Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olga rudnicka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olga rudnicka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 października 2016

Olga Rudnicka "Granat poproszę!" | Recenzja (przed)premierowa



Olga Rudnicka - 28-letnia autorka ma na swoim koncie 13 powieści. Książki młodej, zdolnej i utalentowanej pisarki sprzedają się jak ciepłe bułeczki, a autorka zdążyła zdobyć grono wiernych fanów, którzy czekają na każdą jej kolejną powieść. Za kilka dni na rynku ukaże się "Granat poproszę!", a ja miałam okazję przedpremierowo przeczytać książkę. I chociaż tym razem w komedii kryminalnej jest nieco mniej tego kryminału, to ja i tak, jak zawsze, bawiłam się świetnie.

Poznajcie rodzinę antybohaterów. Rudnicka ma talent do kreowania genialnych postaci. Już dla samych kreacji warto przeczytać tę książkę. Emilia Przecinek, autorka poczytnych romansów, zostaje porzucona przez męża. Na domiar złego nie ma pieniędzy, by spłacić kredyt hipoteczny, ale od czego ma się najbliższych? Życie Emilii staje na głowie, kiedy sprowadzają się do niej matka i teściowa, a kochanka męża zostaje znaleziona martwa. Pierwszą podejrzaną jest, naturalnie, Emilia, jednak nawet policjanci nie wierzą, że ta kobieta mogłaby kogoś zamordować. Z pomocą nastoletnich dzieci, charyzmatycznej agentki oraz, rzecz jasna, obu mamuś, pisarka będzie zmuszona rozwiązać kwestię śmierci kochanki wiarołomnego małżonka. Na domiar złego Cezary zostaje oskarżony o defraudację. Dobra zabawa, oczywiście, gwarantowana.

Rudnicka utrzymuje wysoką formę, chociaż chyba bliżej mi do dwóch jej poprzednich powieści, "Diabli nadali" i "Były sobie świnki trzy". Właściwie jedyne, co mogę zarzucić tej książce, to stosunkowo niewielka liczba wątków kryminalnych przy tematach czysto obyczajowych, ale czy to wada? Co kto woli. Olga Rudnicka nie straciła ciętego języka i ironicznego spojrzenia. Atutem jej prozy jest mnogość absurdów sytuacyjnych i zabawnych dialogów. No, i groteskowe postacie. Chociaż pierwsze skrzypce w tej powieści gra Emilia Przecinek, na szczególną uwagę zasługują Jadwiga i Aldona, czyli mamusie. Były największymi wrogami, ale wszystko do czasu. Kiedy Cezary opuścił Emilię, one zawiązały wspólny front, aby odegrać się na niewiernym synu i zięciu. Ich perypetie wywołają uśmiech na nawet najbardziej ponurej twarzy.

Nie lubię jesieni. Kiedy temperatura spada, a wieczór wydłuża się, mnie dopada jesienna chandra. "Granat poproszę!" to idealna propozycja na ten czas. Poprawi humor i rozjaśni nawet najbardziej pochmurny dzień.

Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Olga Rudnicka "Granat poproszę!"
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2016
liczba stron: 336
data premiery: 11.10.2016

środa, 9 marca 2016

Olga Rudnicka "Były sobie świnki trzy" | Recenzja przedpremierowa



Kiedy na drodze do szczęścia i względnego spokoju stoi... intercyza małżeńska, trzy kreatywne kobiety dość szybko dochodzą do wniosku, że w ich sytuacji najbezpieczniej byłoby zostać wdową. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. "Były sobie świnki trzy" to najnowsza komedia kryminalna znanej i lubianej przedstawicielki młodego pokolenia piszących Polek, Olgi Rudnickiej.

Jolka, Kama i Martusia prowadzą życie nie do końca usłane różami, ale w gruncie rzeczy nie mają na co narzekać. Pełne konto w banku, całe mnóstwo rozrywek i nadmiar wolnego czasu. Problemy zaczynają się, kiedy dodatkowe kilogramy zamiast ubywać zaczynają przybywać, a kurze łapki pod oczami wcale nie ułatwiają sytuacji. Jakby tego było mało, ich mężowie zaczynają jawnie romansować z młodszymi, bardziej atrakcyjnymi kobietami, nic nie robiąc sobie z oddania i wierności swoich małżonek. Cóż, zawsze można byłoby wziąć rozwód, ale... No właśnie. Jolka, Kama i Martusia na chwilę przed ślubem, niesione wizją romantycznej i wiecznej miłości, podpisały intercyzy. W przypadku rozwodu zostałyby z niczym, a na to przecież nie mogą sobie pozwolić. Najbezpieczniej byłoby zyskać status wdowy. I tutaj zaczynają się schody. Przecież nie jest tak łatwo wykończyć męża, wbrew ogólnie przyjętej przez społeczeństwo wizji. Chyba że...

"Były sobie świnki trzy" to świetna zabawa i niebanalna rozrywka. Autorka trzyma wysoki poziom, jaki narzuciła sobie podczas pisania "Diabli nadali" i sprawnie posługuje się żartem sytuacyjnym. Cięte, inteligentne dialogi, podszyte zdrową dawką ironii, ciekawe portrety głównych bohaterów i mnóstwo humoru - tego możecie spodziewać się po lekturze najnowszej powieści bestsellerowej autorki. Bawiłam się znakomicie. "Były sobie świnki trzy" to idealna lektura na wieczory, w których odczuwamy tak zwane "zmęczenie materiału" i najzwyczajniej w świecie nie mamy ochoty na arcyważną i skomplikowaną lekturę. Olga Rudnicka zapewniła mi doskonałą zabawę!

Wielokrotnie podczas lektury książki "Były sobie świnki trzy" parskałam niepohamowanymi wybuchami śmiechu i dostawałam ataków kaszlu, próbując powstrzymać się od chichotu i jednocześnie starając się nie obudzić dzieci. W moim życiu ostatnio naprawdę dużo się dzieje, a ja potrzebowałam lekkiej i przyjemnej literatury Olgi Rudnickiej. Możliwe, że ta powieść najzwyczajniej w świecie trafiła na odpowiedni moment w moim życiu i właśnie dlatego tak bardzo mnie zachwyciła, ale chyba o to chodzi w literaturze typowo rozrywkowej - zapewnić doskonałą zabawę i odskocznię od rzeczywistości? Absurd sytuacyjny goni poprzedni absurd, a na dokładkę mamy tutaj przystojnego, inteligentnego, chociaż nieco zbyt przewrażliwionego detektywa. Uwielbiam!

Najnowsza powieść Olgi Rudnickiej z pewnością sprosta oczekiwaniom fanów autorki. A jeśli jeszcze nie znacie prozy młodej pisarki i akurat macie ochotę na coś przyjemnego i nietrudnego w odbiorze, doskonale trafiliście. "Były sobie świnki trzy" to doskonały początek przygody z twórczością Rudnickiej. Polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Olga Rudnicka "Były sobie świnki trzy"
Wydawnictwo Prószyński Media, 2016
liczba stron: 360
data premiery: 15.03.2016

piątek, 13 listopada 2015

Olga Rudnicka "Diabli nadal" | Recenzja



W jednej z poznańskich korporacji wygodny fotel dyrektora kreatywnego zajmuje Diabeł. W wolnym czasie umyka przed ostrzącą na niego pazury Zdzirą i spotyka się z Koteczkami. Kiedy jednak Diabeł zostaje zamordowany, całe jego względnie poukładane życie się - rzecz jasna - komplikuje. Olga Rudnicka powraca w świetnej formie z błyskotliwym kryminałem w komediowym wydaniu.

Kim jest Diabeł? A raczej należałoby rzec - kim był Diabeł? Diabelnie przystojny i skuteczny Dagmar Różyc zostaje znaleziony martwy w swoim własnym gabinecie. Zwłoki odnajduje jego sekretarka, Monika, kiedy przychodzi rano do pracy. Młoda kobieta automatycznie wskakuje na pierwsze miejsce listy podejrzanych - wszak miała sposobność, a alibi zapewnione przez zakochanego w niej policjanta budzi wątpliwości współpracowników rzeczonego mężczyzny. Mateusz właśnie ukończył kurs oficerski w Szczytnie i wylądował w wydziale kryminalnym, gdzie - delikatnie mówiąc - nie jest mile widziany przez starszych kolegów. Monika jako jedyna zna sekret swojego szefa, teraz już - denata, jednak za nic w świecie nie wyjawi tajemnicy Diabła. Postanawia rozpocząć dochodzenie na własną rękę. Ryzykuje nie tylko swoim bezpieczeństwem, ale i rozwijającą się znajomością z Mateuszem.

Olga Rudnicka wykreowała kapitalne charaktery głównych bohaterów. Diabeł, Zdzira, Koteczki, a w samym środku tego zamieszania Monika - inteligentna młoda dziewczyna, trochę podkochująca się w szefie, jednak w pełni oburzona jego trybem życia. Mieszanka iście wybuchowa! W końcu musiało coś się wydarzyć... Ale żeby od razu morderstwo? Monika musi wziąć sprawy we własne ręce, aby nie trafić do więzienia za niepopełnioną zbrodnię. Zawsze może liczyć na wsparcie tatki oraz czwórki braci, gotowych bronić honoru siostry. "Diabli nadali" jest zabawnym, nieco satyrycznym przekrojem dzisiejszych indywiduum. Zabawne dialogi i przerysowane postacie są niekwestionowanymi zaletami najnowszej powieści Olgi Rudnickiej.

"Diabli nadali" to przede wszystkim kryminał. Humor jest tylko wisienką na torcie, która dodaje smaku całej reszcie, chociaż - i bez tego tort byłby smaczny i lekko strawny. Olga Rudnica napisała świetną powieść kryminalną. Stopniowo podsuwa czytelnikowi tropy, powoli ujawnia szczegóły wydarzeń, które na zawsze odmieniły życie głównych bohaterów. Co wspólnego ze śmiercią dyrektora kreatywnego w pewnej korporacji ma tajemniczy wypadek drogowy sprzed kilku lat? Olga Rudnicka połączyła te dwie niejasne sprawy ze sobą i stworzyła rewelacyjny kryminał. Zaskakujące zwroty akcji są domeną lektury. Zakończenie z pewnością wbije w fotel nawet najbardziej wymagającego czytelnika kryminałów. Nowa książka Olgi Rudnickiej zapewnia niebanalną rozrywkę i jest doskonałym sposobem na spędzenie długich jesiennych wieczorów. 

"Diabli nadali" to utrzymany na wysokim poziomie kryminał oraz powieść komediowo-satyryczna. Takie dwa w jednym. Zdecydowanie więcej tutaj kryminału i właśnie tak określiłabym tę książkę. Powieść kryminalna z wydźwiękiem komediowym. Bawiłam się świetnie i z pełną odpowiedzialnością, z całego serca polecam nową książkę Olgi Rudnickiej. Jest kapitalna!

Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Olga Rudnicka "Diabli nadali"
Wydawnictwo Prószyński Media, 2015
liczba stron: 448
data premiery: 06.10.2015

wtorek, 17 czerwca 2014

Wywiad z Olgą Rudnicką: "Pisanie to dla mnie forma psychoterapii, mój narkotyk"

fot. Wydawnictwo Prószyński i S-ka



"Fartowny pech" to dziewiąta powieść młodej pisarki. Książka właśnie ukazała się na rynku, a godnym podziwu jest fakt, iż Olga Rudnicka ma zaledwie 26 lat. Autorka zawstydza wszystkich tych, którzy realizację swoich planów, marzeń odkładają na później. Pytana, jak ona to robi, przyznaje, iż po prostu kocha pisać. Poznajcie Olgę Rudnicką, która swoich bohaterów umieściła w półświatku gangsterskim.


Pani jest swego rodzaju fenomenem na polskim rynku wydawniczym - 26 lat i właśnie ukazała się dziewiąta powieść Pani autorstwa. Zadam pytanie, które pewnie słyszała Pani wiele razy: jak Pani to robi?

Muszę Panią rozczarować, bo na to pytanie nie ma odpowiedzi. Po prostu kocham pisać. To dla mnie forma psychoterapii, mój narkotyk, dzięki któremu rozkładam skrzydła!

Porozmawiajmy chwilę o „Fartownym pechu”. Skąd pomysł, aby akcję powieści umieścić w półświatku gangsterskim?

Chciałam, by tym razem głównymi bohaterami zostali panowie. Ale dlaczego w półświatku? Zaczęło się od pomysłu na dwóch policjantów nieudaczników. Gianni został dorzucony przypadkiem, gdy wymyślałam nazwiska dla moich bohaterów. Chciałam, żeby była między nimi jakaś zbieżność, która pozwoli na szereg pomyłek. I tak powstał Dziany i Nadziany. Uznałam, że będzie śmiesznie, gdy się przedstawią. A potem nagle z Dzianego zrobił się Gianni i nagle miałam w głowie trzech bohaterów: Dziany, Gianni i Nadziany. Z jakiegoś powodu widziałam mojego Gianni’ego w głowie jako typa spod ciemnej gwiazdy, ale dającego się lubić, który może się podobać kobietom i siłą rzeczy przeniosłam akcję do półświatka.  Ale skąd pomysł? Nie wiem. Wszystko dzieje się w mojej głowie. 

Który z bohaterów „Fartownego pecha” jest ulubieńcem autorki?

No właśnie ten Gianni, który powstał na końcu, niemal na doczepkę, a zawojował mnie kompletnie.  Taki typ macho, z zasadami, odrobinę staroświecki, rodzinny, ale zarazem twardy i bezlitosny, gdy zajdzie potrzeba. Ktoś, pod czyje skrzydła można się chronić a on obroni przed całym światem. A że wyszło trochę straszno, trochę śmieszno, to u mnie jak zwykle. 

Dla kogo Pani pisze? Ma Pani jasno określoną konkretną grupę odbiorców?

Na spotkania przychodzą osoby w każdym wieku. Poczynając od gimnazjalistów a kończąc na studentach uniwersytetu Trzeciego wieku. I to mnie bardzo cieszy, że tylko osób może znaleźć w moich książkach coś dla siebie. Lubię myśleć, że piszę dla wszystkich, którzy lubią się śmiać i dla ponuraków, którzy dopiero muszą się tego nauczyć. Co nie znaczy, że wszystkim muszą się moje powieści podobać.

Często spotyka się Pani ze słowami sympatii ze strony czytelników? Jak to jest ze spotkaniami autorskim? To przykry obowiązek czy może niesamowita przyjemność?

Właściwie spotykam się tylko z sympatycznymi słowami czytelników co daje mi niesamowitą energię do pisania! Same spotkania to dla mnie ogromny stres. Czuję się bardzo zawstydzona! Jednak po spotkaniu roznoszą mnie pozytywne wrażenia! Na spotkaniu chyba też, bo ludzie są rozbawieni, zadają sporo pytań, czasami wywiąże się ciekawa dyskusja. Zdecydowanie nie jest to przykry obowiązek. Wręcz przeciwnie. Mimo towarzyszącemu im stresowi, bardzo się cieszę. 




Która z Pani książek jest najważniejsza dla Pani jako dla autorki? 

Najwięcej emocjonalnie kosztował mnie „Cichy wielbiciel”. Książka jest dla mnie ważna dlatego, że chciałam ukazać problem stalkingu, który jest poważnym zagrożeniem społecznym i sądząc po reakcjach czytelników, udało mi się go odpowiednio przedstawić. Jednak właśnie ze względu na trudną tematykę, moje współistnienie z bohaterami, „Cichy wielbiciel” był dla mnie bardzo wyczerpujący psychicznie i nie sądzę, abym w najbliższym czasie podjęła się podobnej tematyki. 

A która najlepsza z punktu widzenia czytelnika?

O to należy zapytać czytelników. ;-) Osobiście odnoszę wrażenie, że "Natalii 5". Nie spodziewałam się takiego odzewu i pozytywnych komentarzy, a nawet próśb o kolejne części.

Skąd czerpie Pani inspiracje, by pisać?

Zewsząd. Przyczynia się do tego wszystko - życie prywatne, praca, miejsca w których bywam, ludzie mijający mnie na ulicy, natura.

Czy zastanawiała się Pani kiedyś, aby porzucić pracę zawodową na rzecz pisarstwa? 

Ostatnio tak. Jednak życie to nie bajka i na dzień dzisiejszy nie mogę sobie na to pozwolić.

Pytanie może banalne, ale jak udaje się Pani połączyć wszystkie swoje obowiązki i jeszcze znaleźć czas, aby napisać dziewięć książek w tak młodym wieku?

To proste. Prowadzę baaaardzo nudny tryb życia. Ludzie mają wyobrażenie, że mieszkam nie wiadomo gdzie,  nie pracuję, czas spędzam oddając się przyjemnościom, a w weekendy szaleje na dyskotekach do rana. Niestety muszę niektórych sprowadzić na ziemię. W tygodniu pracuję od rana do wieczora. Po pracy zapadam w drzemkę i w nocy siadam do pisania. Raz w tygodniu uda mi się wyrwać na przejażdżkę konną czy trochę pobiegać. Weekend staram się poświęcić bliskim, a kiedy już znajdę czas zazwyczaj w sobotnie wieczory zawijam się w kocyk i czytam.

Jak widzi Pani siebie za, dajmy na to, 10 lat?

Nie widzę. Nie zastanawiam się nad tym. Staram się cieszyć dniem dzisiejszym i czerpać z każdej chwili tyle ile się da! ;-)

piątek, 6 czerwca 2014

Konkurs dla blogerów! "Fartowny pech"



Zapraszam wszystkich recenzujących blogerów do zabawy!

We współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka przygotowaliśmy dla Was konkurs, w którym macie szansę zdobyć jeden z pięciu egzemplarzy przeznaczonych specjalnie dla Was - blogerów!

Konkurs trwa od 6 czerwca do 12 czerwca do godz. 18:00. Zwycięzcy zostaną wyłonieni 12 czerwca ok. godz 20:00. Lista laureatów zostanie opublikowana w komentarzach pod tym postem, a zwycięzcy dodatkowo zostaną powiadomi drogą mailową. W przypadku braku kontaktu ze strony laureata w ciągu 3 dni, nagroda przepada na rzecz innego uczestnika konkursu. 

Pytanie konkursowe:
Jakie wydarzenie w swoim życiu mógłbyś nazwać "fartownym pechem"? Dlaczego?

Swoje wypowiedzi należy zamieszczać w komentarzach pod postem, podając link do swojego blogu oraz adres mailowy. 
Forma wypowiedzi dowolna (ale nie dłuższa niż 10 zdań). Każdy z uczestników może udzielić tylko jednej odpowiedzi. 

Równocześnie można brać udział w pozostałych konkursach organizowanych przez Przegląd czytelniczy i Wydawnictwo Prószyński i S-ka, gdzie nagrodą jest również "Fartowny pech", jednakże jeden uczestnik nie może wygrać więcej niż jedną nagrodę.

Zasady ogólne tutaj.

Powodzenia!

czwartek, 5 czerwca 2014

Recenzja przed premierą. Olga Rudnicka "Fartowny pech"



Olga Rudnicka zawstydza wszystkich tych, którzy realizację swoich planów i marzeń odkładają na "później". Bo ona osiąga to, co sobie zamierzyła, już teraz, dzisiaj. W wieku 26 lat właśnie wydaje swoją.. dziewiątą książkę. "Fartowny pech" nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka w księgarniach od 10 czerwca.

Posterunkowy Filip Nadziany staje się obiektem drwin i kpin. Jedna z jego licznych kochanek w akcie zemsty postanowiła przypiąć niewiernego mężczyznę kajdankami do łóżka, przystroić kokardą tu i ówdzie, a niezapomniany widok uwiecznić na fotografii. A potem, rzecz jasna, przedstawić swoje dzieło szerszemu gronu odbiorców. Jak powszechnie wiadomo, najlepszy do tego celu będzie Internet. Do tego dochodzą problemy z mamusią, której Nadziany musi się tłumaczyć, iż jest na tyle dorosły, że tłumaczyć już się nie musi. Filip ma dość. Załatwia sobie przeniesienie do niewielkiego komisariatu, a sam zamieszkuje na wsi, o której nikt nawet nie pamięta. W podobnej sytuacji jest posterunkowy Krystian Dziany, który co prawda nie padł ofiarą mściwej kochanki, ale też ma w życiu pecha. Kiedy zostaje pobity przez 12-letnią dziewczynkę dochodzi do wniosku, że praca w policji to jednak nie to. Postanawia zostać prywatnym detektywem.

W tym samym czasie w kraju pojawia się legenda półświatka, gangster Gianni. Po latach nieobecności w Polsce i ku swemu niezadowoleniu, zmuszony jest podjąć się zlecenia w ojczyźnie. Nie jest mu to na rękę, wszak obiecał sobie kiedyś, że w kraju zachowa czystą kartę, aby móc kiedyś wrócić i w spokoju przejść na gangsterską emeryturę. Wspomniany już świeżo upieczony prywatny detektyw Krystian Dziany w wyniku fartu, a może pecha, dostaje pierwsze zlecenie. Jego klientem zostaje dobry znajomy Gianniego, gangster Padlina. Były policjant nieświadomy "zawodu" swego petenta, angażuje się w sprawę. A to dopiero początek.. Zaraz Padlina wywoła wojnę gangów, w sam środek której zostaje wplątanych dwóch młodych (po części już byłych) posterunkowych. Istny galimatias!

"Fartowny pech" to powieść gangsterska w krzywym zwierciadle. Idealnie wyważona, z zachowaniem odpowiednich proporcji. Czytelnika ze śmiechu boli brzuch, jednak przy tak wysokiej częstotliwości występowania elementów groteskowych i komediowych, autorka wykazała się zdrowym rozsądkiem. Humor nie przyćmiewa całej historii, nie jest głośniejszy od przesłania, jakie płynie z powieści. Przez cały czas pozostaje ważnym aspektem, element ironii i śmieszności nie zanika, ale co najważniejsze - jest lekkostrawny i nie aspiruje do bycia najważniejszym puzzlem całej układanki, jaką jest książka.

Największą zaletą "Fartownego pecha" są bohaterowie, którzy swoją tylko obecnością wywołują uśmiech na twarzy czytelnika. Momentami przerysowani, czasem stereotypowi, innym razem nieprawdopodobni, by za chwilę stać się zwykłymi ludźmi, zakradną się nawet do najbardziej niedostępnych serc. Świadomie, bądź też nie, stają się uczestnikami walki na śmierć i życie, walki przecież tak pompatycznej, a my ani przez chwilę nie potrafimy być poważni. Wielu źródeł tej historii możemy upatrywać się w codziennym życiu. Wprawdzie nie każdy z nas został bądź zostanie choć raz w życiu wplątany w sam środek porachunków gangsterskich, to jednak zdecydowana większość dialogów, sytuacji mogła mieć miejsce naprawdę. I właśnie to nas tak bawi! Nie trudno nam wyobrazić sobie choćby poważnego posterunkowego po trzydziestce, który tłumaczy się mamusi ze swojego życia czy gangstera, który bez wahania strzela do ludzi patrząc im w oczy, jednak córeczka jest świętością i na pierwszym miejscu jest zorganizowanie wypadku córeńki tatuńka na zakupy do Mediolanu. Takie elementy są siłą książki Rudnickiej. Autorka jest doskonałym obserwatorem, a to co widzi, wyśmiewa w kapitalnym stylu na kartach swojej powieści.

"Fartowny pech" to nie tylko krzywe zwierciadło. To również ciekawie wykreowany wątek kryminalny. Olga Rudnicka wprawdzie nie jest mistrzynią suspensu, jednak muszę przyznać, że i mnie w pewnym momencie zaskoczyła. W samym środku groteskowych wydarzeń spodziewajcie się zwrotu akcji. I pamiętajcie o tym, że nawet najtwardsi gangsterzy mają zdecydowanie zbyt miękkie serce dla kobiet.

Po lekturze "Fartownego pechu" mój podziw dla autorki wzrasta. Styl Olgi Rudnickiej wykrystalizował się już chyba na dobre, a jej cięty język z powieści na powieść wyrabia się coraz bardziej. Koniecznie przeczytajcie najnowszą propozycję młodziutkiej pisarki. Sami przekonajcie się co jest fartem, a co pechem. A może, tak jak i w tytule, wszystko jest wynikiem fartownego pecha? 


Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za przedpremierowe udostępnienie recenzyjnego egzemplarza!


Olga Rudnicka, "Fartowny pech"
Wydawnictwo Prószyński Media, 2014
data premiery: 10.06.2014
ilość stron: 304