Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo pascal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo pascal. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 marca 2018

Maria Paszyńska "Willa pod Zwariowaną Gwiazdą"




Maria Paszyńska, "Willa pod Zwariowaną Gwiazdą"
Wydawnictwo Pascal, 2018
Data premiery: 31.01.2018 r.
Liczba stron: 368

Najnowsza powieść Marii Paszyńskiej pt. "Willa pod Zwariowaną Gwiazdą" przykuła moją uwagę natychmiast, kiedy tylko ukazała się w zapowiedziach. Historia Jana i Antoniny Żabińskich szalenie mnie fascynuje już od dłuższego czasu, ale nie miałam jeszcze okazji przeczytać żadnej z biografii założycieli warszawskiego zoo. W moje ręce nie trafiła też inna powieść inspirowana ich życiem, a filmu "Azyl" ostatecznie nie oglądałam, dlatego szalenie ucieszyłam się, kiedy dowiedziałam się, że Paszyńska napisała książkę o Żabińskich. I tutaj pojawia się problem. "Willa pod Zwariowaną Gwiazdą" jest bardzo dobrą powieścią, ale to nie jest książka o Żabińskich. Zaczynałam lekturę z konkretnym nastawieniem, spodziewałam się historii życia i działalności założycieli warszawskiego zoo. Tymczasem "Willa pod Zwariowaną Gwiazdą" opowiada historię Piotra, pracownika zoo, oraz Ady i Daniela. Żabińscy są tylko tłem, podczas gdy opis wydawniczy sugeruje coś innego.
Opowieść o naszych bohaterach jest poparta ogromną wiedzą i pasją autorki. Zachwyciła mnie szczegółowość i dokładność tej opowieści, przepiękne, plastyczne opisy i swego rodzaju... wrażliwość w opowiadaniu o wojnie. Paszyńska nie epatuje szokującymi, brutalnymi scenami. Niektórzy twierdzą, że każda książka jest o śmierci i o miłości, i w przypadku powieści Paszyńskiej to stwierdzenie okazuje się niezwykle trafnym określeniem. "Willa pod Zwariowaną Gwiazdą" to także opowieść o ponadczasowych wartościach, o świecie, którego już nie ma, a w którym jest się wiernym ideałom do samego końca. Jak się zapewne domyślacie, to nie jest lekka historia, ale kolejne strony przewracają się same. Paszyńska skłania do refleksji, nie przynosi gotowych rozwiązań. Zostawia nas z pytaniem: czym jest człowieczeństwo? Sama opowieść zostaje w nas na dłużej, chociaż mój odbiór przyćmiły, niestety, moje oczekiwania względem treści. Szkoda, bo gdybym od początku była świadoma, że to nie jest książka o Żabińskich, wyniosłabym z niej o jeszcze więcej. To naprawdę piękna historia.

sobota, 9 grudnia 2017

Natasza Socha "Dwanaście niedokończonych snów"







Natasza Socha "Dwanaście niedokończonych snów"
Wydawnictwo PASCAL, 2017
Liczba stron: 304
Data premiery: 25.10.2017 r.


Natasza Socha jest znana czytelnikom dzięki takim powieściom jak "Rosół z kury domowej", "Hormonia", "Dziecko last minute" czy "Biuro przesyłek niedoręczonych". Ta ostatnia była niekwestionowanym hitem ubiegłorocznych świąt. W tym roku Socha powróciła z nową książką świąteczną, w której magii jest jeszcze więcej niż w jej największym bestsellerze. Magii w sensie dosłownym. Bo Momo, główna bohaterka książki, doświadcza rzeczy absolutnie wyjątkowych. W grudniu, kiedy cały świat przygotowuje się do świąt, w życiu Momo pojawiają się... sny. Ale nie takie zwykłe sny. Bo te sny wyznaczają Momo kolejne zadania. Nie kończą się po przebudzeniu, a nasza bohaterka z rosnącym niedowierzaniem odkrywa, że te sny wcale nie są takie nierzeczywiste. Na kogo czeka Momo? Wigilia coraz bliżej, a jej uporządkowane życie coraz bardziej się komplikuje...
Socha wprawdzie udowodniła już, że ma wiele literackich twarzy, ale i tak udało jej się zaskoczyć mnie tą powieścią. Nie spodziewałam się niczego aż tak baśniowego, metafizycznego. W tym roku mamy prawdziwy wysyp świątecznych powieści. Wszystkie są na swój sposób do siebie podobne. "Dwanaście niedokończonych snów" mocno wyróżnia się na tym tle. To oryginalna, magiczna powieść, wykraczająca daleko poza konwencję klasycznej świątecznej obyczajówki. Socha ma głowę pełną świeżych pomysłów, tworzy pełnowymiarowe, niepowtarzalne postacie. Na szczególną uwagę zasługują dwie bohaterki - ekscentryczna ciotka głównej bohaterki, Rebeka, która wnosi do powieści spory powiew czarnego humoru, i Pati, czyli matka Momo i tanatokosmetolog w jednej osobie. Wszystko to sprawia, że "Dwanaście niedokończonych snów" to mieszanka iście wybuchowa. Lektura na zimowe wieczory dla wymagającego czytelnika.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Natasza Socha "Apteka marzeń"








Natasza Socha "Apteka marzeń"
Wydawnictwo PASCAL
Liczba stron: 400
Data premiery: 13.09.2017 r.


RECENZJA PRZEDPREMIEROWA


Natasza Socha jest jedną z tych autorek, którym obce są sztywne ramy i schematy. Nigdy nie możemy być pewni, czym zaskoczy nas w kolejnej powieści. Balansuje pomiędzy gatunkami i tematami, serwując wybuchową mieszankę obyczaju, komedii i psychologii. Jedno jest pewne - cokolwiek napisze, będzie utrzymane w mocno sarkastycznym tonie. Kiedy dowiedziałam się, że Natasza Socha wydaje książkę o chorym dziecku, bałam się, że straci swój pazur. No, bo jak można pisać o raku, śmierci, oddziale onkologii dziecięcej, heroicznej walce rodziców o życie dziecka w sposób choćby tylko odrobinę ironiczny? Cóż, można i nie przekracza to granic dobrego smaku. Socha swoją "Apteką marzeń", owszem, wyciśnie łzy z oczu, ale jednocześnie obłaskawi śmierć i chorobę. Przekona, że rak to nie jest koniec świata, nawet jeśli tak nam się wydaje. Bo ten świat będzie kręcić się dalej. Opisując codzienność rodziców chorego dziecka, Socha obdziera raka z tabu. Co ważne, ta historia zdarzyła się naprawdę. "Apteka marzeń" jest zapisem walki Magdy i Olka, którą stoczyli o życie Oli. Dziewczynka zachorowała w wieku dwóch lat. Jest jeszcze Karolina, chociaż ona jest postacią fikcyjną. Mądrości życiowej od tej piętnastolatki mógłby się nauczyć niejeden dorosły. To nie tak, że bohaterowie "Apteki marzeń" się nie boją. Oni po prostu są silniejsi od ich strachu. Przepiękna, emocjonująca powieść, która pochłonęła mnie bez reszty. Tej książki nie da się przeczytać inaczej, niż wciągnąć na raz, dlatego zarezerwujcie sobie dużo wolnego czasu. Socha nie jest pierwszą autorką, która pisze o raku, ale zdecydowanie pierwszą, która pisze o chorobie w taki sposób, że nie sposób się przy tej lekturze nie uśmiechnąć.

sobota, 26 sierpnia 2017

Danuta Awolusi "Nie proszę o miłość"






Danuta Awolusi "Nie proszę o miłość"
Wydawnictwo PASCAL
Data premiery: 17.08.2017 r.
Liczba stron: 384


Ewa i Hania - dwie zupełnie różne osobowości, dwa zupełnie odmienne temperamenty, dwie zupełnie inne historie. Łączy je jedno - potrzeba miłości, chociaż jeszcze nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Zasadniczo omijam szerokim łukiem książki o szalonych, poszukujących męża, około trzydziestoletnich singielkach, bo wszystkie te historie są do siebie bardzo podobne, nie wyróżniają się niczym nowym, a mnie, no cóż, nie do końca kręci ten temat, a jednak ta książka miała w sobie to tajemnicze "coś", co wyczułam na kilometr i co mnie do niej przyciągnęło. Intuicja i tym razem mnie nie zawiodła. Danuta Awolusi zaskakuje czytelników dojrzałą, niesztampową powieścią. Zadziwia świeżym spojrzeniem na problem. Wydawałoby się, że w temacie potrzeby kochania i bycia kochanym nie można już nic nowego napisać, a tymczasem Danuta Awolusi odnalazła nową, jeszcze niesplądrowaną ścieżkę. Postawiła na zderzenie wulgarności i delikatności. Na sprzeczności. Na niemy krzyk wydobywający się z wnętrz głównych bohaterek. Powieść "Nie proszę o miłość" nie porywie was wartką akcją czy ciepłym humorem, jak inne obyczajówki. Ta książka wyróżnia się przede wszystkim życiowymi obserwacjami, dlatego jest taka ważna i nie można przejść obok niej obojętnie. Początkowo irytowała mnie narracja, nie mogłam się przestawić, ale po pierwszych trzydziestu, może czterdziestu stronach już mocno przeżywałam lekturę i nie odłożyłam książki na półkę aż do samego zakończenia, które stanowi kwintesencję tej powieści. Najbardziej soczysty kąsek z całości. Jest takie, jak lubię - niedopowiedziane, pozostawiające czytelnika z mnóstwem pytań i refleksji. Polecam.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Natasza Socha "Kobiety ciężkich obyczajów" | Recenzja przedpremierowa



Opowieść o kilku pokoleniach kobiet dobiega końca. Zachęcona lekturą "Hormonii" i "Dziecka last minute" z przyjemnością sięgnęłam po "Kobiety ciężkich obyczajów", a tam... kolejne zaskoczenie. Natasza Socha już wielokrotnie udowodniła, że jest pisarką uniwersalną, a swoją najnowszą powieścią zaskoczy nawet najwierniejszych czytelników. Jej książka "Kobiety ciężkich obyczajów" nie jest ani lepsza, ani gorsza od "Hormonii" i "Dziecka last minute". Jest po prostu inna.

Aby zrozumieć skutki, musimy poznać pierwotne przyczyny, dlatego też Natasza Socha cofa się w czasie i tym razem do głosu dochodzi babka Kaliny, Kwiryna vel Luiza, która jest... No właśnie.

- Kwiryna jest damą do towarzystwa. - Lucyna spróbowała jednak na wszelki wypadek.
- Kurwą jest - sprostowała Kunegunda.

(Natasza Socha "Kobiety ciężkich obyczajów" str. 289)

Luiza urodziła się jako Kwiryna, ale z czasem została ekskluzywną kurwą, o której marzyła cała przedwojenna Warszawa. Pech chciał, że na swej drodze spotkała mężczyznę bliskiemu sercu innej, wcale nieobcej kobiety, a ten nieszczęśliwy splot okoliczności zniszczył życia kolejnym pokoleniom kobiet. Kilkadziesiąt lat później Kira, prawnuczka Luizy, równie lekko, jak prababka, traktuje związki z mężczyznami. Odziedziczyła po swej charyzmatycznej przodkini coś więcej, niż tylko różnobarwne tęczówki.

Natasza Socha nie lubi owijać w bawełnę i mówić, że coś jest białe, jeśli jest czarne. Słynie ze swojej bezkompromisowości, i taka właśnie jest jej najnowsza powieść. Charakterna, szczera i mocna. Pisarka zgrabnie żongluje gatunkami literackimi, zahaczając o powieść obyczajową, historyczną oraz komedię. Po raz kolejny udowadnia, że nie sposób zaklasyfikować jej twórczości do sztywnych ram gatunkowych. "Kobiety ciężkich obyczajów" spośród innych książek autorki wyróżniają się najbardziej rozbudowanymi i przemyślanymi portretami psychologicznymi bohaterów. Natasza Socha poddaje dogłębnej analizie związki międzyludzkie, ze szczególnym uwzględnieniem relacji damsk0-męskich.

To, co zasługuje na szczególną uwagę, to research. Reserach i wiedza. Socha, przygotowując się do pracy nad "Kobietami ciężkich obyczajów", przeczytała kilka tysięcy stron opracowań, nie tylko na temat życia czy prostytutek w przedwojennej Warszawie, ale też psychologii zdrady. W ręce swoich czytelników oddała fascynującą, bogatą pod względem psychologicznym powieść o kobietach, które żyją w sposób dość niekonwencjonalny i niezrozumiały dla reszty społeczeństwa. W wydaniu Sochy nawet kurwy da się lubić. Tę książkę powinny przeczytać wszystkie kobiety: mężatki, singielki, rozwódki, wdowy.... Absolutnie wszystkie. Bo pod postaciami przedwojennej prostytutki i jej potomkini  skrywają się lęki i marzenia każdej z nas.

Powieść "Kobiety ciężkich obyczajów" ma jeszcze jedną, bardzo ważną zaletę: wcale nie kończy się dobrze. Otwarte zakończenie pozwala mieć nadzieję, że Socha wróci jeszcze do Luizy, Konstancji, Kaliny i Kiry. Natasza daje pstryczka w nos swoim bohaterkom. I za to chyba lubię ją najbardziej: za brak słodkich happy endów. Tymczasem mam tylko jedno zastrzeżenie: zdecydowanie za mało w tym tomie Kosmy!

Natasza Socha "Kobiety ciężkich obyczajów"
Wydawnictwo Pascal, 2017
liczba stron: 384
data premiery: 01.03.2017

wtorek, 1 listopada 2016

Natasza Socha "Biuro przesyłek niedoręczonych" | Recenzja przedpremierowa



Najpierw zobaczyłam okładkę. Przepadłam. Nie miałam pojęcia, o czym jest ta książka, ale wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Od jakiegoś czasu obserwuję rozwój Nataszy Sochy. Zmiana wydawcy wyszła jej na dobre. Jej proza dojrzała, nabrała zupełnie nowych barw. Socha "Hormonią" i "Dzieckiem last minute" udowodniła, że jest autorką uniwersalną i potrafi pisać nie tylko lekkie, zabawne historie. "Biurem przesyłek niedoręczonych" stawia symboliczną kropkę nad "i" oraz potwierdza, że w polskim obyczaju ma jeszcze dużo do powiedzenia.

Uwielbiam świąteczne klimaty. Wnioskując po listach bestsellerów, nie tylko ja. Kiedy dowiedziałam się, że Natasza Socha pisze taką właśnie zimową historię, ucieszyłam się. Wiedziałam, że to nie będzie tania komercha. Bo, no cóż, zdarza się tak, że te świąteczne opowieści przyprawiają o mdłości od nadmiaru lukru. "Biuro przesyłek niedoręczonych" jest inne, niesztampowe, a jedyne, o co przyprawia, to szybsze bicie serca. Natasza Socha stworzyła kolejną genialną historię. Uwierzcie mi, obok tej historii nie można przejść obojętnie. Miała kapitalny pomysł i w pełni go wykorzystała. Zuzanna rozpoczyna pracę w biurze przesyłek niedoręczonych. Tam trafia na ślad przepięknej historii znajomości kobiety i mężczyzny, którzy od trzydziestu ośmiu lat nie mogą się spotkać. Bierze sprawy w swoje ręce i postanawia pomóc losowi.

Ta powieść rozgrzeje wasze serca w długie, mroźne wieczory. Jedyne, czego mi brakowało w trakcie lektury, to śniegu za oknem. Wszystko inne zapewniła Natasza Socha. Oderwałam się na jeden wieczór od rzeczywistości, zatraciłam w świecie opisywanym przez autorkę. Ostatnio miałam kryzys czytelniczy, nie mogłam trafić na książkę, która w pełni by mnie usatysfakcjonowała. Socha zakończyła tę złą passę. Jej powieść jest świeża i niesztampowa, a przedstawione przez nią losy bohaterów nie tylko bawią, ale też wzruszają do łez. Moim ulubieńcem jest Stanisław - uroczy starszy pan, który każdego potencjalnego gościa wita soczystym "spierdalaj" i nie wpuszcza do swojego świata nikogo. Genialne kreacje bohaterów potwierdzają, że Socha jest w szczytowej formie. Swoją drogą - utrzymuje tę formę już od trzech książek.

Przeczytajcie "Biuro przesyłek niedoręczonych", a nie będziecie zawiedzeni. Jedyną wadą tej powieści jest to, że za szybko się kończy. Natasza Socha swoją nową książką udowadnia mocną pozycję na rynku polskiej literatury obyczajowej. To już nie jest Socha z "Maminsynka" czy "Macochy". To Socha dojrzała, która wie, czego potrzebują bardziej świadomi czytelnicy. Popieram Fabisińską - "Biuro przesyłek niedoręczonych" to mistrzostwo gatunku.

Natasza Socha, "Biuro przesyłek niedoręczonych"
Wydawnictwo Pascal, 2016
data premiery: 09.11.2016

poniedziałek, 24 października 2016

Trochę inny dziennik. 52 listy na każdy tydzień roku



Gdzie widzisz siebie za 10 lat? Co jest dla ciebie najcenniejsze? Czego chciałbyś spróbować? Kiedy jasno określimy nasze cele i zapatrywania na przyszłość oraz przejmiemy stery nad naszym życiem, dobijemy do właściwego portu. Zawsze powtarzam, że marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia. Nie twierdzę, że "Trochę inny dziennik" odmieni wasze życie, ale z pewnością pomoże obrać właściwy kierunek.

"Trochę inny dziennik" Moorea'i Seal to dość specyficzna publikacja. Tekstu jest tu jak na lekarstwo, a wszystko dlatego, że autorka motywuje czytelnika, aby on sam zadbał o treść. Zachęca nas do tego, abyśmy uporządkowali swoje myśli. Przekonuje, że każdy może odkryć w sobie twórczą moc. Wydawca na swojej stronie internetowej zapewnia, że książka "spodoba się miłośnikom robienia list, osobom, które lubią spisywać wspomnienia a także każdemu, kto po prostu lubi ładne rzeczy" (źródło: pascal.pl) i... nie sposób się z tym nie zgodzić. Bo to, co przyciąga wzrok to przede wszystkim piękne wydanie. Ciekawa szata graficzna, staranie wyselekcjonowane obrazki oraz pachnący świeżym drukiem, wysokiej jakości papier.

"Trochę inny dziennik" zapewnia nie tylko świetną zabawę przy przygotowywaniu list. Jestem przekonana, że za kilka lat z przyjemnością przeczytam moje zapiski i przypomnę sobie, jaka byłam wówczas, gdy tworzyłam listy. Jako dziewczynka zakopałam z moją przyjaciółką pudełko wspomnień. Jestem osobą refleksyjną, rozpamiętuję przeszłość i otaczam się pamiątkami. Już dziś wiem, że za jakiś czas "Trochę inny dziennik" będzie źródłem mojej radości i wzruszeń.

Kilka lat temu jasno określiłam moje cele. Nie miałam wtedy "Trochę innego dziennika", nie spisałam żadnej listy. Śmiało kroczyłam raz obraną drogą. To nie tak, że bez "Trochę innego dziennika" nie spełnicie swoich marzeń i musicie mieć tę  książkę, bo inaczej nie będziecie mogli poczuć się szczęśliwymi ludźmi, nie mniej jednak warto mieć tę publikację w biblioteczce. Omijam szerokim łukiem półki z książkami motywacyjnymi, a "Trochę inny dziennik" skradł moje serce. Może dlatego, że sama go tworzę?

Dziękuję Wydawnictwu Pascal za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Moorea Seal, "Trochę inny dziennik. 52 listy na każdy tydzień roku"
Wydawnictwo Pascal, 2016
liczba stron: 144
data premiery: 14.09.2016

piątek, 23 września 2016

Natasza Socha "Dziecko last minute" | Recenzja przedpremierowa




To nie koniec "hormonii", gdyż ta dopiero się zaczyna wraz z późnym macierzyństwem Kaliny. Spodziewajcie się potężnej dawki emocji, doprawionej czarnym humorem sytuacyjnym i szczyptą autoironii. Natasza Socha jest w swojej szczytowej formie, a jej powieść pochłonęłam w jeden dzień. Proza Sochy charakteryzuje się wyrazistością i soczystością, a "Dziecko last minute" jego tego najlepszym przykładem.

Cóż, wierni czytelnicy mojego bloga zapewne pamiętają, jakie zachwyty padły tutaj kilka miesięcy temu. Na rzecz "Hormonii", rzecz jasna. Niewiele postaci potrafi mnie zagotować, a Konstancji, matce Kaliny, udała się ta sztuka. Czekałam na kontynuację z rosnącym napięciem. Polubiłam to nieco inne oblicze Sochy. I wiecie co? Dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam. Miałam niesłychaną przyjemność przeczytać tę książkę przed oficjalną premierą. Rzuciłam w kąt wszystko inne i pogrążyłam się w lekturze "Dziecka last minute". Spotkałam się z dobrze znanymi bohaterami. Tym razem tematem jest późne macierzyństwo Kaliny, która w ciąże zachodzi dosłownie w ostatnim momencie, w wieku 46 lat. Chyba już wiecie, skąd to "last minute" w tytule. I jak się możecie zapewne domyśleć, to późne macierzyństwo jest dla Kaliny trudne, niepozbawione wątpliwości.

Socha otwiera się na dylematy swoich bohaterów. Ach, jakże dobrze ich rozumie! Postacie zachwycają wielobarwnymi portretami, a prowdzona mocną ręką akcja niepozbawiona jest zaskakujących zwrotów. Natasza Socha napisała powieść, która nie pozostawia czytelnika obojętnym. To nie jest książka, jaką po przeczytaniu odłożycie na półkę i zapomnicie o niej, kiedy tylko sięgniecie po kolejną lekturę. Socha gwarantuje pełną gamę emocji, od rozbawienia poprzez empatię i współczucie, aż po złość i irytację. Konstancja nie zawodzi, ale nie tylko ona pokazuje rogi. Nie, nie zdradzę więcej. Musicie koniecznie przeczytać tę powieść. Wiem, wiem, na rynku pojawia się tyle świetnych książek, wartych poznania. Ja już dziś wiem, że będę miała problem, żeby wyselekcjonować dziesięć najlepszych powieści 2016 roku, ale... Nie macie innego wyjścia!

To nie jest mdła, schematyczna historia z obowiązkowym happy endem w stylu "i żyli długo i szczęśliwie". Natasza Socha jest jedną z najlepiej piszących polskich pisarek, co dowodzi swoim "Dzieckiem last minute". Swoją drogą piękne to dziecko, czyż nie?

Dziękuję autorce i Wydawnictwu Pascal za możliwość przedpremierowej lektury!

Natasza Socha "Dziecko last minut"
Wydawnictwo Pascal, 2016
data premiery: 28.09.2016

środa, 24 sierpnia 2016

Urszula Jaksik "Odwrócone życie"


Życie może przybrać najbardziej nieoczekiwane scenariusze. Przez długie lata czekamy, aż odmieni się nasz los, a kiedy to w końcu następuje, nie możemy się nadziwić, jak potoczyło się nasze życie. Aldona uciekła ze Śląska i zamieszkała na Teneryfie. Samotnie wychowuje nastoletniego syna. Ewa nie może poradzić sobie z odrzuceniem przez matkę. Co jest z nią nie tak, że mama postanowiła wyjść z domu i nigdy nie wrócić? Urszula Jaksik zaprasza nas w piękną, sentymentalną podróż. Jej nowa książka stanowi przepiękny zapis ludzkich dramatów i rozterek. Rozrywa serce i przywraca nadzieję.

Urszula Jaksik maluje obrazy słowami. "Odwrócone życie" to moje pierwsze spotkanie z autorką i... na pewno nie ostatnie. Na zdominowanym przez książki lekkie i zabawne rynku ambitniejsze powieści obyczajowe wciąż traktowane są nieco po macoszemu, a szkoda. "Odwrócone życie" absolutnie nie wpasowuje się w trendy panujące na rynku. Całe szczęście. To książka wyjątkowa, tak jak i niebywałe są koleje ludzkiego życia. Bohaterowie Urszuli Jaksik nie są czarno-biali, nijacy. Podejmują zarówno dobre, jak i złe decyzje. To ludzie, z jakimi możemy się identyfikować.

Autorka zagrała na uczuciach czytelników. Aż do końca trzyma nas w niepewności, leniwie snuje swoją opowieść, niechybnie prowadząc czytelnika w stronę przepaści. Ta książka złamie wam serca, aby potem pozwolić uwierzyć na nowo. Człowiek, póki żyje, zawsze ma przed sobą kolejną szansę. I to jest właśnie opowieść o szansach. Drugiej, trzeciej, czwartej i każdej następnej. Urszula Jaksik przekazuje czytelnikowi swoją życiową mądrość, dodaje otuchy i przywraca nadzieję.

Jej książka jest jedną z ciekawszych powieści obyczajowych, jakie miałam okazję czytać w ostatnich miesiącach, a na pewno - najbardziej oryginalnych. Jaksik nie podąża utartymi ścieżkami, odkrywa zupełnie nowe rejony. W szczery sposób pisze o chorobie, samotności i poczuciu odrzucenia. Bardzo gorąco polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Pascal za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Urszula Jaksik "Odwrócone życie"
Wydawnictwo Pascal, 2016
liczba stron: 336
data premiery: 17.08.2016

środa, 25 maja 2016

Natasza Socha "Hormonia" | Recenzja



Natasza Socha zaskakuje swoich wiernych czytelników. To nie jest Socha, jaką poznaliśmy w "Maminsynku" czy "Rosole z kury domowej". To Socha bardziej ambitna, dojrzała. Lubię czasem zrelaksować się przy komedii, ale to właśnie dobre, mocne obyczajówki zajmują szczególne miejsce w moim sercu, dlatego przyznaję, że ta nowa Socha przekonuje mnie w stu, a nawet w stu jeden procentach.

Konstancja, Kalina i Kira. Matka, córka i wnuczka. Trzy życiorysy, trzy pokolenia zamknięte pod jednym dachem. Ponad 70-letnia Konstancja jest matką toksyczną. 46-letnia Kalina próbuje wyrwać się ze szponów rodzicielki, z lepszym lub gorszym skutkiem. Kira jest jakby z boku, ale tak naprawdę tkwi po uszy w tym schemacie. Pewnego dnia Kalina odpowiada na dziwaczne, nieco absurdalne ogłoszenie w gazecie. Wyrusza z całkiem obcym facetem w podróż, której celem jest nie Holandia, do której wszak zmierzają, ale... Jak się zapewne domyślacie, Kalina poszukuje własnego "ja", dlatego decyduje się na tę niecodzienną wycieczkę i próbuje się wyzbyć panicznego lęku przed dojrzałością i przemijaniem.

Natasza Socha swoją "Hormonią" rozpoczyna nowy cykl, serię "Matki, czyli Córki". Zacznę może od końca, bo od zakończenia, które sprawiło, że zamknęłam się w sobie i przeżyłam swój osobisty dramat spowodowany niemożnością poznania kontynuacji tej historii. Teraz. Zaraz. Natychmiast! Natasza Socha napisała świetną powieść obyczajową, będącą obiecującym początkiem całej serii. Nie tak dawno narzekałam, że na rynku pojawia się zbyt dużo serii powieści obyczajowych, które w mojej opinii nie mają racji bytu, ale Socha ma naprawdę dobry pomysł na ten cykl. Autorka zaskoczyła mnie swoją "Hormonią". Pokazała zupełnie nową twarz, udowodniła, że jest autorką uniwersalną i świetnie wypada zarówno w komedii, jak i powieści obyczajowej cięższego kalibru.

Emocje w "Hormonii" są prawdziwe. Tak jak i ja prawdziwie, z całego serca nienawidzę Konstancji. Rzadko zdarza się, aby bohater wywoływał we mnie aż TAKIE emocje. Natasza Socha wykreowała postać, obok której nie da się przejść obojętnie. I chociaż Konstancja w tej powieści gra drugie skrzypce, to właśnie wokół niej kręci się cały świat. Swoją "Hormonią" autorka gra na uczuciach czytelników. Opisuje skomplikowane relacje matki z córką i, choć na ten temat napisano już naprawdę wiele, przekonuje mnie swoją wizją świata. Autorce udało się połączyć ambitną powieść obyczajową ze swoim ciętym językiem i doskonałym poczuciem humoru, dzięki czemu "Hormonię" czyta się rewelacyjnie.

Z niecierpliwością czekam na kolejną część. Natasza Socha rozkochała mnie w swoich bohaterach, rozbudziła ciekawość i... urwała opowieść. Tak się nie robi! Nie przerywa się w takim strategicznym momencie. Czekając z niecierpliwością na jesień i kontynuację historii Kaliny, polecam waszej uwadze "Hormonię" i gwarantuję, że nie będziecie zawiedzeni.

Dziękuję autorce i Wydawnictwu Pascal za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Natasza Socha, "Hormonia"
Wydawnictwo Pascal, 2016
data premiery: 25.05.2016

środa, 22 lipca 2015

Recenzja przedpremierowa | Natasza Socha "Rosół z kury domowej"



Spodobała wam się "Macocha" i "Maminsynek"? Z pewnością pokochacie tę książkę. "Rosół z kury domowej" to najlepsza powieść Nataszy Sochy. Kury biją na głowę pryszczatą pasierbicę tytułowej macochy i rozpieszczonego przez mamusię Leandra! Socha jest w swojej szczytowej formie, a jej książkę powinna przeczytać nie tylko każda kura domowa. "Rosół z kury domowej" to powieść, która rozbawi nie tylko kobiety, ale i mężczyzn.

Wiktoria zrezygnowała z ambicji i dyplomu magistra architektury. A wszystko dla Tymona, idealnego męża idealnej żony. Wiktoria do perfekcji opanowała prowadzenie domu, ogródka, gotowanie, rozróżnianie wszystkich dostępnych na rynku rodzajów garnków, usuwanie trudnych plam, prasowanie. I to nie byle jakie prasowanie! Wiktoria wie, jak (i czy w ogóle) prasować pościel, aby przyjemnie się pod nią spało. Pewnego dnia Tymon oświadcza zdziwionej Wiktorii, że oto docenił intelekt koleżanki z pracy i zamierza związać się z Anną. Wiktoria może zabrać ze sobą swoje garnki, bo Anna nie ma czasu i nie lubi gotować. Więc Wiktoria zabiera ze sobą swoje garnki i wyprowadza się. Do Niemiec. Tam przyjdzie jej porównać stereotypy z rzeczywistością i dowiedzieć się, jaki w rzeczywistości jest znienawidzony przez Polaka Niemiec. Znienawidzony z zasady, oczywiście. Wiktoria pozna trzy kobiety, z którymi połączy ją przyjaźń i... gotowanie. Nago! Filmiki z ich gotowania pobiją rekordy oglądalności w internecie. A to dopiero początek.

"Rosół z kury domowej" to przezabawna opowieść o czterech kobietach. Jak sugeruje nam sam tytuł - kurach domowych. Kurach, które w końcu wyrwały się z tego domu, by rozebrać się, założyć maski weneckie, włączyć kamerę i zacząć gotować. Niesamowita historia, pomoże każdej z pań na nowo odkryć swoją kobiecość. "Rosół z kury domowej" to słodko-gorzka powieść o całkiem zwyczajnych kobietach. Scenariusz napisało samo życie, a Natasza Socha doprawiła go humorem. I to nie byle jakim! Kury gotują wprost wyśmienicie, a ich stwórczyni sypie dowcipami jak z rękawa. Ma cięty język, nie pozostawia suchej nitki na tych "złych", ośmiesza i obala stereotypy. "Rosół z kury domowej" skrzy się dobrym, inteligentnym humorem. To doskonała pozycja dla wszystkich tych, którzy cenią sobie ambitny dowcip z połączeniu z niebanalną treścią.

Moim zdaniem "Rosół z kury domowej" to najlepsza powieść Nataszy Sochy. Autorka zawsze wyróżniała się wyjątkowym poczuciem humoru, ale tym razem to nie dowcip jest największym atutem publikacji. "Rosół z kury domowej" jest najciekawszą książką Sochy pod względem fabularnym. Historia jest rozbudowana, autorka porusza szereg wątków, a nie tylko ten jeden, główny, tak jak w "Macosze" czy "Maminsynku". Cała opowieść jest do bólu prawdziwa, a jej bohaterki tak bliskie przeciętnej Kowalskiej. Może dlatego książkę czyta się tak dobrze? Humor w połączeniu z życiowymi obserwacjami - to się zawsze sprawdza. Bo Socha uczy nas śmiać się z samych siebie. Sytuacje przez nią opisane często są elementami naszej codzienności, a sposób, w jaki przedstawia je autorka, pomaga nam złapać dystans do siebie i swoich problemów. "Rosół z kury domowej" to bardzo dobrze podana, lekkostrawna i mądra powieść dla inteligentnych kobiet i nie mniej inteligentnych facetów. Bo kto powiedział, że o kurach domowych mogą czytać tylko kobiety?

Podczas lektury "Rosołu z kury domowej" bawiłam się wyśmienicie. Książkę przeczytałam jednym tchem, bez reszty zatraciłam się w rzeczywistości wykreowanej przez Nataszę Sochę. Kombinowałam tylko, jak tu znaleźć chwilkę, by dokończyć rozdział, a potem zacząć kolejny. "Rosół z kury domowej" to emocjonująca rozrywka. Bardzo mocno polecam!

Dziękuję autorce i Wydawnictwu Pascal za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Natasza Socha "Rosół z kury domowej"
Wydawnictwo Pascal, 2015
data premiery: 29.07.2015

wtorek, 7 lipca 2015

Santiago Pajares "Książka, której nie ma" | Recenzja



Są takie książki, które każdy szanujący się mól książkowy po prostu powinien przeczytać. Powieści kultowe. Miałam przyjemność natrafić na taką książkę. "Książka, której nie ma" to, jak wskazuje sam tytuł, opowieść o książce. Książce, której nie ma. Nie ma, bo autor bestsellerowej sagi nie przesłał do wydawnictwa kolejnego tomu. O tym, jak jedna książka może odmienić życie wielu osób, dowiecie się z lektury powieści autorstwa Santiago Pajares.

David Peralta pracuje w wydawnictwie. Pewnego dnia szef wyznacza go do nietypowego zadania. Czytelnicy na całym świecie w napięciu oczekują na kolejny tom bestsellerowej sagi. Problem polega na tym, że nawet sam właściciel wydawnictwa nie wie, kim jest ukrywający się pod pseudonimem Thomas Maud. Wydawca od czterech lat nie otrzymał następnej części powieści. David ma za zadanie odszukać autora i przekonać go, by ten dokończył swoje dzieło. Przyszłość wydawnictwa wisi na włosku. Żona Davida od kilku lat bezskutecznie próbuje namówić męża na dziecko. David wie, że jeśli odszuka Thomasa Mauda i otrzyma obiecany awans, będzie mógł w końcu sobie na to pozwolić. Postanawia wziąć się do pracy, mimo iż czeka go niełatwe zadanie. Wyjeżdża do niewielkiej wioski w Pirenejach, dokąd prowadzą jedyne ślady. Tymczasem w Madrycie egzemplarz "Spirali" w tajemniczy sposób zwiąże ze sobą losy kilku osób.

"Książka, której nie ma" to obowiązkowa lektura dla pasjonatów literatury. Dowiadujemy się z niej, jak funkcjonuje wydawnictwo, co decyduje o sukcesie książki, jak wygląda praca nad powieścią. Przypatrujemy się wszystkim etapom, od momentu tworzenia do ukazania się książki na księgarnianych półkach. Wraz z głównym bohaterem poszukujemy odpowiedzi na pytanie: Co jest ważniejsze? Dzieło czy twórca?. I jak w tym wszystkim odnajduje się człowiek? "Książka, której nie ma" to genialna, wciągająca i niesamowicie oryginalna powieść. Autor miał na nią niecodzienny pomysł i doskonale wykorzystał ten potencjał. Napisana pięknym, wyrazistym językiem stanowi jedną z ciekawszych książka o... książkach. A w tle problemy życia codziennego Davida i kilku zupełnie przypadkowych osób, do których rąk trafi napisana przez Thomasa Mauda "Spirala". Czy jedna książka może odmienić życie kilku osób? Przekonajcie się sami, że jak najbardziej tak.

Poszukiwania autora bestsellerowej "Spirali" okazują się być nie mniej emocjonujące niż tropienie seryjnego mordercy. Dostrzegam pewne podobieństwa pomiędzy "Książką, której nie ma", a dobrym kryminałem. Przede wszystkim - napięcie i tempo, które nie odpuszcza nawet na moment. Autor co chwilę podsuwa nam fałszywe tropy, a odpowiedź, jakże by inaczej, mamy przed samym czubkiem nosa. Kto jest autorem? - zastanawiamy się podczas lektury. Wraz z Davidem podążamy za enigmatycznymi wskazówkami, natrafiamy na ślepe uliczki po to, by w końcu odnaleźć właściwą drogę. "Książka, której nie ma" wyróżnia się na tle wielu innych powieści. Niekonwencjonalna, nieszablonowa, urzekająca. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Przekonałam się, iż jednak można jeszcze napisać coś innego, wyjątkowego.

O "Książce, której nie ma" jest zdecydowanie za cicho! Nie wierzę, że powieść pozostawiłaby obojętnym szanującego się książkoholika. Jeśli lubisz książki, żyjesz książkami, to "Książka, której nie ma" jest zdecydowanie dla ciebie! I, jak na książkę, której przecież nie ma, jest doprawdy rewelacyjna.

Dziękuję Wydawnictwu Pascal za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Santiago Pajares "Książka, której nie ma"
Wydawnictwo Pascal, 2015
ilość stron: 464
data premiery: 20.05.2015