Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katarzyna kołczewska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katarzyna kołczewska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 lipca 2017

Katarzyna Kołczewska "Odzyskać utracone"




Katarzyna Kołczewska "Odzyskać utracone"
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, seria Kobiety To Czytają
Data premiery: 04.07.2017 r.
Liczba stron: 448


Katarzyna Kołczewska na swoją nową książkę kazała czekać długie dwa lata. Teraz już rozumiem, dlaczego. Pisarka wraca z powieścią dopracowaną, która wymagała od niej mnóstwo pracy i zaangażowania. Jeśli liczycie na lekturę, która, tak jak poprzednie książki Kołczewskiej, czyta się sama, możecie się przeliczyć. "Odzyskać utracone" to powieść o wiele bardziej surowa, wymagająca od czytelnika maksymalnego skupienia. Kraków, Warszawa - nawet jeśli nie uważaliśmy na lekcjach historii, wiemy, jak wyglądała wojna w tych miastach. Z książek, filmów. A zapomniany Białystok? Katarzyna Kołczewska niespiesznie snuje opowieść osadzoną w mieście, gdzie po pojawieniu się Niemców zapadła radość. Jak to możliwe? Czego mieszkańcy doświadczyli pod okupacją sowiecką? Tego wszystkiego dowiecie się z lektury powieści "Odzyskać utracone". To opowiedziana z ogromnym rozmachem historia dwóch kobiet - matki i córki, które zostały rozdzielone przez wojnę. Zesłana na daleką Syberię Miranda wraca po 10 latach do domu, ale już nic nie jest takie samo. Niedopowiedzenia, przesiąknięta chłodem atmosfera i wzajemne pretensje tworzą klimat tej powieści. Ogromną wadą książki jest brak przypisów. Lwia część dialogów została napisana w języku rosyjskim, którego nigdy się nie uczyłam i którego nie rozumiem. Brak przypisów psuje radość z obcowania z tą książką.

sobota, 19 grudnia 2015

Katarzyna Kołczewska | Idą święta




Katarzyna Kołczewska - autorka dojrzałych powieści obyczajowych, między innymi "Wbrew sobie" i "Idealnego życia", przygotowała dla Was niesamowity felieton świąteczny. Koniecznie zajrzycie na bloga i raz jeszcze zastanówmy się, o co tak naprawdę chodzi w zbliżających się Świętach...

Zaczęło się. Last Christmas, All I want for Christmas i te wszystkie piosenki z dzwoneczkami atakujące uszy ze wszystkich stron. Korki na ulicach większe niż zawsze. Nawet w ubiegłym roku tak źle nie było. Tłumy w sklepach. Gonitwa myśli i liczne pytania w głowie: co zrobić na obiad na pierwszy dzień świąt? Jak ubrać dzieci? Czy Zosia wyrosła z tej granatowej sukienki? Kto miał kupić opłatek? Ile będzie osób na Wigilii? Czy aby nieparzyście? Cholera! Jak to zrobić, żeby było parzyście? Czy nieparzyście? Jak to było z tą liczbą osób przy wigilijnym stole? A może to chodziło o potrawy? Znowu mama będzie marudziła cały wieczór, że ściągamy na siebie pecha. Co kupić na prezent dla dziadka? No właśnie! Co kupić dziadkowi? Czego on może potrzebować? Książkę? Ostatnio dostał i jej nawet nie przeczytał. Wodę toaletową? Jak się nią spryska, to dom trzeba będzie tydzień wietrzyć. A mamie? Ciotce? A co ja dostanę? Tylko, błagam, nie kolejne kapcie czy bawełnianą koszulę nocną w chmurki!

Wszystko musi być przygotowane przed przyjazdem teściów. Szarlotka upieczona i makowce, pierogi gotowe, barszcz gorący i karp ścięty w galarecie. Śledzie tym razem takie dobre jak u mamy. Zapas jedzenia w lodówce mniej więcej na dziesięć dni dla całej rodziny razy dwa. A może nawet razy trzy. Dom wysprzątany i to na wysoki połysk. Odkurzone wszystkie dawno nie wyciągane szpargały.  Odpowiednio dobrane i porozstawiane po domu ozdoby świąteczne. Choinka, oczywiście też. Wielka, największa jaką się da. A jak nie największa to chociaż  najbardziej oryginalna. Na przykład przybrana w ekologiczno-naturalno – buro - paskudne ozdoby ręcznej roboty. Tancerki ze słomy, łańcuchy z papieru, pierniki zamiast bombek. Żadnych elektrycznych światełek. A może zupełnie odwrotnie? Drzewko uginające się pod kilometrami zielonego kabla łączącego ze sobą tysiące małych żarówek. Rozplątanie tego zajmie dwie godziny przy rozbieraniu choinki. Bogato zdobione bombki i bibeloty jakich nie powstydziłby się barokowy artysta. Brokat osypuje się po całym mieszkaniu i ubraniach domowników oraz gości. Poza tym w całym domu dużo stroików, świeczników, reniferów, Mikołajów, gwiazd betlejemskich i koniecznie szopka. Wycięta przez dzieci z gazety. Obok szopki kartki z pozytywką grającą kolędy. No właśnie kolędy! Przecież jeszcze trzeba przygotować podkład muzyczny do kolacji wigilijnej. Na początek kolędy, jeżeli już dziadek będzie chciał śpiewać, to przynajmniej niech śpiewa z podkładem a nie fałszuje na całe gardło przez pół wieczoru ku utrapieniu reszty rodziny. Potem może niech leci muza z Listów do M i M2? No właśnie! A czy on kupił już tą płytę? Koniecznie muszę mu przypomnieć! Tylko tyle miał do roboty!

Dzieci też trzeba przygotować. Umyć i uczesać. Zosia koniecznie zapleciony warkocz francuski, inaczej mama powie, że o nią nie dbam, a Kubuś nie może być w tych spodniach z ubiegłego roku! Może jeszcze zdąży się z nim do fryzjera podjechać? Nie, nie, muszę podjechać. Nie może z taką grzywą na święta zostać.

I jeszcze zakończenie roku w firmie. Wszystko winno być dopięte przed świętami, a już na pewno przed 31 stycznia. Każde zamówienie zrealizowane, projekty zakończone, pieniądze wydane. Ustalenia i plany ustalone i zaplanowane. Odpowiedzi na stare e-mejle wysłane.  Wyniki wykręcone, spotkania odbyte, wizyty zaliczone. Zupełnie tak jakby po 31 grudnia miał się świat skończyć. Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. I w pracy i w domu.
I w końcu przyjdzie wigilijny wieczór. Wesołych Świąt i łamanie opłatkiem. Pociechy z dzieci, zdrowia i pieniędzy. Zamieszanie z podawaniem kolacji. Kiedy pierogi? A rybę już podgrzewać? Mamo, kiedy przyjdzie Święty Mikołaj? O! Jakie piękne kapcie! Marzyłam o takich! A Kubuś to nie za długie ma te włosy? U chłopca chyba tak nie wypada. Cicha noc i Przybieżeli do Betlejem. Dzieci, bo przewrócicie choinkę! No w tym roku, moja droga to barszcz za kwaśny ci wyszedł. Oj, czas się zbierać, dziadka trzeba odwieźć. Wesołych Świąt! Trzymajcie się! Pa!

W zlewie stos naczyń, na stole resztki, którymi można by wykarmić pół obozu dla uchodźców. Pod choinką śmieci z rozpakowanych prezentów, igły i brokat. Dzieci zasnęły przed telewizorem, a mąż w fotelu. Ból w plecach, w nogach i skroniach.
I znowu te same obietnice. Już nigdy więcej. Ostatni raz robię takie święta. Po co to wszystko?! Tylko przyszli, najedli się i po wszystkim. Za rok nie dam się już wkręcić w tą całą przedświąteczną gonitwę. Kto to powiedział, że to zawsze tak ma być? Na bogato, jak za dawnych czasów i świątecznie? A nie mogłoby być tak zwyczajnie? Po prostu obiad, jak w weekend? Może bez mięsa, może ze śledziem i karpiem ale bez tego całego wariactwa? Bez tej roboty, gonitwy, zamieszania?

Mija rok, zbliża się grudzień, i znowu zapominamy o obietnicach. Znowu zaczynamy marzyć o choince i blasku świec. O pojednaniu, refleksji, odkupieniu win i rodzinnej atmosferze przy stole. Uśmiechniętych oczach dzieci, kiedy rozpakowują prezenty. Pysznościach na talerzach. Wspólnym śpiewaniu kolęd. Idziemy do kina na ckliwą komedię romantyczną, gdzie w święta samotni odnajdują miłość swojego życia, osierocone dzieci nowych, bogatych rodziców, łobuzy sumienie, nieodpowiedzialni odpowiedzialność. I znowu chcemy w to wszystko wierzyć. Rok po roku chcemy wierzyć w magię Bożego Narodzenia.

Katarzyna Kołczewska

wtorek, 14 lipca 2015

Wywiad | Katarzyna Kołczewska: "Lekkie mi nie wychodzi"



Katarzyna Kołczewska powraca ze swoją trzecią powieścią. Po ciepło przyjętych "Kto, jak nie ja?" i "Idealnym życiu" przyszła pora na "Wbrew sobie". Sama autorka mówi: "Nie czytaj 'Wbrew sobie', jeżeli oczekujesz historii o uroczej i zagubionej trzydziestolatce". Bo o bohaterach Kołczewskiej wiele można powiedzieć, ale na pewno nie to, że są uroczy. Katarzynę Kołczewską czytają kobiety mądre życiowo i dzielne. A jaka jest sama autorka?

Jest Pani kolejną, po Małgorzacie Wardzie, polską autorką w klubie „Kobiety to czytają”. Czy jest to dla Pani wyróżnienie?

Oczywiście, że tak i to duże.

Czy zapoznała się już może Pani z innymi klubowymi propozycjami? Która z klubowych autorek interesuje Panią szczególnie?

Pani Małgorzata, „Miasto lodu” leży na mojej półce do przeczytania już od pewnego czasu, a konkretnie od czasu Festiwalu Literatury Kobiecej w Siedlcach we wrześniu ubiegłego roku. Jeszcze tylko jedna pozycja do przeczytania i nadejdzie pora na „Miasto lodu”.

Gdyby miała Pani w kilku zdaniach zachęcić czytelnika do przeczytania „Wbrew sobie”, opowiedzieć, o czym ta książka jest, co by Pani powiedziała?

Nie czytaj „Wbrew sobie”, jeżeli oczekujesz historii o uroczej i zagubionej trzydziestolatce. Nie polecam dla osób unikających refleksji. Nie czytaj jeżeli nie chcesz czytać o życiu takim jakie ono jest, i o ludziach takich jakimi są naprawdę, bez koloryzowania, bez zbędnych sympatii czy antypatii. Nie spotkasz w tej książce lepszej wersji samej siebie ani mnie ani nikogo innego. Jest to książka o życiu, takim jakie ono jest, bez koloryzowania, w jakąkolwiek stronę.

„Kto, jak nie ja?”, „Idealne życie” czy „Wbrew sobie” – która z Pani powieści w odczuciu autorki jest najważniejsza i dlaczego?

„Kto jak nie ja”. Zdecydowanie. Bo pierwsza.

Pisze Pani o tematach trudnych i bolesnych. Utrata dziecka, odpowiedzialność za siebie i innych, śmierć najbliższych. Dlaczego? Czy nie odczuwa Pani teraz potrzeby, aby napisać coś lekkiego?

Nie, nie odczuwam, obawiam się, że jeszcze nie czas dla mnie na pisanie czegoś lekkiego. Lekkie mi nie wychodzi.

Dla kogo Pani pisze? Porównajmy wyobrażenia autorki z rzeczywistością. Kto czyta Kołczewską? Jakie sygnały Pani odbiera?

Czytają głównie kobiety. Kobiety wymagające, oczekujące od książki niebanalności, oczekujące emocji, głębszej myśli. Kobiety mądre życiowo i dzielne. Wyobrażam sobie je jako osoby w ogóle dużo czytające, w wieku powyżej 30 lat. Oczywiście to tylko moje wyobrażenia.

Co jest najtrudniejsze w pracy nad powieścią?

Znalezienie czasu i poprawianie. Nie mam kłopotu, że nie wiem co pisać, że siadam przed komputerem z pustką w głowie. Ten problem mnie nie dotyczy. Mam kłopot, żeby w ogóle usiąść przed komputerem do tekstu. Ale jak już to zrobię, to wtedy pochłania mnie zupełnie. Świat zewnętrzny nie istnieje, jestem tylko ja, historia którą piszę i bohaterowie w nią uwikłani. To są piękne chwile.

Czy prace nad następną książką zostały już rozpoczęte? Ile trwa proces tworzenia?

I tak i nie, wolałabym o tym nie mówić, bo jeszcze nie wiem czy to będzie kolejną książką. Proces tworzenia trwa kilka, kilkanaście miesięcy, potem jest czas na poprawianie. Wielokrotne czytanie, analizowanie każdego zdania, akapitu, wątku na wiele sposobów. Muszę przyznać, że nadal korzystam z opinii i rad mojego mentora i nauczyciela pisania Jakuba Winiarskiego. Ciągle poprawiam warsztat, uczę się i dowiaduję. Pomimo trzech wydanych powieści nadal uważam, że jest dużo do poprawienia. Z każdą kolejną powieścią dojrzewam jako pisarz, każda jest kolejnym wyzwaniem pisarskim i z fabularnego i z warsztatowego punktu widzenia. Mam nadzieję, że to wszystko będzie na korzyść moich powieści i będą się coraz bardziej podobały Czytelnikom.

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Katarzyna Kołczewska "Wbrew sobie" | Recenzja przedpremierowa



Poprzednia książka Katarzyny Kołczewskiej, "Idealne życie" znalazła się w ubiegłorocznym podsumowaniu najlepszych polskich powieści według Przeglądu czytelniczego. Wszystko wskazuje na to, że również w tym roku w zestawieniu nie zabraknie Katarzyny Kołczewskiej. Bo oto tworzy kolejną fenomenalną, mocną powieść obyczajową. "Wbrew sobie" to, obok "Jedenastu tysięcy dziewic" Joanny Marat czy "Dokąd teraz?" Iwony Żytkowiak, jeden z najlepszych obyczajów, jakie czytałam w tym roku. O ile nie w ogóle. 

Ewelina i Adam od lat starają się o dziecko. W końcu udało się. Są na najlepszej drodze, by zostać rodzicami. Niestety, płód obumiera w dwudziestym drugim tygodniu ciąży, a Ewelina musi urodzić martwe dziecko. Skupiona tylko na sobie i własnym bólu, nie dostrzega swoich najbliższych. Ewelina wystawia walizki męża na próg, zraża do siebie matkę i siostrę. Kobieta traci swoją wysoką pozycję w pracy, a także odkrywa bolesną prawdę na temat swojego dzieciństwa. Jest oburzona. Wszyscy obrócili się przeciwko niej. Ewelina przez całe życie była święcie przekonana, że wszystko jej się automatycznie należy. Tymczasem boleśnie przekonuje się, iż świat może funkcjonować bez niej. I to całkiem nieźle.

"Wbrew sobie" to brawurowa powieść psychologiczno-obyczajowa. Katarzyna Kołczewska zbudowała staranne, niezwykle dokładne portrety swoich bohaterów. Wiele uwagi poświęca im charakterom, szczególnie głównej bohaterki, Eweliny. Ale świetne kreacje to nie jedyne, co wyróżnia książkę Katarzyny Kołczewskiej. "Wbrew sobie" to także wciągająca fabuła i niebanalne dialogi. Siedemset sześćdziesiąt stron czyta się błyskawicznie. Podczas lektury czas mija niezauważony. Co jeszcze sprawia, że powieść Katarzyny Kołczewskiej jest wyjątkowa? Główna bohaterka i jej... zołzowatość. Ewelina wzbudza emocje. Nie pozostawia czytelnika obojętnym. Kilkakrotnie miałam ochotę wejść w skórę bohaterów i mocno potrząsnąć Eweliną. To postać niezwykle kontrowersyjna, wzbudzająca emocje, wyróżniająca się spośród polskich bohaterek ostatnich lat. Rozpieszczona egoistka, skupiona tylko na sobie i swoim życiu. Nie dostrzega męża, matki i siostry, która poświęciła dla niej najwięcej. Co musi się wydarzyć, aby Ewelina zobaczyła coś poza czubkiem własnego nosa? Tego dowiecie się z lektury "Wbrew sobie".

"Wbrew sobie" jest powieścią wielowątkową. Ewelina musi przekonać się, że świat nie kręci się tylko wokół niej. Czytelnik wie o tym już od samego początku. Katarzyna Kołczewska wyposażyła swoją książkę w wiele wątków pobocznych. Każdy z nich jest dopracowany, dopieszczony, a w rezultacie wyposażony w morał. Autorka nie pozostawia niczego przypadkowi. Zadbała o najmniejszy nawet szczegół. "Wbrew sobie" to powieść potężna. Monumentalna. Każdy z bohaterów wnosi do opowieści coś świeżego, wyjątkowego. Naznaczeni przeszłością, bardziej lub mniej bolesną, muszą wyciągnąć wnioski z teraźniejszości, aby móc zadbać o lepszą przyszłość. Na kartach powieści spotykają się ze sobą różne światy. Medyczny, świat nocnych klubów, świat reklamy i marketingu, a to wszystko w tle życia codziennego. Katarzyna Kołczewska nie oszczędza swoich bohaterów. Chorują, umierają, tracą bliskich, pracę, przyjaciół. Muszą odnaleźć w tym wszystkim głębszy sens. I nauczyć się przyjmować pomoc.

Powieść Katarzyny Kołczewskiej to mocna, wyrazista i wspaniała literatura. To z pewnością jedna z lepszych pozycji w klubie "Kobiety to czytają". Nazwisko Kołczewska stało się swego rodzaju obietnicą. Jakością samą w sobie. Byłam przekonana, że i ta książka okaże się być wyjątkowa. Nie pomyliłam się. Katarzyna Kołczewska jest jedną z ciekawszych współczesnych polskich autorek, a "Wbrew sobie" dowodzi, iż autorka jest w fenomenalnej formie.

Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Katarzyna Kołczewska "Wbrew sobie"
Wydawnictwo Prószyński Media, 2015
ilość stron: 760
data premiery: 07.07.2015

piątek, 21 marca 2014

Katarzyna Kołczewska "Idealne życie" [Recenzja]



Ile wiemy o bycie naszych najbliższych, rodziny i przyjaciół? Dlaczego tak łatwo przychodzi nam przekonanie, że ich życie jest idealne? Zmagając się ze swoimi problemami dnia codziennego, funkcjonujemy w przekonaniu, iż "inni mają lepiej". Nierzadko prędkość, z jaką gnamy przed siebie, a która jest wynikiem niełatwych wymagań dzisiejszego świata, nie pozwala nam na to, aby czujnie rozejrzeć się wokół i w porę dostrzec to, co na pierwszy rzut oka pozostaje ukryte pod pozorem doskonałego życia. Tego tematu podjęła się w swej najnowszej powieści Katarzyna Kołczewska. 

Elżbieta i Ewa - dwie siostry bliźniaczki i dwa odmienne światy, w których funkcjonują. Pierwsza jest "kobietą sukcesu", dyrektorem medycznym w doskonale prosperującej korporacji, matką dorosłego, studiującego w Londynie syna i żoną Szymona, z którym od lat tworzą małżeństwo jak z obrazka. Ewa natomiast żyje skromnie w Sandomierzu, z małżonkiem, trójką dzieci i matką. Jest nauczycielką, dodatkowo udziela korepetycji, aby podreperować skromny budżet domowy. Stan finansowy rodziny nie pozwala na żadne ekscesy, ot, żeby przeżyć od pierwszego do pierwszego. Kobieta jest coraz bardziej sfrustrowana swoją sytuacją, po cichu zazdrości siostrze, która ma wprost idealne życie. Jednak Elżbieta, ta "idealna", popełnia samobójstwo. Jej bliźniaczka popada w rozpacz. Czuje, jakoby wraz z Elą, odeszła połowa jej samej. Nie rozumie, co pchnęło siostrę do tej niewytłumaczalnej wszak decyzji. Postanawia pojechać do domu Elżbiety i jej męża, aby tam odnaleźć odpowiedź na dręczące ją pytania. Co podziało się w życiu najbliższej dla niej osoby i dlaczego ona nie wiedziała o jej problemach? Rzeczywistość, jaką Ewa zastanie w Warszawie, okaże się zaskakująca..

"Idealne życie" to emocjonująca historia o poszukiwaniu prawdy, ukrytej głęboko pod pozorami egzystencji wręcz doskonałej. Porusza istotne, uniwersalne kwestie dotykające jakości życia, jakie prowadzimy, zmusza do refleksji nad zagadnieniem i stawia przed czytelnikiem pytanie "czy aby na pewno inni mają lepiej?". Autorka przedstawiła swoje bohaterki na zasadzie, wydawałoby się, iż banalnego kontrastu, ale tak mocnego w przekazie. Lektura porusza wiele treści o charakterze ogólnym, dlatego mniemam, że każdy czytelnik znajdzie w niej coś dla siebie. Najogólniej mówiąc, "Idealne życie" to powieść o tym, co w życiu najważniejsze oraz o ludziach, którzy ulegają złudzeniu, iż szczęście jest rzeczą, którą możemy nabyć za pieniądze. Katarzyna Kołczewska jest dobrym obserwatorem i wykazała niesamowitą wrażliwość na to, co dostrzega w swoim otoczeniu. W społeczeństwie panuje mit "człowieka sukcesu", posiadacza majątku, pnącego się w górę na szczeblach kariery. Właśnie taka osoba w powieści popełnia samobójstwo. Czy więc na pewno pomyślność w życiu jest wynikiem prestiżu, wielkich pieniędzy i fotelu dyrektora w korporacji? Kołczewska zrywa z tą legendą, obnażając szczegóły "idealnego życia" bohaterki. 

Sięgając po lekturę, spodziewałam się powieści obyczajowej o charakterze moralizatorskim, tymczasem książka okazała się być obfita również w wątki kryminalne, co dodatkowo podkręca atmosferę. "Idealne życie" okazuje się bowiem mieć również inną, a mianowicie sensacyjną odsłonę, którą siostra bliźniaczka Elżbiety powoli odkrywa. W tym momencie pojawia się dalsza refleksja: czy możemy sądzić, iż nasza rodzina to ci, których znamy najlepiej? Autorka budując swą wielowątkową powieść, skłoniła czytelnika do wielu refleksji i tym samym uczyniła swoje dzieło wyjątkowym. Książka, która tylko opowiada historię, spełnia zaledwie połowę zadania. "Idealne życie" poprzez mnogą obecność problematyki uniwersalnej, dopełnia drugą część celu: w mniejszym lub większym stopniu wpływa na naszą doczesność, ponagla nas do tego, aby bardziej zatroszczyć się o naszych najbliższych, nie ulegać złudzeniu. Ewa była przekonana, iż zna siostrę, wie o niej wszystko. Sama wiadomość o samobójstwie Elżbieta była dla niej przyczyną zaskoczenia i rozpaczy, jednak okazuje się, iż to tylko wierzchołek góry lodowej. Bohaterka postanawia dowiedzieć się więcej o nieżyjącej już bliźniaczce. Czuje, że jest jej to winna.

"Idealne życie" to przede wszystkim dobry pomysł na historię i w pełni wykorzystany potencjał. Początkowo główny wątek wydał mi się niebezpiecznie podobny do tematyki powieści Diane Chamberlain "Tajemnica Noelle", ale na całe szczęście, gdyż nie lubię powielania schematów, autorka poszła w zupełnie inną stronę niż jej koleżanka po fachu zza oceanu. Katarzyna Kołczewska stworzyła mądrą opowieść o wydźwięku uniwersalistycznym, pełną zaskakujących zwrotów akcji. Czytelnik wraz z bohaterami przeżywa swego rodzaju cykl życia, od rozpaczy po nadzieję. Ciekawość jest dodatkowo podsycana poprzez wielowątkową i wciągającą narrację, która jednocześnie toczy się w kilku miejscach. "Idealne życie" jest publikacją nieszablonową, niebanalną i niesamowicie zajmującą. Zdecydowanie zasługuje na uwagę.


Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie recenzenckiego egzemplarza książki!




Katarzyna Kołczewska, "Idealne życie"
Wydawnictwo Prószyński Media, 2014
ilość stron: 384
data premiery: 04.03.2014