Pokazywanie postów oznaczonych etykietą monika a. oleksa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą monika a. oleksa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 czerwca 2017

Monika A. Oleksa "Spacer nad rzeką"




Monika A. Oleksa​ "Spacer nad rzeką"
Wydawnictwo FILIA​
Data premiery: 14.06.2017
Liczba stron: 500

Przepiękna, liryczna opowieść o głęboko skrywanych, rodzinnych tajemnicach, które mają potężną moc niszczenia. Zosia, dobry duch rodziny, zmusza jej członków do zmierzenia się trudną przeszłością i wyciągnięcia właściwych wniosków. Tylko ona może ocalić tę familię. Z opisu wydawniczego książki mogłoby się wydawać, że to ckliwy romans, jednakże to coś o wiele, wiele więcej. To literatura obyczajowa w najpiękniejszej odsłonie. Prawdziwa perełka. Monika A. Oleksa snuje swą opowieść niespiesznie, powoli odkrywając przed Zosią - i przed czytelnikiem - wszystkie karty. Chociaż już od początku domyślamy się, jaką rolę w dramacie rodziny odegrała tajemnicza Julia, absolutnie nie psuje nam to zabawy z lektury. Z kart tej powieści bije życiowa mądrość. "Spacer nad rzeką" to źródło wielu ważnych cytatów. Monika A. Oleksa dba nie tylko o to, aby przedstawiona przez nią historia była ciekawa, ale też doszlifowana językowo. W dobie napisanych na kolanie i byle jak zredagowanych książek "Spacer nad rzeką" zachwyca drobiazgowością i dbałością szczegóły i ogromem pracy, jaki pisarka włożyła w swą najnowszą powieść. Jestem oczarowana tą książką i wiem, że to historia z gatunku tych, które na długo pozostaną w moim sercu. A na deser zachwycający Kazimierz Dolny, plastyczne opisy miasteczka i miłość do miejsca, którą Monika A. Oleksa przelała na papier.

czwartek, 11 grudnia 2014

Monika A. Oleksa | Moc uzdrawiania

Z mojego zaproszenia do wspólnego świętowania skorzystała również Monika A. Oleksa - wspaniała, pełna ciepła kobieta, autorka powieści obyczajowych, m.in. "Samotność ma twoje imię" oraz "Ciemnej strony miłości".
Przeczytajcie, jak pisarka spędza ten wyjątkowy czas i jakie znaczenie mają dla niej Święta Bożego Narodzenia.





Moje święta to bliskość i niecierpliwa, dziecięca radość oczekiwania na chwilę, gdy usiądziemy do rodzinnego stołu w gronie większym niż na co dzień. Na tym stole znajduje się zawsze jedno dodatkowe nakrycie, które w naszym domu nie jest jedynie symbolem. Co roku staramy się ogrzać w rodzinnym cieple i przygarnąć choć na jeden wieczór naszym sercem ludzi, w których domach z jakichś powodów jest zimno. Robimy to, chcąc dzielić się miłością, jaką sami czerpiemy z betlejemskiej stajenki wierząc, że ona zawsze przemienia – zarówno tych, którzy nią obdarowują, jak i samych obdarowywanych.
Magiczną atmosferę świąt czujemy już od początku grudnia. Moi chłopcy przygotowują świąteczne kartki z życzeniami, którymi zostaje obdarowany każdy gość, siadający przy wigilijnym stole, ja z mężem natomiast robimy obszerną listę zakupów, planując świąteczne menu i dzieląc się obowiązkami przygotowań. Nie wariujemy i nie pozwalamy, aby wszechobecny konsumpcjonizm wtargnął do naszego domu. O świąteczne prezenty dbamy wcześniej, starając się, aby były naprawdę czymś pięknym i z duszą. Oczywiście pod naszą choinką nie może zabraknąć książek! Mile widziane tytuły wpisywane są w listy do Św. Mikołaja, który dotąd nigdy jeszcze nie zawiódł:)
Boże Narodzenie w naszym domu to przede wszystkim radosne oczekiwanie na narodziny Zbawiciela. Przygotowujemy się do tego, porządkując nasze wnętrze, bo to jest dla nas najważniejsze. Chcemy, aby Maleńki Jezus, który przychodzi do każdego człowieka z ogromną Miłością mającą moc uzdrawiania, narodził się nie tylko w betlejemskim żłobie, ale przede wszystkim w nas samych i szykujemy te święta właśnie tak, aby móc Go do siebie zaprosić.
Wigilia od wielu już lat odbywa się u nas w domu, przy dużym rodzinnym stole. Tworzymy przy nim swoją historię. Pojawił się w naszym domu w trakcie trwania naszego małżeństwa, ale myślę, że sporo miałby do opowiedzenia...  Oczywiście na tym stole jest zwykle więcej niż dwanaście potraw (wszystkie, zgodnie z tradycją chrześcijańską, postne), bo każdy z naszych bliskich przynosi coś ze sobą, chcąc mieć wkład w ten magiczny wieczór, który łączy. Zaczynamy wieczerzę wigilijną prawie równo z pierwszą gwiazdką, około godz. 16-tej, i po wspólnym odmówieniu modlitwy, najpierw wsłuchujemy się w Słowo Boże, czytane zazwyczaj przez mojego męża, a potem dzielimy się opłatkiem, obdarowując się wzajemnie dobrymi życzeniami, ciepłem i błogosławieństwem. Po życzeniach siadamy do wieczerzy, nigdzie się nie spiesząc, nie patrząc na zegarek i ignorując zupełnie telewizor, który tego dnia jest wyłączony.
Wigilijny czas to czas magiczny i zatrzymany, który łączy Bożą Miłością i obdarowuje każdego siedzącego przy naszym stole nie tylko prezentami spod choinki, ale przede wszystkim bliskością, o którą dbamy każdego dnia pamiętając, że życie potrafi zakończyć się nieoczekiwanie i nie warto trzymać dobrych słów w sobie, ale trzeba nimi obdarowywać, bo są naprawdę ważne. I potrzebne, a ludzie tak szybko odchodzą, że czasami nie zdążymy pokazać, jak wiele dla nas znaczyli... Tego oboje z mężem, uczymy nasze dzieci, dla których święta to przede wszystkim drugi człowiek tuż obok.
Nasza wielopokoleniowa Wigilia kończy się Pasterką, po której dzielimy się opłatkiem i dobrym słowem z zaprzyjaźnionymi księżmi z parafii, oraz ludźmi, których w tej parafialnej wspólnocie spotykamy przez cały rok. Wracamy do domu pełni pokoju i wewnętrznego piękna, które emanuje z naszych serc przez cały rok przypominając, że ludzie są obecni w naszym życiu każdego dnia, a Święta Bożego Narodzenia mają nam nie tylko o tym przypomnieć, ale nauczyć dzielenia się miłością nieustannie. Tak właśnie to czuję i życzę każdemu, kto zajrzy tu do Ciebie, Magdaleno, pięknych i pełnych pokoju Świąt Bożego Narodzenia. Bo  tak naprawdę Boże Narodzenie dokonuje się w każdym z nas i nosimy je we własnym sercu. I to nie wolne od pracy dni, ani zastawiony wyszukanymi potrawami stół ma tutaj znaczenie, tylko cisza serca, które odnalazło to, za czym przez całe życie pędzimy i czego poszukujemy. Prawdziwy pokój, w którym nie ma lęku i prawdziwą radość, którą przynoszą drobiazgi. Światło, zamiast mroku. Nadzieję, w miejsce zwątpienia. Miłość, która umacnia i ma moc uzdrawiania. Ze wszystkiego.

Monika A. Oleksa 

poniedziałek, 27 października 2014

Monika A. Oleksa: "Moja najnowsza książka to dla mnie samej wielka tajemnica"




"Samotność ma twoje imię" to kolejna już, po "Uśmiechu Mima", "Miłości w kształcie kasztana" i "Ciemnej stronie miłości", powieść Moniki Oleksa. Autorki, która jak nikt potrafi zajrzeć w głąb duszy i w sposób czarujący opisać najgłębiej skrywane tęsknoty każdego człowieka. Książka zbiera najwyższe oceny i najbardziej pochlebne recenzje, postanowiłam więc porozmawiać z autorką oraz zapytać o to, dlaczego to właśnie Samotność jest jedną z głównych bohaterek powieści i czyje opinie są dla pisarki ważniejsze: czytelników, a może krytyków literackich?



Samotność to raczej mało optymistyczny temat książki. Dlaczego zdecydowała się Pani uczynić Samotność jedną z głównych bohaterek powieści?

To nie ja zdecydowałam. To ona wybrała mnie i moje pióro. Moja najnowsza książka „Samotność ma twoje imię” to dla mnie samej wielka tajemnica. Powstanie tej książki jest dla mnie  zagadką, której jeszcze nie potrafię rozgryźć i wierzę, że sama książka i to, jak będzie odbierana przez Czytelników, odpowie mi na pytanie, dlaczego się pojawiła. Bohaterki tej książki po prostu do mnie „przyszły”.  Wiem, że może zabrzmi to nieco dziwnie, ale nie planowałam tego. Świadomie nigdy nie zmierzyłabym się z tematem samotności, gdyż jest to zbyt trudne, i często zbyt bolesne w życiu ludzi, aby ten problem opisywać i o tym rozmawiać.  Byłam w trakcie pisania zupełnie czegoś innego (do czego, nota bene, teraz wróciłam) i znalazłam się w okresie zastoju twórczego, gdy każde przychodzące zdanie nie spełniało moich oczekiwań i nie chciało się układać tak, jakbym tego chciała. Na pewien czas zostawiłam tamten projekt, planując, że wrócę do niego, gdy przyjdzie właściwy moment. Pamiętam, że to była jesień. Listopad i jego melancholia wkradły się również do mojego życia, i nagle "zobaczyłam" oczami mojej wyobraźni, kobietę. Zobaczyłam scenę przy grobie, i dziwne spotkanie z mężczyzną. Napisałam coś, sama nie wiedząc, dlaczego to robię. To nie był początek książki, ani opowiadanie, tylko jakby wyjęty fragment z większej całości. Nie miałam pojęcia, co mam z tym zrobić i dlaczego właśnie takie słowa ze mnie wypłynęły. Opublikowałam ten fragment na swoim blogu (www.magialiterczarslow.blogspot.com) i zostawiłam. Po jakimś czasie "zobaczyłam" kolejną kobietę, tym razem w zupełnie innym wieku, siedzącą przy stole. I zobaczyłam ją. Samotność. Siedziała razem z tą kobietą, i poprzednio była razem z dziewczyną, którą opisałam. Kiedy podobna rzecz powtórzyła się z kolejnym fragmentem, zrozumiałam, że muszę za tym pójść i dać się tym bohaterom poprowadzić, czekając, dokąd mnie doprowadzą. I właśnie tak napisałam "Samotność...". Idąc za nią i pozwalając, aby stała się jedną z bohaterek mojej powieści.  

W swojej książce opisuje Pani Lublin, Kazimierzy Dolny i Dąbki. Czy te miejsca mają dla Pani szczególne znaczenie?

Ogromne! Wszystkie te miejsca – Lublin, Kazimierz Dolny, Nałęczów i Dąbki – są bliskie mojemu sercu  i dają mi inspirację do chwytania ulotnych słów, które zatrzymuję na kartach swoich powieści. Lublin to moje miasto rodzinne. Tutaj się urodziłam i tu mieszkam. Kocham to miasto i dobrze się w nim czuję, a z roku na rok doceniam je coraz bardziej i cieszę się, widząc jak się zmienia i pięknieje. 
Nałęczów i Kazimierz Dolny to zakątki, do których uciekam na niedzielny spacer lub czas wyciszenia. W Nałęczowie mam ulubioną kawiarnię „Ewelina”, w której są najlepsze ciastka na świecie! Delicja nałęczowska i kremówka nie mają sobie równych! Lubię spędzać tam niedzielne popołudnie, połączone z obowiązkowym spacerem po Parku Zdrojowym. Pomimo tego, że wszystkie alejki znam na pamięć, mogę dreptać po nich w nieskończoność i za każdym razem zachwycać się Nałęczowem tak, jakbym widziała go pierwszy raz. „Ewelina” to również ludzie. Pani Ania Bartosiewicz, prowadząca wraz z mężem pensjonat i stylową kawiarnię, ogrzewa ludzkie serca swoim ujmującym uśmiechem, chwilą rozmowy, którą znajduje dla każdego  i ogromnym zaangażowaniem. Bardzo ją cenię za to, że dzięki jej ciężkiej pracy, ja mam takie miejsce, do którego wpadam zawsze wtedy, gdy chcę odrobiny odświętności w swoim życiu, i do którego zabieram bliskich sobie ludzi. Podobnie jest z Kazimierzem. Też mam tam swoje miejsce – Hotel i Restauracja „Dwa Księżyce”, położone tuż przy nadwiślańskiej promenadzie. To również tam powstawały obszerne fragmenty mojej książki, i tam narodziła się postać Róży, której prawdopodobnie bym nie „spotkała”, gdyby nie pan Aleksander Serwatka, który zaprosił mnie do skorzystania z gościnności „Dwóch Księżyców” i uroków zimowego Kazimierza. Biały obraz miasteczka wciąż mam przed oczami, a kazimierskie sceny są tak wyraźne dzięki temu, że były pisane właśnie tam – w Kazimierzu i hotelu „Dwa Księżyce”. 
I  Dąbki... to cały rozdział w moim życiu. Kocham tą rybacką wioskę, obecnie uzdrowisko, za niepowtarzalny klimat, który wciąż zachowało, i za ludzi, których od kilku już lat nazywam swoimi bliskimi. Są dla mnie rodziną, którą dostałam w darze, i za którą codziennie dziękuję. Pensjonat „Maria” w Dąbkach, prowadzony przez drogich mi Marię i Franciszka Sawickich, to moje zacisze, w którym moje książki nabierają tempa i piszą się same. Mam tam swoich przyjaciół i ludzi, do których moje serce tęskni cały rok, i w zasadzie czuję się tak, jakbym miała dwa domy – ten w Lublinie, i ten w Dąbkach. 
    
Jak historia Ewy i pozostałych kobiet rodziła się w Pani głowie?

Obserwowałam moje bohaterki. Zawsze tak jest, gdy „przychodzą”. Przyglądamy się sobie ciekawie – one mnie, pewnie z powątpiewaniem, czy uda mi się opisać ich historię:), a ja z ciekawością. Wchodzę w ich życie powoli, ale całą sobą. Gdy zaczynam pisać, odczuwam wszystkie te emocje, które im towarzyszą. Jestem empatką i każda książka mnie spala, bo w każdą wkładam całą siebie i serce, które czuje. Często chodzę zamyślona, przypalam obiad, zdarza mi się pojechać w zupełnie inne miejsce niż planowałam, i potem muszę nadrabiać kilometrów, bo najczęściej zdarza mi się to w drodze do pracy! Proces twórczy jest bolesny, bo często przypłacam to migreną, ale dzięki temu, że piszę całą sobą i nie traktuję tego jedynie jak warsztat, moje książki są właśnie takie, jakie są. Ludzkie i prawdziwe, jak moje bohaterki. 
   
Jakie wydarzenie ukształtowało Panią jako pisarkę?

Piszę, odkąd tylko zaczęłam czytać, więc trudno mi znaleźć taki moment, który nadał mi obecny kształt. Z każdą książką staram się rozwijać, nad każdą pracuję długo, stawiając na jakość, a nie ilość. Momentem przełomowym w moim życiu, w którym przestałam pisać do szuflady, było wydanie „Uśmiechu Mima”. Ten zbiór opowiadań był prezentem od mojego męża, który wierzył we mnie i za mnie. Marcin pomógł mi spełnić najskrytsze i najgorętsze marzenie, i pokazał mi, że mam skrzydła. Dzięki niemu jestem już w stanie te skrzydła rozłożyć i pamiętać, że wciąż są. Myślę, że właśnie dzięki jego miłości i wierze we mnie, jestem dziś tym, kim jestem i właśnie taka, jaka jestem. 

Z czym jeszcze w literaturze chciałaby się Pani zmierzyć?

Nie stawiam sobie literackich wyzwań i nie planuję, co chciałabym napisać. To przychodzi samo. W pewnym momencie po prostu to czuję, i idę za tym. Ostatnio czuję inwazję sympatycznych owadów i jednego wiernego psa, do opisania których dojrzewam, więc pewnie zmierzę się z literaturą dla dzieci, póki jeszcze moje własne są w takim wieku, że będą chciały to przeczytać:) 

Co jest dla Pani ważniejsze: uznanie czytelników czy krytyków literackich? Wolałaby być Pani niedocenioną przez publiczność, ale nagradzaną pisarką czy odpowiada Pani status autorki lubianej, ale nie koniecznie wyróżnianej?

Oczywiście, że Czytelników! To dla nich piszę, a nie dla krytyków, którzy za miesiąc i tak zapomną tytuł książki, którą ocenili. O wiele większą wartość mają dla mnie łzy wzruszenia, uścisk dłoni i szepnięte ”dziękuję!” zwykłego człowieka, który dla mnie jest zawsze niezwykły. A krytycy... muszą z czegoś żyć, skoro wybrali taki zawód... 

 Praca nad którą z książek przysporzyła Pani najwięcej trudności?

Wydaje mi się, że była to „Miłość w kasztanie zaklęta”. Pierwsza powieść, pisana jeszcze ze zbyt małą wiarą we własne marzenia, splatana po kawałku przez wiele lat. Dziś traktuję ją jak talizman, bo od niej wszystko się zaczęło tak naprawdę... 

Czy jest Pani osobą zdyscyplinowaną? Pisze Pani codziennie?

Niestety nie! Pomimo obietnic składanych sobie i mężowi, który bardzo mnie dopinguje i „zagania” do pracy twórczej zupełnie tak samo, jak ja nasze dzieci do nauki:), w nawale obowiązków związanych z pracą zawodową i byciem pełnoetatową mamą, nie znajduję codziennie czasu na pisanie. Po pracy jestem tak zmęczona, że myśli mi się plączą, a w ciągu dnia zajmuję się tysiącem innych, ważnych spraw, że pisanie, które dla mnie zawsze jest nagrodą i wielką przyjemnością, zostawiam na „potem”. Chciałabym to w sobie zmienić i, pomimo wszystko, pisać regularniej.  

Gdyby miała Pani w kilku zdaniach opisać, zachęcić czytelnika do lektury „Samotność ma twoje imię”, co by Pani chciała przekazać? 

Najtrudniejszym zadaniem dla pisarza jest napisanie kilku zdań na okładkę własnej książki, zachęcających do sięgnięcia po nią. Trudno mi znaleźć słowa, przekonujące kogoś, aby sięgnął po „Samotność...”. Myślę, że ta książka ma wiele do powiedzenia, ale aby się o tym przekonać, trzeba po nią sięgnąć. Do czego gorąco zachęcam, dziękując, Pani Magdo, za tą rozmowę, która była dla mnie ogromną przyjemnością. 


środa, 1 października 2014

Konkurs! Wygraj 1 z 3 egzemplarzy powieści "Samotność ma twoje imię"





Zapraszam Was do udziału w wyjątkowym konkursie.
Wyjątkowym, gdyż do wygrania jest naprawdę wyjątkowa powieść...

Monika A. Oleksa "Samotność ma twoje imię",
Wydawnictwo Zysk i S-ka.


Wygraj 1 z 3 egzemplarzy powieści "Samotność ma twoje imię" ufundowanych przez Wydawnictwo Zysk i S-ka.

Konkurs jest związany z książką "Samotność ma twoje imię" oraz recenzją, jaka ukazała się na jej temat na blogu recenzenckim Przegląd czytelniczy.
Co należy zrobić, aby wziąć udział w konkursie?

1. Przeczytaj recenzję powieści "Samotność ma twoje imię" zamieszczoną na blogu Przegląd czytelniczy, bezpośredni link tutaj.
2. W recenzji pada zdanie "to (...) powieść uzależniająca, jaką musimy poznać pełną od razu, aby stać się szczęśliwszym człowiekiem.". Zastanów się chwilę i pod wpływem lektury recenzji  książki odpowiedz na pytanie konkursowe:

"Dlaczego uważasz, że powieść 'Samotność ma twoje imię' uczyniłaby cię szczęśliwszym/ą?"

3. Pełne zgłoszenie, zamieszczone w komentarzach pod tym postem na blogu, powinno zawierać imię i nazwisko/nick osoby zgłaszającej się do konkursu, adres mailowy oraz odpowiedź na pytanie konkursowe. Tylko takie zgłoszenia będą rozpatrywane.

4. Termin nadsyłania zgłoszeń mija w środę, 8 października o godz. 23:59.
Wyniki zostaną ogłoszone w czwartek 9 października na fanpage'u bloga (kliknij tutaj), a laureaci dodatkowo zostaną poinformowani drogą mailową.

5. W konkursie mogą brać udział osoby zamieszkałe na terenie kraju oraz osoby przebywające na stałe za granicą, pod warunkiem wskazania adresu do wysyłki w kraju bądź pokrycia kosztów przesyłki zagranicznej.

6. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest polubienie fanpage sponsora nagród, Wydawnictwo Zysk i S-ka oraz organizatora konkursu, Przegląd czytelniczy.

Powodzenia!


Monika A. Oleksa "Samotność ma twoje imię" [Recenzja]




Można przebywać wśród ludzi, ale za jedyną towarzyszkę mieć Samotność. To całkiem możliwe, że mieszkasz w domu tętniącym życiem, pośród wielu osób, a jednak, wszechobecny chłód i zimno, jakie zakradły się do twojego serca, sprawiają, iż czujesz się samotny. Może przez całe lata żyłeś na pełnych obrotach, szczęśliwie, przy boku ukochanej osoby, a kiedy jej zabrakło, została ci tylko Samotność. W końcu prawdopodobnym jest, iż po prostu jesteś sam, zupełnie sam. O różnych odcieniach samotności pisze w swej najnowszej książce Monika A. Oleksa. I trzeba przyznać, że pisze pięknie.

Ewa za chwilę skończy 43 lata i nigdy nie ułożyła sobie życia. Kiedyś pokochała całą sobą, a kiedy Mateusz wybrał inną kobietę, zamknęła swoje serce na klucz. Odnosi sukcesy na niwie zawodowej, jednak kiedy wraca wieczorem do domu, w pustych ścianach towarzyszą jej tylko kot i Samotność. Na kartach powieści pojawiają się kobiety w różnym wieku, bardziej lub mniej związane z Ewą i jej historią. Martyna, Hanna, Janina, Danuta i Magda - panie w różnym wieku i z szerokim bagażem doświadczeń, wszystkie doznały lub doznają odosobnienia, nierzadko pośród innych ludzi. Każdej z nich przyjdzie zmierzyć się ze swoją Samotnością, spojrzeć jej w oczy i dokonać tej najważniejszej decyzji - czy pozwolić Samotności na dobre rozgościć się w ich życiu, a może znaleźć w sobie siłę, by walczyć o pragnienia serca?

"Samotność ma twoje imię" jest przepiękną, liryczną powieścią o potrzebach ludzkiego serca. Monika A. Oleksa pisze porywająco. Niebanalnie, a każde zdanie zachwyca wytrawnego miłośnika słowa. Książka jest skarbnicą cytatów, zbiorem uniwersalnych prawd życiowych, cudownie naszkicowanym portretem współczesnych pragnień i lęków. Autorka skupia się na wielowymiarowym przedstawieniu tematyki. "Samotność ma twoje imię" to obraz dzisiejszej samotności, z uwzględnieniem co najmniej kilku jej odzwierciedleń. Monika A. Oleksa nie powiela utartych schematów, nie napisała kolejnej książki o późnym staropanieństwie, singielce w wieku średnim, która usilnie poszukuje męża, aby ten cudownie odmienił jej los. Pisarka jest zbyt inteligentną i mądrą życiowo kobietą, aby pójść w stronę banałów. Jej powieść to historia poszukiwania drugiego człowieka, miłości i przyjaźni, w ich najróżniejszych wariantach. Historia spisana zachwycającym językiem, gdyż Oleksa pięknie pisze nawet o pogodzie.

To bez wątpienia jedna z najlepszych i najciekawszych polskich powieści obyczajowych 2014 roku. Utrzymana w łagodnym klimacie, napisana w sposób przystępny również i dla odbiorcy, który na co dzień nie lubuje się w tak zwanej kulturze wysokiej, pełna mądrości i prawdy, totalnie skradła moje serce. Tej książki nie czyta się ot tak, po prostu. "Samotność ma twoje imię" przenosi w inny wymiar, oddając się czytelnikowi w całości. A my chłoniemy, chłoniemy i wciąż chłoniemy więcej, więcej, najwięcej! To powieść, której nie jesteśmy w stanie dawkować, powieść uzależniająca, jaką musimy poznać pełną od razu, aby stać się szczęśliwszym człowiekiem. "Samotność ma twoje imię" jest doskonałą lekturą dla tych, którzy wciąż poszukują szczęścia, jak i dla osób, którzy poznali już jego smak. Powieść utwierdzi nas tylko w przekonaniu, co jest w życiu naprawdę istotne.

Czuję się spełniona. Na takie książki, jak "Samotność ma twoje imię" czeka się długo. Jest mnóstwo publikacji, które wkradają się do serca, mogą cieszyć się tytułem ulubionych, ale istnieje również cała masa książek słabych, o których nie warto pamiętać. "Samotność ma twoje imię" nie jest żadną z nich. Trudno mierzyć tę wyjątkową powieść jakąkolwiek miarą, porównywać z innymi książkami. To cudna historia i jestem pewna, że musicie ją poznać.


Dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Monika A. Oleksa "Samotność ma twoje imię"
Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2014
data premiery: 29.09.2014
ilość stron: 424