przepadali, odnajdą się w świecie Rozalii. Historia w wydaniu Wali to nie daty, bitwy czy drzewa genealogiczne polskich królów. To ludzie, tacy sami jak my.
Wracając do porównań, które nasuwają się po lekturze "Rozalii". Myślałam, że to niemożliwe, ale "Rozalia" wydaje się jeszcze bardziej dopracowana niż "Marianna". Widać ogrom pracy, jaki pisarka włożyła w stworzenie dzieła. Chapeau bas!
poniedziałek, 10 lipca 2017
Magdalena Wala "Rzymskie odcienie miłości"
Magdalena Wala "Rzymskie odcienie miłości"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2017
Liczba stron: 378
Data premiery: 05.07.2017 r.
Kiedyś przemknęła mi przez głowę myśl, aby studiować historię. To był jeden z moich ulubionych przedmiotów w szkole. Dlaczego więc zrezygnowałam z tego zamysłu? Cóż, zniechęciła mnie konieczność dogłębnej analizy starożytności. Nigdy nie przepadałam za tą epoką, ale zachwyciła mnie "Marianna", poprzednia powieść historyczna Magdaleny Wali, dlatego dałam też szansę "Rzymskim odcieniom miłości". I co? Jestem zachwycona. Nie mówię, że książki Magdy osadzone we współczesności są złe, ale... te historyczne są genialne. Wprost fenomenalne. Podczas lektury "Rzymskich odcieni miłości" bawiłam się wybornie. Lekki styl, cięty język i charakterna główna bohaterka decydują o sukcesie tej powieści. Trochę to komedia, trochę romans, trochę obyczaj. A na dokładkę mamy wątek kryminalny. Usilne starania młodziutkiej Felicji, aby... nie wyjść za mąż, rozpalają w czytelniku ciekawość, jak się ta cała historia skończy. Tę książkę broni ogromna wiedza Magdaleny Wali, która z wykształcenia - i zawodu - jest historykiem. Liczne wtrącenia, anegdoty i opisy życia Rzymian sprawiają, że... starożytność da się lubić. Dotychczas uważałam Rzymian za ludzi z... innej epoki po prostu. Tak odkrywczo. Dzisiaj wiem, że to ludzie tacy sami jak my. Magdalena Wala odczarowała mi tę starożytność i z niecierpliwością czekam na jej kolejną powieść osadzoną w przeszłości. Na pierwszy rzut oka wydawało mi się, że "Rzymskie odcienie miłości" to powieść nie w moim guście, a jednak przeżyłam bardzo przyjemne zaskoczenie.
środa, 5 kwietnia 2017
Magdalena Wala "Mów mi Katastrofa!" | Recenzja
Magdalena Wala debiutowała w 2015 roku lekką powieścią obyczajową "Przypadki pewnej desperatki". Następnie zaproponowała czytelnikom obyczaj historyczny, aby teraz powrócić do dobrze znanych z debiutu klimatów. "Mów mi Katastrofa!" z pewnością przypadnie do gustu miłośniczkom zabawnej, lekkostrawnej i odprężającej literatury.
Aldona, bohaterka najnowszej powieści Magdaleny Wali, ma wyjątkowy talent do pakowania się w kłopoty. Kiedy podczas wycieczki na Litwę przypadkowo poznaje Kamila, nie spodziewa się, że mężczyzna stanie na jej drodze jeszcze nie raz i nie dwa, i to w najbardziej absurdalnych sytuacjach. Dodatkowo sen z powiek Aldonie spędza... ciąża młodszej siostry. Kto jest "szczęśliwym" tatusiem? Cała rodzina angażuje się w śledztwo mające na celu wyłonienie potencjalnego ojca. Jak się zapewne domyślacie, w książce "Mów mi Katastrofa!" nie brakuje humoru sytuacyjnego i zabawnych dialogów. Magdalena Wala, pakując swoją bohaterkę w kłopoty, rozjaśni nawet najbardziej ponury dzień.
Powieść "Mów mi Katastrofa" czyta się lekko i przyjemnie. Dużym plusem jest lekkie pióro Magdaleny Wali i ciekawe, poczynione z perspektywy pedagoga obserwacje. Nie zabraknie tutaj tego, za co polubiłam "Przypadki pewnej desperatki" - współczesnej, może nieco przerysowanej, ale o to przecież w komediach chodzi, młodzieży. Otóż Aldona znajduje sobie interesujące zajęcie - zatrudnia się jako pilot wycieczek. I sama już nie wie, z kim woli pracować - z gimnazjalistami czy z dorosłymi ludźmi. "Mów mi Katastrofa" obnaża absurdalne ludzkie zachowania, a sama główna bohaterka wywołuje uśmiech na twarzy swoją gapowatością i urokiem osobistym.
Wraz z Aldoną wyruszamy w podróż po najciekawszych polskich (i nie tylko zakątkach). Litwa, Pszczyna, Wrocław, Sandomierz... Magdalena Wala zgrabnie wplotła w fabułę opisy ciekawych miejsc, które warto zobaczyć. Na dokładkę mamy śląską gwarę i obraz małomiejskiego społeczeństwa. Można więc śmiało rzecz, że Magdalena Wala uczy przez zabawę. Ja, na przykład, zapragnęłam odwiedzić Kościół Marii Magdaleny we Wrocławiu, a konkretnie - kładkę łączącą jego dwie wieże. Wcześniej nie miałam pojęcia o jego istnieniu! A takich smaczków jest w powieści więcej.
"Mów mi Katastrofa" to odprężająca i lekka literatura rozrywkowa. Dla mnie może odrobinę za lekka, gdyż lubię, kiedy podejmowane są poważniejsze tematy, jednak na pewno znajdzie mnóstwo zwolenniczek. Ja mam jednak nadzieję (i wiem z zaufanego źródła, iż tak będzie!), że Magdalena Wala zostanie przy pisaniu powieści historycznych. To wychodzi jej najlepiej.
Magdalena Wala "Mów mi Katastrofa!"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2017
liczba stron: 371
data premiery: 29.03.2017
wtorek, 13 grudnia 2016
Magdalena Wala | Święta w mojej rodzinie to czas spokoju
Dzisiaj o swoich świętach pisze dla Was Magdalena Wala, autorka powieści "Przypadki pewnej desperatki" i "Marianna". Z pewnych źródeł wiem, że pisarka szykuje kolejną książkę, dziś możemy zatem uznać, iż... odliczamy nie tylko do świąt, ale i do następnej premiery. :)
Święta w mojej rodzinie to okres spokoju, radości, ale
przede wszystkim bliskości, którą dają najbliżsi. Co roku przeżywamy je wyłącznie
w gronie najbliższej rodziny. Przygotowania w pewnym sensie rozpoczynają się w
okresie wczesnej jesieni, kiedy to mój tata ze swoich wędrówek po lasach
przynosi zebrane grzyby, które następnie mama suszy lub piecze i marynuje. Ozdoby
choinkowe to również wytwór rąk mamy, która uwielbia wszystkiego rodzaju
robótki więc wieczorami robi szydełkowe albo frywolitkowe bombki, gwiazdki oraz
łańcuchy. Do tego pasowałaby jeszcze żywa, pachnąca choinka, ale taką podczas
świąt mieliśmy tylko raz. Po świętach, przykro było patrzeć jak marnieje, traci
igły, aż ostatecznie trzeba ją było wyrzucić. Dlatego uważam, że miejsce żywych
drzewek jest w lesie, albo w naszym ogrodzie, a sami zadowalamy się sztucznym.
Nadchodzi grudzień, a wraz z nim świąteczne dekoracje w
miastach, rozmaite jarmarki bożonarodzeniowe z tradycyjnym jedzeniem oraz
ozdobami świątecznymi. Ze świąteczną muzyką w sklepach, która ma zachęcić do
zakupów, a często irytuje, bo pojawia się już w listopadzie. Wraz z grudniem
przychodzi nadzieja, że Święta w tym roku będą białe, zaśnieżone i mroźne.
Spada pierwszy śnieg i następuje okres oczekiwania i gorączkowych przygotowań.
W Wigilię przede wszystkim stroimy dom zawieszonymi w oknach
gwiazdkami, girlandami z bombkami i gwiazdkami, ubieramy choinkę we wszystkie
stworzone przez mamę cudowności. A poza
tym gotujemy. Ponieważ moi rodzice pochodzą z rodzin o różnych tradycjach
zastąpili zupy spożywane podczas wigilii w ich rodzinach czyli Siemieniotkę i
Moczkę zupą grzybową. Poza tym na wigilijnym stole lądują ryby – czasami są to
karpie, ale też pojawia się dorsz, szczupak lub inne. Na zimno jemy śledzie w
śmietanie. Inne wigilijne dania to kapusta z grzybami, kompoty z suszonych
owoców – śliwek i gruszek oraz makówki. Kończymy wieczerzę kawałkiem chleba z
masłem – i wypowiadanymi słowami – „Oby ci chleba nie brakło”, jabłkami oraz
orzechami z własnego ogrodu. Na koniec dzielimy się opłatkiem i składamy sobie
świąteczne życzenia. Nim zakończymy wigilię modlitwą, śpiewamy kilka kolęd –
nie wygralibyśmy żadnego konkursu na Kolendę, ale nic dla mnie nie brzmi tak
cudownie jak wyśpiewane w rodzinnym gronie Lulajże Jezuniu.
Na Święta dzielimy się również z najbliższymi prezentami –
przy czym nie jest dla nas ważne tyle otrzymywanie, co dawanie tego, co może
bliskiej osobie sprawić największą radość. A potem po prostu cieszymy się sobą.
Święta Bożego Narodzenia to dla mnie przede wszystkim czas
obecności najbliższych. I tego właśnie chciałam Wam w ten szczególny czas
życzyć.
czwartek, 28 lipca 2016
Patronat medialny: Magdalena Wala "Marianna" | Recenzja przedpremierowa
Powieść historyczna nie musi być nudna, a o przeszłości można pisać inaczej niż opisując liczne bitwy i podsuwając czytelnikowi mnóstwo dat. Okazuje się, że można stworzyć książkę, której akcja rozgrywa się w przeszłości, i dotrzeć do szerszego grona odbiorców. "Marianna" to przede wszystkim świetna powieść obyczajowa, która przypadnie do gustu nie tylko miłośnikom powieści historycznych.
Kiedy wybuchło powstanie listopadowe, Marianna przywdziała męski mundur, ścięła włosy i ruszyła w bój. Po upadku powstania cała i zdrowa wraca do domu, jednak okazało się, że jej zniknięcie wywołało liczne plotki, a rodzinie mogą grozić liczne represje ze strony Rosjan. Marianna nie ma wyjścia. Aby zapobiec konfiskacie majątku i wywózce najbliższych na Syberię, musi wyjść za mąż. Matka szybko podsuwa jej odpowiedniego kandydata. Marianna, nie mając innego wyjścia, zgadza się z sugestią rodzicielki i wyjeżdża do majątku narzeczonego, aby tam poślubić mężczyznę. Kandydat na męża w zasadzie ma wszystko, czym powinien się wyróżniać przyszły mąż - jest bogaty, młody, przystojny i wykształcony. Dlaczego więc tak rozpaczliwie poszukuje żony? Co jest z nim nie tak, skoro żony musiał szukać na dalekiej Litwie?
Przeczytałam "Mariannę" w dwa wieczory, z najwyższą przyjemnością. Lubię powieści historyczne, ale dawno nie czytałam książki rozgrywającej się w przeszłości, która byłaby napisana tak lekko i płynnie. Magdalena Wala posiada ciekawe pióro i cięty język, o czym przekonała czytelników swojej debiutanckiej powieści "Przypadki pewnej desperatki". Wówczas poznaliśmy opowieść o współczesnej dziewczynie, jednak w tle również obserwowaliśmy wydarzenia z przeszłości. Jak autorka wypadła w klasycznej powieści historycznej? Równie dobrze, a może nawet lepiej. Magdalena Wala prowadzi akcję mocną ręką i, mimo iż bohaterowie biorą ślub w jednym z pierwszych rozdziałów, ich "żyli długo i szczęśliwie" wciąż wydaje się odległą przyszłością. Przy tej książce nie sposób się nudzić, a wszystko to dzięki licznym zwrotom akcji i mnogości wątków. Świetny pomysł na powieść i nie mniej udane wykonanie - "Marianna" to powieść napisana lekkim językiem i utrzymana w duchu kobiecej literatury obyczajowej.
Magdalena Wala zaprasza nas do świata XIX-wiecznych intryg. Tytułowa Marianna jest silnym charakterem, inteligentną kobietą, a jej potyczki słowne z mężem i miejscowymi intrygantkami wywołały wiele ironicznych uśmiechów na mej twarzy. Obawiałam się, że nowa powieść Magdaleny Wali, wszak publikacja historyczna, będzie pozbawiona tego pazura, który tak przypadł mi do gustu w "Przypadkach pewnej desperatki". Niesłusznie, gdyż pikanterii tej książce dodaje sama główna bohaterka. Z Marianną nie sposób się nudzić. Uwielbiam takie kobiety w literaturze. Silne, niebojaźliwe, wyprzedzające swoje czasy. Mam wrażenie, że Marianna posiada trochę współczesnych cech, co w zderzeniu z jej światem wyszło wprost kapitalnie. "Marianna" to przepiękna historia miłości głównej bohaterki i jej męża, Michała. Tutaj ślub jest dopiero początkiem przygody, a w drodze do szczęścia nasza Marianna będzie musiała dowiedzieć się, kto tak bardzo chce jej zaszkodzić i pozbyć się z posiadłości.
Ach, czy wspominałam już, że uwielbiam imię Marianna i przepadłam, kiedy tylko zobaczyłam tytuł nowej powieści Magdaleny Wali? Sama nazwałam tak bohaterkę mojej debiutanckiej powieści... Marianny to wspaniałe kobiety, a ja wyczułam pismo nosem, wietrząc świetną powieść obyczajowo-historyczną. Przeczytajcie, jestem pewna, że nie będziecie zawiedzeni.
Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!
Magdalena Wala "Marianna"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2016
liczba stron: 328
data premiery: 03.08.2016
wtorek, 1 września 2015
Wywiad | Magdalena Wala: "Lekcja z mojej drogi - nie poddawać się, tylko pisać!"
Magdalena Wala - autorka nowej powieści w Serii z Babeczką Wydawnictwa Czwarta Strona, "Przypadki pewnej desperatki". Przekonuje nas, że historia da się lubić i wcale nie musi być nudna. Na ile tytułowa desperatka to autorka? Jak wydać debiutancką powieść? Czy "Przypadki pewnej desperatki" to książka również dla kobiet w wieku 40+?
Na ile Julia to Magdalena Wala, a Magdalena Wala to Julia? Jak Pani osobiste doświadczenia życiowe wpłynęły na ostateczny kształt głównej bohaterki powieści „Przypadki pewnej desperatki”?
Na ile Julia to ja - coś tam ze mnie ma. Lubi historię, kocha zwiedzanie, uwielbia grzebać w starych papierach i tu podobieństwa się kończą. Jest zdecydowanie bardziej przebojowa, urocza, uparta i ma też niezły temperament. Czasami wychodzi z niej sekutnica. Ja o sobie tego nie mogę powiedzieć. Jestem spokojniejsza, bardziej opanowana - ale to pewnie wynik wieloletniej pracy w szkole. No i też nie przypalam wszystkiego co ugotuję:)
Jedna z czytelniczek w rozmowie ze mną wyraziła wahanie– czy aby na pewno Pani książka jest odpowiednia dla kobiet w wieku 40+?
Zależy jak młodo się czuje owa przykładowa czterdziestolatka. Nie uważam, że kobiety powinny czytać wyłącznie o problemach i rzeczywistości związanych wyłącznie z babkami w ich wieku. Zresztą, kim jest kobieta w wieku 40+? Czterdziestolatki obecnie to młode jeszcze kobiety, nierzadko przebojowe, czasami też odchowały kilkoro dzieci, zmieniły męża na lepszy model - albo i nie; i żyją pełnią życia. Owszem nie będą ich dotyczyć problemy związane z pierwszą pracą. Ale mogą już ze zmianą pracy - niekoniecznie na lepszą. Ale już studia - a czemu nie? Ciąża - nadal rodzą kobiety w tym wieku, nowe związki, decyzje o małżeństwie. Poza tym fajnie jest cofnąć się trochę w czasie i popatrzeć na problemy młodych z trochę innej, dojrzalszej już perspektywy. Ja sama za niedługo będę w wieku 40+, a uczę się cały czas. Niecały rok temu skończyłam kolejne studia... wydalam książkę... cały czas kolekcjonuje nowe doświadczenia.
Historia da się lubić, a Pani udowadnia jej ludzkie oblicze. Skąd w Pani życiu fascynacja tą dziedziną? Dlaczego wybrała Pani właśnie ten kierunek studiów i na dobre związała się z przeszłością?
Tu muszę podziękować mojemu nauczycielowi historii. Już jak chodziłam do szkoły podstawowej, to lubiłam ten przedmiot, ale w liceum trafiłam, a wraz ze mną moja klasa na fantastycznego nauczyciela, który umiał zachęcić do czytania, ale przede wszystkim do myślenia. Nie tylko historycznego. Jako historyk słysząc pewne wiadomości, potrafię w pewnym stopniu przewidzieć, co będzie dalej, bo historia kołem się toczy i bardzo lubi powtarzalność. Jeśli nie odrobimy lekcji, którą właśnie daje nam historia, może dojść znów do wydarzeń, których sobie nie życzymy. Dlatego uczmy się jej i wyciągajmy z niej wnioski. Uczmy się na błędach innych. Będzie to dla nas dużo mniej bolesne. Zwłaszcza patrząc na historię Polski. Poza tym historia to ludzie – a ludzie - ich motywy, cele, zwyczaje i w końcu to, co osiągnęli zawsze mnie fascynowało.
Zastanawia mnie tło historyczne opowieści. Na ile historia ze znalezionych przez Julkę pamiętników jest fikcyjna, a na ile prawdziwa?
Watek kryminalny był całkowicie przeze mnie wymyślony. Natomiast tło historyczne jest zupełnie prawdziwe. Bo i u księżnej Czartoryskiej mieszkały pensjonarki, mniej więcej tak wyglądał ich rozkład dnia, wydarzenia polityczne - na przykład wizyta Aleksandra I wyglądała tak jak opisywałam. Gdy pisałam książkę czytałam pamiętniki kobiet - arystokratek i szlachcianek żyjących w XIX wieku. Bardzo się starałam, by mentalność i życie codzienne Agnety i jej przyjaciółek miały odzwierciedlenie w faktach. Na przykład to smarowanie osi powozu białkami jajek. Taka Agneta mogła rzeczywiście istnieć…
Kto był pierwszym czytelnikiem Pani książki? Jaka była reakcja?
Pierwszą czytelniczką była moja siostra. Zresztą Karolina zawsze jako pierwsza czyta moje wszystkie teksty. Zachwyty są – ale umiarkowane. To na czym najbardziej mi zależy to konstruktywna krytyka, czyli co mam poprawić. I im więcej tej krytyki tym lepiej. Gdyby powiedziała mi fajne i na tym skończyła, byłabym załamana. A tak słyszę „to jest nudne – popraw to. A może byłoby lepiej gdyby brała w tym udział. Rozbuduj ten watek jest dobry, wywal to na litość boską.” Myślę, że gdyby nie ona, ta książka nigdy nie ujrzałaby światła dziennego.
Jak przebiega droga od napisania powieści do jej wydania? Może ma Pani jakieś rady dla debiutantów?
Powiem tyle od momentu napisania do wydania minęło kilkanaście lat. Książkę pisałam dla przyjemności - tak naprawdę nie spodziewałam się, że ktoś mi to wyda. Uwielbiam tworzyć nowe historie, wiec była to dla mnie przyjemność. Zwłaszcza jak kilka osób czytało i się podobało. Raz czy dwa razy wysłałam do wydawnictwa, ot tak na próbę. Niektóre z nich odpisywały niektóre nie. Kilka razy odpowiedź była pozytywna, ale w końcu nic z tego nie wyszło. Tymczasem pisałam, krótsze teksty – opowiadania. Rok temu zmotywowała mnie przyjaciółka. Napisałam od początku pewne sceny, pewne wywaliłam, bo tymczasem zmieniły się realia i na przykład nikt już dyskietek nie używa (swoja droga szkoda, bo usunęłam naprawdę świetna scenę) i wysłałam. Obiecałam sobie jedno – nie właduję w nią własnych pieniędzy. Jeśli żadne z wydawnictw nie będzie zainteresowane, to poproszę koleżankę o pomoc i udostępnię za darmo. Po miesiącu odpisała Czwarta Strona. Teraz wiem, że miałam olbrzymiego farta. Znaleźć wydawcę dla debiutanta, który nie publikował, nie prowadził bloga, nie pisał do czasopism jest bardzo trudne. Przede wszystkim z powodu olbrzymiego finansowego ryzyka. Lekcja z mojej drogi – nie poddawać się, tylko pisać. Jak najwięcej pisać.
Czy historia będzie obecna również w Pani następnej powieści? Nad czym pracuje obecnie autorka „Przypadków pewnej desperatki”?
Historia – jasne że tak! Dotychczas napisałam tylko jeden tekst, gdzie nie było żadnego odniesienia do historii. Swoją drogą uważam go za najsłabszy. Nawet gdy popełniłam opowiadanie z dziedziny fantastyki, moi bohaterowie cofali się w czasie. Teraz pracuję nad zupełnie nowym tekstem i według mnie zapowiada się obiecująco. Właśnie kończę cześć historyczną – będzie bardziej rozbudowana niż w Przypadkach… i nie będzie miała formy pamiętnika. Kryminalna zagadka również będzie, a i inne niespodzianki też. Postaram się, żeby czytelnik miał okazje do śmiechu. W końcu podobno to zdrowie. Moja bohaterka będzie też bardziej przebojowa niż Agneta. I da nieźle popalić swoim bliskim.
niedziela, 23 sierpnia 2015
Magdalena Wala "Przypadki pewnej desperatki" | Recenzja przedpremierowa
Historia, obyczaj i zagadka kryminalna w jednym? To musi być hit! Najnowszą propozycję Wydawnictwa Czwarta Strona, powieść Magdaleny Wali "Przypadki pewnej desperatki" pochłonęłam w jeden dzień. Musiałam wiedzieć, jak się to wszystko skończy. Na tę premierę warto zwrócić szczególną uwagę. Książka trafi do sprzedaży w najbliższą środę, 26 sierpnia. Zaplanujcie na ten dzień wizytę w księgarni!
Julia nie do końca jest przekonana do planów matrymonialnych swojego chłopaka. Inna dziewczyna na jej miejscu skakałaby ze szczęścia do sufitu - zakochany do szaleństwa mężczyzna chce spędzić z nią resztę życia, ale Julia... nie jest pewna, czy sama pragnie tego samego. Kobieta robi magisterkę z historii i uczy gimnazjalistów odróżnić unię personalną od realnej. Tymczasem Paweł, jej narzeczony zostaje spadkobiercą starego pałacyku. Julia, zapalona historyczka, znajduje pamiętnik z początku XIX wieku. Autorką dziennika była pensjonarka służąca na dworze księżnej Izabeli Czartoryskiej. Julia z zainteresowaniem studiuje zapiski sprzed 200 lat, gdy nagle.. natrafia na ślad morderstwa! W żadnych innych źródłach historycznych nie ma wzmianki o tych wydarzeniach. Wygląda na to, że pamiętnik, w którego posiadanie weszła Julia, jest jedną wskazówką w tej kryminalnej zagadce.
"Przypadki pewnej desperatki" to fenomenalna powieść obyczajowa. Jej autorka ukończyła historię na Uniwersytecie Śląskim, pracuje jako nauczycielka tego przedmiotu i widać, że ... kocha przedmiot, którego naucza. Miłością do historii zaraziła swoją główną bohaterkę, Julię. Z lektury najnowszej książki w Serii z Babeczką dowiecie się, ile satysfakcji daje badanie przeszłości, odkrywanie śladów działań poprzednich pokoleń. Magdalena Wala ma dla czytelników intrygujące, wyjątkowe połączenie historii, powieści obyczajowej oraz zagadki kryminalnej. To jedna z lepszych "lekkich" książek kobiecych, jakie czytałam w tym roku. Autorka wymyka się utartym schematom, proponuje nam coś innego, świeżego. Przekonuje, że historia wcale nie jest nudna, jak twierdzi dzisiejsza młodzież. O historii można pisać w lekkim stylu, w zabawny sposób. "Przypadki pewnej desperatki" są tego najlepszym przykładem. Historia była jednym z moich ulubionych przedmiotów w liceum, więc z natury jestem targetem tej książki, ale, kochani, nie trzeba być pasjonatem przeszłości, aby zachwycić się tą powieścią!
Magdalena Wala wyróżnia się niebanalnym stylem oraz lekkim piórem. Rzadko zdarza się debiut tak naturalny i rzeczywisty. Autorka nie ma problemu ze sztucznością dialogów, co często przytrafia się nawet doświadczonym pisarzom. Jej postacie żyją na kartach powieści. Bohaterowie są prawdziwi. Przywiązałam się do Julii. Aż żal było mi się z nią rozstawać, kiedy lektura dobiegła końca. Julia przemawia głosem współczesnych kobiet. Nie do końca przekonana do małżeństwa, niezdecydowana co do swojej przyszłości, odkładająca macierzyństwo na bliżej nieokreśloną przyszłość. To urocza, młoda dziewczyna, która zdaje się sama przyciągać kłopoty. Magdalena Wala, w myśl zasady o przyciągających się przeciwieństwach, stworzyła kapitalną parę głównych bohaterów. "Przypadki pewnej desperatki" to taki dzisiejszy Kopciuszek, który... wcale a wcale nie zamierza żyć długo i szczęśliwie z przystojnym księciem! Podczas lektury bawiłam się wybornie. Powieść Magdaleny Wali to jedna z tych książek, która rozjaśni najbardziej nawet pochmurny dzień.
Czwarta Strona idzie za ciosem. Po rewelacyjnym początku Serii z Babeczką (debiut Agaty Przybyłek "Nie zmienił się tylko blond") proponuje kolejną świetną książkę. W tym momencie Wydawnictwo wydaje jedne z najlepszych polskich powieści obyczajowych. Czwarta Strona to już gwarancja doskonałej lektury. I tym razem nie zawodzi. "Przypadki pewnej desperatki" to jedna z moich ulubionych książek.
Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!
Magdalena Wala "Przypadki pewnej desperatki"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2015
ilość stron: 360
data premiery: 26.08.2015
Subskrybuj:
Posty (Atom)




