Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo otwarte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo otwarte. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 stycznia 2017

Tarryn Fisher "Mimo naszych kłamstw" | Recenzja przedpremierowa



Nie lubię pisać o rozczarowaniach, ale czasem nie mam innego wyjścia. Mimo iż nie czytam New Adult, skusiłam się na dwie poprzednie części trylogii Tarryn Fisher i byłam raczej zadowolona z lektury. Niestety, zakończenie serii okazało się najsłabsze, a postać Caleba - przerysowana i nieprzekonująca.

Powiało nudą. O ile "Mimo twoich łez" można było nazwać udaną kontynuacją powieści "Mimo moich win, o tyle "Mimo naszych kłamstw" w mojej opinii już żadną kontynuacją nie jest. Fakt, gdzieś tam akcja leniwie toczy się dalej, jednak lwią część tej książki stanowią wspomnienia Caleba z przeszłości i opisy wydarzeń, które czytelnikowi są już doskonale znane. Przypomnijmy. Główną bohaterką pierwszej części była Olivia, narratorką drugiej - Leah. Obie były zakochane w tym samym facecie, jednak to Leah wyszła za niego za mąż. Caleb nigdy nie zapomniał o Olivii. "Mimo naszych kłamstw" jest ostatnią częścią trylogii i zakończeniem losów bohaterów.

Nie przekonuje mnie ta książka. Siłą poprzednich części były wiarygodne portrety psychologiczne postaci oraz intrygujące zwroty wydarzeń. Były kłamstwa, traumy z przeszłości, sekrety. W końcu była i zdrada, i gorzkie łzy. W "Mimo naszych kłamstw" brakuje tych emocji. Autorce udały się kreacje żeńskich postaci, jednak stworzona przez nią postać głównego męskiego bohatera irytuje i odbiera całą przyjemność z lektury. Przemyślenia Caleba są płytkie i infantylne. Całkiem możliwe, że książka obroniłaby się sama, gdyby opisywane wydarzenia okazały się na tyle frapujące, by odwrócić uwagę czytelnika od denerwującego bohatera. Niestety...

"Mimo naszych kłamstw" nie wnosi do tej historii w zasadzie nic nowego, poza zakończeniem, które może się podobać. Więcej niż połowę lektury stanowią wspomnienia z przeszłości. Wraz z Calabem wracamy do wydarzeń z pierwszej części. Zmienia się tylko punkt widzenia. W zetknięciu z irytującym bohaterem i mało porywającą akcją otrzymujemy... no cóż. Nudną książkę. "Mimo moich win" i "Mimo twoich łez" przeczytałam z zainteresowaniem, tymczasem do lektury "Mimo naszych kłamstw" musiałam się zmuszać. Początkowo myślałam, że po genialnym Mrozie nic nie jest w stanie sprostać moim oczekiwaniom, ale nie. Ta powieść po prostu jest słaba.

Polecam tylko wyjątkowo wytrwałym fanom serii. Chciałam doczytać do końca, licząc, że akcja ostatecznie nabierze rozpędu, ale, niestety, tak się nie stało. Książka na tle pozostałych części serii wypada blado.

Tarryn Fisher "Mimo naszych kłamstw"
Wydawnictwo Otwarte, 2017
data premiery: 11.01.2017

poniedziałek, 17 października 2016

Tarryn Fisher "Mimo twoich łez" | Recenzja przedpremierowa




Przyznaję, że kiedy przeczytałam pierwszą część tej trylogii, powieść "Mimo moich kłamstw", nie spodziewałam się, że będę miała okazję przeczytać jej kontynuację. Z prostej przyczyny - nie przewidywałam, że książka spodoba mi się na tyle, abym chciała poznać dalsze losy bohaterów. W końcu to New Adult, raczej omijany przeze mnie gatunek. Ale przepadłam, a teraz powracam do Was z recenzją "Mimo twoich łez".

Leah dopięła swego i to ona tym razem dochodzi do głosu. Podczas lektury przez cały czas zadawałam sobie jedno pytanie: czy gdyby to Leah była bohaterką pierwszego tomu, nie pokochalibyśmy jej i nie znienawidzili Olivii? Tutaj nikt nie jest bez winy. Każdy kłamie, kręci i w zasadzie mógłby pretendować do miana antybohatera. Każdy walczy o miłość, a w miłości, jak na wojnie, wiadomo, wszystkie chwyty dozwolone. Leah ma coś, dzięki czemu udało jej się zachować Caleba przy sobie. Coś, a raczej kogoś. Olivia znika z pola widzenia, ale na czy dobre? 

"Mimo twoich łez" to powieść o tym, jak cienka jest granica między miłością a nienawiścią. Jej bohaterowie wywołują skrajne emocje, od współczucia, poprzez złość, aż po niechęć. Obok tej historii nie można przejść obojętnie. Można ją pokochać lub znienawidzić, ale żadnego czytelnika nie pozostawi obojętnym. Fenomen Tarryn Fisher polega właśnie na kreacji głównych bohaterów, z których żaden nie jest krystalicznie czysty i nie pozostaje bez winy. Jak to się więc dzieje, że identyfikujemy się z tymi postaciami? Cóż, chyba mamy dość idealnych, czarno-białych bohaterów. Tarryn Fisher swoją trylogią wniosła powiew świeżości i udowodniła, że można jeszcze napisać coś oryginalnego.

Część pytań nadal pozostaje bez odpowiedzi, nie wszystkie wątki zostają rozwiązane. Tarryn Fisher podlewa ziarnko niepewności i sprawia, że oczekiwanie na zakończenie trylogii staje się jeszcze bardziej emocjonujące. Książkę czyta się błyskawicznie, a Leah, Caleb i Olivia z pewnością umilą niejeden długi, jesienny wieczór.

Dziękuję Wydawnictwu Otwarte za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Tarryn Gisher, "Mimo twoich łez"
Wydawnictwo Otwarte, 2016
liczba stron: 26.10.2016

środa, 29 czerwca 2016

Tarryn Fisher "Mimo moich win" | Recenzja



Nie czytam literatury klasyfikowanej jako New Adult, cokolwiek miałoby to znaczyć. Przyznaję, jestem totalnym ignorantem, jeśli chodzi o Young Adult, New Adult - nie dostrzegam większej różnicy i zazwyczaj omijam te gatunki szerokim łukiem, gdyż odnoszę wrażenie, że jestem na takie lektury za stara. Jednak tej powieści towarzyszyła świetna promocja i, no cóż, tajemnicze przesyłki wysyłane do blogerów, specjalnie przygotowane przez wydawnictwo zdjęcia, list i bransoletka pobudziły moją ciekawość. I nie żałuję. 

"Nie, nie jestem bez winy, ale zanim mnie osądzisz, pozwól, że coś Ci powiem. Pomyśl o mężczyźnie, którego kochasz najbardziej. Pomyśl o każdej wspólnej chwili wypełnionej rozmowami i milczeniem, o lepszych i gorszych dniach, o budzeniu się u jego boku. A teraz wyobraź sobie, że go tracisz. Ktoś wyszarpał, wydarł ukochanego z Twojego życia i zostawił pustkę. Cholernie niesprawiedliwe, prawda?
Mogłabym odpuścić, zapomnieć, wyjechać… Jednak czy zrobiłabyś to samo, gdyby w grę wchodziło odzyskanie każdego wspólnego dnia z ukochanym?
Do tej pory cierpiałam. Teraz postanowiłam zawalczyć, nawet jeśli to oznacza, że inni też będą cierpieć. Bo miłość zawsze boli i nadszedł czas, by przygotować się na rany i blizny.
A Ty, mimo moich win, nie potępisz mnie. Widzę, że już się wahasz, patrzysz w stronę ukochanego i myślisz, ile byłabyś w stanie poświęcić, by go odzyskać."

Taką wiadomość otrzymali blogerzy. Znalazła się również na stronach księgarni internetowych i wydawnictwa. I dziś musi wam to posłużyć za opis fabuły, bo nie zamierzam zdradzać absolutnie niczego. Historia znajomości Olivii i Caleba to coś więcej niż tylko romans. "Mimo twoich win" to opowieść o najgłębiej skrywanych mrocznych demonach, o strachu, który nie pozwala zbudować zdrowego związku. Jest jeszcze Leah, która w tej historii odegra nie małe znaczenie. 

Tak jak wspomniałam, nie orientuję się zbyt dobrze w literaturze typu NA czy YA, więc moja recenzja z pewnością nie będzie dobrą wskazówką dla osób zaczytujących się w książkach będących klasycznymi reprezentantami tych gatunków. No cóż, ja lubuję się w dobrych powieściach obyczajowych i muszę przyznać, że "Mimo twoich win" spełniła moje oczekiwania co do obyczajówki. Ciekawa, chwytliwa historia i ludzcy bohaterowie - nie są czarno-biali, jednoznacznie dobrzy czy źli. Ta książka to prawdziwy rollercoaster, a Olivia wzbudza w czytelniku skrajne emocje. W jednej chwili jej współczułam, by zaraz ogarnęła mnie prawdziwa wściekłość. Raz ją lubiłam, innym razem - nienawidziłam. To nie jest postać, obok której przechodzi się obojętnie.

No, i zakończenie. Przyznam, że ta historia wycisnęła łzy z moich oczu. Tarryn Fisher zrobiła coś niesamowitego - jej główna bohaterka jest postacią raczej negatywną, wszak kłamie, manipuluje, przez co może bulwersować czytelnika, a jednak... No właśnie. Po cichu kibicowałam jej i liczyłam, że wszystkie oszustwa i kombinacje doprowadzą ją do upragnionego celu. Czy tak się stało? Oczywiście, nie zdradzę tego, nie chcę wam psuć całej zabawy z lektury. Przyznam jedynie, że nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, a historia Olivii, Caleba i Leah poruszyła struny w mojej duszy. Kiedyś płakałam przy każdej obyczajówce, teraz już się uodporniłam i niewiele lektur jest w stanie doprowadzić mnie do łez.

Jestem zaskoczona emocjami, jakie wywołała we mnie ta powieść. Nie spodziewałam się tak dobrej historii. Wnioskując po recenzjach i wypowiedziach internautów, ta książka jest czymś zupełnie nowym i świeżym w temacie NA, może dlatego tak bardzo przypadła do gustu mnie - osobie, która raczej nie czyta tego typu literatury?

Dziękuję Wydawnictwu Otwarte za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Tarryn Fisher "Mimo twoich win"
Wydawnictwo Otwarte, 2016
liczba stron: 312
data premiery: 30.05.2016

środa, 1 lipca 2015

Sofia Caspari "W krainie kolibrów" | Recenzja




Nowy Świat. Nowe nadzieje. Ale czy "nowe" oznacza "lepsze"? Powieść Sofii Caspari "W krainie kolibrów" to przepiękna historia dwóch kobiet. Kobiet, które na własnej skórze przekonały się, że rzeczywistość w zderzeniu z wielkim nadziejami potrafi rozczarować. A wszystko to na tle zachwycającej argentyńskiej panoramy. Miłość, przyjaźń, hart ducha i siła - to przepis na epicką powieść według Sofii Caspari.

Latem 1863 roku Anna wsiada na statek, który ma ją dowieźć do Buenos Aires. Do miasta, które urosły do rangi legendy w oczach wielu Europejczyków. Do ziemi obiecanej.  Na statku Anna zaprzyjaźnia się z Viktorią. Kobiety pochodzą z różnych światów, a mimo to odnajdują wspólny język. Anna jest młodą służącą. W Argentynie ma dołączyć do męża i rodziny. Najbliżsi Anny już od roku przebywają w Buenos Aires. Anna jest pełna obaw przed nieznanym. Viktoria jest żoną bogatego plantatora. Kobieta nie musi się martwić o swój los. Z uśmiechem patrzy w przyszłość. Kiedy statek dobija do brzegu, drogi Anny i Viktorii rozchodzą się.  Jednak już wkrótce spotkają się ponownie. Nowy Świat przywita kobiety serią nieprzewidzianych zdarzeń.

"W krainie kolibrów" to powieść epicka, zachwycająca swym rozmachem. Upijamy ją niewielkimi łyczkami, delektujemy się słowem. Książka Sofii Caspari najlepiej smakuje, kiedy ją sobie dawkujemy. To wykwintna powieść o wspaniałych kobietach, które swoje nadzieje, tak jak i wielu Europejczyków w tamtych czasach, związały z wyjazdem do Ameryki. Argentyna mieni się jako ziemia obiecana, raj dla pogrążonej w apatii Europy. Sofia Caspari z niezwykłą dokładnością opisuje to, co Anna widzi po opuszczeniu statku. Autorka poświęca sporo uwagi kontrastom pomiędzy oczekiwaniami a rzeczywistością. Tutaj nic nie jest tak proste, jak mogłoby się zdawać. Pieniądze nie leżą na ulicy, o pracę niezwykle trudno. Bohaterowie muszą wykazać się niebywałą siłą, by przetrwać. Ich zmagania z losem posłużyły za historię niezwykłej powieści. Musicie zapamiętać ten tytuł. Bo "W krainie kolibrów" w niczym nie ustępuje tytułom z klasyki literatury.

"W krainie kolibrów" to niebanalna fabuła, zachwycające dialogi i zapierające dech w piersi opisy miejsc. Sofia Caspari kontrastuje ze sobą biedniejsze dzielnice Buenos Aires ze strefami zamieszkałymi przez bogaczy. Buenos Aires żyje na kartach powieści Sofii Caspari. To niezwykłe, ale czytając książkę, mamy wrażenie, jakbyśmy byli w Argentynie w XIX wieku. Autorka oddała klimat tamtych czasów i miejsca. Zbudowała rzeczywistość, jaką znamy z wielu podręczników i opracowań. Tchnęła życie w martwy świat. Wprowadziła na scenę ludzi, którzy ożywili tę ziemię. To niesamowite! Sofii Caspari udało się stworzyć bohaterów, jakich już nie ma. Postacie z "W kranie kolibrów" doskonale wpasowują się w czasy, w jakich przyszło im żyć. Całość współgra ze sobą idealnie. "W krainie kolibrów" to miód dla duszy i ciekawe spojrzenie dla wymagających umysłów. 

Przeczytałam "W krainie kolibrów" z największą przyjemnością płynącą z lektury. To potężna powieść o ludziach, którzy uwierzyli w mit Nowego Świata. Na miejscu czekało ich bolesne rozczarowanie, ale poradzili sobie również w niesprzyjających okolicznościach. To opowieść o pięknej miłości i jeszcze piękniejszej przyjaźni. Polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Otwarte za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Sofia Caspari "W krainie kolibrów"
Wydawnictwo Otwarte, 2015
data premiery: 01.07.2015
ilość stron: 600

czwartek, 7 maja 2015

Patryk Vega "Złe psy. W imię zasad" | Recenzja



Patryk Vega to jedyny twórca, któremu udało się przeniknąć w szeregi policji i zdobyć zaufanie gliniarzy. Towarzyszył policjantom w ich codziennej pracy, przyglądał się zatrzymaniom, był obecny na przesłuchaniach, uczestniczył w pościgach. Przeżył to, co stanowi codzienność polskich stróżów prawa. Na podstawie swoich spostrzeżeń i doświadczeń nakręcił "Pitbulla". Teraz wydaje książkę. "Złe Psy. W imię zasad" właśnie trafiły do sprzedaży.

Gliniarze z warszawskiej policji w rozmowach z Patrykiem Vegą wspominają grupę mokotowską, czasy zakładania pierwszych podsłuchów, najbardziej spektakularne zatrzymania czy brawurowe pościgi za bandytami. Na kartach książki Patryka Vegi spotykamy policjantów pracujących w Wydziale ds. Zabójstw, Kryminalnym czy Realizacyjnym. Poznamy ich pracę od podszewki. Ci ludzie pracowali w policji, kiedy dokonywały się największe zmiany. Jak rozpracowali wymuszających haracze członków grupy mokotowskiej? Jakie prowadzone przez nich sprawy szczególnie zapadły im w pamięć? Co charakteryzuje dobrego psa? Kto i dlaczego robi karierę w policji? Policjanci dzielą się swoimi wspomnieniami z wielu lat służby. Bez cenzury i bez skrupułów.

"Złe psy" to powieść napisana w formie wywiadu Patryka Vegi z policjantami. Autor nie występuje tu jako zewnętrzny narrator, dziennikarz, który tylko zadaje pytania. Z poszczególnymi gliniarzami łączą go wspomnienia i bliska znajomość. Dzięki temu mamy wrażenie, jakbyśmy czytali relację ze spotkania dobrych kumpli, którzy razem przeżyli niejedno. "Złe psy" czyta się rewelacyjnie. Napisane bezpośrednim, prostym językiem, wciągają intrygującą fabułą. Autor obala wiele stereotypów, jednocześnie znajdując potwierdzenie na część z nich. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak naprawdę wygląda praca w policji, "Złe psy" to dla was idealna lektura. Patryk Vega nie koloruje rzeczywistości. 

W książce Patryka Vegi znajdziemy uzupełnienie powszechnie znanych faktów, chociażby z życia i śmierci Sławka Opali, który był jednym z rozmówców autora. "Złe psy" przynoszą odpowiedź na pytanie, co naprawdę stało się ze Sławkiem Opalą i jemu podobnymi. Otrzymujemy pełen, rzetelny obraz człowieka, który poświęcił policji wszystko. A co dostał w zamian? "Złe psy" utwierdzają w przekonaniu, że praca w policji nie jest dla każdego. To ciężki kawałek chleba. Rozmówcy Patryka Vegi nie wybielają swych czynów, szczerze opowiadają o swojej pracy i jej ciemnych aspektach. W książce znajdziemy odpowiedź na pytanie, jaki powinien być dobry policjant i jakie cechy charakteru są kluczowe w tej pracy. Książka ukazuje się w dobrym ku temu czasie. Trwa medialna nagonka na policję, co chwilę na wierzch wywleka się kolejne afery, podkręcane przez dziennikarzy i środowiska antypolicyjne. I właśnie wtedy Patryk Vega wydaje powieść o gliniarzach. Powieść prawdziwą, bez ściemy i bez cenzury. 

"Złe psy" pochłonęłam w całości w jeden dzień. Szalenie interesująca, ciekawa i rzucająca nowe światło na pracę polskiej policji lektura. To musi stać się bestsellerem!

Dziękuję Wydawnictwo Otwartemu za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Patryk Vega "Złe psy. W imię zasad"
Wydawnictwo Otwarte, 2015
ilość stron: 360
data premiery: 06.05.2015

wtorek, 21 kwietnia 2015

Vera Falski "Za żadne skarby" | Recenzja przedpremierowa



Kim jest autorka powieści "Za żadne skarby"? Nie wiemy. To kobieta z krwi i kości. Przygląda się sobie i innym polskim kobietom. Z jej obserwacji powstała ta książka. Nie wiemy, jak wygląda, gdzie mieszka i pracuje, z kim śpi. Może to i lepiej? Do lektury książki "Za żadne skarby" podeszłam nieświadoma, czego mogę się spodziewać. Miałam wprawdzie pewne podejrzenia i obawy, że powieść okaże się być standardową pozycją klasyfikowaną jako tak zwana "literatura kobieta", ale pudło. Książka "Za żadne skarby" zaskoczyła mnie formą i kierunkiem, jaki obrała.

Ewie udało się wyrwać z rodzinnej wsi na Mazurach i skończyć studia. Jako doktorantka mikrobiologii otrzymuje propozycję wyjazdu na staż naukowy do Paryża. Od kilku lat jest w związku i mieszka z mężczyzną, który może nie jest ucieleśnieniem marzeń każdej kobiety, ale układa im się całkiem nieźle. Jeden telefon zmienia całe życie Ewy. Zmarła ukochana mama dziewczyny. Ewa musi wrócić do znienawidzonej wsi, ojca-pijaka, chorego brata i nieco dziwnych sióstr. Przyjdzie jej zmierzyć się z licznymi problemami zaściankowej rzeczywistości, ale także, ku własnemu zdziwieniu, w Wężówce odnajdzie wielką miłość.

I w tym momencie alarm zawył ostrzegawczo w mojej głowie. Przecież to już było! Okazuje się jednak, że to dopiero początek, a powieść nas jeszcze zaskoczy. Nie chcę zdradzać zbyt wiele z fabuły książki, więc, przynajmniej na razie, musicie uwierzyć mi na słowo. To świeża i soczysta powieść obyczajowa. Wielowątkowa historia o pogodzeniu się z własnym pochodzeniem, tożsamością, odkrywaniu w sobie więzi z miejscem i rodziną. "Za żadne skarby" jest pokrzepiającą opowieścią o kobiecie, której może nie poszczęściło się na starcie, ale postanowiła w końcu zaakceptować to, kim jest i skąd pochodzi. Bo bez tego nasze losy byłyby niepełne, pozbawione korzeni, a co za tym idzie - poczucia przynależności i bezpieczeństwa. Ewa wyrwała się ze znienawidzonej wsi. Opuściła dom rodzinny, jednak los bywa przewrotny. Po kilku latach dziewczyna została zmuszona do powrotu do Wężówki. "Za żadne skarby" to książka o tym, aby nigdy nie mówić "nigdy" i "za żadne skarby". Nigdy nie wiemy, jaką niespodziankę szykuje dla nas los.

"Za żadne skarby" to również dziennikarskie śledztwo, przekręty bogatych i szanowanych biznesmenów oraz... Nie, nic więcej nie powiem! Powieść Very Falski to książka z gatunku tych, o których nie można wiedzieć zbyt dużo. Lepiej dać się zaskoczyć i otrzymać od autorki to, czego się nie spodziewamy. Przyznaję - dałam się nabrać. "Za żadne skarby" jest zupełnie inna, niż się spodziewałam. Potrzebowałam dłuższej chwili, aby dać ponieść się tej historii, zapoznać się z jej bohaterami i przywiązać się do nich. Ale już około 100 strony przepadłam i czytałam wręcz nałogowo. Cały urok powieści tkwi w jej.. normalności. Bohaterowie to ludzie z krwi i kości, ich losy nie odbiegają od historii, jakie pisze nasze życie. "Za żadne skarby" to niezwykła opowieść o zwykłych ludziach.

Polecam książkę wszystkim niedowiarkom, którzy twierdzą, że "literatura kobieca" jest płytka, schematyczna i nie zaskakuje. "Za żadne skarby" to najlepszy dowód na to, że w Polsce można jeszcze napisać "coś innego". Koniecznie wybierzcie się wraz z bohaterami w podróż na Mazury i przekonajcie się sami.

Dziękuję Wydawnictwu Otwartemu za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego!

Vera Falski "Za żadne skarby"
Wydawnictwo Otwarte, 2015
ilość stron: 440
data premiery: 06.05.2015
link do książki: http://bit.ly/VeraFalski

środa, 8 kwietnia 2015

Nina George "Księżyc nad Bretanią" | Recenzja przedpremierowa



Nina George urzeka nie tylko niebanalnym stylem, pięknym językiem, ale także - a może przede wszystkim - niezwykłymi, czarującymi opisami miejsc. Opisami krajobrazu, jedzenia, kultury, języka, ludzi. Robi to w sposób absolutnie wyjątkowy i zniewalający. Dzisiaj zaproszę Was do Bretanii, regionu leżącego w północno-zachodniej Francji. Pomijając wszelkie inne zalety powieści Niny George - "Księżyc nad Bretanią" należy przeczytać, aby w cenie książki wybrać się w jedyną swoim rodzaju, cudowną podróż.

Nigdy nie jest za późno, aby zmienić swoje życie. Banalnie? Ależ skąd! Marianne postanowiła umrzeć. Wybrała nawet piękną scenerię. Postanowiła umrzeć podczas podróży do Paryża. Kobieta rzuca się z mostu do Sekwany. Jednak nie umiera. Została uratowana. Kiedy zdegustowany mąż wraca do domu i zostawia żonę samą we Francji, zrozpaczona Marianne podejmuje pierwszą od lat samodzielną decyzję. Pojedzie do Bretanii. Za ostatnie pieniądze kupuje bilet w jedną stronę. Kiedy w końcu dociera do Bretanii, ulega urokowi niezwykłego miejsca. Powoli staje na nogi, a pomagają jej w tym nowi przyjaciele. 

Główna bohaterka książki to kobieta, na którą - w opinii społeczeństwa - już nic nie czeka. Ma sześćdziesiąt lat, nie zna innego życia poza nieszczęśliwym małżeństwem i uleganiu mężowi. Od lat jest marionetką w rękach małżonka, który był jedynym mężczyzną w życiu Marianne. Czy w wieku sześćdziesięciu lat można zdobyć przyjaciół, nawiązać nowe znajomości, wdać się w romans? Koniecznie przekonajcie się sami. "Księżyc nad Bretanią" to powieść o wyrywaniu się schematom, historia nieszczęśliwej kobiety, która - paradoksalnie - zaczęła żyć dopiero wtedy, kiedy postanowiła umrzeć. Przepiękna, niebanalna opowieść o zmianach zachodzących w Marianne. Zmianach, które dokonują się w blasku lśniącego nad Bretanią księżyca. Książka Niny George dowodzi, że na szczęście nigdy nie jest za późno. Czy mamy lat dwadzieścia, czterdzieści czy też sześćdziesiąt możemy rozpalić w sobie iskrę odmiany. Późne szczęście smakuje o tyle lepiej, o ile wcześniej poznało się gorzki smak cierpienia.

Zakochałam się w Bretanii Niny George. Region żyje na kartach powieści "Księżyc nad Bretanią". W zderzeniu z niemieckością Marianne daje niepowtarzalną atmosferę. Autorka bezbłędnie opisała spotkanie dwóch kultur, sposób, w jaki bohaterka nasiąka klimatem Bretanii. Powieść została wzbogacona o kompendium wiedzy o Bretanii w pigułce. Na końcu książki znajdziecie zagadnienia związana z tym niezwykłym regionem w północno-zachodniej Francji. Siłą powieści są jej bohaterowie. Prawdziwi, wymykający się stereotypom, wzbudzający w czytelniku wiele emocji, dostarczający wzruszeń i radości. "Księżyc nad Bretanią" to przede wszystkim powieść o życiu. O przyjaźni, miłości, dokonywaniu wyborach. O tym, że życie składa się z wielu odcieni, spośród których biel i czerń to tylko początek.

Jeśli pokochaliście "Lawendowy pokój", z pewnością zachwyci was również "Księżyc nad Bretanią". Nina George tworzy literaturę środka. Ambitną, dojrzałą obyczajówkę, której akcja rozrywa się w przepięknej scenerii. Polecam waszej uwadze. Koniecznie zakochajcie się w Bretanii...

Dziękuję Wydawnictwu Otwartemu za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Nina George "Księżyc nad Bretanią"
Wydawnictwo Otwarte, 2015
ilość stron: 320
data premiery: 22.04.2015

sobota, 5 lipca 2014

Recenzja przedpremierowa: Nina George "Lawendowy pokój"




Szukacie inspirującej książki o.. książkach? Koniecznie zwróćcie uwagę na lipcową propozycję Wydawnictwa Otwartego. Wbrew temu, co zapowiada wydawca, "Lawendowy pokój" Niny George to nie tylko zachwycająca historia o miłości, ale też piękna powieść o literaturze. O jej uzdrawiającej mocy.

Jean Perdu w swojej Aptece Literackiej sprzedaje książki jako lekarstwa. Jest doskonałym obserwatorem, bezbłędnie dobiera powieść do jej czytelnika i odgaduje nastroje osób, które odwiedzają jego księgarnię. Potrafi uleczyć cierpienie, pomaga odnaleźć utracony sens, pokonać depresję i jest w tym lepszy niż niejeden farmaceuta. Jest tylko jedna osoba, której Perdu nie potrafi pomóc - on sam. Wszystko zaczęło się ponad dwadzieścia lat temu, kiedy odeszła od niego kobieta. Jean wierzy, iż sprawy z przeszłości są ukryte dostatecznie głęboko. Wszystko zmienia się, kiedy sąsiadką Perdu zostaje niejaka Catherine. Za jej sprawą Jean otwiera list od ukochanej, który leżał zapieczętowany przez dwadzieścia lat..

To, co świadczy o wyjątkowości nowej powieści Niny George, to głównie niepowtarzalny klimat, jaki stworzyła autorka poprzez zbudowanie takiego miejsca, jak Apteka Literacka. Aż chce się tam być! Księgarnia głównego bohatera to bez wątpienia wyjątkowy i urzekający zakątek. Sama historia nie byłaby aż tak bogata bez tego miejsca. "Lawendowy pokój" to lektura obowiązkowa dla każdego książkoholika. Skarbnica przepięknych, czasem zabawnych cytatów związanych z czytelnictwem, przekonanie o wyjątkowości literatury. Zazdroszczę wszystkim osobom, które odwiedzają Aptekę Literacką. Sama chętnie stanęłabym oko w oko z Jean'em Perdu i dowiedziała się, jaką książkę powinnam przeczytać.

No właśnie - Perdu! Postać absolutnie niebanalna, czarująca i wyjątkowa. Samo jego przedsięwzięcie, jakim jest Apteka Literacka, świadczy już o tym, z jakim bohaterem będziemy mieć do czynienia. Jean Perdu to druga, po prowadzonej przez niego księgarni, największa zaleta powieści. Spostrzeżenia tego bohatera są po prostu genialne, a jego hasła na dobre powinny zagościć w szeroko rozumianej kulturze. Przykład? Proszę bardzo!

"Pani wybaczy. To, co pani czyta jest na dalszą metę bardziej decydujące aniżeli to, kogo pani poślubi, ma chère madame."

"Lawendowy pokój" to powieść niesztampowa, szczególna i niezwykła. Nina George starannie, chociaż niby mimochodem, opisuje emocje głównych bohaterów. Przez książkę przewija się cała plejada intrygujących charakterów. Autorka opisuje piękną historię w sposób urzekający i niepozostawiający absolutnie nic do życzenia. Mało jest książek, w których klimat robi tak "dużą robotę", że posłużę się tym kolokwializmem. A "Lawendowy pokój" jest z pewnością jedną z nich.

Czytałam tę powieść najwolniej, jak to tylko możliwe. Miałam świadomość, iż tylko raz jest mi dane poznać tę wyjątkową historię po raz pierwszy. Chłonęłam każdą stronę, pojedyncze zdania, słowa. "Lawendowy pokój" to literatura przemyślana w każdym calu, mądra i ambitna. Jestem zachwycona i z czystym sumieniem będę polecać tę powieść każdemu, kto kocha książki. Rewelacja!


Dziękuję Wydawnictwu Otwartemu za udostępnienie recenzyjnego egzemplarza powieści!

Nina George "Lawendowy pokój"
Wydawnictwo Otwarte, 2014
data premiery: 28.07.2014
ilość stron: 344

poniedziałek, 19 maja 2014

KONKURS! "Tylko dzięki miłości" Bogna Ziembicka



KONKURS!

We współpracy z Wydawnictwem Otwartym zapraszam Was na konkurs, w którym do wygrania są 3 egzemplarze najnowszej powieści Bogny Ziembickiej "Tylko dzięki miłości".


"Tylko dzięki miłości" to powieść o tym, że niczego nie da zacząć się od nowa, a to, co odeszło nigdy już do nas nie wróci. Cała sztuka polega jednak na tym, aby odnaleźć w tym sens, żeby tym sensem było życie, każdy następny dzień. Miłość pozwala przetrwać, ale to właśnie doczesność winna być sama w sobie sednem. Książka to źródło wielu istotnych przesłań, prawd życiowych w tle przeszłości i cudnego Krakowa lat trzydziestych.
[fragment recenzji, całość tutaj]


Aby wziąć udział w grze o tę wyjątkową książkę, należy w komentarzach pod postem odpowiedzieć na pytanie konkursowe:


"Co zawdzięczasz w życiu miłości?"

Tematyka konkursu mocno związana z tytułem i samą powieścią, trzymam kciuki za Waszą kreatywność! Forma wypowiedzi dowolna, nie może jednak przekraczać 10 zdań.

Zasady:
1. Sponsorem nagród jest Wydawnictwo Otwarte, organizatorem konkursu blog Przegląd czytelniczy.
2. Każdy z uczestników może dodać tylko jeden komentarz, a tym samym wysłać tylko jedno zgłoszenie do konkursu.
3. Osoby, które swoje odpowiedzi dodają jako użytkownik anonimowy, proszone są o podanie w komentarzu swego imienia i nazwisko. 
4. Termin nadsyłania zgłoszeń mija w sobotę 24 maja o 23:59, a nazwiska laureatów zostaną ogłoszone w niedzielę 25 maja.
5. Wyniki zostaną ogłoszone na fanpage blogu pod adresem www.facebook.com/przegladczytelniczy, bezpośredni link tutaj: Przegląd czytelniczy.


Powodzenia! :)

piątek, 9 maja 2014

Recenzja przedpremierowa: Bogna Ziembicka "Tylko dzięki miłości"



Tytuł najnowszej książki autorki "Drogi do Różan" oraz "Wiosny w Różanach" może okazać się zwodniczy. "Tylko dzięki miłości" - wielu czytelników może pójść za sugestią i spodziewać się romansu. Nic bardziej mylnego! To napisana z rozmachem powieść obyczajowa, w której miłość jest tłem dla historii. Tłem oraz antidotum na gorzką pigułkę zamrażającą serce, jaką przyszło przełknąć bohaterce wraz z nadejściem wojny.

Rok 1935. Zuzanna Hulewicz ma 16 lat, właśnie straciła rodziców i siostrę. Nieszczęśliwe zdarzenia mają swój skutek w tym, że dziewczyna po wakacjach nie wraca już do szkoły w Penzance, tylko osiedla się w Krakowie wraz z babcią. Zuzanna inspirowana wpływami kulturowymi i licznymi podróżami wyrasta na zjawiskową kobietę. Czyta literaturę, podziwia malarstwo, chodzi do kina, zwiedza coraz to nowe miejsca i kraje. W międzyczasie dziewczyna przeżywa pierwsze nieszczęśliwe zauroczenie.

Jednocześnie poznajemy losy brata przyjaciółki Zuzi, Joachima. Joachim jest niemieckim inżynierem, który otrzymał pracę w odległej Tanganice w Afryce. Przez cały czas towarzyszy mu zdjęcie Zuzanny.. Mimo iż praktycznie nie zna dziewczyny, czuje, że jest ona wyjątkową osobą. Czy w przeddzień drugiej wojny światowej niemieckiemu chłopakowi uda się przekonać najbliższych dziewczyny, że jest godnym kandydatem dla Zuzy? I czy dopiero rodzące się uczucie przetrwa wybuch wojny?

Sposób, w jaki autorka oddała klimat Krakowa lat trzydziestych, czasów, w których przecież nie przyszło jest żyć, jest wprost nieprawdopodobny. Wszystkie wydarzenia kulturalne, w których bierze udział Zuza, ludzie, jacy ją otaczają, opisy środowiska młodej dziewczyny kreują czarujący i autentyczny obraz. Bogna Ziembicka urzekła mnie przede wszystkim atmosferą "Tylko dzięki miłości". Przedstawiona rzeczywistość jest klimatyczna i zachwycająca. Pokochałam tę powieść głównie za nastrój Krakowa tamtych lat, tak charakterystyczny i nie do powtórzenia. Pisarka przekonuje czytelnika, że ten.. chce tam być. 

Historię poznajemy z dwóch perspektyw: Zuzanny i Joachima. Są oni równocześnie bohaterami, jak i narratorami opowieści. Książka składa się z uszeregowanych chronologicznie zapisków postaci i jest napisana w formie pamiętnika. Koleje losu dziewczyny mieszają się ze wspomnieniami młodego Niemca, pozostając dla odbiorcy przejrzyste i zrozumiale. Przyznam, iż potrzebowałam pierwszych pięćdziesięciu stron, aby dobrze poczuć się w świecie wykreowanym przez Ziembicką, zaprzyjaźnić się z postaciami. To nie tak, że "Tylko dzięki miłości" skrada serce od pierwszej strony. Na początku powieść zdaje się być niejasna, nie towarzyszy nam narrator wprowadzający w fabułę, nie wiemy, kim są poszczególni bohaterowie. Uważam jednak, iż warto skupić się na tych początkach, przyzwyczaić się do sposobu opowieści, aby potem dać ponieść się historii. A jest czemu!

"Tylko dzięki miłości" jest powieścią ważną. Obrazuje nastroje, jakie panowały w społeczeństwie na chwilę przed wybuchem II wojny światowej. Przypomina, jak stosowano wobec Hitlera taktykę "karmienia lwa" i jakie były skutki wielkiej polityki dla przeciętnego człowieka. Oddaje niepokój tamtych chwil, gdy dyktator sięgał po Austrię, Czechy, aż w końcu zwrócił się po Gdańsk, co spotkało się z ostrą reakcją ówczesnego ministra do spraw zagranicznych Becka. W tle również mniej spektakularne wydarzenia lat trzydziestych, takie jak abdykacja króla Edwarda VIII, który mając do wyboru koronę i miłość, wybrał to drugie.

Niewątpliwym atutem są autentyczne wycinki prasowe z tamtych lat. Przyznam, iż część z nich czytałam z równie zapartym tchem, co całą książkę!




"Tylko dzięki miłości" to powieść o tym, że niczego nie da zacząć się od nowa, a to, co odeszło nigdy już do nas nie wróci. Cała sztuka polega jednak na tym, aby odnaleźć w tym sens, żeby tym sensem było życie, każdy następny dzień. Miłość pozwala przetrwać, ale to właśnie doczesność winna być sama w sobie sednem. Książka to źródło wielu istotnych przesłań, prawd życiowych w tle przeszłości i cudnego Krakowa lat trzydziestych. Autorka skłania czytelnika do refleksji, oddaje w jego ręce powieść niesztampową, ambitną. To naprawdę ważne i okazałe dzieło. Jestem w pełni usatysfakcjonowana, gdyż dostałam to, co lubię najbardziej: historię, klimatyczne tło opowieści, mądrych, niezwykłych bohaterów oraz źródło licznych inspiracji literacko-kulturowych. 



Dziękuję Wydawnictwu Otwartemu za udostępnienie przedpremierowego recenzyjnego egzemplarza powieści!


Bogna Ziembicka, "Tylko dzięki miłości"
Wydawnictwo Otwarte, 2014
ilość stron: 400
data premiery: 21.05.2014

niedziela, 26 stycznia 2014

Jeannette Kalyta: "Położna (...)", która porody przyjmuje, a nie odbiera


Autobiograficzna powieść Jeannette Kalyta "Położna. 3350 cudów narodzin"to obowiązkowa pozycja dla wszystkich kobiet. Zarówno tych, które, tak jak radzi Jeannette, wierzą w siłę swojego ciała i podążają za swoim instynktem, jak i tych, które najchętniej uniknęłyby porodu, wybierając cięcie na życzenie. Autorka ma w sobie rzadko dzisiaj spotykaną mądrość: mimo doświadczenia i wiedzy, nie stara się na siłę przekonywać do swoich racji. Udowadnia słuszność jej poglądów na co dzień, a dowodem tego było spisanie swoich przeżyć w formie tejże książki.

Publikacja ukazała się nakładem Wydawnictwa Otwartego 13 stycznia 2014 r. i od razu zawędrowała na moją osobistą listę do przeczytania. Temat wydał mi się szczególnie interesujący ze względu na fakt, iż utożsamiam się z poglądami autorki. Jestem matką niespełna 3,5-letniego syna i, wbrew temu co doświadczone wieloródki próbują wmawiać kobietom w pierwszej ciąży, tego bólu się nie zapomina, a kiedy czytałam powieść Jeannette, były chwile, kiedy dreszcz przechodził przez moje ciało na wspomnienie pewnej wrześniowej, deszczowej nocy. Już podczas ciąży dużo czytałam, interesowałam się fundacją Rodzić po Ludzku (która, swoją drogą, objęła patronatem publikację położnej), dotarłam do wypowiedzi lekarzy, którzy wprost mówili o możliwych dla matki, a przede wszystkim dla dziecka, komplikacjach związanych z wykonaniem cesarskiego cięcia na życzenie. Mocno zakorzeniony jest we mnie pogląd, że "cesarka" to poważna operacja, która, owszem, jest potrzebna, gdy istnieje konieczność natychmiastowej interwencji, a poród siłami natury może być szkodliwy dla życia lub zdrowia matki bądź dziecka. Silnie wierzę w to, iż ciąża jest stanem fizjologicznym. Zdarzają się, oczywiście, patologie i wtedy jestem wdzięczna za poziom dzisiejszej medycyny. Uważam jednak, że kobieta powinna przede wszystkim zdać się na naturę i swoją siłę. O tej właśnie sile pięknie pisze Jeannette.

Różne uczucia targały mną podczas i po lekturze książki "Położna. 3350 cudów narodzin", ale chyba najmocniej przemawia przeze mnie zazdrość, że nie rodziłam z taką osobą, jak Jeannette Kalyta. Po przeczytaniu mam w głowie mocno zakorzeniony obraz jej osoby. Z kolejnych stron dzieła wyjawia się obraz kobiety niezwykle delikatnej, ale i posiadającej niewyobrażalną wewnętrzną siłę. Ma niesamowity kontakt nie tylko z rodzącą, ale też ze swoim "ja", zdaje się na intuicję i pełno w niej zrozumienia, szacunku i czułości. Jej książka to dwudziestopięcioletnia historia narodzin, a bohaterami są ludzie w najważniejszym dla nich momencie życia. Rodzi się nie tylko dziecko, ale też rodzice. W tle Jeannette opisuje swój wybór, naukę zawodu, opowiada o swoich porodach, głośno wypowiadając się o sytuacji, jaką zastała na oddziale jako rodząca. Mówi o tym, jak podjęła decyzję o chęci dokonania zmian w polskim położnictwie i od razu wcieliła ją w życie. Od myśli do czynu - taka jest, a jej publikacja to bardzo ważny głos, którego brakowało w naszym kraju. Głos opowiadający się przede wszystkim za szacunkiem dla rodzącej i pozwoleniem na przywitanie dziecka w naturalnym rytmie, niezakłócanym zbędnymi procedurami medycznymi.

Zdziwiła mnie wysoka estetyka powieści. Autorka jest w końcu położną, nie pisarką, a to jej pierwsza książka. Tymczasem to naprawdę pięknie napisana autobiografia, pełna mądrości i refleksji. Kilka anegdotek rozbawiło mnie do łez, zwłaszcza te o mężczyznach na sali porodowej - boskie! Opowieść o przyszłym tatusiu, który na porodówkę przyszedł wyposażony w odtwarzacz i pięć filmów na DVD, a żona, po podaniu jej znieczulenia zewnątrzoponowego, wyruszyła w poszukiwaniu automatu z kawą dla męża, była kwintesencją rozdziału opisującego różne zachowanie męskiej rasy podczas porodu. W swojej dwudziestopięcioletniej pracy położna spotkała się z rożnymi sytuacjami, również tymi, z którymi nigdy nie wolałaby się zmierzać, jak np asystowanie przy porodzie martwego dziecka. Opowiada o tym szczerze w książce, zachowując przy tym intymność kobiet, z którymi rodziła.

Wspominałam już na wstępie o niesamowitej mądrości Jeannette. Cudowne w tej publikacji jest to, że autorka ani przez chwilę nie próbuje czytelnika przekonywać, nie stara się na nikogo powoływać, a potwierdzeniem postawionej przez nią tezy jest jej życie. Ona rzeczywiście wierzy w siłę kobiety podczas porodu, dyskretnie prowadzi ją przez ten trudny czas, ale nic nie narzuca. Wie, że to rodząca sama powinna postępować zgodnie z tym, co czuje, co podpowiada jej natura. Książka jest pełna magii, która zdaje się towarzyszyć autorce na co dzień. To obowiązkowy tytuł tak naprawdę dla wszystkich świadomych swej kobiecości, siły oraz fizjologii pań, jak i dla mężczyzn, którzy uczestniczą w cudzie narodzin.

Położna zwraca uwagę na to, iż ona nie odbiera porodów. Źle jej się to kojarzy. Jeannette porody przyjmuje. Przyjmuje nowe życie.