Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura szwedzka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura szwedzka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 stycznia 2015

Maria Ernestam "Córki marionetek" [Recenzja]



"Trzymający w napięciu thriller psychologiczny osadzony w bajkowym krajobrazie szwedzkiego miasteczka" - czytamy rekomendację na okładce. Od razu zapragnęłam przeczytać "Córki marionetek". Ostatnio trafiają mi się same "babskie" lektury, lekkie powieści obyczajowe, romansidła.. Potrzebowałam mocnych wrażeń. Bardzo mocnych wrażeń. "Córki marionetek" wydawały mi się idealną lekturą. Niestety, tylko wydawały. Przeczytałam, bo przeczytałam, ale żeby mnie coś ruszyło? Absolutnie nie. Nie podobało mi się. Bo przez ponad 400 stron puls nie przyspieszył mi nawet na sekundę. 

Mariana jako dziecko dokonała przerażającego odkrycia. To ona znalazła ciało swojego ojca. Mariana, która miała wówczas zaledwie 11 lat, przez lata starała się wyprzeć to zdarzenie z pamięci. Jednak widok zastrzelonego, przywiązanego do karuzeli ojca pozostał z nią na zawsze. Nigdy nie udało się znaleźć sprawcy morderstwa. Mariana, już jako dorosła kobieta, prowadzi rodzinny sklep z lalkami. Mieszka w tym samym miasteczku, w którym zginął jej ojciec. Spokój mieszkańców małej miejscowości budzi pojawienie się Amerykanina Amnona Goldsteina. Mężczyzna ma zamiar wyjaśnić sekrety z przeszłości, co nie do końca odpowiada niektórym z tubylców.

Pięćdziesiąt stron. Nic się nie dzieje. Jest trup, ale wyjątkowo zimny, bo sprzed trzydziestu lat. Nie ma żadnego śledztwa, żadnych zagadek. Myślę sobie: okej. Szwedzi zazwyczaj starannie kreują rzeczywistość, tworzą klimat, zagęszczają atmosferę, a tu nagle bum. Poczekam. Sto stron. Nadal nic. Hm, mogłoby się już coś ruszyć, prawda? Co prawda, głównej bohaterce wybito okno, ale chyba nie o to chodzi w tym "trzymającym w napięciu thrillerze"? Sto pięćdziesiąt. Dwieście. Dwieście pięćdziesiąt... Uprowadzono i wykastrowano konia (wybaczcie spoiler). Toż to doprawdy mrożąca krew w żyłach, "trzymająca w napięciu" zagadka. A co z tym trupem z prologu? Dawno wystygł i nikt do jego sprawy nie wraca. Trzysta stron. Trzysta pięćdziesiąt. O, ktoś się zainteresował trupem. Ale nie, to jednak tylko retrospekcje. Czterysta stron. Wiemy, kto zabił. Śledztwa dalej brak. Zagadka jakby rozwiązana, ale tak naprawdę rozwiązanie zostało jedynie zasugerowane. Koniec książki. Serio? Wynudziłam się. Niestety, nie otrzymałam nic, czego oczekiwałam. Zero napięcia. No nic, będę szukać dalej.

"Córki marionetek" to powieść dobrze napisana, z ciekawymi portretami psychologicznymi postaci, ale mnie to absolutnie nie wystarcza. Cóż z tego, że autorka sprawnie operuje słowem, skoro mnie nim nie zainteresowała? Moje zainteresowanie przed lekturą było wprost proporcjonalne do rozczarowania, jakie przeżyłam w zderzeniu z tekstem. Czekałam na "Córki marionetek" długo, a kiedy tylko otrzymałam książkę, od razu zaczęłam czytać. Zaangażowałam się całą sobą, nie przejęłam się początkowym niepowodzeniem i brakiem iskrzenia pomiędzy nami "od pierwszego wejrzenia". Cały czas miałam nadzieję, że może chociaż zaskoczenie mnie zaskoczy, a akcja nabierze tempa. "Córki marionetek" to żaden thriller, a średnio porywająca powieść obyczajowa.

Reasumując - jestem na nie. Starałam się znaleźć dobre strony, ale poza intrygującymi postaciami, gęstą atmosferą charakterystyczną dla szwedzkiej literatury oraz faktem, iż książka została dobrze napisana, nic nie odkryłam. Według mnie nie warto, gdyż, nawet jeśli jesteście miłośnikami skandynawskich autorów, na rynku jest wiele ciekawszych powieści.

Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Maria Ernestam "Córki marionetek"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2015
ilość stron: 432
data premiery: 28.01.2015

poniedziałek, 10 listopada 2014

Malin Persson Giolito "Ponad wszelką wątpliwość" [Recenzja]



"Ponad wszelką wątpliwość" posiada wszystkie cechy szablonowego kryminału: bestialsko zamordowana nastolatka, policyjne śledztwo, w końcu i szalony morderca, osadzony i skazany na dożywocie. Jednak ta książka to coś zdecydowanie więcej. Powieść jest próbą dokonania oceny i wskazania wad systemu sprawiedliwości, głosem w sprawie tych, których wina nie do końca jest tak oczywista, jak widzi to społeczeństwo. 

Stig Ahlin odsiaduje dożywotnią karę pozbawienia wolności w bloku dla przestępców skazanych za zbrodnie na tle seksualnym. Trzynaście lat temu brutalnie zamordowano piętnastoletnią dziewczynę, a Stig - trzydziestopięcioletni lekarz został uznany winnym tego zabójstwa. Sophia Weber, sztokholmska adwokat, mimo początkowych wątpliwości, zgadza się jeszcze raz przyjrzeć sprawie Stiga Ahlina, znanemu społeczeństwu jako Profesor Śmierć. Proces był mocno poszlakowy, dodatkowo kobieta odkrywa liczne nieprawidłowości w śledztwie. Postanawia pomóc Ahlinowi. Sophia na własnej skórze doświadcza nienawiści, jaką ludzie pałają do Stiga. Czy możliwym jest odkrycie prawdy po trzynastu latach?

Książkę czytało mi się rewelacyjnie. Malin Persson Giolito po mistrzowsku kluczy między teraźniejszością a przeszłością, utrzymując stałą relację pośród prowadzonym trzynaście lat temu śledztwem i dochodzeniem prowadzonym współcześnie przez prawniczkę. W mojej opinii "Ponad wszelką wątpliwość" jest publikacją genialną, doskonale łączącą w sobie elementy fascynującego kryminału oraz powieści społeczno-obyczajowej. Autorka dokonuje swego rodzaju osądu współczesnego systemu sprawiedliwości, ukazuje jego wady i niedoskonałości. Zasiewa ziarnko niepokoju w sercu czytelnika. Czy aby na pewno sprawy mają się tak, jak przedstawia je policyjne śledztwo, sąd oraz media? "Ponad wszelką wątpliwość" wskazuje na istnienie drugiego dna, którego społeczeństwo często nie dostrzega, zmanipulowane i ogarnięte nienawiścią. 

Powieść składa się z pojedynczych obrazów, mimo iż główną bohaterką jest Sophia Weber, to otrzymujemy również poszczególne portrety osób pośrednio lub bezpośrednio związanych ze śledztwem. Wpływa to na zbudowanie szalenie intrygującego i zróżnicowanego tła opowieści. Autorka pomaga nam zrozumieć motywy, jakie kierowały postaciami w ich zachowaniu. Bohaterowie to przede wszystkim ludzie, o czym nawet na moment nie zapomina Malin Persson Giolito. Szwedzka pisarka w intrygujący sposób opisuje mechanizmy działania i funkcjonowania śledztwa, zachowując przy tym czynnik ludzki. Nie wszystko działa idealnie, gdy w grę wchodzą uczucia, a bohaterowie nie są robotami, pozbawionymi emocji. Giolito przekonuje, jak ciężko zachować bezstronność, kiedy z rąk szaleńca ginie nastoletnia dziewczyna.

"Ponad wszelką wątpliwość" to książka, której ślad z pewnością zostanie we mnie na długo. Doskonale napisana, mądrze skonstruowana, ale przede wszystkim - tak wyróżniająca się na tle innych powieści kryminalnych. Pisarstwo Malin Persson Giolito budzi naturalne skojarzenia z twórczością Jodi Picoult, chociaż obie autorki zaliczają się do innych nurtów w literaturze. Gdybym miała jednak porównywać, pokusiłabym się o takie stwierdzenie. Za słusznością tej tezy przemawia przede wszystkim tematyka i rozbudowany wątek społeczno-obyczajowy. "Ponad wszelką wątpliwość" polecam zarówno wielbicielom kryminału, jak i właśnie fanatykom obyczaju z istotnym problemem społecznym w tle.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Malin Persson Giolito "Ponad wszelką wątpliwość"
Wydawnictwo Czarna Owca, 2014
ilość stron: 440
data premiery: 24.09.2014

czwartek, 23 października 2014

Viveca Sten "Na spokojnych wodach" [Recenzja]




Viveca Sten to stosunkowe nowe nazwisko na szwedzkiej scenie literatury kryminalnej, a przede wszystkim - nieznane dotychczas w Polsce. Wydanie debiutanckiej powieści Sten w naszym kraju zbiega się w czasie z premierą nakręconego na podstawie książki polskiego serialu produkcji AXN "Zbrodnia". To, czy zdecydujecie się porównać powieść z wyobrażeniami polskich producentów, pozostawiam do decyzji, jednak jedno jest pewne - musicie przeczytać debiutancką powieść Viveci Sten, która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarna Owca.

Sandhamn, popularna wśród turystów wyspa archipelagu szwedzkiego. Sezon letni jest w pełni, kiedy oplątane w rybacką sieć ciało mężczyzny wypływa na ląd. Do sprawy zostaje przydzielony inspektor Thomas Andreasson, który po traumatycznych przeżyciach związanych ze śmiercią nowonarodzonej córki i rozpadem małżeństwa, właśnie przeniósł się z policji morskiej do wydziału kryminalnego. Ustalenia śledztwa są niejasne, ofiara mogła zginąć zarówno w wyniku nieszczęśliwego wypadku, jak i zostać zamordowana. Kiedy po kilku dniach na Sandhamn policja znajduje zmasakrowane zwłoki jedynej krewnej zmarłego, sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. Thomas musi połączyć te dwie sprawy ze sobą i odkryć, co łączyło ofiary z wyspą, na której zginęli. W tych trudnych chwilach wspiera go przyjaciółka z dzieciństwa, prawniczka Nora Linde.

"Na spokojnych wodach" to debiut bardzo udany. Viveca Sten uknuła zawiłą i skomplikowaną intrygę, a jej rozwiązanie schowała na tyle głęboko, iż czytelnik nie jest w stanie przewidzieć, kto jest mordercą, dopóki autorka nie uzna za słuszne poinformować  o tym odbiorcę swojej książki. Nie mamy pojęcia, co mogło stać się na szwedzkiej wyspie Sandhamn, gdyż nawet policja nie posiada żadnych tropów w tej sprawie. Wydaje się, iż dochodzenie utknęło w martwym punkcie i nigdy nie poznamy odpowiedzi. Ten moment jest właściwie jedynym zgrzytem w historii - niedoświadczona debiutantka na chwilę straciła wątek i uśpiła emocje czytelnika. Na krótką chwilę wygasa wszelkie napięcie, a akcja zastyga. Dzieje się to mniej więcej w połowie opowieści i całe szczęście, Sten szybko łapie tempo, gdyż inaczej skutecznie mogłaby zniechęcić do siebie czytelnika. Nieprzewidywalnym zakończeniem udowadnia swój naturalny talent i predyspozycje do kreowania świata literatury kryminalnej.

Książka urzeka ciekawym tłem obyczajowym. Viveca Sten stworzyła intrygujące portrety głównych bohaterów - Thomasa i Nory. Thomas, mężczyzna po stracie 3-miesięcznego dziecka, świeżo po rozwodzie. Autorka buduje trudny charakter w niesamowicie ciężkiej sytuacji życiowej, zamyka Thomasa i jego żonę, która jest już tylko wspomnieniem, w niebezpiecznej pułapce wzajemnych oskarżeń, niedomówień. Uśmierca nie tylko córkę - owoc miłości, ale zabijając dziecko, dusi też miłość. Również Nora, przyjaciółka Thomasa z dzieciństwa, stanowi intrygujący portret psychologiczny. Kobieta, która swoje życie sprowadziła przede wszystkim do roli matki i żony, dla dobra swojej rodziny. Teraz będąca częścią dylematu - praca czy najbliżsi? Nora otrzymuje korzystną propozycję zawodową. Viveca Sten, tworząc bohaterkę Nory, która, tak jak i autorka, jest prawniczką, zbudowała wierny portret standardowej, współczesnej kobiety. Z przyjemnością obserwowałam sposób, w jaki ewoluują te charaktery oraz wpływ, jaki mają na wygląd śledztwa.

Viveca Sten po raz pierwszy na wyspę Sandhamn przyjechała jako dziecko i od razu pokochała to miejsce. Sandhamn żyje również na kartach powieści "Na spokojnych wodach". Autorce udało się oddać niewątpliwy urok niewielkiego, nadmorskiego miasteczka. To wprost wymarzona sceneria do dochodzenia Thomasa. "Na spokojnych wodach" jest kryminałem z gatunku tych lekkich, przyjemnych. Autorka opiera się głównie na skomplikowanej zagadce kryminalnej, nie musi uciekać się do brutalnych opisów i seryjnych morderców. Bez tego jest niesamowicie przekonująca i obiecująca. Warto zwrócić uwagę na tę pozycję.

Dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Viveca Sten "Na spokojnych wodach"
Wydawnictwo Czarna Owca, 2014
ilość stron: 384
data premiery: 08.10.2014

niedziela, 19 października 2014

Tove Alsterdal "Grobowiec z ciszy" [Recenzja]



Tove Alsterdal w swojej niedawno wydanej przez Wydawnictwo Akurat powieści "Grobowiec z ciszy" przedstawia nam dobrze znaną opowieść z nieco innej pod kontekstem geograficznym strony. Oddajmy głos przeszłości i pozwólmy głównej bohaterce porwać nas w podróż z północnych krańców Szwecji, poprzez dzisiejszą Finlandię aż po rosyjski Petersburg.

Katrine wyjechała na stałe z rodzinnej Szwecji do Londynu, gdzie pracuje jako dziennikarka. Okazuje się, iż nie jest jedyną kobietą w rodzinie, która przed czymś ucieka. Kiedy Katrine wraca do Sztokholmu, by zająć się chorą matką, odkrywa, iż ta jest właścicielką domu w wysuniętej daleko na północ kraju wsi. Firma maklerska za nieruchomość oferuje niezwykle i niewytłumaczalnie wysoką kwotę. Katrine wyjeżdża do Kivikangas, aby wyjaśnić sprawę rodzinnej posiadłości. Na miejscu okazuje się, iż trwa dochodzenie w sprawie morderstwa jednego z okolicznych mieszkańców. Jednocześnie Katrine odkrywa swoje korzenie i szybko pojmuje, iż wszystkie ślady prowadzą do Rosji. Kobieta udaje się w podróż, aby poznać tajemnicę swojej rodziny.

"Grobowiec z ciszy" nie jest tradycyjnym kryminałem. W moim odczuciu to przede wszystkim saga rodzinna z mroczną zagadką w tle. I właśnie na rozwiązaniu tej tajemnicy sprzed lat skupiłam moją uwagę, gdyż jest o wiele bardziej rozbudowana, niejasna aniżeli sama sprawa kryminalna. Tove Alsterdal zabiera nas w wyjątkową i cudowną podróż po mroźnych zakątkach północnej Europy. Snując swoją opowieść, sięga wstecz do lat 30. XX wieku, aby znaleźć odpowiedzi na nurtujące bohaterkę pytania. Ludzie znikający bez śladu, niespełnione miłości, zaprzepaszczone ideały, masowe grobowce, zamknięte archiwa tajnych służb rosyjskich - to wszystko staje się udziałem wędrówki Katrine. Autorka powieści wszystkie te informacje oraz napięcie dawkuje w emocjonujący sposób, przez co lektura okazuje się być szalenie intrygująca i wciągająca. Przyznam, że bezwstydnie zarwałam noc z "Grobowcem z ciszy". Wszelkie niedociągnięcia tracą na wartości przy talencie narracyjnym Tove Alsterdal.

Alsterdal w mądry sposób połączyła rodzinną tajemnicę sprzed lat z popełnionym w czasach współczesnych morderstwem. Odczuwam pewien niedosyt związany z kryminalnym aspektem publikacji. Rzecz jest przewidywalna, a tożsamości zabójcy nietrudno domyśleć się mniej więcej w połowie książki. "Grobowiec z ciszy" to taka książka z gatunku "wszystkiego po trochu", i, o ile do sagi rodzinnej nie mam najmniejszych zarzutów, o tyle z punktu widzenia powieści kryminalnej książka nie sprostała moim oczekiwaniom. A może inaczej - te oczekiwania okazały się zbyt wygórowane w związku z promowaniem książki jako "wciągający kryminał połączony z mroczną sagą rodzinną". Po lekturze mogę jednoznacznie stwierdzić, iż "Grobowiec z ciszy" to mroczna saga rodzinna z zagadką kryminalną w tle. Niezbyt skomplikowaną, zawiłą, aczkolwiek dodającą smaku. Nie spodziewajcie się po tej powieści klasycznego kryminału, co nie przeszkodziło mi wprost pochłonąć lektury. 

"Grobowiec z ciszy" to powieść łącząca w sobie elementy wielu gatunków. Swoimi korzeniami sięga rodzącej się socjalistycznej Rosji, terroru stalinowskiego, aż do współczesnych rosyjskich gangsterów i małej wsi za kołem polarnym. Tove Alsterdal stworzyła niepowtarzalny klimat, a czytając powieść, wprost czułam trzeszczenie śniegu pod butami. Jeśli macie ochotę na lekki kryminał z niesamowicie wciągającą, mroczną tajemnicą sprzed lat i historią w tle - to doskonała pozycja.

Dziękuję Wydawnictwu Akurat za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego powieści!

Tove Alsterdal "Grobowiec z ciszy"
Wydawnictwo Akurat, 2014
ilość stron: 496
data premiery: 24.09.2014

środa, 8 października 2014

Recenzja premierowa | Åsa Hellberg "Ostatnia wola Sonji"




Czy kiedykolwiek marzyłeś o dobrej wróżce, która zmieni twoje życie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? Dobre wróżki niestety nie istnieją, ale od czego mamy przyjaciół? Åsa Hellberg w swojej powieści "Ostatnia wola Sonji" przekonuje, iż warto skorzystać z szansy polepszenia swojego życia i zacząć, najbanalniej?, być szczęśliwym.

Sonja, Susanne, Rebecka i Maggan stanowiły zgrany zespół. Sonja wiedziała, że w głębi serca jej przyjaciółki nie są szczęśliwe i, kiedy umiera, zostawia po sobie niezwykły testament. Susanne, Rebecka i Maggan mają porzucić swoje dotychczasowe życie i zająć się spełnianiem marzeń. Sonja zadbała o realizację tego planu. Każda z nich trafia do innego miejsca w Europie, gdzie Sonja przygotowała dla nich niespodzianki. Restauracja w Paryżu, hotel w Londynie i dom na Majorce mają na zawsze odmienić los trzech kobiet. A za progiem, jakże by inaczej, czeka miłość...

"Ostatnia wola Sonji" to współczesna, wzruszająca, momentami nieco przerysowana, ale urzekająca bajka dla dorosłych. Opowiada historię kobiet w średnim wieku, które mimo pięćdziesiątki na karku, wcale nie mają pukładanego życia. To opowieść o życiu na pół gwizdka w cieniu strachu. Hellberg obnaża lęki współczesnych ludzi, przekonuje, iż warto w końcu zerwać z obawami i zacząć żyć pełną piersią. "Ostatnia wola Sonji" to pełna optymizmu afirmacja życia w szczęściu. Szkoda tylko, że tę machinę napędzają tutaj niewyobrażalne pieniądze, przez co książka momentami wydaje się być nierealna, przesadzona. Przedstawione historie z pewnością nie staną się udziałem życia przeciętnego człowieka, lecz miło jest odpłynąć z tą lekturą, oderwać się od rzeczywistości.

"Ostatnia wola Sonji" jest lekką, idealną powieścią na jesienną chandrę. To doskonała pozycja do leniuchowania i wygrzewania się pod ciepłym kocem. Hellberg przenosi nas w odrealniony świat, gdzie wszystkie marzenia mogą się spełnić. Książka wywołuje uśmiech na twarzy czytelnika, potrafi też wzruszyć i zaskoczyć. Chociaż z punktu widzenia kunsztu literackiego, nie jest to powieść górnolotna, czyta się ją niezwykle łatwo, przyjemnie i szybko. A historia wprost.. magiczna. Urzekł mnie ten świat Hellberg. Autorka uczy swoje bohaterki uśmiechać się do swojego odbicia w lustrze, przekonuje, iż warto zrzucić z siebie ochronny pancerz i po prostu, żyć. Kobiety w końcu odkryją, w którym momencie zgubiły siebie.

"Ostatnią wolę Sonji" polecę wszystkim tym, którzy uwielbiają marzyć. Ta nieco bajeczna opowieść może stać się impulsem do zmian na lepsze również i w naszym życiu. Czyta się wspaniale, a pomaga w tym lekki język autorki, urzekające bohaterki i iście wakacyjna okładka. Któż nie zechce przenieść się w wakacyjne klimaty w długie, jesienne wieczory?

Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Åsa Hellber "Ostatnia wola Sonji"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2014
ilość stron: 344
data premiery: 08.10.2014

wtorek, 20 maja 2014

Marianne Fredriksson "Simon i dęby" [Recenzja]




Powieścią Marianne Fredriksson "Simon i dęby" zainteresowałam się po lekturze opisu wydawcy. Losy adoptowanego dziecka, przed którym przybrani rodzice ukrywają żydowskie pochodzenia, w przededniu II wojny światowej wydały mi się interesujące głównie ze względu na wątek wojenny. Lubię książki o tej tematyce, nigdy dość dobrej lektury przestrzegającej przed tym, dokąd prowadzi nienawiść. W związku ze wznowieniem wydania powieści przez Wydawnictwo Replika, zdecydowałam się przeczytać historie Simona. 

Simon Larsson nie wie, iż jest adoptowany, chociaż w głębi serca czuje, że nie pasuje do swoich rodziców. W obliczu fali antysemityzmu Karin i Eryk decydują podjąć wszelkie niezbędne kroki, aby ukryć przed synem jego żydowskie pochodzenia. Drżą o jego życie. Chwilę po wybuchu II wojny światowej Simon zaprzyjaźnia się z Izaakiem, jedynym Żydem w klasie. Znajomość chłopców daje początek więzi, która połączy na lata ich rodziny. 

"Simon i dęby" to mądra, ciekawa lektura, ale.. Czuję się nieco oszukana. Spodziewałam się, iż jej głównym tematem będzie wojna, tymczasem konflikt zbrojny jest tylko dalekim tłem do około 100 z 400 stron powieści. Później pozostaje tylko echo antysemityzmu i II wojny światowej. Po zapoznaniu się z opisem wydawniczym tytułu śmiało można przypuszczać, iż "Simon i dęby" to literatura typowo wojenna. W tym miejscu należy lojalnie ostrzec wszystkich potencjalnych czytelników książki, iż jest to powieść obyczajowa. Publikację warto przeczytać, zaklasyfikowanie jej przez szwedzkich krytyków do "jednej ze stu najlepszych powieści na świecie" jest nieco górnolotne, jednakże przyznaję rację, iż książka jest naprawdę dobra. Napisana przepięknym językiem, dotyka trudnych tematów.

Powieść Marianne Fredriksson to przede wszystkim książka o dojrzewaniu i poszukiwaniu własnej tożsamości. Nadchodzi dla Simona dzień, kiedy przyjdzie mu poznać prawdę o samym sobie i to właśnie jest kluczowy dla historii moment. Jak chłopiec zareaguje na to, co usłyszy? Czy oddali go to od Karin i Eryka, którzy go wychowali? Czy pozna historię o swoim żydowskim ojcu? "Simon i dęby" pomaga czytelnikowi znaleźć odpowiedź na najtrudniejsze, a jednocześnie najważniejsze pytania. Autorka oddała w nasze ręce staranny portret nie tylko głównego bohatera, ale i jego rodziny oraz przyjaciół. Bohaterowie Fredriksson to ludzie po przejściach, którzy ze swoich przeżyć wynoszą mądra lekcję i dzielą się świeżo zdobytą wiedzą z czytelnikami powieści. Niektórzy z nich irytują, drudzy rozśmieszają, inni wzruszają.. Jedno jest pewne - są to postacie wyraziste i ich obecność jest naszkicowana wyraźnie i dokładnie.

Książka wzbogacona jest elementami filozofii, a część rozdziałów w dużej mierze jest poświęcona poglądom bohaterów, a nie samym postaciom. "Simon i dęby" z pewnością nie jest lekturą na jeden wieczór. Momentami bywa trudna. W mojej opinii zbyt dużo jest tutaj opisów, a za mało akcji. Kiedy obserwujemy dzieło przez pryzmat całości, widzimy, iż od początku wydarzyło się naprawdę sporo. Jednak podczas lektury czujemy, że te zmiany zachodzą zbyt wolno, a towarzyszy im sporo rozważań i wspomnianych wyżej opisów.

"Simon i dęby" to również historia wielkiej przyjaźni. Miłość schodzi na dalszy plan i nie jest to przypadkiem, gdyż sama autorka przyznała, że w przyszłości "przyjaźń będzie ważniejsza niż miłość". Trzeba przyznać, że sposób, w jaki Fredriksson pisze o tej przyjaźni jest naprawdę urzekający.. Bardzo podobało mi się przedstawienie demonów trapiących bohaterów, pokazanie ich ciemnej strony, a w końcu wyzbycie się traum. Pisarka była niesłychanie mądrą kobietą i tę mądrość przekazuje w swych dziełach. Czy warto przeczytać "Simon i dęby"? Jak najbardziej! Chciałabym jednak, abyście z tej recenzji również wynieśli jakąś lekcję i nie nastawiali się, tak jak i ja wcześniej, na literaturę typowo wojenną.



Dziękuję Wydawnictwu Replika za udostępnienie recenzyjnego egzemplarza powieści!


Marianne Fredriksson, "Simon i dęby"
Wydawnictwo Replika, 2014
data premiery (wznowienie): 06.05.2014
ilość stron: 396