Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo zwierciadło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo zwierciadło. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 czerwca 2016

Ałbena Grabowska "Alicja w krainie czasów. Czas zaklęty" | Recenzja



Ałbena Grabowska, laureatka nagrody czytelniczek na Festiwalu Literatury Kobiet Pióro i Pazur organizowanym w Siedlcach i autorka niezapomnianego cyklu "Stulecie Winnych", wróciła z nową, kapitalną książką. "Czas zaklęty" otwiera trzytomową serię "Alicja w krainie czasów", którą z pewnością pokochają wszyscy ci, którym bliski był los rodziny Winnych z podwarszawskiego Brwinowa.

Rok 1880. Natka, młoda, niepiśmienna dziewczyna ma urodzić dziecko hrabiego Jana Księgopolskiego. Natalia jest służącą w jego dworku, jednak, nieco naiwnie, wierzy w miłość hrabiego i ufa, że ten znajdzie wyjście z ich sytuacji, a potem będą żyli długo i szczęśliwie. Kiedy orientuje się, że małżonka hrabiego ma urodzić mu prawowitego dziedzica, a sam Jan nie zamierza zostawić żony i związać się z Natalią, dziewczyna ucieka się do czarów. Jest w stanie zrobić wszystko, aby zatrzymać przy sobie hrabiego. Niestety, szybko pada ofiarą własnej intrygi. Wszyscy odwracają się od Natki, oskarżając ją o kontakty z diabłem, a ona sama zostaje nazwana czarownicą. Tej samej nocy dwie kobiety - Natalia i Elżbieta rodzą we dworku swoje dzieci, jednak tylko jedno z nich przeżyje.

Mogło się wydawać, że Ałbena Grabowska swoim "Stuleciem Winnych" wspięła się na sam szczyt i trudno jej będzie napisać coś równie dobrego. "Alicja w krainie czasów. Czas zaklęty" to najlepszy dowód, że pisarka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Tą powieścią Ałbena Grabowska udowadnia, że w literaturze historyczno-obyczajowej nie ma sobie równych. Autorka znów zaskakuje świetnym przygotowaniem, dojrzałym warsztatem i rozmachem, z jakim napisała "Alicję w krainie czasów. Czas zaklęty". Ogromny plus za dialogi, lekkie i naturalne. Każdy z bohaterów wysławia się tak, jak pozwala mu na to pochodzenie czy wykształcenie.

Ałbena Grabowska zadbała o najmniejsze nawet szczegóły, dzięki czemu całość jest dopracowana i nie uświadczymy w niej fałszu. Mam wrażenie, że każdą pojedynczą informację autorka sprawdziła, a całość kosztowała ją mnóstwo pracy. Opłacało się, gdyż "Alicja w krainie czasów. Czas zaklęty" to rewelacyjna, napisana z ogromną pasją Powieść przez duże "P". Ta książka z pewnością zadowoli wiernych czytelników Ałbeny Grabowskiej, a jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać twórczości autorki, to doskonała okazja, aby nadrobić zaległości.

"Alicja w krainie czasów. Czas zaklęty" to powieść monumentalna. Fascynująca historia, dojrzały warsztat i przepiękna polszczyzna - to wszystko (i o wiele więcej) tradycyjnie już w nowej książce pióra Ałbeny Grabowskiej. Koniecznie zapoznajcie się z powieścią jednej z najbardziej utalentowanych polskich pisarek!

Dziękuję Wydawnictwu Zwierciadło za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Ałbena Grabowska "Alicja w krainie czasów. Czas zaklęty"
Wydawnictwo Zwierciadło, 2016
liczba stron: 333
data premiery: 18.05.2016

piątek, 13 marca 2015

Ałbena Grabowska "Stulecie Winnych. Ci, którzy walczyli" [Recenzja]



Już po lekturze pierwszego tomu sagi o rodzinie Winnych wiedziałam, że będzie to jedna z moich ulubionych opowieści. Ałbena Grabowska perfekcyjnie wręcz opisała losy rodu Winnych na tle wydarzeń pierwszej połowy XX wieku. Pierwsza część zakończyła się na chwilę przed wybuchem II wojny światowej. Podczas gdy Hitler zbroił się za naszą zachodnią granicą i przygotowywał się do inwazji na Polskę, Winni kochali, nienawidzili, cieszyli się, cierpieli. Przeżyli, a ja mogłam cieszyć się ponownym spotkaniem z Winnymi. Tymi, którzy walczyli.

1 września 1939 roku w rodzinie Winnych na świat przychodzą kolejne bliźniaczki - Kasia i Basia. Wszystko wskazuje na to, iż Mania tego dnia została nie tylko matką, ale i wdową. Paweł przepadł bez wieści w dzień wybuchy wojny. Ten dzień zabrał Winnym również ukochanego dziadka Antoniego, a babcia Bronia w skutek doznanego szoku zaniemówiła na długie lata. Odpowiedzialność za całą rodzinę spada na siostrę bliźniaczkę Mani, Anię. Ania, która po ślubie zamieszkała z mężem w Warszawie, jest zmuszona uciekać ze stolicy, kiedy kule dosięgają również jej małżonka Kazimierza. Wraca do Brwinowa z Ewą, którą wszystkim przedstawia jako swoją córkę. II wojna światowa dotkliwie doświadcza Winnych. Kiedy nadchodzi jej kres, dla Winnych szybko staje się jasne, że nowa rzeczywistość nie ma nic wspólnego z upragnioną wolnością. 

Dla nikogo chyba nie będzie zaskoczeniem moja opinia. Tom drugi jest równie dobry, jak i pierwszy, a książkę pochłonęłam jednym tchem, walcząc z niewyspaniem i zmęczeniem, ale po prostu MUSIAŁAM wiedzieć, dokąd Ałbena Grabowska zaprowadzi rodzinę Winnych. Po raz kolejny autorka zachwyca doskonałym przygotowaniem merytorycznym oraz perfekcyjnym wręcz umiejscowieniem historii w miejscu i czasie. "Stulecie Winnych" to rewelacyjna powieść, która dbałością o szczegóły nie ustępuje dobrej literaturze faktu. Ałbena Grabowska opisuje wydarzenia, jakby sama była ich uczestnikiem. Każdy z bohaterów posługuje się językiem charakterystycznym dla czasów, w jakich żył, dodatkowo wyróżniając się indywidualnym dialektem. W tle losów rodziny Winnych dostrzegamy osoby znane nam z kultury, historii. Czytelnik odnosi wrażenie, jakoby Winni faktycznie żyli i walczyli w latach 1939-1968, a ich drogi krzyżowały się z losami prawdziwych postaci.

Ałbena Grabowska wraca do bohaterów znanych nam z tomu I oraz przedstawia całkiem nowe osoby. Stopniowo wprowadza do gry nowe pokolenie Winnych, które w kulminacyjnym momencie stanie w centrum wydarzeń. "Stulecie Winnych" to porywająca saga o rodzinie, która zawsze może na siebie liczyć. Książka o ludzkich charakterach, pragnieniach, namiętnościach i poczuciu jedności z najbliższymi. A w tle - wspaniale opisana, epicka wręcz opowieść o krwawym wieku XX i historii Polski w tym trudnym okresie. Powieść, która w przyszłości ma szansę uchodzić za klasykę polskiej literatury początku XXI wieku. To książka, obok której nie można przejść obojętnie, a ja sama nie znam osoby, która oceniłaby sagę na mniej niż "bardzo dobry". Nawet najbardziej wymagający czytelnik znajdzie w prozie Ałbeny Grabowskiej coś dla siebie.

W kolejnej części na Winnych czekają zrywy niepodległościowe, pierwsze wolne wybory i nowa, postkomunistyczna rzeczywistość. Jak odnajdą się w wolnej Polsce? Jedno jest pewne - "Stulecie Winnych. Ci, którzy wierzyli" zakończy coś wyjątkowego w polskiej literaturze. Niezwykłą sagę, która zapada w pamięci na długo. Jeśli jeszcze nie czytaliście żadnej z części, koniecznie sięgnijcie po "Stulecie Winnych. Ci, którzy przeżyli", aby zakochać się w tej niecodziennej historii. Jeżeli lekturę pierwszego tomu macie już za sobą i zastanawiacie się, czy drugi dorównuje pierwszemu, odpowiedź jest jak najbardziej twierdząca. Jestem zachwycona i z niecierpliwością oczekuję na kolejne spotkanie z Winnymi.

Dziękuję autorce oraz Wydawnictwu Zwierciadło za udostępnienie egzemplarza do recenzji!

Ałbena Grabowska, "Stulecie Winnych. Ci, którzy walczyli"
Wydawnictwo Zwierciadło, 2015
ilość stron: 304
data premiery: 28.01.2015

sobota, 18 października 2014

Wywiad | Ałbena Grabowska: "Chciałabym napisać kryminał."

zdj. Miro Bestecki

O Ałbenie Grabowskiej w środowisku mówi się coraz głośniej. Mistrzyni suspensu, najlepsza polska autorka powieści obyczajowych, genialna pisarka - to tylko niektóre z określeń, jakie pojawiają się w recenzjach powieści piszącej lekarki. We wrześniu ukazała się książka, która zdaje się być kamieniem milowym w karierze Ałbeny Grabowskiej - "Stulecie Winnych. Ci, którzy przeżyli". Dlaczego autorka zdecydowała się napisać sagę o rodzinie Winnych? Skąd czerpała informacje? Kiedy ukaże się kolejny tom? O to wszystko pytam Ałbenę Grabowską w naszej rozmowie.

Lekarka, pisarka, kobieta, matka.. Która z tych ról jest rolą Pani życia?

Na pewno bycie kobietą jest moim życiowym powołaniem i prezentowanie kobiecości we wszystkich jej aspektach, jako matki, pisarki, nawet lekarki. Zdecydowanie najważniejszą jednak sprawą jest bycie matką. Dzieci, kiedy już przychodzą na świat, wywracają go do góry nogami. Trzeba się temu podporządkować nie oczekując niczego w zamian, bo taka jest rola nas - matek. Obserwujemy jak rosną, ja osobiście z wielkim podziwem, jak starają się znaleźć swoje miejsce w świecie. To dla nich zaczęłam pisać. Bardzo chciałam, żeby miały zbiór esejów o Bułgarii, żeby czerpały z mojego dziedzictwa. Kolejne książki też powstały dla nich, w tym decydująca o tym, że kontynuowałam przygodę z pisaniem –„Julek i Maja w labiryncie”, napisana na prośbę i zamówienie mojego syna Julka.  Lekarzem wciąż jestem. Wybrałam zawód trudny, ogromnie wymagający, ale nie żałuję, mimo, że zupełnie na początku studiów miałam chwile wahania, czy to aby na pewno jest dobra droga. Mam nadzieję, że godnie go reprezentuję. Pisarką zostałam też niejako przez przypadek. Chciałam napisać o Bułgarii, a obecnie skończyłam dziesiątą książkę.  To moja nowa rola, ale wygląda na to, że będę konsekwentnie kroczyła tą drogą.

Jak Pani udaje się pogodzić pracę zawodową z pisarstwem? W tym roku na polskim rynku wydawniczym sporo było Ałbeny Grabowskiej.

Kobiety pracujące zawodowo, które chcą czegoś więcej niż ośmiogodzinna praca, powrót do domu i wykonywanie swoich obowiązków, muszą być niezwykle zdyscyplinowane i zdeterminowane. Kiedy zaczęłam pisać, miałam świadomość, że nikt nie czeka na książkę mojego autorstwa. Równie dobrze mogłaby nie powstać. Nie miałam żadnych planów wydawniczych, zaplecza, znajomości w branży, nic.  Nie było mnie nawet na fejsbuku.  Pierwsza książka odniosła sukces, ale mimo to, byłam wciąż debiutantką . I debiutowałam jeszcze kilkakrotnie. Pierwsza bajka dla dzieci, pierwsza książka dla dzieci, pierwsza powieść.  Książki pisałam w pracy wykorzystując każdą wolną chwilę. Paradoksalnie to tam miałam czas, ponieważ często czekałam bezczynnie na badanie, żeby je opisać. Zamiast czytać czasopisma, zaczęłam pisać. Teraz mam znów inną specyfikę pracy i piszę w domu. Wiadomo, że priorytetem są dzieci, muszę się dostosować do ich rytmu dnia. Dopiero wieczorem siadam do pisania. Zdarza się, że w ciągu dnia uszczknę trochę czasu między szkołą, a zajęciami dodatkowymi. Wtedy także piszę.  Narzuciłam sobie pewną dyscyplinę pisania. Staram się, żeby powstały co najmniej trzy strony dziennie. Czasami udaje mi się napisać trochę więcej. Regularność i dyscyplina to moje mocne strony. Może dlatego w tym roku było mnie więcej ;-)

Zaangażowała się Pani w akcję „Solidarność Kobiet ma Sens”. Proszę opowiedzieć czytelnikom więcej o Pani udziale. Co kierowała Panią podczas podejmowania decyzji o przyłączeniu się do kampanii?

Zostałam zaproszona do udziału w akcji jako jej ambasadorka. Poczułam się zaszczycona. To pierwsza tego typu akcja w której biorę udział i zrobię wszystko, żeby godnie reprezentować hasło: ”Solidarność kobiet ma SENS”.  Chcemy zwrócić uwagę na to, co to oznacza, że kobiety powinny być wobec siebie solidarne. Czy warto o tym mówić, zachęcać do tego, żeby rozejrzeć się dokoła? Jest wiele kobiet, które borykają się z trudnościami. Dobre słowo, zorganizowanie pomocy mogą pomóc. Dużo dyskutujemy o współzawodnictwie kobiet, czy ono jest, czy walcząc z inną kobietą o miejsce w hierarchii rodziny, czy w pracy robimy jej krzywdę. Będziemy się zastanawiały i rozmawiały o tym, czy można coś zmienić w naszych stosunkach.

Porozmawiajmy chwilę o Pani najnowszej powieści, „Stulecie Winnych. Ci, którzy przeżyli”. Czy pomysł napisania powieści obyczajowo-historycznej długo w Pani dojrzewał? Dlaczego właśnie ten gatunek?

Mierzę się wciąż z nowymi gatunkami. Zaczynałam od non fiction, potem była bajka terapeutyczna, powieści dla dzieci, wreszcie powieści dla dorosłych.  Pomysł napisania sagi zrodził się spontanicznie. Po ostatniej powieści psychologicznej „Lot nisko nad ziemią” zaczęłam myśleć o książce bardziej epickiej. A co jest bardziej epickiego niż saga? Mówię tu o sadze w pełnym tego słowa znaczeniu, o powieści wielopokoleniowej, osadzonej w realiach historyczno-obyczajowych. Potrzebowałam jakiegoś nośnego, wieloznacznego tytułu. Chciałam, żeby nazwisko  bohaterów nawiązywało w jakiś sposób do akcji. Kiedy miałam już tytuł „Stulecie Winnych”, stworzyłam tę rodzinę i osadziłam akcję w mieście, w którym mieszkam teraz. Ponieważ w Brwinowie żyło wielu znanych ludzi, wplotłam niektóre z postaci do akcji książki.

Jak wyglądała praca nad powieścią? Jak przygotowywała się Pani pod względem merytorycznym?

Pracowałam wielotorowo. Przede wszystkim przygotowałam się „językowo”. Stulecie Winnych napisane jest specyficznym językiem, takim, którym ludzie mogli rozmawiać sto lat temu. Żeby wiarygodnie go przedstawić czytałam książki, które powstały w tych czasach, oglądałam filmy, o których wspominam w pierwszym tomie. Wiadomo, że inaczej mówił Lilpop, wykształcony, światowy człowiek, inaczej Bronia, która choć prosta, czytała dużo książek, a inaczej ludzie, którzy nie mieli wykształcenia. Także w warstwie narracyjnej jest podobnie. Książka pisana jest w trzeciej osobie i jako narrator dostosowuję język pisany do mówionego. Mam nadzieję, że wiarygodnie udało mi się nadać brzmienie bohaterom tamtych czasów.
W powieści biorą udział autentyczni bohaterowie. W Internecie nie ma o nich stosunkowo wiele informacji. Szukałam na własną rękę, w księgach archiwalnych, we wspomnieniach starszych mieszkańców, które nie rzadko były wspomnieniami ich babć i dziadków. Każdą informację sprawdzałam kilkakrotnie. Losy autentycznych postaci są wplecione w fabułę książki i mają wpływ na bohaterów wykreowanych przeze mnie. Ogromnie zależało mi na wiarygodności i trzymaniu się faktów historycznych. W ”Stuleciu” nie postawiłam ani jednego budynku, który nie byłby autentycznym budynkiem, nie przeinaczyłam żadnego wydarzenia.  Książki, które ma na półce Stanisław Lilpop czy ksiądz proboszcz, te pożyczane przez Bronię, zostały przeze mnie starannie sprawdzone. Musiałam sprawdzić, czy zostały napisane przed rokiem, w którym bohaterka sięga  po taką czy inną pozycję, upewnić się czy książki zostały przetłumaczone na język polski. Przy okazji odkrywałam wiele ciekawych rzeczy, min. to, że „Mała księżniczka” pierwotnie miała tytuł „Co się stało na pensyi”. To bardzo ważne szczegóły.
W czasie pisania II tomu, którego akcja dzieje się podczas II Wojny Światowej, bohaterowie się przemieszczają, m.in. do okupowanej Warszawy. Tu sprawdzenie faktów, podanie autentycznego adresu pod którym mieszkali i pracowali nie było wcale łatwiejsze. Ale wojenny Brwinów opisany jest dość dobrze we wspomnieniach  mieszkańców. Korzystałam na przykład z obszernego opracowania p. Grzegorza Przybysza pt.: ”Dawno temu w Brwinowie”, ale nie „kopiowałam” opisanych przez autora historii, tylko służyły mi jako punkt wyjścia do konstrukcji fabuły.

Czy wydarzenia przedstawione jako tło historyczne są wciąż żywe w pamięci mieszkańców Brwinowa?

Myślę, że tak. Na spotkanie autorskie zorganizowane przez Gminę Brwinów w Zagrodzie (miejscu zamieszkania Zygmunta Bartkiewicza) przyszło mnóstwo osób. Sam pan Burmistrz był gościem ;-). Po spotkaniu miałam wiele sygnałów, że „książka spodobała się babci, która mieszka w Brwinowie od urodzenia”. Były telefony z opowieściami wojennymi.  Sądzę, że to ogromnie ważne, że poruszyłam w ten sposób mieszkańców miejsca, które autentycznie występuje w powieści. Od początku miałam taki pomysł. Wydawało mi się to naturalne, ale mimo wszystko pozytywna reakcja przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania.

W swojej recenzji zwróciłam uwagę na to, iż w moim odczuciu „Stulecie Winnych” to kamień milowy w Pani karierze pisarskiej. Czy Pani też tak czuje?

Tak, też tak uważam. To moja czwarta powieść, ale pierwsza zaplanowana jako trylogia. Wymagała bardzo sprawnego warsztatu pisarskiego. Właściwie od chwili napisania „Stulecia” zaczęłam mówić o sobie „pisarka” i tak też zaczynam się czuć. Wcześniej używałam określenia mojego przyjaciela „lekarka-pisarka”, którym trochę się zasłaniałam nie chcąc wykazywać się pychą. ;-)

Intryguje mnie nazwisko bohaterów sagi. Dlaczego akurat Winni?

To wieloznaczne nazwisko i właśnie o taki efekt mi chodziło. Winni są zwyczajną rodziną. Nie są szlachetnie urodzeni i chociaż nie umierają z głodu, to nie ma mowy o tym, żeby na przykład wyjechali przed wybuchem II wojny światowej jak Tobolkowie czy Wierusz-Kowalscy.  Oni mają ogromne poczucie przynależności rodzinnej, są otwarci, a przy tym skrywają swoje tajemnice.  Większość postaci nosi w sobie winę i w przypadku niektórych z nich ta wina jest bardzo ciężka, staje się brzemieniem nie do udźwignięcia. Mimo tego, że można pewne czyny usprawiedliwić wojną, samoobroną, nie do końca można się oczyścić. Stąd takie, a nie inne nazwisko. Na kartach książki staram się ich usprawiedliwić wkładając w usta Broni –nestorki rodu słowa: ”Nie ma winnych synku, kiedy jest wojna.”

Na chwilę jeszcze przejdźmy do Pani poprzedniej publikacji, „Lot nisko nad ziemią”. Wyznała mi Pani kiedyś, że to Pani najtrudniejsza książka. Czy może rozwinąć Pani tę myśl?

W ”Locie” poruszam bardzo trudny temat. Piszę o stracie najbliższego człowieka, o żałobie z którą bohaterka nie może i nie chce się pogodzić. Wreszcie o pogrążaniu się w żalu i bólu. W połowie książki musiałam przerwać pisanie. Napisałam czwarty tom przygód Julka i Mai. Dopiero, kiedy odetchnęłam, „wyrównałam styl”, mogłam wrócić do pisania „Lotu”. Nie umiałam się całkiem zdystansować, chociaż to nie moja historia, a całkowicie przeze mnie wykreowana. „Lotu” dotyczą także jedyne recenzje, które nie są do końca entuzjastyczne. Niektórym czytelnikom nie podoba się toksyczność Weroniki, jej relacje z rodziną, wreszcie plejada postaci, która się pojawia pod koniec powieści. Ale ci bardziej wytrawni doceniają każdy wątek, ponieważ jak to u mnie, okazuje się, że wszystko jest  „po coś” ;-)

Czeka nas jeszcze kontynuacja sagi o rodzinie Winnych. Czy już dochodzą jakieś słuchy od wydawcy, kiedy premiera drugiego tomu?

Nie mam jeszcze ustalonego terminu, wiem tylko, że II tom „Stulecia Winnych” ukażę się w pierwszym kwartale 2015 r. Będzie nosił podtytuł „Ci, którzy walczyli”. Akcja obejmuje lata 1939-1968.

Co później, po Winnych? Z jakim gatunkiem pragnie się Pani jeszcze zmierzyć?

Muszę skończyć cykl książeczek o Julku i Mai. Postanowiłam, że piąty tom przygód będzie zarazem ostatnim. Kiedy skończę „Stulecie” będę wiedziała, czy chciałabym kontynuować, albo rozwinąć którąś z historii tam zawartych, czy też napiszę coś zupełnie nowego. Chciałabym napisać kryminał. Jako wielbicielka tego gatunku wyobrażam sobie historię, która rozgrywa się w czasach współczesnych oraz 2000 lat wcześniej. Zainspirowała mnie notatka o tym, ze koło Sozopola (Bułgaria) znaleziono autentyczne szczątki Jana Chrzciciela…

sobota, 4 października 2014

Ałbena Grabowska "Stulecie Winnych. Ci, którzy przeżyli. Tom 1" [Recenzja]




"Piorun przeszył niebo, kiedy Kasia Winna wydała z siebie krzyk" - tak rozpoczyna się fascynująca saga rodziny Winnych spod pióra Ałbeny Grabowskiej. Ałbena wzbudza zachwyt błyskawicznie, rzuca czytelnika na kolana od pierwszego zdania i nie pozwala oderwać się od lektury, aż do ostatniego znaku. Im lepiej poznaję twórczość autorki, tym częściej zadaję sobie pytanie, jak mogłam funkcjonować wcześniej, nie czytając książek Ałbeny Grabowskiej?

Czerwiec 1914. Europa cieszy się ostatnimi gorącymi i spokojnymi dniami przed piekłem, jakie ma nadejść. W podwarszawskim Brwinowie na świat przychodzą bliźniaczki - Maria i Ania, a podczas porodu umiera ich matka Kasia Winna. Zrozpaczony mąż, Stanisław Winny, pogrąża się w żałobie, nie radząc sobie z opieką nad córkami i dwoma synami. Z pomocą przychodzi rodzina, która wspiera Stanisława w trudnych chwilach. Nadchodzą jednak kolejne ciężkie chwile. Wybucha I wojna światowa, a do Brwinowa wkraczają Rosjanie i Niemcy. Rodzina Winnych boleśnie odczuwa trudy wojny i epidemii hiszpanki, jaka dziesiątkuje Europę chwilę po zawieszeniu broni. Dziewczynki rosną, wydaje się, iż Winni mogą odetchnąć z ulgą, jednak zewsząd docierają informacje o krążącym nad Starym Kontynentem widmie kolejnej wojny.

"Stulecie Winnych. Ci, którzy przeżyli" to pierwsza powieść historyczna Ałbeny Grabowskiej i również w tym gatunku autorka sprawdza się znakomicie. Pisarka w fascynujący sposób połączyła elementy historii Polski i świata z zajmującą opowieścią o rodzinie Winnych. Na kartach powieści pojawiają się zarówno postacie fikcyjne, jak i prawdziwe. Spotkamy znane z kultury, literatury i historii osobistości na tle perypetii klanu Winnych. Losy familii są mocno wplątane w dzieje ludzkości, całość łączy się w logiczny, spójny, a przede wszystkim pasjonujący utwór. Ałbena Grabowska tak mocno splątała fikcję z rzeczywistością, iż w pewnym momencie nie mamy już pewności, co jest prawdą, a co fałszem, dążymy do rozwiązania zagadki, szukamy wskazówek. A przecież właśnie temu ma służyć literatura. Powieść nie może przynosić gotowych odpowiedzi, sztuka winna jedynie naznaczać kierunek poszukiwań. I taka jest najnowsza książka Ałbeny Grabowskiej. 

"Stulecie Winnych" jest porywającym obrazem życia na tle wydarzeń pierwszej połowy XX wieku. To również wnikliwy i wprost doskonały portret ówczesnego społeczeństwa. Poszczególni członkowie rodziny Winnych przedstawiają różnorodny i bogaty przekrój poglądów, zawodów, pragnień, stereotypów oraz charakterów tamtych czasów. Ałbena Grabowska wystawia swoich bohaterów na próbę, na jaką naraził ludzkość bieg historii. W tej powieści nie uświadczymy fałszu i przekłamania, "Stulecie Winnych" jest wysoce realistycznym i prawdopodobnym obrazem. A na dodatek nieprzewidywalnym, co rzadko idzie w parze. Mimo iż tło historyczne jest nam dobrze znane, jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie wydarzenie wkrótce naznaczy rodzinę Winnych, książka nadal pozostaje zaskakująca. Ałbena Grabowska kluczy w przeszłości, miesza i robi to tak dobrze, że jest w stanie zdziwić czytelnika. Wiemy, dokąd Winnych zaprowadzi historia, nie wiemy jednak, jak na ich życie wpłyną ludzkie emocje i zgubny los. 

Pamiętajmy, iż "Stulecie Winnych" to przede wszystkim beletrystyka i  powieść obyczajowa osadzona w przeszłości. Dramatyczne wydarzenia XX wieku pozostają tylko tłem historycznym, a fabuła skupia się przede wszystkim na rodzinie Winnych. To najlepsza, jak dotąd, powieść Ałbeny Grabowskiej i jedna z najciekawszych propozycji historyczno-obyczajowych, jakie w tym momencie ma dla nas polski rynek wydawniczy. Autorka kreśli portrety swoich bohaterów niezwykle starannie, a ich losy są na tyle pasjonujące, że nie sposób oderwać się od lektury. Zdaje się, iż "Stulecie Winnych" to kamień milowy w karierze pisarskiej Ałbeny. Ta dotąd niedoceniania autorka wchodzi tą powieścią na salony.

Mocno trzymam kciuki, gdyż kibicuję Ałbenie Grabowskiej, odkąd przeczytałam jej pierwszą książkę. To doskonała pisarka, a "Stulecie Winnych" dowodzi, iż właśnie teraz jest w najlepszej formie. Jedyną wadą tej książki jest to, że nie ukazała się równocześnie z tomem drugim i trzecim. Czekanie na dalsze losy rodziny Winnych jest istną torturą.

Dziękuję autorce oraz Wydawnictwu Zwierciadło za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego!

Ałbena Grabowska "Stulecie Winnych. Ci, którzy przeżyli." Tom 1
Wydawnictwo Zwierciadło, 2014
ilość stron: 336
data premiery: 10.09.2014

wtorek, 23 września 2014

Ałbena Grabowska "Lot nisko nad ziemią" [Recenzja]



Zawsze wydaje mi się, iż wiem, czego spodziewać się po Ałbenie Grabowskiej, jednak za każdym razem autorka potrafi mnie zaskoczyć. Czego więc można być pewnym? Z pewnością będzie nietuzinkowo, i tak jest również w przypadku "Lotu nisko nad ziemią". Ałbena Grabowska pisze w sposób wielowymiarowy o tematach trudnych, bolesnych. Sprawdza swoich bohaterów, wystawiając ich za próg szaleństwa.

"Odkąd pamiętam, ojciec powtarzał mi, żebym się niczym nie wyróżniała. Najlepsi ludzie, wygłaszał tyrady do znudzenia, to tacy, których nie zauważamy."*

Weronika starała się prowadzić szare życie, tak jak jej rodzice. Niczym się nie wyróżniała, unikała przykrych sytuacji i wyłaniania się z tłumu. Mimo to, Weronice udało się zrealizować swoje marzenia. Otrzymała wymarzoną pracę w przedszkolu i spotkała mężczyznę swojego życia. Swoją drugą połowę, wielką i prawdziwą miłość. Młodzi szybko decydują się na ślub. Mija rok, drugi, a małżeństwo, mimo starań, pozostaje bezdzietne. Rozpoczynają walkę o dziecko, pełną wyrzeczeń, wizyt lekarskich, badań, hormonów. Nie przynosi to jednak rezultatu. Weronika i Sławek muszą pogodzić się z myślą, iż nigdy nie zostaną rodzicami. Kiedy już wydaje się, że zaakceptowali rzeczywistość, Weronika zostaje sama. Sławek ginie na pasach pod kołami pijanego kierowcy. Tak po prostu. W jednej chwili cały świat Weroniki runął. 

Ałbena Grabowska niebanalnie podchodzi do tematu żałoby i wdowieństwa. Weronika znalazła się w podobnej sytuacji, jak bohaterka bestselleru "P.S. Kocham Cię", jednak sposób postrzegania i przedstawienia motywu przez dwie autorki jest zgoła inny. Ahern postawiła na banały, utarte frazesy, i, chociaż przyznam, iż jej powieść jest pełna ciepła i potrafi chwycić za serce, gdzieś w głębi wyczuwamy pewien fałsz. Tego fałszu nie ma w książce "Lot nisko nad ziemią". Bez wielkich tragedii, bez teatralnych gestów, Weronika w swej żałobie jest niezwykle naturalna. To wielka sztuka dla autora, napisać powieść tak trudną, zmierzyć się z tematem bolesnym i skomplikowanym. Ałbena Grabowska po raz kolejny udowadnia, iż zasługuje na zaszczytne, wysokie miejsce w polskiej literaturze.

"Lot nisko nad ziemią" jest powieścią magiczną, kiedy rozpoczynamy przygodę z książką, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, dokąd zaprowadzi nas autorka. To właśnie charakteryzuje twórczość Ałbeny Grabowskiej, i taki jest również "Lot.." - nieprzewidywalny, nieschematyczny. Nie do końca takiego obrotu spraw spodziewałam się po publikacji, chociaż przyznam, iż "Lot nisko nad ziemią" to pierwsza powieść Ałbeny, gdzie zakończenie nie wbiło mnie w foteli. Mniej więcej od połowy spodziewałam się dokładnie takich końcowych wniosków, i o to mam trochę żal. Książkami "Coraz mniej olśnień" i "Lady M." autorka udowodniła, iż jest mistrzynią suspensu, tak zakręciła czytelnikiem, iż ten przeżywał niemały szok podczas lektury ostatnich stron. W tym przypadku pisarka zbyt często między słowami podszeptuje rozwiązanie, jej kluczenie jest nadmiernie oczywiste. Mimo tego zarzutu, będę dzielnie bronić opinii, iż literatura Ałbeny Grabowskiej jest nieprzewidywalna. Bo cóż z tego, że mając za sobą więcej niż połowę dzieła, zaczynamy podejrzewać, w jakim zmierza kierunku, podczas gdy książka jest dla nas wielką niewiadomą, kiedy po nią sięgamy? Ciekawa jestem, czym jeszcze zaskoczy Ałbena Grabowska.

"Lot nisko nad ziemią" to skarbnica mądrości. Autorka nie zdradza gotowych rozwiązań, nie podsuwa oczywistych odpowiedzi. Wystawia swoją bohaterkę na olbrzymią próbę, pozbawiając możliwości urodzenia dziecka, a później uśmiercając jej męża. Weronika zostaje 34-letnią wdową. Zostaje zaburzony pewien porządek życia, więc naturalnym wydaje się być w tej sytuacji pytanie, jak żyć dalej? Czytelnik przekonuje się, iż najważniejszym pytaniem szybko okazuje się nie kwestia "jak żyć?", ale "jakim kosztem?".

Książki Ałbeny Grabowskiej zawsze wywołują we mnie skrajne emocje i morze refleksji. "Lot nisko nad ziemią" nie jest w tej materii wyjątkiem. Za to wyjątkiem są powieści Grabowskiej. Wyjątkiem na tle współczesnej polskiej literatury, gdzie wszystko zdaje się nam sugerować, że "to już było". Ałbena Grabowska to klasa sama w sobie, obietnica powiewu świeżości. I tę świeżość czujemy również w "Locie nisko nad ziemią".



* Grabowska A., "Lot nisko nad ziemią", Warszawa 2014, Wydawnictwo Zwierciadło, s. 5


Dziękuję autorce za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!


Ałbena Grabowska, "Lot nisko nad ziemią"
Wydawnictwo Zwierciadło, 2014
ilość stron: 336
data premiery: 16.04.2014