Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria z babeczką. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria z babeczką. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 czerwca 2016

Patronat medialny: Katarzyna Żak "Nie ma tego złego" | Recenzja



Bardziej kryminał niż komedia i bardziej obyczaj niż romansidło - "Nie ma tego złego" może was zaskoczyć. Okładka i seria, w jakiej powieść została wydana, sugerują zupełnie coś innego, niż znalazłam w środku - książka autorstwa Katarzyny Żak jest przyjemnym, lekkim kryminałem z bogatym tłem obyczajowym.

Zuzanna jeszcze nie zdążyła otrzeć łez po zdradzie narzeczonego i nie przestała płonąć ze wstydu po odwołanym ślubie, a już musi zmierzyć się z kolejnymi problemami - spłatą kredytu za mieszkanie, utratą pracy i... najprawdziwszym śledztwem! Zuza wraca do rodzinnej miejscowości i rozpoczyna współpracę ze znienawidzonym, cieszącym się złą sławą tygodnikiem lokalnym - wszak z czegoś żyć musi. Tymczasem w miasteczku aż huczy od plotek w sprawie morderstwa, jakiego ofiarą padł pewien wpływowy mężczyzna. Początkowo policja utrzymuje wersję o samobójstwie, ale w tą nikt nie wierzy. Kiedy ginie kolejna osoba, Zuzanna postanawia wyjaśnić sprawę i dowiedzieć się, kto jest mordercą.

"Nie ma tego złego" to napisana w lekkim stylu małomiasteczkowa powieść kryminalno-obyczajowa, która - wbrew nazwie serii, w jakiej została wydana ("Seria z babeczką") - spodoba się również mężczyznom. Rzeczywiście, przez pierwszych kilkadziesiąt stron przyjdzie wam się zmierzyć z porzuconą narzeczoną, wściekłą na cały świat, a najbardziej na wiarołomnego narzeczonego, ale kiedy już pojawi się trup... akcja podąży w zupełnie innym kierunku. Plusem powieści jest nie tylko wartka akcja, ale również mądrze skonstruowane portrety bohaterów oraz umiejętność wyciągania trafnych wniosków z poczynionych przez autorkę obserwacji. Katarzyna Żak może i zbudowała nieco stereotypowe postacie, jednak ich kreacje zasługują na podziw.

Powieściowy debiut Katarzyny Żak może was zaskoczyć. Moim skromnym zdaniem książka nie powinna być sprzedawana jako produkt w stylu "babskiego czytadła", bo z lekką literaturą kobiecą łączy ją tylko swobodny styl i wątek porzuconej narzeczonej. To nie jest również komedia, chociaż rzeczywiście, kilka razy uśmiechnęłam się pod nosem. Katarzyna Żak sprawnie żongluje gatunkami literackimi, przez co trudno jest jednoznacznie zaklasyfikować jej powieść. Mam wrażenie, że to jedna z tych powieści, która zadowoliłaby zarówno zwolenników mocniejszych wrażeń, jak i czytelniczki lekkiej literatury kobiecej. Fabuła, a raczej jej początek, nieco przypomina debiut Joanny Szarańskiej "I że ci nie odpuszczę" i, chociaż obie autorki poszły w zupełnie różnych kierunkach, mam wrażenie, że "Nie ma tego złego" przypadnie do gustu zwolennikom powieści Asi.

"Nie ma tego złego" to bardzo udany debiut powieściowy autorki, która dotychczas publikowała głównie opowiadania. Doskonała propozycja na lato, kiedy szukamy rozrywki utrzymanej na wysokim poziomie, a plażowanie sprzyja nadrabianiu zaległości czytelniczych. Polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Katarzyna Żak "Nie ma tego złego"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2016
liczba stron: 390
data premiery: 15.06.2016

piątek, 29 kwietnia 2016

Agata Przybyłek "Nieszczęścia chodzą stadami" | Recenzja



Nieszczęścia chodzą parami? Nie tym razem! W nowej powieści Agaty Przybyłek nieszczęścia, owszem, chodzą po ludziach, ale... stadami! Za nic w świecie nie dam sobie wmówić, że to "tylko" komedia. "Nieszczęścia chodzą stadami" to niebanalna i ważna powieść obyczajowa. A że jest przy tym mnóstwo śmiechu? I bardzo dobrze!

Halinka, matka głównej bohaterki debiutanckiej powieści Agaty Przybyłek "Nie zmienił się tylko blond", Iwonki, jest zrozpaczona. Przez ostatnie miesiące córka, wraz ze swoimi dziećmi, urozmaicała nieco nudne życie starszej pani. Iwonka jednak w końcu ułożyła sobie życie, wyprowadziła się od matki, co Halinka przypłaciła stanem depresyjnym. Z marazmu ma ją wyrwać pojawienie się Martusi, dawno niewidzianej chrześnicy, która właśnie wróciła z Anglii. Halinka wspaniałomyślnie oferuje Martusi azyl w swoim domu. Kiedy jednak okazuje się, że młoda kobieta jest samotną matką nie jednego, a dwojga dzieci, a na dodatek jej synek jest czarnoskóry, Halinka zaczyna żałować swojej decyzji. Jak ona się we wsi pokaże?! Nie byłaby jednak sobą, gdyby nie wpadła na genialny plan - Halinka po prostu będzie udawać, że... dziecka nie ma. Postanawia jak najszybciej pozbyć się chrześnicy z domu. W tym celu stosuje nieco niekonwencjonalne metody - głodzi karmiącą matkę, wyłącza jej prąd i znajduje tysiące sposobów, by uprzykrzyć Martusi życie.

Agata Przybyłek wraca w doskonałym stylu. Po ciepło przyjętej przez czytelniczki powieści "Nie zmienił się tylko błąd" proponuje nam nieco ironiczną, czasem wzruszającą, czasem zabawną, dojrzałą powieść. To nie jest tylko komedia. To powieść o głęboko zakorzenionych w naszej mentalności stereotypach, panicznym lęku przed innością. Pod fasadą nieco konserwatywnej, wyznającej podwójną moralność starszej pani, Agata Przybyłek ukryła trafny obraz polskiego społeczeństwa. W kapitalny, bo ironiczny sposób pisze o mieszkańcach małej wioski, w której wszyscy się znają i każdy pamięta tragiczne wydarzenia z przeszłości. "Nieszczęścia chodzą stadami" to również powieść o poszukiwaniu własnej tożsamości i swojego miejsca w świecie. Autorka nakreśliła wiarygodny portret zagubionego we współczesnym świecie młodego pokolenia.

To wielka sztuka - napisać zabawną, lekką i jednocześnie traktującą o ważnych problemach powieść. Agacie Przybyłek się to właśnie udało. "Nieszczęścia chodzą stadami" to książka zupełnie inna od "Nie zmienił się tylko blond". Mam wrażenie, że lepsza, bo tym razem udało się autorce zawrzeć w swojej powieści istotne przesłanie. Bohaterka jest mi bliższa, przede wszystkim wiekiem, ale też przemyśleniami i doświadczeniem. Jedyne na co, niestety (i chyba już "tradycyjnie"), będę narzekać to redakcja i korekta. Rodzice Martusi nie żyją od 20 lat, dziewczyna mieszka u ciotki i wuja, a nagle jeden z bohaterów mówi do niej: "twój ojciec przyjedzie tutaj z Andrzejem" (zamiast "twój wujek") - ten błąd powtarza się jeszcze raz. A przecinki... no cóż, mam wrażenie, że nie istniały dla korektora.

Nową książkę Agaty Przybyłek pochłonęłam błyskawicznie. Jeśli nie czytaliście jeszcze "Nie zmienił się tylko blond", śmiało możecie zacząć przygodę z twórczością Agaty Przybyłek od książki "Nieszczęścia chodzą stadami". To dwie zupełnie różne historie, a łączy je tylko postać Iwonki, która w tej części pojawia się dosłownie na chwilę. Nie jest to kontynuacja, więc czytelnicy nieznający treści "Nie zmienił się tylko blond" nie będą mieć najmniejszych problemów z odnalezieniem się w Sosenkach.

Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Agata Przybyłek "Nieszczęścia chodzą stadami"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2016
liczba stron: 372
data premiery: 16.03.2016

wtorek, 1 września 2015

Wywiad | Magdalena Wala: "Lekcja z mojej drogi - nie poddawać się, tylko pisać!"



Magdalena Wala - autorka nowej powieści w Serii z Babeczką Wydawnictwa Czwarta Strona, "Przypadki pewnej desperatki". Przekonuje nas, że historia da się lubić i wcale nie musi być nudna. Na ile tytułowa desperatka to autorka? Jak wydać debiutancką powieść? Czy "Przypadki pewnej desperatki" to książka również dla kobiet w wieku 40+?  

Na ile Julia to Magdalena Wala, a Magdalena Wala to Julia? Jak Pani osobiste doświadczenia życiowe wpłynęły na ostateczny kształt głównej bohaterki powieści „Przypadki pewnej desperatki”?

Na ile Julia to ja - coś tam ze mnie ma. Lubi historię, kocha zwiedzanie, uwielbia grzebać w starych papierach i tu podobieństwa się kończą. Jest zdecydowanie bardziej przebojowa, urocza, uparta i ma też niezły temperament. Czasami wychodzi z niej sekutnica. Ja o sobie tego nie mogę powiedzieć. Jestem spokojniejsza, bardziej opanowana - ale to pewnie wynik wieloletniej pracy w szkole. No i też nie przypalam wszystkiego co ugotuję:)

Jedna z czytelniczek w rozmowie ze mną wyraziła wahanie– czy aby na pewno Pani książka jest odpowiednia dla kobiet w wieku 40+? 

Zależy jak młodo się czuje owa przykładowa czterdziestolatka. Nie uważam, że kobiety powinny czytać wyłącznie o problemach i rzeczywistości związanych wyłącznie z babkami w ich wieku. Zresztą, kim jest kobieta w wieku 40+? Czterdziestolatki obecnie to młode jeszcze kobiety, nierzadko przebojowe, czasami też odchowały kilkoro dzieci, zmieniły męża na lepszy model - albo i nie; i żyją pełnią życia. Owszem nie będą ich dotyczyć problemy związane z pierwszą pracą. Ale mogą już ze zmianą pracy - niekoniecznie na lepszą. Ale już studia - a czemu nie? Ciąża - nadal rodzą kobiety w tym wieku, nowe związki, decyzje o małżeństwie. Poza tym fajnie jest cofnąć się trochę w czasie i popatrzeć na problemy młodych z trochę innej, dojrzalszej już perspektywy. Ja sama za niedługo będę w wieku 40+, a uczę się cały czas. Niecały rok temu skończyłam kolejne studia... wydalam książkę... cały czas kolekcjonuje nowe doświadczenia.

Historia da się lubić, a Pani udowadnia jej ludzkie oblicze. Skąd w Pani życiu fascynacja tą dziedziną? Dlaczego wybrała Pani właśnie ten kierunek studiów i na dobre związała się z przeszłością?

Tu muszę podziękować mojemu nauczycielowi historii. Już jak chodziłam do szkoły podstawowej, to lubiłam ten przedmiot, ale w liceum trafiłam, a wraz ze mną moja klasa na fantastycznego nauczyciela, który umiał zachęcić do czytania, ale przede wszystkim do myślenia. Nie tylko historycznego. Jako historyk słysząc pewne wiadomości, potrafię w pewnym stopniu przewidzieć, co będzie dalej, bo historia kołem się toczy i bardzo lubi powtarzalność. Jeśli nie odrobimy lekcji, którą właśnie daje nam historia, może dojść znów do wydarzeń, których sobie nie życzymy. Dlatego uczmy się jej i wyciągajmy z niej wnioski. Uczmy się na błędach innych. Będzie to dla nas dużo mniej bolesne. Zwłaszcza patrząc na historię Polski. Poza tym historia to ludzie – a ludzie - ich motywy, cele,  zwyczaje i w końcu to, co osiągnęli zawsze mnie fascynowało.

Zastanawia mnie tło historyczne opowieści. Na ile historia ze znalezionych przez Julkę pamiętników jest fikcyjna, a na ile prawdziwa?

Watek kryminalny był całkowicie przeze mnie wymyślony. Natomiast tło historyczne jest zupełnie prawdziwe. Bo i u księżnej Czartoryskiej mieszkały pensjonarki, mniej więcej tak wyglądał ich rozkład dnia, wydarzenia polityczne - na przykład wizyta Aleksandra I wyglądała tak jak opisywałam. Gdy pisałam książkę czytałam pamiętniki kobiet - arystokratek i szlachcianek żyjących w XIX wieku. Bardzo się starałam, by mentalność i życie codzienne Agnety i jej przyjaciółek miały odzwierciedlenie w faktach. Na przykład to smarowanie osi powozu białkami jajek. Taka Agneta mogła rzeczywiście istnieć…

Kto był pierwszym czytelnikiem Pani książki? Jaka była reakcja?

Pierwszą czytelniczką była moja siostra. Zresztą Karolina zawsze jako pierwsza czyta moje wszystkie teksty. Zachwyty są – ale umiarkowane. To na czym najbardziej mi zależy to konstruktywna krytyka, czyli co mam poprawić. I im więcej tej krytyki tym lepiej. Gdyby powiedziała mi fajne i na tym skończyła, byłabym załamana. A tak słyszę „to jest nudne – popraw to. A może byłoby lepiej gdyby brała w tym udział. Rozbuduj ten watek jest dobry, wywal to na litość boską.” Myślę, że gdyby nie ona, ta książka nigdy nie ujrzałaby światła dziennego.

Jak przebiega droga od napisania powieści do jej wydania? Może ma Pani jakieś rady dla debiutantów?

Powiem tyle od momentu napisania do wydania minęło kilkanaście lat. Książkę pisałam dla przyjemności - tak naprawdę nie spodziewałam się, że ktoś mi to wyda. Uwielbiam tworzyć nowe historie, wiec była to dla mnie przyjemność. Zwłaszcza jak kilka osób czytało i się podobało.  Raz czy dwa razy wysłałam do wydawnictwa, ot tak na próbę. Niektóre z nich odpisywały niektóre nie. Kilka razy odpowiedź była pozytywna, ale w końcu nic z tego nie wyszło. Tymczasem pisałam, krótsze teksty – opowiadania.  Rok temu zmotywowała mnie przyjaciółka. Napisałam od początku pewne sceny, pewne wywaliłam, bo tymczasem zmieniły się realia i na przykład nikt już dyskietek nie używa (swoja droga szkoda, bo usunęłam naprawdę świetna scenę) i wysłałam. Obiecałam sobie jedno – nie właduję w nią własnych pieniędzy. Jeśli żadne z wydawnictw nie będzie zainteresowane, to poproszę koleżankę o pomoc i udostępnię za darmo. Po miesiącu odpisała Czwarta Strona. Teraz wiem, że miałam olbrzymiego farta. Znaleźć wydawcę dla debiutanta, który nie publikował, nie prowadził bloga, nie pisał do czasopism jest bardzo trudne. Przede wszystkim z powodu olbrzymiego finansowego ryzyka. Lekcja z mojej drogi – nie poddawać się, tylko pisać. Jak najwięcej pisać.

Czy historia będzie obecna również w Pani następnej powieści? Nad czym pracuje obecnie autorka „Przypadków pewnej desperatki”?

Historia – jasne że tak! Dotychczas napisałam tylko jeden tekst, gdzie nie było żadnego odniesienia do historii. Swoją drogą uważam go za najsłabszy. Nawet gdy popełniłam opowiadanie z dziedziny fantastyki, moi bohaterowie cofali się w czasie. Teraz pracuję nad zupełnie nowym tekstem i według mnie zapowiada się obiecująco. Właśnie kończę cześć historyczną – będzie bardziej rozbudowana niż w Przypadkach…  i nie będzie miała formy pamiętnika. Kryminalna zagadka również będzie, a i inne niespodzianki też. Postaram się, żeby  czytelnik miał okazje do śmiechu. W końcu podobno to zdrowie. Moja bohaterka będzie też bardziej przebojowa niż Agneta. I da nieźle popalić swoim bliskim.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Magdalena Wala "Przypadki pewnej desperatki" | Recenzja przedpremierowa



Historia, obyczaj i zagadka kryminalna w jednym? To musi być hit! Najnowszą propozycję Wydawnictwa Czwarta Strona, powieść Magdaleny Wali "Przypadki pewnej desperatki" pochłonęłam w jeden dzień. Musiałam wiedzieć, jak się to wszystko skończy. Na tę premierę warto zwrócić szczególną uwagę. Książka trafi do sprzedaży w najbliższą środę, 26 sierpnia. Zaplanujcie na ten dzień wizytę w księgarni!

Julia nie do końca jest przekonana do planów matrymonialnych swojego chłopaka. Inna dziewczyna na jej miejscu skakałaby ze szczęścia do sufitu - zakochany do szaleństwa mężczyzna chce spędzić z nią resztę życia, ale Julia... nie jest pewna, czy sama pragnie tego samego. Kobieta robi magisterkę z historii i uczy gimnazjalistów odróżnić unię personalną od realnej. Tymczasem Paweł, jej narzeczony zostaje spadkobiercą starego pałacyku. Julia, zapalona historyczka, znajduje pamiętnik z początku XIX wieku. Autorką dziennika była pensjonarka służąca na dworze księżnej Izabeli Czartoryskiej. Julia z zainteresowaniem studiuje zapiski sprzed 200 lat, gdy nagle.. natrafia na ślad morderstwa! W żadnych innych źródłach historycznych nie ma wzmianki o tych wydarzeniach. Wygląda na to, że pamiętnik, w którego posiadanie weszła Julia, jest jedną wskazówką w tej kryminalnej zagadce. 

"Przypadki pewnej desperatki" to fenomenalna powieść obyczajowa. Jej autorka ukończyła historię na Uniwersytecie Śląskim, pracuje jako nauczycielka tego przedmiotu i widać, że ... kocha przedmiot, którego naucza. Miłością do historii zaraziła swoją główną bohaterkę, Julię. Z lektury najnowszej książki w Serii z Babeczką dowiecie się, ile satysfakcji daje badanie przeszłości, odkrywanie śladów działań poprzednich pokoleń. Magdalena Wala ma dla czytelników intrygujące, wyjątkowe połączenie historii, powieści obyczajowej oraz zagadki kryminalnej. To jedna z lepszych "lekkich" książek kobiecych, jakie czytałam w tym roku. Autorka wymyka się utartym schematom, proponuje nam coś innego, świeżego. Przekonuje, że historia wcale nie jest nudna, jak twierdzi dzisiejsza młodzież. O historii można pisać w lekkim stylu, w zabawny sposób. "Przypadki pewnej desperatki" są tego najlepszym przykładem. Historia była jednym z moich ulubionych przedmiotów w liceum, więc z natury jestem targetem tej książki, ale, kochani, nie trzeba być pasjonatem przeszłości, aby zachwycić się tą powieścią!

Magdalena Wala wyróżnia się niebanalnym stylem oraz lekkim piórem. Rzadko zdarza się debiut tak naturalny i rzeczywisty. Autorka nie ma problemu ze sztucznością dialogów, co często przytrafia się nawet doświadczonym pisarzom. Jej postacie żyją na kartach powieści. Bohaterowie są prawdziwi. Przywiązałam się do Julii. Aż żal było mi się z nią rozstawać, kiedy lektura dobiegła końca. Julia przemawia głosem współczesnych kobiet. Nie do końca przekonana do małżeństwa, niezdecydowana co do swojej przyszłości, odkładająca macierzyństwo na bliżej nieokreśloną przyszłość. To urocza, młoda dziewczyna, która zdaje się sama przyciągać kłopoty. Magdalena Wala, w myśl zasady o przyciągających się przeciwieństwach, stworzyła kapitalną parę głównych bohaterów. "Przypadki pewnej desperatki" to taki dzisiejszy Kopciuszek, który... wcale a wcale nie zamierza żyć długo i szczęśliwie z przystojnym księciem! Podczas lektury bawiłam się wybornie. Powieść Magdaleny Wali to jedna  z tych książek, która rozjaśni najbardziej nawet pochmurny dzień.

Czwarta Strona idzie za ciosem. Po rewelacyjnym początku Serii z Babeczką (debiut Agaty Przybyłek "Nie zmienił się tylko blond") proponuje kolejną świetną książkę. W tym momencie Wydawnictwo wydaje jedne z najlepszych polskich powieści obyczajowych. Czwarta Strona to już gwarancja doskonałej lektury. I tym razem nie zawodzi. "Przypadki pewnej desperatki" to jedna z moich ulubionych książek.

Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Magdalena Wala "Przypadki pewnej desperatki"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2015
ilość stron: 360
data premiery: 26.08.2015

piątek, 17 lipca 2015

Agata Przybyłek "Nie zmienił się tylko blond" | Recenzje



Wydawnictwo Czwarta Strona wychodzi naprzeciw potrzebom czytelniczek z nową serią. Serią z babeczką. Pierwszą powieścią, jaka ukazała się w nowym cyklu, jest książka Agaty Przybyłek "Nie zmienił się tylko blond". Autorski debiut Przybyłek z pewnością przypadnie do gustu wszystkim sympatykom twórczości Magdaleny Witkiewicz.

Jak to zwykle bywa w komediach romantycznych, najpierw jest dramat. Mąż Iwonki, znany też jako bawidamek, ewentualnie Grzegorz, odchodzi do kochanki. Gwoli ścisłości, to Iwonka ma odejść, gdyż mieszkanie jest tak jakby jego, bo Iwonka podpisała przed ślubem intercyzę. Musi więc wynieść się z domu, wraz z czwórką dzieci, psem i ciężarną kotką. Ale to nie koniec atrakcji. Iwonka w wieku 37 lat dowiaduje się, że będzie babcią. Rodzice potencjalnej synowej na wieść o niechcianej ciąży wyrzucili nastolatkę z domu, a Iwonka, no cóż, ma dobre serce i postanawia przygarnąć dziewczynę. Wraz z całą ferajną wyrusza nocnym pociągiem do rodziców, by tam zamieszkać na czas bliżej nieokreślony. Kobieta musi na nowo poukładać sobie życie, a łatwo wcale, jak zapewne przypuszczacie, nie będzie.

Debiutancka powieść Agaty Przybyłek skrzy się humorem. Absurdalne sytuacje, zabawne dialogi i kolejne "dramaty" w życiu Iwonki rozchmurzą nawet najbardziej wymagającego czytelnika. Proza Przybyłek jest lekka i przyjemna. Podczas lektury często odnosiłam wrażenie, że czytam kolejną książkę Magdaleny Witkiewicz. Te dwie autorki łączy wiele podobieństw. Piszą w bardzo podobnym stylu i języku, tworzą taki sam typ bohaterki. Agata Przybyłek nie boi się ośmieszania stworzonych przez siebie postaci. Jest miło, ale nie bezmyślnie. "Nie zmienił się tylko blond" to świetna historia o kobiecie takiej, jak my. Niedoskonałej, z własnymi problemami. Iwonka śpiewająco radzi sobie z przeciwnościami losu, a jej przygody rozbawią nie jednego czytelnika.

Muszę przyznać, iż historia stworzona przez Agatę Przybyłek nie wyróżnia się niczym szczególnym od innych tego typu opowieści, a jednak "Nie zmienił się tylko blond" przeczytałam z największą przyjemnością. Lektura szalenie przypadła mi do gustu. Bo my, kobiety, po prostu lubimy takie książki! Coś mi się wydaje, że "Seria z Babeczką" na dobre zagości w moim sercu, a "Nie zmienił się tylko blond" to niezwykle udane rozpoczęcie nowego cyklu. Lektura grozi niekontrolowanymi wybuchami śmiechu. Autorce udało się stworzyć postać, która zostaje z czytelnikiem na dłużej. Iwonka to szalenie sympatyczna kobieta, niezwykle charakterystyczna, ale i charakterna. Jej perypetie zostaną ze mną na dłużej. Po lekturze "Nie zmienił się tylko blond" czuję się maksymalnie odprężona, a przecież o to chodzi w lekturach tego typu.

"Nie zmienił się tylko blond" to doskonała propozycja dla wielbicielek prozy w stylu Magdaleny Witkiewicz czy Nataszy Sochy. Jestem zachwycona autorskim debiutem Agaty Przybyłek i z chęcią sięgną po kolejną książkę tej pisarki, a wy tymczasem nadróbcie zaległości i koniecznie przeczytajcie "Nie zmienił się tylko blond". Jestem przekonana, że nie będziecie żałować.

Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Agata Przybyłek "Nie zmienił się tylko blond"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2015
ilość stron: 342
data premiery: 01.07.2015