Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mateusz m. lemberg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mateusz m. lemberg. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 września 2015

Mateusz M. Lemberg "Mennica" | Recenzja



Mateusz M. Lemberg powraca. A wraz z nim - komisarz Witczak, który komisarzem już właściwie dawno nie jest. Debiutancka powieść Lemberga, "Zasługa nocy" była idealnie skomponowana, a przede wszystkim - wiarygodna. W "Patronie" autor popuścił wodze fantazji, stworzył kilka nierealnych sytuacji, przez co nieco stracił na autentyczności. Pomyślałam wtedy, że kolejna książka pisarza będzie dla niego sprawdzianem. Miałam przekonać się, po której stronie ostatecznie opowie się Lemberg. Czy będzie pisał realistyczne kryminały, a może postawi na przesadzone opisy wynaturzonych zbrodni? Przekonajcie się sami.

Adam Tymański z komendy stołecznej znalazł sobie nowe hobby. Wraz ze znajomym polują w jednym z podwarszawskich lasów, kiedy natrafiają na zbiorową mogiłę. Młoda dziewczyna została zamordowana całkiem niedawno, lecz pozostałe ciała przeleżały w ziemi co najmniej dekadę. Czy zabójca uderzył ponownie po dziesięciu latach? Okazuje się, że o sprawie z przeszłości więc może wiedzieć Witczak, do niedawna jeszcze policjant w stopniu komisarza. Kiedy jednak mundurowi chcą z nim porozmawiać, okazuje się, że ich były kolega z pracy... zapadł się pod ziemię. To nie jedyne, z czym przyjdzie zmierzyć się policjantom ze stołecznej. Nielegalna mennica, porachunki gangsterskie, fałszywe oskarżenia - to wszystko w najnowszej powieści Mateusza M. Lemberga.

Pierwsze sto stron. Przecieram oczy ze zdumienia. Nie czuję tego, nie kupuję. Oto jedna z bohaterek, policjantka w piątym miesiącu ciąży (która ma zaburzenia tożsamości płciowej, przygotowuje się do zmiany płci i każe do siebie mówić per Maks) wyławia ze zbiornika gnijące zwłoki dorosłego, krzepkiego mężczyzny, zanosi je do bagażnika (JAK?) i wraz z przerażoną matką wywozi je, by potem zakopać głęboko w ziemi. Przepraszam za spoiler. Nie zepsułam wam zabawy. Rzecz dzieje się na samym początku i stanowi wyrwane z kontekstu, pojedyncze zdarzenie. Po prostu musiałam podzielić się z wami całym absurdem tej sytuacji. Doszłam do wniosku, że wyobraźnia kogoś poniosła, powoli już spisywałam na straty lekturę, aż tu nagle... Zaczęło mi się podobać. Nadal pozostaje niesmak związany ze swego rodzaju absurdalnością pewnych sytuacji, jednak Lemberg w końcu rezygnuje z tworzenia kolekcji najdziwniejszych zbrodni świata, uderza w kierunku sensacji i.. to wychodzi mu zdecydowanie lepiej.

Lemberg wykazuje się swoistą lekkością wypowiedzi, nie przemęcza czytelnika zbyt skomplikowanym stylem. Wystarczy, że maksymalnie utrudnia życie i pracę swoim bohaterom. Kryminały pisane przez Lemberga są ciekawe, a opisywane zbrodnie zawsze mają swoje podłoże psychologiczne. Nie inaczej jest w przypadku "Mennicy". Autor zdecydowanie powinien pisać dalej, jeśli nie kontynuację serii o Witczaku, to całkiem nową powieść kryminalną. Zdecydowanie wolę Lemberga, gdy stąpa mocno po ziemi. Opisywany powyżej wątek to jedynie niewielki fragment książki, ale właśnie w takich sytuacjach autor może narazić się nieco bardziej wymagającemu czytelnikowi. Rozumiem zamysł autora. Naturalizm jego postaci nie jest wadą, jeżeli zachowa się pewne granice. Po ich przekroczeniu owy naturalizm zaczyna drażnić. Odbiorca nie lubi być narażany na brak autentyczności, a w końcu - śmieszność.

Niestety, to, na co zwróciłam uwagę przy okazji lektury "Patrona", nie zostało wyeliminowane w twórczości autora. Lubię kryminały Lemberga, ale podchodzę do nich z lekkim, chociaż coraz większym dystansem. Chciałabym, aby autor pisał dalej w charakterystycznym dla siebie stylu, ale wyrzekł się irracjonalności określonych sytuacji. Czy to możliwe?

Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Mateusz M. Lemberg "Mennica"
Wydawnictwo Prószyński Media, 2015
ilość stron: 424
data premiery: 10.09.2015

sobota, 18 października 2014

Wygraj pakiet październikowych nowości Wydawnictwa Prószyński i S-ka!




Zapraszam Was do udziału w konkursie organizowanym przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka oraz blog Przegląd czytelniczy!

Do wygrania 1 z 3 pakietów październikowych nowości Wydawnictwa Prószyński i S-ka:
powieść obyczajowa Ireny Matuszkiewicz "Przerwana podróż" oraz mocny kryminał Mateusza M. Lemberga "Patron".


Konkurs organizowany jest z myślą o miłośnikach polskiej literatury. 
Recenzje tytułów, jakie możecie wygrać, znajdziecie na blogu Przegląd czytelniczy, bezpośrednie linki: tutaj i tutaj.

Konkurs organizowany jest przez blog Przegląd czytelniczy, a sponsorem nagród jest Wydawnictwo Prószyński i S-ka.
W konkursie mogą brać udział osoby zamieszkałe na terytorium RP oraz poza granicami kraju, pod warunkiem wskazania adresu do wysyłki na terenie RP.

Pokaż nam to, co najlepsze w Polsce!
Może to być książka ulubionego autora, najpiękniejsze miejsce, najlepsze danie, niesamowite widoki.. A jeśli na stałe przebywasz za granicą, może będzie to Twoje najbardziej wyjątkowe wspomnienie?
Pozostawiamy pełną dowolność!

Aby wziąć udział, należy spełnić kilka warunków:

1. Być fanem profilu Przegląd czytelniczy oraz Prószyński i S-ka na FB.
2. W miarę możliwości, udostępnić informację o konkursie.
3. Przesłać na maila przegladczytelniczy@interia.pl zgłoszenie zawierające:
- zdjęcie będące realizacją zadania konkursowego,
- imię i nazwisko/nick pod jakim zdjęcie w ramach wygranej może zostać opublikowane na fanpage'u blogu Przegląd czytelniczy.

Termin zgłoszeń upływa w niedzielę 26 października o godz. 20:00.
Wyniki na fanpage Przegląd czytelniczy w poniedziałek 27 października.

Powodzenia!

piątek, 17 października 2014

Mateusz M. Lemberg "Patron" [Recenzja]




Mateusz M. Lemberg debiutował w tym roku powieścią "Zasługa nocy". Rozwiązał sprawę serii tajemniczych zbrodni, skomplikował prywatne życie policjantów Komendy Stołecznej i.. wysłał komisarza na zamknięty oddział Instytutu Psychiatrii i Neurologii. Ale Witczak wraca. I nie może żyć bez swojej pracy. W księgarniach właśnie ukazała się kolejna książka autorstwa pisarza-lekarza weterynarii, "Patron".

Policjanci z Komendy Stołecznej otrzymują wezwanie do klasztoru w Starym Brodzie. W kościele zostaje znalezione ciało biskupa. Gwoli ścisłości - ciało pozbawione głowy, a ta z kolei szybko odnajduje się w tabernakulum. Komisarz Witczak zajmuje się sprawą we współpracy z Tymańskim i Cynowską. Już nie tworzą tak zgranego zespołu, mimo iż nadal mogą na siebie liczyć. Witczak postanawia przez jakiś czas pozostać w starobrodzkim klasztorze, aby z bliska przyjrzeć się życiu zakonników i wytypować podejrzanego. Cynowska chwilowo poświęca się drugiej prowadzonej przez siebie sprawie - nekrofila uprowadzającego i profanującego zwłoki. Tymański natomiast przewodzi dochodzeniu z Pałacu Mostowskich. Tymczasem ginie kolejny zakonnik związany z klasztorem w Starym Brodzie.

Mateusz Lemberg stworzył wielowymiarową, emocjonującą powieść kryminalną. Autor umiejętnie połączył historię ludzi i miejsca, w jakim umieścił akcję, z teraźniejszymi wydarzeniami. Poszlak jest całe mnóstwo, a czytelnik, wraz ze stołecznymi kryminalnymi, musi starannie uszeregować informacje, aby odkryć tożsamość zabójcy nazywanego "Patronem". A nie jest to łatwe. Lemberg kluczy wręcz po mistrzowsku, wciąż podsuwa nowe tropy, fakty i przypuszczenia. Doświadczeni policjanci mają nie lada problem, aby rozgryźć tę zagadkę, a co dopiero przeciętny zjadacz chleba. Mateusz Lemberg nie zawodzi miłośników kryminałów. Oddaje w nasze ręce doprawdy niebanalną i skomplikowaną zagadkę. Na każdym kroku napotykamy mur, jakim kończą się liczne ślepe uliczki w powieści młodego pisarza. Lemberg zmusza nas, abyśmy powrócili do punktu wyjścia i jeszcze raz starannie przeanalizowali wyniki śledztwa. Wyjątkowe jest to, iż wszystkie możliwe rozwiązania wydają się wysoce prawdopodobne i jednocześnie prowadzą do tego najważniejszego - bo prawdziwego.

"Patron" cechuje się brutalnością i nie jest to książka dla ludzi o słabych nerwach. Autor w przeprowadzanym przeze mnie wywiadzie obiecał, iż w "Patronie" wątek kryminalny będzie na pierwszym miejscu, a czytelnicy oczekujący na gęste trupy i wynaturzenia nie będą rozczarowani. Słowa dotrzymał. "Zasługa nocy" to łagodna lektura przy najnowszej powieści pisarza. Nie będę podawać tutaj przykładów, aby nie zepsuć potencjalnym czytelnikom frajdy, jedno jest pewne - przygotujcie się na mocne wrażenie. Będąc w temacie tych mocnych wrażeń, omówię istotną wadę książki. Autor tak mocno pragnął podkręcić akcję, że spowodował tym załamanie rzeczywistości. O ile w przypadku "Zasługi nocy" ta momentami jedynie tylko trzeszczy, o tyle podczas lektury "Patrona" kilka razy odniosłam wrażenie, że Lemberg, no cóż, mocno przesadza. Niektóre opisane sytuacja zakrawają o elementy fantastyczne, nie będące z całą pewnością udziałem życia i pracy polskich policjantów. Nie kwestionuję "oryginalnych" metod działań sprawcy - szaleńców nie brakuje. Jednak kryminał to nie tylko emocje, okrucieństwo i dobra zagadka. To także logika i fakty odpowiadające realiom. Tego, niestety, zabrakło.

"Patron" to lektura emocjonująca, jaką pochłania się jednym tchem. Mogę przymknąć oko na te nierealne i nieprawdopodobne elementy, ale nie wybaczyć. Książka w mojej opinii bardzo dobra, chociaż liczę na to, iż następnym razem Mateusz Lemberg pozostanie bardziej wierny rzeczywistości. Na plus zdecydowanie przemawia wartka akcja, starannie stworzony i opisany wątek kryminalny, trudna zagadka oraz zapadający w pamięć detektywi. Polecam osobom o mocnych nerwach.

Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Mateusz M. Lemberg "Patron"
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2014
ilość stron: 512
data premiery: 09.10.2014

wtorek, 13 maja 2014

Prosty podział dobra i zła to świat baśni, nie kryminału. Wywiad z Mateuszem M. Lembergiem



Mateusz M. Lemberg zadebiutował powieścią kryminalną "Zasługa nocy" wydaną przez Prószyński i S-ka. Kontrowersyjne postacie, w tle wątku sensacyjnego prywatne życie policjantów prowadzących śledztwo i sprawca, który zaskakuje niezwykłym modus operandi. Jako narzędzie zbrodni wykorzystuje.. zwierzęta. Któż lepiej zna się na przedstawicielach braci mniejszej niż weterynarz, którym na co dzień jest autor książki?



Rozmawiamy z okazji organizowanego na Przeglądzie czytelniczym Tygodnia Sensacji i Kryminału. Dlaczego akurat ten gatunek stał się na tyle bliski, że zdecydował się Pan pójść właśnie w tym kierunku?

Uważam, że kryminał nie bez powodu jest gatunkiem wciąż żywym. Jego ramy są dość szerokie, można w nich zmieścić jednocześnie powieść obyczajową, psychologiczną, otrzeć się o horror, sensację a nawet romans. Warunki są dwa – musi być co najmniej jeden trup i przynajmniej jeden detektyw. Poza tym nie ukrywam, że fascynacją do kryminałów w wydaniu skandynawskim zaraziła mnie żona. Najpierw z zapałem opowiadała o interesującej książce czytanej w młodości a zatytułowanej „Śmiejący się policjant”. Nie pamiętała autorów, a okazało się, że to słynni Sjöwall i Wahlöö. Zwróciła też uwagę, że powieści Mankella w bibliotece nie stoją na półce Kryminały i sensacja, lecz tam, gdzie literatura szwedzka. Przeczytałem „Fałszywy trop” i powoli zaczęła dojrzewać decyzja – jeśli napisać to może kryminał? Przyznam, że od tego czasu minęło mniej więcej dziesięć lat, zanim „Zasługa nocy” ukazała się w księgarniach.  

Coraz więcej piszących lekarzy, również na rodzimej scenie. W tym roku zaobserwowałam już dwa debiuty lekarzy weterynarii – Pana i Radka Raka, a przecież mamy dopiero maj. Intryguje mnie, skąd w ogóle pomysł, żeby zacząć pisać?

Skłonności do tworzenia wykazywałem od dzieciństwa. Już w szkole podstawowej rysowałem komiksy, pisałem, realizowałem z kolegami filmy kamerą 8 mm, (coś jak w filmie „Super8” Abramsa, tylko z gorszym efektem – pół rolki zostało prześwietlone). 
Przez dłuższy czas dominującą pasją stał się film, byłem członkiem klubu filmowego „Kadr” i zrealizowany tam, również na taśmie filmowej, krótki metraż zdobył wyróżnienie na jedynym wówczas festiwalu twórczości amatorskiej w Warszawie w Domu Kultury na Elektoralnej. Dopiero po liceum życie zakręciło mną młynka, tak to bywa i postanowiłem zdawać na medycynę. Na egzaminie dostałem wystarczającą ilość punktów, żeby dostać się na weterynarię. Pomyślałem, że pacjent przecież o wiele sympatyczniejszy i zdecydowałem się zostać, czego nie żałuję. Trudne studia nauczyły mnie między innymi ciężkiej pracy i wiary we własne siły – nawet jeśli wydaje ci się, że opanowanie trzystu stron reakcji biochemicznych zapisanych wzorami jest niemożliwe – surowa profesor może sprawić, że okaże się to jak najbardziej w zasięgu twoich możliwości. 
Skłonności twórcze jednak pozostały, ba, można powiedzieć, że nawet pączkowały, rosły. Postanowiłem z nimi nie walczyć, ale uwolnić w formie powieści. Filmy niezależne realizuje się teraz kilkaset razy prościej niż w przeszłości, ale jest to nadal ogromny wysiłek, zwłaszcza jeżeli chce się osiągnąć ciekawy efekt. Warsztat pisarza jest zaś dużo, dużo skromniejszy, ekipa, którą należy zebrać ogranicza się do jednej osoby, a efekt może być równie satysfakcjonujący. 
Piszących, a nawet filmujących lekarzy weterynarii jest więcej. Wymienię jeszcze najsłynniejszego – zmarłego w 1995r. Jamesa Herriota, a także reżysera Marco Ferreriego, który dla kina porzucił weterynarię. Z naszego podwórka dodam jeszcze Andrzeja Gumulaka, autora książki „Drugie piętro”. Poetami okazywali się także moi uczelniani wykładowcy – anatom Franciszek Kobryńczuk, który, pamiętam do dzisiaj, na egzaminie wstępnym przepytywał mnie ze zwierząt obecnych w Biblii i specjalista od higieny żywności Dariusz Jaworek.    

Czytałam u Pana na blogu wpis, który mnie rozbawił. Wpis o czynnościach wstępnych przed pisaniem książki. Cytuję: „Poświęć godzinę na napisanie jednozdaniowego streszczenia swojej historii. Poświęć następną godzinę na rozszerzenie treści tego zdania do jednego akapitu” i tak dalej, i tak dalej, aż dojdziemy do punktu dziesiątego i Pana konkluzji „Takie to proste!”. Rzeczywiście Pan tak pracował nad „Zasługą nocy”, punkt po punkcie, skrupulatnie czy po prostu w głowie zrodziła się historia i zaczął ją Pan spisywać?

Cytowałem wtedy inny blog o pisaniu (Autortohton), a ten z kolei, wydaje mi się, cytował inny. Konkluzja niestety ma w sobie nutę ironii. To fakt - ludzie poszukują prostych recept na osiągnięcie sukcesu, w tym także wydawniczego. Na pewnym etapie pracy nad różnymi tekstami poświęciłem sporo czasu na lekturę książek uczących pisać. Mam też takie przekonanie, że niektóre rady mogą pomóc, ale, jak to niestety bywa z krnąbrnymi uczniami, uzyskałem je raczej popełniając wszystkie możliwe błędy niż po prostu wykorzystując gotowe schematy.  Myślę jednak, że droga do pisania i publikowania jest jedna – trzeba pisać i dawać to, co stworzyliśmy do czytania. Najlepiej takim ludziom, którzy zamiast klepać po plecach wykażą ci błędy, podpowiedzą co ich zdaniem jest nie tak, ocenią. Ja mam to szczęście, że takie osoby spotkałem, chociażby w rosnącej jak na drożdżach grupie Żeberko, zorganizowanej przez Zbigniewa Zawadzkiego, do której jeszcze niedawno należeli tylko początkujący, młodzi piszący, a teraz dołączają też ludzie doświadczeni. Bardzo liczę się także ze zdaniem mojej agentki literackiej, pisarki, Manueli Kalickiej.

A czy teraz, gdy książka jest już w księgarniach jest coś, co chciałby Pan jeszcze w niej zmienić?

Widzę tę moją debiutancką powieść trochę jak zamek z klocków, który w każdej chwili, w razie potrzeby, mógłbym rozłożyć i zbudować zupełnie nowy obiekt. Co więcej, raz już tak zrobiłem. W pierwszej wersji Witczak zajmował się inną sprawą, śmierci aktorki starszego pokolenia, która ostatecznie przypadła koledze Witczaka, niejakiemu Malucie. Jednak na skutek rozmów z czytelnikami tej wersji, a także korzystając z rad otrzymanych na warsztatach w czasie Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu od Marty Mizuro stwierdziłem, że należy sprawę kryminalną podkręcić. I tak też zrobiłem.  

„Zasługa nocy” to nie tylko kryminał, to również powieść obyczajowa, a policjanci prowadzący śledztwo to przede wszystkim ludzie. Czytałam opinie, że spodziewano się więcej wynaturzeń, a Pan pójdzie bardziej w stronę opisów tego dziwnego modus operandi sprawcy, który do swoich zbrodni używa zwierząt. Jak odniesie się Pan do tych głosów?

Warstwa obyczajowa była od początku wyróżnikiem, na który zwrócił uwagę Wydawca. Walczący o debiut początkujący pisarz musi udowodnić, że odróżnia się od pozycji, które już zalewają rynek. Wydawało mi się, że pokazanie ludzkiego oblicza stróżów prawa będzie takim zabiegiem. Hif na grillu, Witczak podkochujący się jak nastolatek w koleżance z pracy czy planująca małżeństwo ze swoją dziewczyną Cyna to takie próby zajrzenia pod podszewkę codziennych problemów, z jednoczesnym staraniem, co oczywiste, żeby historie z życia prywatnego kończyły się w sposób zgodny z zasadami gatunku. Dlatego rozwiązanie osobistych kłopotów bohaterów kończy się w czasie wielkiej strzelaniny w Podkowie Leśnej, w willi, która okazuje się kryjówką zbirów, z którymi toczą wojnę Witczak i Cynowska. Wszystkim rozczarowanym, ale zdecydowanym przeczytać drugą odsłonę obiecuję, że w „Patronie” wątek kryminalny będzie na pierwszym miejscu. 

Podczas lektury Pana powieści złapałam się na tym, że zaczynam.. rozumieć zło, a wręcz je po cichu popierać! Zrywa Pan nie tylko z klasyką kryminału, ale z jednoznacznym oddzieleniem dobra od zła. Skąd taki zabieg w „Zasłudze nocy”?

Wydawało mi się, że świat w którym żyjemy jest na tyle skomplikowany, że serwowanie Czytelnikom prostego podziału na dobro i zło, czarne i białe byłoby zabiegiem należącym raczej do świata baśni, niż czarnego kryminału. Uważam, że postać negatywna powinna mieć w powieści swoje racje, swój cel, który osiąga nie do końca słusznymi metodami i w związku z tym ponosi klęskę. Co więcej, główny bohater stoi przed konfliktem – działać na własną rękę, chroniąc przybranego syna, czy oficjalnie, skazując najbliższych na kłopoty. Wybiera tą pierwszą opcję i cóż – kończy tragicznie. Ale na tym chyba polega tworzenie frapującej książki, wiedzieli o tym już starożytni Grecy, pisząc tragedie. Starałem się, dość nieudolnie, podążać tymi tropami.

Który z bohaterów jest najbliższy autorowi i dlaczego?

Wymyślając głównych bohaterów „Zasługi nocy” starałem się stworzyć postaci z krwi i kości, opisać je tak, jakbym opisywał życie kolegów z pracy. Myślę, że najsympatyczniejszym z nich jest Tymański, ale przez to także najmniej ciekawy. Witczakowi zazdroszczę zdolności muzycznych i zespołu jazzowego, rozumiem jego rozterki, ale raczej bym się z nim nie zaprzyjaźnił. Postać Cynowskiej została podkręcona, może aż do przesady, spotkałem się z takimi zarzutami. Przyznam, że nie starałem się tworzyć bohaterów, którzy byliby łatwymi znajomymi, są trudni i skomplikowani. Cóż, mam nadzieję, że jeszcze wiele książek i zaludniających je indywiduów przede mną. 

Wydawnictwo już zapowiada Pana kolejną powieść, „Patron”. Czy zamierza Pan zostać pisarzem na pełen etat, czy jednak pozostanie Pan wierny medycynie, a pisać będzie Pan z doskoku?

Najbardziej poczytny autor polskich kryminałów, czyli Marek Krajewski, przyznał, że przejście na zawodowstwo zajęło mu około siedmiu lat, a wydawał same bestsellery. Niewątpliwie byłoby przyjemnie zostać etatowym pisarzem, ale to zależy wyłącznie od jakości moich kolejnych książek, ich popularności u Czytelników i kondycji rynku wydawniczego. A jak wiemy, tylko jedna z tych zmiennych zależy ode mnie. Musimy więc poczekać, co przyniesie życie. 

Jeszcze raz odwołam się do Pana bloga. Zainteresował mnie także inny tekst, a mianowicie zasady napisania bestselleru wg Evana Marshalla. Dowiedziałam się stamtąd, że powodem działań bohaterów bestsellerów są emocje, a autor zna motywy swoich bohaterów, zanim opowie ich historię. Zastanawiam się, jak to wygląda w praktyce? Czy od samego początku wiedział Pan, co pokieruje zachowaniem Witczaka, Tymańskiego i Cyny czy może bohaterowie ewoluowali w głowie autora?

Podręczniki kryminalistyki dzielą seryjnych morderców na uporządkowanych i chaotycznych. Myślę, że w podobny sposób można by także podzielić pisarzy. Ja, niestety, należę do tych autorów, którzy zaczynają w chaosie. Nie stworzyłem przed przystąpieniem do pisania katalogów, w których opisani byliby wszyscy bohaterowie, po prostu zacząłem pisać i zapoznawać się z postaciami, które w tym czasie powoli zaczynały się krystalizować. Nie polecam tej metody, wręcz ją odradzam, kosztowała mnie wiele czasu poświęconego na przeróbki. Teraz jestem nieco mądrzejszy, bogatszy o rady mądrych kolegów, jak np. pan Marshall i mam nadzieję, że jeśli dojdzie do tworzenia nowych bohaterów, zastosuję się do tych złotych zasad. 

Czy uchyli Pan rąbka tajemnicy i powie czytelnikom, co czeka bohaterów w „Patronie”?

To może pierwsze zdania streszczenia: „ Cyna dowiaduje się, że jest w ciąży, Witczak wypisuje się ze szpitala z czystymi papierami, awansowany Hif prowadzi sprawę nekrofila, który wykrada ciała z kostnic, nazywają go Kolekcjonerem. 
W Starym Mieście nad Wkrą dochodzi do morderstwa zakonnika. W kościele zostaje znalezione ciało ojca Pawła Kownackiego z obciętą głową. Hif z Witczakiem jadą pomóc.”

Zapowiada się naprawdę interesująco, w takim razie czekam na kolejną odsłonę przygód policjantów ze Stołecznej. Dziękuję za rozmowę!

Serdecznie dziękuję za rozmowę i pozdrawiam wszystkich Czytelników Przeglądu czytelniczego! 



Recenzję "Zasługi nocy" znajdziecie tutaj.

wtorek, 18 marca 2014

Mateusz M. Lemberg "Zasługa nocy" [Recenzja]



Dobro - zło. Dwa przeciwstawne pojęcia, które wydają się wykluczać siebie nawzajem. Kontrast zawarty w tych dwóch krótkich słowach stał się inspiracją dla wielu twórców. Czy jesteśmy z natury dobrzy, a może to zło stanowi o naszej ludzkiej mentalności? Czy możemy jednoznacznie zdefiniować te terminy? Gdzie istnieje granica pomiędzy dobrem, a złem i kto ją ustala? Mateusz M. Lemberg w swojej debiutanckiej publikacji zrywa z tradycyjnymi schematami powieści kryminalnej. "Zasługa nocy", oprócz zapewnienia dreszczyku emocji, ma za zadanie postawić przed czytelnikiem szereg wątpliwości i pomóc znaleźć odpowiedź na pytania natury filozoficznej pod kątem popełnienia zbrodni.

Autor wprowadza nas w wykreowany przez siebie świat bardzo wnikliwie, portretuje bohaterów z precyzją i starannie. Komisarz Krzysztof Witczak, pseudonim Zero, osiąga sukcesy w stołecznej policji, jednakże jego życie prywatne jest dla postaci źródłem frustracji i wstydu. Od lat mieszka pod jednym dachem z kobietą, jednakże łączące ich relacje już dawno wygasły, a sam mężczyzna nazywa Małgorzatę swoją "współlokatorką". Szuka ukojenia w muzyce. Tymański, pseudo Hif, najbliższy współpracownik Witczaka, stara się osiągnąć życiową równowagę pomiędzy pracą, a życiem prywatnym. Mężczyzna po przejściach, próbuje odnaleźć się w nowym związku. Agnieszka Cynowska, ksywa Cyna. Najbardziej barwna postać "Zasługi nocy". Kobieta próbuje odkryć swoją tożsamość, również tą seksualną. Po pracy w fundacji Itaka i traumatycznych przejściach związanych z rozpracowaniem handlarza kobiet, którego sama padła ofiarą, Cyna ląduje w wydziale kryminalnym. Witczak, Tymański i Cynowska stanowią zespół. Jest jeszcze Malicka, pani prokurator, nieszczęśliwa mężatka, w której od lat podkochuje się Zero. Bohaterów poznajemy przy okazji ciekawego zjawiska. Zaalarmowani przez byłą gospodynię kamiennicy, policjanci w mieszkaniu na czwartym piętrze trafiają na zwłoki mężczyzny z twarzą wyżartą przez wrony. Okazuje się, iż to niezwykły modus operandi mordercy, który nie poprzestanie na jednym zabójstwie.

Autor "Zasługą nocy" zrywa z klasyką kryminału, stworzył powieść, która wnosi świeży powiew na polski rynek wydawniczy. Lemberg napisał realną historię, mającą silny kontakt z rzeczywistością. Zapomnij o jednowątkowej publikacji, której bohater nie robi nic innego, tylko przez czterysta stron szuka mordercy. "Zasługa nocy" wiernie oddaje istotę policyjnego śledztwa w sprawie zabójstwa, gdzie świat dookoła wciąż się toczy, a oprawca nie jest jedynym zbrodniarzem w mieście. Bohaterowie to przede wszystkim ludzie, niezwykle oddani swojej pracy, których zawód w dużej mierze stanowi o ich jestestwie, jednakże autor w odniesieniu do postaci poruszył inną, w moim odczuciu niesłychanie ważną w kontekście całego dzieła, kwestię. Za odznaką policyjną kryje się serce, które czuje, kocha i cierpi. Policjanci pana Lemberga są najbardziej ludzcy ze wszystkich mundurowych, jakich miałam okazję poznać, czytając wszelaką literaturę. Autentyzm dzieła polega przede wszystkim na rzeczywistości bohaterów.

Warszawa na kartach utworu żyje. Dokładna topografia miasta w połączeniu z prawdziwością postaci "Zasługi nocy" stanowi o tym, iż książkę momentami czyta się jak literaturę faktu. Uniwersalny wydźwięk publikacji sprawia, iż zadowoli szerokie grono czytelników. Zarówno fani kryminałów, powieści obyczajowych, jak i sensacyjnych, znajdą coś dla siebie. Gęsty trup o niezidentyfikowanej tożsamości, tajemnicze zniknięcie osób mogących mieć związek ze sprawą, pościgi, strzelaniny, wybuchy, a także bohaterowie znajdujący się na zakrętach życiowych - to wszystko w "Zasłudze nocy". Autor porusza istotne problemy, z którymi boryka się dzisiejszy świat. Oparł swoje dzieło nie na jednej, lecz na kilku, w dodatku wielowątkowych intrygach. Wyjątkowość powieści nie polega jednak na obecności wielu tematów, a na tym, iż debiutującemu pisarzowi udało się połączyć szerokie ramy publikacji w jedną, logiczną całość. Zmierzając do zakończenia, Lemberg zamknął książkę rzeczowo, jednakże pozostawił w czytelniku uczucie niepewności. Czy i w jakim stopniu człowiek ma prawo wymierzać sprawiedliwość? Kto tak naprawdę jest katem, a kto ofiarą? Nie chcąc zdradzać zbyt dużo z fabuły książki, nie zamierzam rozpatrywać dłużej tej kwestii, chciałabym jednak zwrócić waszą uwagę przy przyszłej lekturze "Zasługi nocy" na ową materię. Finał publikacji stanowi o jej wybitności, gdyż klasyczny kryminał z reguły z zakończeniem przynosi przede wszystkim odpowiedź na pytanie, kto zabił i dlaczego. W przypadku wolumenu autorstwa Mateusza M. Lemberga, puenta dzieła zaskakuje. Zaczynamy... rozumieć zło i zastanawiać się, czy to aby na pewno jest niegodziwość.

Warto nadmienić, iż autor ukończył studia medyczno-weterynaryjne, co na pewno w dużym stopniu przyczyniło się do niechwalebnej obecności zwierząt w powieści. Ciekawe i innowacyjne wykorzystanie wątku przedstawicieli braci mniejszej to kolejna sprawa, na którą chciałabym zwrócić uwagę. W ogóle całość dzieła przez proces czytania powieści (który trwał jeden wieczór i pół nocy, nie mogłam się oderwać ;)) wydaje się być mocno nowatorska na polskim rynku wydawniczym. Nie będę obiektywna - JESTEM ZACHWYCONA! Wszelki pierwiastek racjonalnego osądu książki we mnie zanika, daję się ponieść emocjom, które wywołała we mnie "Zasługa nocy". Publikacja zmienia sposób postrzegania książki o tematyce typowo kryminalnej, wprowadzając szereg zmian i romansując z innymi gatunkami. Moja fascynacja jest jeszcze większa, gdy wezmę pod uwagę fakt, iż Mateusz Lemberg jest debiutantem.

Pragnę zwrócić waszą uwagę na ową publikację. Czytam dużo, nawet więcej niż dużo, a kryminały sprawiają mi chyba największą przyjemność. Z reguły nie spodziewam się, iż książka wywoła we mnie istny zachwyt, natomiast "Zasługa nocy" Mateusza M. Lemberga bezwstydnie mnie oczarowała, wciągając do reszty w swój świat i poczynania bohaterów. Wyjątkowa perełka.

Mateusz M. Lemberg "Zasługa nocy"
Wydawnictwo Prószyński Media, 2014
data premiery: 13.03.2014
ilość stron: 344


Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie recenzyjnego egzemplarza powieści!