Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo znak literanova. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo znak literanova. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 kwietnia 2017

Dorota Gąsiorowska "Antykwariat spełnionych marzeń" | Recenzja



Czytelniczki pokochały twórczość Doroty Gąsiorowskiej i z niecierpliwością czekały na jej kolejną powieść. Sama zaliczam się do grona miłośniczek tworzonej przez nią prozy. W jednym z haseł marketingowych padło hasło "otula niczym koc" i chyba nie istnieje lepsze określenie stylu, w jakim tworzy Dorota Gąsiorowska. Poznajcie jej najnowszą powieść, "Antykwariat spełnionych marzeń".

Ta powieść naprawdę jest magiczna. Już pierwsza scena rozbudza wyobraźnię. Dorota Gąsiorowska przenosi nas do niezwykłego, starodawnego antykwariatu, w którym największe dzieła polskiej literatury stoją na półce w towarzystwie klasycznych arcydzieł literatury francuskiej i rosyjskiej. Temu miejscu magii dodają obecność starszego pana, Franciszka oraz aromat świeżo parzonej kawy. "Antykwariat spełnionych marzeń" pachnie nie tylko kawą z kardamonem, ale także starymi książkami. Właśnie w takim otoczeniu Emilia lubi... marzyć o szczęściu. Wkrótce młoda kobieta spotyka na swej drodze zagadkowego Szymona. A to dopiero początek rewolucji w jej życiu. W najtrudniejszych chwilach może liczyć na tych prawdziwych przyjaciół i... książkę, która podobno ma moc odmieniania życia.

"Antykwariat spełnionych marzeń" to nie lada gratka dla prawdziwych książkoholików. Wszak nie od dziś wiemy, że książki mają niezwykłą moc, ale oto otrzymujemy tego namacalny dowód. Historia stworzona przez Dorotę Gąsiorowską na kartach jej najnowszej powieści jest zaczarowana. Nieco odrealniona, może odrobinę nierzeczywista, ale kto zabroni nam marzyć? Ciepła, otulająca, przytulna, rozgrzewająca - właśnie te przymiotniki najlepiej pasują nie tylko do tej książki, ale do całokształtu twórczości autorki. Powieść "Antykwariat spełnionych marzeń" spełnia moje wyobrażenia o najwyższych lotów, przepięknej literaturze kobiecej.

Jestem przekonana, że powieść przypadnie do gustu wszystkim kobietom, które poszukują dobrze napisanej, niebanalnej historii (niekoniecznie) miłosnej. Dorota Gąsiorowska sprosta nawet najbardziej wygórowanym oczekiwaniom. Z przyjemnością polecam Wam jej najnowszą książkę.

Dorota Gąsiorowska "Antykwariat spełnionych marzeń"
Wydawnictwo Znak, 2017
liczba stron: 416
data premiery: 12.04.2017

wtorek, 26 lipca 2016

Magda Stachula "Idealna" | Recenzja przedpremierowa




Jakiś czas temu dostałam od Wydawnictwa Znak maila zaczynającego się od zagadkowego zdania: "Załóżcie się ze mną o Idealną". Zaintrygowana przeczytałam opinie o powieści pierwszych czytelników, pracowników wydawnictwa, którzy przecież zawodowo czytają książki. Redaktor polskiej literatury przyznała, że nie zdarzyło się jej jeszcze, aby nie mogła się kompletnie oderwać od opisywanej historii. Mimo iż początkowo nie zwróciłam większej uwagi na tę powieść, poprosiłam o egzemplarz do recenzji. Przepadłam. Oto jeden z najlepszych polskich debiutów ostatnich lat.

Anita jest pogrążoną w depresji kobietą. Od kilku lat bezskutecznie stara się o dziecko, a jej małżeństwo sypie się niczym domek z kart. Idealną odskocznią od rzeczywistości są kamery miejskiego monitoringu. Wystarczy kilka sekund i Anita może znaleźć się w dowolnym miejscu na świecie. Szczególnie upodobała sobie Pragę. Pewnego dnia wokół Anity zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Mąż znika gdzieś na całe dnie, a ona sama znajduje w swojej szafie ubrania, jakich nigdy nie kupiła, a w torebce pomadkę, która na pewno nie jest jej własnością. Czy Anita jest na prostej drodze do szaleństwa? A może to ktoś inny steruje jej życiem? Dlaczego?

Taka powieść zdarza się raz na setki przeczytanych publikacji. Wszystkie opinie, jakie miałam okazję przeczytać na temat tej książki, znajdują swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, a szum, jaki zaistniał wokół "Idealnej" jeszcze premierą, nie jest tylko efektem działania dobrych marketingowców, chociaż rzeczywiście, książka ma świetną promocję. Zasłużenie. Magda Stachula zasługuje, aby dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Zasługuje, aby Polacy usłyszeli o diabelsko utalentowanej rodaczce, która właśnie zdecydowanym krokiem weszła na rynek wydawniczy. Oto pojawia się na scenie pisarka (tak, tak, pisarka, nie autorka), która potrafi przyciągnąć uwagę niemal każdego czytelnika. Trafia idealnie w niszę na rynku. Bo "Idealna" to nie tylko thriller, kapitalny zresztą, ale też świetna powieść psychologiczna z mocno zarysowanym tłem obyczajowym. Problemy z niepłodnością i kryzys małżeński przeplatają się z wątkami czysto sensacyjnymi i kryminalnymi.

Na stronie autorki czytamy, że książka zaliczana jest do nowego nurtu w literaturze domestic noir, którego cechami charakterystycznymi są psychologiczny suspens oraz małżeńska dysfukncja. "Idealna" jest rekomendowana jako powieść dla fanów "Dziewczyny z pociągu", ale moim skromnym zdaniem to niegrzeczność wobec Magdy Stachuli. Nie mogłam przebrąć "Dziewczyny z pociągu", a w "Idealnej" akcja pędzi w zastraszającym tempie. Czytam bardzo dużo, a rzadko trafiam na książkę, której nie mogę przerwać, mimo iż powieki opadają ze zmęczenia, a wskazówki zegara wskazują nieprzyzwoicie późną porę. "Idealna" to debiut idealny, cóż więcej mogę dodać? Pisarka stworzyła niezapomniane portrety psychologiczne głównych bohaterów, a na szczególną uwagę zasługuje Marta, która w powieści nieźle namiesza. Nie znosiłam jej, pałałam wobec tej postaci żądzą mordu, jednak nie mogłam wyjść z podziwu, jak udanie "zrobiła" ją Stachula.

To będzie hit. Książka z pewnością uzyska status bestsellera i przez miesiące będzie okupywać pierwsze miejsca listy najlepiej sprzedających się powieści w kraju. A potem? Może sprzedaż praw za granicę? W końcu mamy się czym, a raczej kim chwalić. Magda Stachula to prawdopodobnie najbardziej utalentowana debiutantka w kraju. Nie polecam, nie pozostawiam waszej uwadze. Nie macie wyjścia, MUSICIE to przeczytać.

Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Magda Stachula "Idealna"
Wydawnictwo Znak Literanova, 2016
liczba stron: 384
data premiery: 17.08.2016

środa, 6 lipca 2016

Tie Ning "Kobiety w kąpiel" | Recenzja



Nieustanna walka serca z rozumem, (nie)zwykłe marzenia i wielka historia - Chinki - kobiety takie jak my - mają swoje pragnienia, cele i plany. Tie Ning, autorka dotychczas niewydawana w Polsce, jest jedną z najzdolniejszych przedstawicielek chińskiej literatury współczesnej. Polscy czytelnicy mają okazję poznać wielokrotnie nagradzaną, docenianaą przez krytyków pisarkę za sprawą wydanej właśnie przez Wydawnictwo Znak powieści "Kobiety w kąpieli".

Tiao, tak jak i jej rówieśnice, dorastała w cieniu kluczowych wydarzeń XX wieku. Brutalnie rozdzielona z rodzicami, w późniejszych latach bezskutecznie próbowała przełamać opór do matki, którą połączył wieloletni, płomienny romans z pewnym lekarzem. Wu przez kilka lat zdradzała męża. Niebawem Tiao ma wyjść za mąż, jednak wciąż nie może zapomnieć o mężczyźnie z przeszłości. Tymczasem jej siostra, Fan swoją przyszłość widzi w Ameryce, przekonana, że spełni się jej własny "american dream", a nowa rzeczywistość rozwiąże wszystkie problemy. Fei jest zbyt dumna, by pracować, tak jak większość chińskich kobiet, w fabryce. Wszystkie bohaterki na swój sposób próbują sobie poradzić z przytłaczającą je rzeczywistością i wziąć przyszłość we własne ręce. Tylko czy w Chinach ktokolwiek jeszcze może decydować o swoim losie?

Przejmująca, zapierająca dech w piersiach, epicka - taka właśnie jest nominowana do azjatyckiego Bookera, MAN ASIAN LITERARY PRIZE 2012 powieść Tie Ning. Akcja toczy się leniwie, a każda strona przesiąknięta jest kulturą i historią chińską. Mamy tutaj całe mnóstwo niezwykle sugestywnych, chwytających za gardło scen. Autorka nie szczędzi nam ludzkich dramatów, przy czym nie traci swojej suwerenności, robi to w sposób dyskretny, nie ocenia, przez co czytelnik ma czasem wrażenie, jakby czytał reportaż. Fabuła w "Kobietach w kąpieli" schodzi poniekąd na dalszy plan. Tie Ning stawia na jakość wypowiedzi i płynący z lektury przekaz. To nie tak, że przez pięćset stron nic się w powieści nie dzieje, a Ning tylko rozprawia o sytuacji kobiet w chińskim społeczeństwie. Ba, dzieje się bardzo dużo, a autorka ani przez chwilę nie poddaje żadnego z bohaterów ocenie, nie pyta również o sens wydarzeń. Ona po prostu opisuje, i robi to w sposób fenomenalny. Dawno nie czytałam tak sugestywnej lektury, która zachwyciłaby mnie swobodą wypowiedzi i brakiem moralizatorskiego tonu.

Przyznaję, że z literaturą azjatycką byłam dotychczas raczej na bakier. Wolałam rodzime klimaty, a i z większym zainteresowaniem niż w stronę Wschodu patrzyłam w kierunku Zachodu. No cóż, dalekie azjatyckie realia wydawały mi się mocno egzotyczne, a ja z zasady lubię czytać o tym, co dobrze znam, dostrzegać w literaturze znajome elementy rzeczywistości. Nie wiem, ile dotychczas straciłam, ale jednego mogę być pewna - "Kobiety w kąpieli" to bardzo udane spotkanie i krok w stronę Wschodu, który wcale nie jest tak egzotyczny, jak mogłoby się wydawać. Przekonałam się, że, niezależnie od ustroju, doktryny politycznej czy położenia geograficznego, człowiek podąża za głęboko zakorzenionymi w sercu pragnieniami i dąży do ich spełnienia. Tie Ning w swojej powieści opisuje najbardziej intymne sekrety swoich bohaterek, zagląda w ich dusze i przeprowadza swoisty eksperyment, opisując postacie obdarte z prywatności, niczym tytułowe kobiety w kąpieli.

"Kobiety w kąpieli" to mądra, ambitna i dojrzała powieść, która z pewnością przekona do siebie czytelników poszukujących niekonwencjonalnych rozwiązań. Może nieco niesztampowe, trochę zadziorne "Kobiety w kąpieli" zachwycają realizmem postaci i mocno osadzonymi w rzeczywistości realiami. To niełatwa książka, na którą trzeba poświęcić kilka wieczorów, ale naprawdę warto.


Specjalnie dla czytelników Przeglądu czytelniczego Wydawnictwo Znak przewidziało 35% rabat na zakup książki "Kobiety w kąpieli":




Dziękuję Wydawnictwu Znak za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!
Tie Ning, "Kobiety w kąpieli"
Wydawnictwo Znak, 2016
liczba stron: 496
data premiery: 06.07.2016

niedziela, 15 maja 2016

Pierwsza przedpremierowa recenzja najnowszej powieści Magdaleny Parys





Mama Magdaleny Parys mocno wierzyła w tę powieść. Jej córka w końcu napisała coś sensownego, a nie tylko "jakieś szpiegowskie kryminały". "Biała Rika" zaskakuje. Jest zupełnie inna niż wszystko, co do tej pory napisała Magdalena Parys. Laureatka Literackiej Nagrody Unii Europejskiej, autorka powieści, do przekładu których prawa sprzedano do kilkunastu krajów powraca z niezwykłą książką.





Dorastająca Dagmara chce poznać tajemnice swojej rodziny. Wtedy jeszcze nie spodziewa się, że dotrze do najbardziej bolesnych wspomnień i głęboko skrywanych sekretów swojej babki. Rika w 1945 roku uciekła z rodzinnego Hamburgu wraz z ukochanym Karolem. Wśród wracających z przymusowych robót Polaków uchodziła za niemowę. Nie mogła zdradzić się ze swoim niemieckim pochodzeniem. Nawet wtedy, gdy rodziła syna, milczała, chociaż ból rozsadzał ją środka. Po wojnie Rika osiedliła się wraz z mężem w Szczecinie, gdzie wszystko co "poniemieckie" budziło wstręt i odrazę. Kilkadziesiąt lat później Dagmara, poszukując własnej tożsamości, poznaje fascynujące szczegóły z życia Riki i odkrywa zupełnie nieznane karty w historii swojej rodziny.

"Biała Rika" to powieść niezwykła i, jak przyznaje sama autorka, bolesna, oparta na prawdziwych wydarzeniach i rodzinnej historii Magdaleny Parys. Pisarka szczerze i bezkompromisowo rozlicza się z przeszłością, opisuje wciąż żywe wspomnienia i porusza nawet najtwardsze serca. Magdalena Parys zaskoczyła mnie tą historią. Ta powieść jest zupełnie inna, niż dwie poprzednie książki autorki, bardziej chaotyczna, trudniejsza i zostawiająca głęboki ślad w psychice. Czytając "Białą Rikę" miałam wrażenie, że spotkałam się z dobrą koleżanką, która opowiada mi historię swojej rodziny, co chwilę wtrącając kolejne myśli i opowieści, jakie właśnie przyszły jej do głowy. Inna jest też objętość. Magdalena Parys przyzwyczaiła mnie do grubych tomiszczy, mocno zaskoczyła mnie więc już sama przesyłka z książką, sugerująca lekturę raczej skromniejszych rozmiarów.

Magdalena Parys skłania do poszukiwań. Bo ci najbardziej niezwykli ludzie są... gdzieś wśród nas. Autorka zaprasza nas w niesamowitą podróż w poszukiwaniu przeszłości najbliższej rodziny, skłania nas do refleksji i zadaje pytanie, ile tak naprawdę wiemy na temat naszych przodków. "Biała Rika" to najprawdziwsza z dotychczasowych powieści Magdaleny Parys. Czołgi przemierzające w osiemdziesiątym pierwszym roku ulice Szczecina, młoda Niemka wśród Polaków wracających z przymusowych robót w Niemczech w czterdziestym piątym, schyłek PRL-u i emigracja do Berlina Zachodniego - życie w powieści Magdaleny Parys biegnie równolegle z kluczowymi wydarzeniami dwudziestego wieku. To nasza historia, moja, twoja, autorki i naszych najbliższych. Nie można o niej zapomnieć.

Jestem zachwycona najnowszą książką Magdaleny Parys. To powieść monumentalna, bo naprawdę nie trzeba pisać książki o objętości ponad 600 stronach, aby stworzyć coś wielkiego. "Biała Rika" jest najbardziej intymną powieścią Magdaleny Parys, zupełnie inną niż "Magik" czy "Tunel". Warto poznać taką Parys. Moje serce udało jej się podbić.

Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Magdalena Parys "Biała Rika"
Wydawnictwo Znak Literanova, 2016
liczba stron: 304
data premiery: 01.06.2016

sobota, 29 sierpnia 2015

Anna Moczulska "Bajki, które zdarzyły się naprawdę" | Recenzja




Witajcie w świecie bajek. Bajek, które zdarzyły się naprawdę. Tutaj w roli Kopciuszka obsadzono Elżbietę Rakuszankę i Katarzynę I, Śpiącą Królewnę zagrały trzy siostry: Anna, Katarzyna i Zofia Jagiellonki, Księżniczką na ziarnku grochu jest Jane Grey i Eliza Radziwiłłówna , jako Piękna i Bestia występują Joanna Szalona w duecie z Filipem Pięknym oraz Joanna Grudzińska i Konstanty Pawłowicz Romanow, a Halszkę z Ostroga i księżną Sissi okrzyknięto Królewną Śnieżką. Anna Moczulska napisała książkę, którą przeczytać powinien każdy, kto twierdzi, iż historia jest zbiorem nudnych dat i bitew. Bo prawdziwych pasjonatów nie trzeba do tej publikacji przekonywać.

Kopciuszek, Śpiąca Królewna, Księżniczka na ziarnku grochu, Piękna oraz Królewna Śnieżka - czy jest na sali ktoś, kto nie słyszał nigdy o tych paniach? Każdy z nas spotkał się z tymi kultowymi postaciami, czy to na kartach baśni dla dzieci, czy na szklanym ekranie. Anna Moczulska przypisuje ich role zupełnie nowym, chociaż dobrze nam znanym postaciom. Historia da się lubić? Ależ oczywiście, pod warunkiem, że zostanie ciekawie i mądrze opowiedziana! Intrygujące losy naszych głównych bohaterów znalazły swoje odzwierciedlenie w bajkach. A może to bajki były pisane w oparciu o losy tych kobiet? W końcu w każdej fikcji jest trochę prawdy.

"Bajki, które zdarzyły się naprawdę" przeczytałam w jeden dzień. Z kilkustronicowych, krótkich opowieści o poszczególnych postaciach dowiedziałam się i zapamiętałam więcej niż... przez kilkanaście lat nauki historii! Daty powoli wylatują z mojej głowy, poszczególne bitwy mieszają się w mej pamięci z tymi sprzed stu lat. Któż byłyby w stanie je wszystkie spamiętać? Anna Moczulska zrezygnowała z chronologii, nie chciała zanudzać czytelnika suchymi faktami. Postawiła na ludzi. A konkretnie - na kobiety i ich fascynujące, zadziwiające losy. Okazało się, że to doskonały materiał na świetną książkę. Kiedy dodamy do tego trafne komentarze autorki, współczesny, momentami potoczny język oraz kontrast pomiędzy prawdziwą twarzą postaci a obliczem znanym nam z historii, otrzymamy fenomenalną publikację, którą czyta się jak wciągającą powieść obyczajową. 

Anna Moczulska jest autorką bloga "Kobiety i historia", a publikacja "Bajki, które zdarzyły się naprawdę" - owocem pracy, jaki włożyła w prowadzenie swojej strony. Chwała jej za to, co zrobiła - zmieniła oblicze historii (która, niestety, często kojarzy się źle) i opisała wydarzenia z przeszłości w sposób intrygujący, ciekawy, i tak dalej, i tak dalej, ale... Nie mogłabym nie wspomnieć o fatalnej stylistyce. Przeczytałam całą książkę i nadal nie wiem, w jakim czasie pisała autorka. Bo raz akcja rozgrywa się w teraźniejszości, by za chwilę przejść do przeszłości. Zero konsekwencji. Czas rządzi się swoimi niezrozumiałymi dla mnie prawami. Nie twierdzę, że przez to książkę czyta się źle. Moczulska pisze o tak fascynujących kobietach w tak niecodzienny sposób, że stylistyka schodzi na dalszy plan, ale ja to jednak zauważyłam i odczułam.

Za sam dobór postaci i sposób opowiedzenia o nich dałabym autorce dziesięć punktów na dziesięć. Zabrakło jednak starannego wykończenia, ale w tym przypadku nie będę zbyt czepialska. "Bajkom, które zdarzyły się naprawdę" daję mocną dziewiątkę i pędzę na bloga autorki, którego - przyznaję - nie znam, ale poznam z wielką przyjemnością. I chyba dodam do ulubionych. 

Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Anna Moczulska "Bajki, które zdarzyły się naprawdę"
Wydawnictwo Znak Literanova, 2015
ilość stron: 240
data premiery: 26.08.2015

piątek, 31 lipca 2015

Recenzja przedpremierowa | Kaja Malanowska "Mgła"



"Mgła" to pierwsza powieść kryminalna Kai Malanowskiej. Pierwsza i od razu kapitalna. Klasa sama w sobie, objawienie miejskiego kryminału. Tytuł idealnie oddaje atmosferę książki. Fabuła jest nie mniej gęsta, niż mgła, która osaczyła Warszawę. I trup, jakiego znaleziono w łazience w kałuży krwi. Gęsta mgła, gęsty trup, gęsta powieść. O tak. W książce Malanowskiej gęsta jest każda strona. Takiego kryminału w ostatnim czasie mi brakowało.

Ada Rochniewicz właśnie rozpoczyna pracę w warszawskiej dochodzeniówce. Do Wydziału do Spraw Terroru Kryminalnego i Zabójstw przeniosła się z Wrocławia. Jej przeszłość owiana jest tajemnicą. Ktoś starannie wyczyścił papiery Rochniewicz. Kto i dlaczego? Ada rozpoczyna swoje pierwsze śledztwo w stolicy. Jej partnerem jest komisarz Marcin Sawicki. Policjanci zajmują się sprawą zabójstwa na Mokotowie. Zamordowano młodą kobietę. Zofia zginęła we własnym domu. Ciało znaleziono w łazience, leżące w kałuży krwi. W trakcie dochodzenia okazuje się, iż ofiara w tym czasie, kiedy zginęła, miała spotkać się z byłym kochankiem. Prokurat chce szybko zamknąć sprawę. Co wspólnego z Zofią mają nielegalni imigranci? Jaką rolę w życiu i śmierci Zofii odegrał ruch religijny?

"Mgła" Kai Malanowskiej to mistrzostwo gatunku. Pisarka stworzyła skomplikowaną, wielowarstwową intrygę, która prowadzi czytelnika do zaskakującego zakończenia. Powieść jest klasycznym, współczesnym kryminałem policyjnym. Konsultantem merytorycznym Malanowskiej był Krzysztof Liedel, który pracę w policji zna od podszewki. Świat wykreowany przez autorkę jest wiarygodny. Rzeczywistość nie trzeszczy, a czytelnik nie odczuwa ani grama fałszu. "Mgłę" poczułam całą sobą. Uwierzyłam Kai Malanowskiej w jej historię, na dobre zatraciłam się w świecie stołecznych policjantów. "Mgła" jest dopracowana w każdym szczególe. Autorka pisze tak, jakby sama tam była i doświadczyła wszystkiego na własnej skórze. W pełni zaufałam pisarce, dałam się poprowadzić za rękę i nie żałuję. "Mgła" to jedna z tych powieści, które dostarczają nam nie tylko rozrywki, ale i własnych wspomnień. Czytelnik wchodzi w skórę bohaterów i rzeczywiście uczestniczy w opisywanych wydarzeniach.

Kaja Malanowska w fascynujący sposób połączyła problem nielegalnych imigrantów z tajemniczym ruchem religijnym i zawiedzionymi oczekiwaniami byłego kochanka. Który z tropów jest prawdziwy? A może... wszystkie? Gwarantuję, że dopóki Malanowska nie uzna za stosowne poinformować was o rzeczywistym przebiegu zdarzeń, za nic w świecie nie odkryjecie, co naprawdę stało się w życiu i mieszkaniu Zofii Wagner. Rozwiązanie zagadki autorka ukryła naprawdę głęboko. Zaskakujących zwrotów akcji w tej powieści jest co najmniej kilka. "Mgła" wyróżnia się charakterystycznymi bohaterami i naturalnymi dialogami. Napięcie towarzyszy nam od pierwszej do ostatniej strony. Malanowska dawkuje informacje, ale emocji nie oszczędza od początku do końca. Z wielką przyjemnością przeczytam kolejną powieść z Rochniewicz i Sawickim w roli głównej, o ile oczywiście autorka zdecyduje się napisać taką książkę. 

"Mgła" usatysfakcjonuje wszystkich tych, którym nie obca jest współczesna, miejska powieść kryminalna. Ale to nie tylko dobry kryminał. Książka Kai Malanowskiej jest utrzymana na bardzo wysokim poziomie literackim. Nie licząc powieści spod pióra Katarzyny Puzyńskiej, dawno nie czytałam tak wzorowego polskiego kryminału.

Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Kaja Malanowska "Mgła"
Wydawnictwo Znak Literanova, 2015
ilość stron: 704
data premiery: 12.08.2015

wtorek, 26 maja 2015

Jojo Moyes "Razem będzie lepiej" | Recenzja



Samotne matki to bohaterki. Wychowanie dziecka to nie lada sztuka, a kiedy robi się to w pojedynkę, bez obecności i wsparcia - również tego finansowego - ojca dziecka, okazuje się, że to wysiłek niemal nadludzki. A jednak. Samotne matki radzą sobie każdego dnia. Jojo Moyes w swojej książce "Razem będzie lepiej" pisze właśnie o takiej samotnej matce - bohaterce. Ale jak pisze! "Razem będzie lepiej" to bezspornie najlepsza książka Moyes spośród wszystkich tych, które czytałam. 

Jess należy do kobiet, które się nie poddają. Nigdy. Ledwo wiąże koniec z końcem, pracuje na dwa etaty, sprząta domy bogaczy, znosi zaczepki podpitych klientów baru, samotnie wychowuje córkę i syna byłego męża z jeszcze bardziej byłego związku i powtarza swoim dzieciom, że będzie dobrze. Powtarza to również wtedy, kiedy ojciec dzieci po raz kolejny odmawia przesłania alimentów. Jess mu wybacza. W końcu Marty ma depresję. A tymczasem ona poradzi sobie sama. Okazuje się, że jej córka ma szansę na zdobycie stypendium w wymarzonej szkole, a resztę kosztów może pokryć wygrana w olimpiadzie matematycznej. Tanzie jest geniuszem matematycznym. Na pewno sobie poradzi. Trzeba tylko znaleźć sposób, aby dowieźć ją na olimpiadę. Do Szkocji. Jess zabiera ze sobą: nastoletniego syna (i, całkiem nieświadomie, jego zapasik trawki, bez którego Nicky nie zaśnie), 10-letnią córkę z chorobą lokomocyjną, psa o wielkim pysku i wyjątkowo śmierdzących bąkach. Do Szkocji zawiezie ich przypadkowo spotkany mężczyzna, który sam jest na życiowym zakręcie. Mieszanka wybuchowa. A może... razem będzie lepiej?

"Razem będzie lepiej" to fenomenalna, słodko-gorzka opowieść o kobiecie, która nigdy się nie poddaje. Jednocześnie zabawna i smutna, doskonała lektura dla wszystkich, niezależnie od wieku czy płci. Jess zaraża czytelnika swoim optymizmem. Mimo licznych problemów i fatalnej sytuacji życiowej, wciąż wierzy, że wszystko będzie dobrze, a jej dewizą jest hasło "damy sobie radę". Jess to kobieta o wielkim sercu. Taka dziewczyna z sąsiedztwa. Dobra, miła, pomocna, serdeczna. Z marszu podbija nasze serca. Bo Jess to bohaterka, której nie sposób nie polubić. Jak każdy z nas, popełnia błędy. Jest ludzka, prawdziwa. Jojo Moyes stworzyła rewelacyjną kreację postaci. Cały urok książki "Razem będzie lepiej" polega na tym, że jej bohaterowie są nam niezwykle bliscy, a cała historia mogła przydarzyć się mnie, tobie czy koleżance z pracy. Jojo Moyes napisała książkę, która jest źródłem wielu radości i wzruszeń. Uwielbiam takie książki i szczerze podziwiam autorów takich jak Moyes. Autorów, którzy potrafią łączyć słodycz z goryczą.

"Razem będzie lepiej" czyta się rewelacyjnie. Uwaga! Grozi niekontrolowanymi wybuchami śmiechu. Jojo Moyes potrafi śmiać się z porażek swoich bohaterów. Zamienia je w chichot losu, w myśl zasady, żeby nie traktować życia zbyt serio. "Razem będzie lepiej" to również gorzka lekcja odpowiedzialności za swoje błędy i bezmyślne decyzje. Piękna opowieść o prawdzie i wybaczeniu. Przypomina nam, iż nawet jeśli zabłądziliśmy, popełniliśmy rażące błędy, zawsze możemy polegać na najbliższych. Wystarczy tylko zdobyć się na szczerość, bo prawda.. naprawdę wyzwala. "Razem będzie lepiej" to zbiór mądrości i uniwersalnych prawd życiowych. A wszystko to w tle heroicznych, choć zabawnych wysiłków głównej bohaterki, aby dać swoim dzieciom to, co najlepsze. Nawet jeśli brakuje jej pieniędzy, a ojciec dzieci postanowił żyć swoim życiem bez odpowiedzialności za córkę i syna.

"Razem będzie lepiej" to lektura z przesłaniem. Wciągająca, zabawna, momentami refleksyjna. Świetna! Lekkie pióro, rewelacyjne poczucie humoru, niebanalni bohaterowie, życiowe sytuacje - czego chcieć więcej? Ja jestem zachwycona, a wy?

Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Jojo Moyes "Razem będzie lepiej"
Wydawnictwo Znak Literanova, 2015
ilość stron: 464
data premiery: 07.04.2015

środa, 21 stycznia 2015

A.S.A. Harrison "W cieniu" [Recenzja]



Odkąd prowadzę bloga nie miałam jeszcze tak dużych problemów z jednoznaczną oceną lektury, jak w przypadku powieści "W cieniu" autorstwa A.S.A. Harrison wydanej właśnie przez Wydawnictwo Znak Literanova. Odnoszę wrażenie, iż gdyby nie to, że chciałam przygotować rzetelną i pełną opinię, gdzieś w połowie lektury rzuciłabym ją w kąt. Wbrew niekwestionowanym oraz licznym zaletom, "W cieniu" najzwyczajniej w świecie irytowała mnie i.. nieco znudziła. Ale po kolei.

Klasyczny przypadek: Todd po 20 latach związku zostawia Jodi dla dużo młodszej, atrakcyjnej kobiety. Wzorcowy kryzys wieku średniego, jednak Todd musiał ponieść konsekwencje swoich czynów: dziewczyna, z którą wdał się w romans, zaszła w ciążę. Jodi, mimo iż pracuje jako terapeutka, pozostawała na utrzymaniu Todda. Odejście mężczyzny oznacza dla niej koniec życia, jakie prowadziła do tej pory. Koniec luksusów, wyprowadzkę z pięknego domu, utratę stabilizacji. W ciągu kilku tygodni świat Jodi legł w gruzach. Zmieniła się także ona. Aby ratować to, co posiada, decyduje się na desperacki krok. Czasu pozostało niewiele. Trzeba działać szybko, zanim Todd zmieni testament. Najlepszym wyjściem z sytuacji wydaje jej się zamordowanie wieloletniego partnera. 

Mam ambiwalentne odczucia. Z jednej strony doceniam precyzję i staranność, z jaką autorka zbudowała obraz rozpadu związku, poddała psychologicznej analizie bohaterów oraz ich przeszłość. To bardzo dobrze napisana powieść, której nic nie można zarzucić. Nic, oprócz tego, że.. również nic się w niej nie dzieje. Zapytacie "jak to? kobieta zabija swojego faceta i nic się nie dzieje?". Niestety, to możliwe. Staranna psychoanaliza, wspomnienia, traumy z dzieciństwa, obrazek uzależnionej od swojego mężczyzny kobiety - tak można w kilku zdaniach streścić fabułę "W cieniu". Czy to dobrze, czy źle, pozostawiam już waszej ocenie, mnie jednak zabrakło jeszcze jednego niezwykle istotnego czynnika. Akcji. Bo cóż mi z tych psychologicznych pogadanek, kiedy w thrillerze przede wszystkim powinno się dziać? Z niecierpliwością czekałam na moment, kiedy fabuła nabierze rozpędu, gdy policyjne śledztwo wkroczy w fazę ostateczną, Jodi poczuje na karku oddech deptających jej po piętach detektywów... Niestety, nic z tych rzeczy. Wszystko rozgrywa się tutaj z perspektywy słowa i analizy, a nie akcji. I dlatego książka sprawia wrażenie nieco przegadanej.

Jako powieść "W cieniu" prezentuje wysoki poziom. Jak już wspomniałam powyżej, książka jest bardzo dobrze napisana, wyróżnia się dbałością o szczegóły oraz ewidentnym przygotowaniem merytorycznym autorki. A.S.A. Harrison wiedziała, o czym pisze, analizując kolejne elementy związku głównych bohaterów. To niekwestionowane zalety tej publikacji, a mimo to przez cały czas nie mogłam pozbyć się uczucia irytacji. Byłabym skłonna zaliczyć "W cieniu" raczej do grona powieści obyczajowych. Mroczny nastrój i psychoanaliza nie zbudują całego napięcia, niezbędnego do tego, by napisać dobry thriller. Najprościej mówiąc: mimo iż jest to książka w głównej mierze o emocjach, zabrakło mi ich w lekturze. Zbyt wiele tu kalkulacji. Nie twierdzę, iż ta w ogóle nie jest potrzebna, proszę mnie źle nie zrozumieć. "W cieniu" jest inteligentną lekturą właśnie z uwagi na chłodny portret związku. Będę jednak twardo obstawać przy swoim, że to za mało. Mnie w każdym bądź razie nie wystarczyło, a książka nie wciągnęła mnie na dobre ani przez moment.

"W cieniu" to z pewnością niegłupia, interesująca lektura, jednak ja nie poczułam tego drżenia, zaciekawienia opowieścią. Przebrnęłam przez jej treść bez specjalnego zainteresowania, choć świadoma zalet powieści. Polecam osobom, które preferują chłodną, inteligentną książkę. Nie nastawiajcie się na akcję.

Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

A.S.A. Harrison "W cieniu"
Wydawnictwo Znak Literanova, 2015
ilość stron: 352
data premiery: 14.01.2015

sobota, 17 stycznia 2015

KONKURS! | Mitch Albom "Pierwszy telefon z nieba"




Konkurs dla czytelników bloga Przegląd czytelniczy - zdobądź swój własny egzemplarz "Pierwszego telefonu z nieba" ufundowany przez Wydawnictwo Znak Literanova!

Konkurs przeznaczony jest dla czytelników bloga Przegląd czytelniczy, którzy lubią fanpage bloga na Facebooku: Przegląd czytelniczy.

Aby otrzymać egzemplarz powieści "Pierwszy telefon z nieba" należy w terminie do 20 stycznia br. (wtorek) do godziny 23:59 włącznie wysłać maila na adres przegladczytelniczy@interia.pl w temacie maila wpisując "Pierwszy telefon z nieba", a w treści wiadomości swój adres do wysyłki nagrody oraz odpowiedź na zadanie konkursowe:

Wyobraź sobie, że otrzymujesz niepowtarzalną szansę nawiązania kontaktu z osobą szczególnie ci bliską, której nie ma już przy tobie. Możesz zadać jej tylko jedno pytanie. O co zapytasz?

Zwycięzca zostanie poinformowany drogą mailową w dniu 21 stycznia br. (środa).
Powodzenia!

piątek, 16 stycznia 2015

Mitch Albom "Pierwszy telefon z nieba" [Recenzja]



Muszę przyznać, iż podchodziłam do tej lektury z pewną rezerwą. Bestsellerowego "Zaklinacza czasu" wprawdzie nie miałam okazji czytać (chociaż od dłuższego czasu czeka na mojej półce, sic!), ale "Jeszcze jeden dzień" autorstwa Mitcha Alboma nie spełnił moich oczekiwań. Temat był ważny, potrzebny, tymczasem czegoś w moim odczuciu zabrakło. Dobrze wiedziałam, iż "Pierwszy telefon z nieba" porusza wątek, no cóż, kontaktu z zaświatów, co nie zalicza się do moich ulubionych tematów, a jednak coś mnie do tej książki przyciągało, odkąd tylko zobaczyłam jej zapowiedź. I co się okazuje? Że jestem pod wielkim wrażeniem nowej powieści Mitcha Alboma!

Małe miasteczko Coldwater w stanie Michigan. Katherine Yellin otrzymuje telefon. Telefon z zaświatów i ogłasza to podczas niedzielnego nabożeństwa. Katherine utrzymuje, że w każdy piątek odbiera telefony od swojej zmarłej siostry. Kiedy wyznaje swoją tajemnicę na forum, okazuje się, iż nie jest jedyna. Takich szczęśliwców, którzy otrzymali ponowną szansę do porozmawiania z bliskimi, jest więcej. Coldwater ogarnia gorączka. Miejscowość szybko przykuwa uwagę lokalnych, w końcu też światowych mediów. Ludzie tacy jak Sully Harding, który nie wierzy w kontakt z zaświatów, są w mniejszości. Mężczyzna jest pełen wątpliwości. Z jednej strony chciałby znów usłyszeć swą zmarłą żonę, ale przecież ci, którzy nie odeszli, nie dzwonią jak gdyby nigdy nic z nieba do swoich najbliższych... Sully postanawia przyjrzeć się sprawie telefonów z nieba i odkryć, co za tym stoi.

"Pierwszy telefon z nieba" czyta się tak dobrze i szybko, jak.. umiejętnie napisany kryminał. Książka przekona do siebie największych nawet sceptyków. Wiem, co mówię, bo sama się do nich zaliczam. Okazuje się, że tak naprawdę nie chodzi o to, czy wierzymy w Boga lub nie, czy wyznajemy wiarę w życie pozagrobowe, ale sekret tkwi w naszym sercu. Ci, którzy odeszli, pozostaną z nami na zawsze, gdyż miłość nie odchodzi. Akcja postępuje gładko, po drodze czeka nas wiele niespodziewanych zwrotów akcji, ślepych uliczek. Sprawa komplikuje się niczym najbardziej zawiła zagadka kryminalna, stąd moje skojarzenie z tym właśnie gatunkiem. Mitch Albom umiejętnie buduje napięcie, podkręca atmosferę. Przyznam, iż zaskoczyło mnie to, gdyż jeden z podstawowych zarzutów, jakie miałam do powieści "Jeszcze jeden dzień" to właśnie brak tych emocji, swego rodzaju "przegadanie" książki. Jednak nie tym razem. Autorowi udało się połączyć moralizatorski ton z inteligentną fabułą oraz suspensem.

Mitch Albom pisze o sprawach najbardziej intymnych w sposób pełen subtelności. Odniosłam wrażenie, iż nie pozbawia swoich bohaterów prywatności, nie wchodzi w ich życie z butami. Proza Alboma jest niezwykle delikatna przy całej swej kontrowersyjności. To trudna sztuka napisać książkę poruszającą sporne kwestie, jednocześnie zachowując wyczucie i klasę. Szukam przymiotnika, jaki najlepiej odda klimat powieści "Pierwszy telefon z nieba". W pierwszej kolejności przychodzi mi na myśl "piękny", a zaraz potem "urzekający", "wyborny". W mojej opinii te dwie książki autora, jakie przeczytałam - "Jeszcze jeden dzień" oraz "Pierwszy telefon z nieba" - dzieli olbrzymia przepaść. Oczywiście, na korzyść tej drugiej.

"Pierwszy telefon z nieba" to niebanalna próba zmierzenia się z żałobą, tęsknotą oraz miłością, która nie mija wraz ze śmiercią ukochanej osoby. Dodałabym - bardzo udana próba. Książkę przeczytałam jednym tchem, zachwycona pięknem słowa Alboma oraz zachęcona śmiało postępującą akcją. Nie spodziewałam się, że "Pierwszy telefon z nieba" aż tak przypadnie mi do gustu. Podejmując decyzję kierowałam się przekonaniem, iż dam temu autorowi jeszcze jedną szansę. Okrutnie cieszę się ze swojego wyboru, gdyż ominęłaby mnie piękna powieść. 

"Pierwszy telefon z nieba" to skarbnica wyjątkowych cytatów. Na koniec mam dla was jeden z nich:



Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego powieści!

Mitch Albom "Pierwszy telefon z nieba"
Wydawnictwo Znak Literanova, 2015
ilość stron: 398
data premiery: 12.01.2015

środa, 12 listopada 2014

Marcin Ciszewski "Krüger. Szakal" [Recenzja]




Marcin Ciszewski swoimi poprzednimi powieściami zapewnił sobie pewne miejsce na literackiej scenie polskiej sensacji. Autor powraca z nowym, zaskakującym bohaterem. Pisarz przyzwyczaił nas do głośnych wybuchów, ataków terrorystycznych czy odważnych gliniarzy ruszających w pościg za rosyjskimi gangsterami, tymczasem mamy do czynienia z postacią z początku XX wieku, napadającym na banki Wilhelmem Krügerem. Najlepszym w swoim fachu.

Kiedy Wilhelm Krüger, wraz ze swoimi wspólnikami, okradał warszawski Bank Zachodni nie wiedział, że oto los odwraca jego kartę. Zawsze opanowany, perfekcyjny aż do bólu, wyrachowany. Nigdy nie pozwala sobie na drgnięcie ręki czy najmniejszy błąd, kiedy w dłoni trzyma broń. Jednak tym razem nie wszystko idzie zgodnie z planem, niekoniecznie z winy Krügera. Świadkiem wydarzeń jest przypadkowy mężczyzna, w którym osoba Wilhelma wzbudza niezdrowe zainteresowanie. Postanawia podążyć jego śladem. Podczas ucieczki  z miejsca zdarzenia, sytuacja wymyka się spod kontroli. Nie obywa się bez ofiar. Tropem Krügera zmierza nie tylko tajemniczy mężczyzna, ale i policja.

"Krüger. Szakal" wyróżnia się na tle innych powieści Marcina Ciszewskiego. Dotychczas autor kreował rzeczywistość sobie współczesnych bohaterów, tymczasem umieszcza akcję swojej książki 100 lat temu. Zabieg ten wymaga nie lada wprawy oraz wiedzy pisarza. Ciszewskiemu udało się zbudować wysoce realistyczną i prawdopodobną literaturę sensacyjną, a tło historyczne powieści stanowi swoistą "wisienkę na torcie". To mądra i emocjonująca publikacja, napisana w sposób dojrzały i przemyślany. Jedną z jej największych zalet jest bez wątpienia główny bohater. Autor stworzył szalenie intrygującą i przekonującą kreację Wilhelma Krügera. Klucząc pomiędzy latami dzieciństwa i dorastania Wilhelma, a rokiem 1918, kiedy Krüger jest już pełnoletnim mistrzem w złodziejskim fachu, zbudował portret człowieka wyszkolonego, by okradać i bez mrugnięcia okiem zabijać. Tego typu bohater musi mieć swojego odwiecznego wroga, i nie inaczej jest w przypadku Krügera. Powieść ukazuje swego rodzaju wędrówkę, jaką mężczyźni pokonują, aby się spotkać. Wilhelm - zupełnie nieświadomie, podczas gdy odnalezienie Krügera staje się szczególnym celem dla drugiego z nich.

"Krüger. Szakal" to jedna z tych powieści, którym zdecydowanie trzeba dać drugą szansę. Możliwe, iż książka nie zaciekawi was od razu, ba, istnieje prawdopodobieństwo, że całą historię uznacie początkowo za monotonną, ale dajcie temu tytułowi czas. Poszczególne warstwy nakładają się na siebie z biegiem czasu, a akcja zazębia się wokół osoby Krügera powoli, aczkolwiek systematycznie. "Krüger" może nie wzbudzi takich emocji, jak inne książki Ciszewskiego, niewykluczone, że fanom mocnych wrażeń będzie brakować napięcia, jednak kiedy ocenimy lekturę w kontekście całości, dostrzeżemy jej niewątpliwe atuty, o których wspominam powyżej. 

Jak zapowiada wydawca, "Krüger. Szakal" rozpoczyna nową serię Marcina Ciszewskiego. Ja czuję się kupiona, książka zaintrygowała mnie na tyle, że pozostaję ciekawa dalszych losów Wilhelma. Doskonale czyta się powieść, o której, oprócz tego, że zalicza się do gatunku sensacji, można powiedzieć, iż jest także dobrą literaturą samą w sobie. 

Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego powieści!

Marcin Ciszewski "Krüger. Szakal"
Wydawnictwo Znak Literanova, 2014
ilość stron: 400
data premiery: 20.10.2014

piątek, 10 października 2014

Magdalena Tulli "Szum" [Recenzja]




Istnieją pojęcia, których znaczenie winno być określane poprzez zdecydowanie szersze rozumowanie, aniżeli zostało to przyjęte. Bo czym jest "normalność"? Czy istnieją kryteria normalności? Czy normalnym jest ten, który żyje według ogólnych schematów, a może właśnie ten wyobcowany człowiek, będący poza ramami wzorca "normalnego" życia? W końcu - w którą pójść stronę, aby zaakceptować swoją wersję normalności i nauczyć się z nią żyć? Na te i inne pytania odpowiedzi poszukuje Magdalena Tulli w niezwykle osobistej i szczerej powieści "Szum".

Bohaterka "Szumu" od zawsze jest niedostosowana. Do życia w grupie rówieśników, do odrabiania lekcji, w końcu do pierwszych miłości, małżeństwa. Do życia w pojęciu ogólnym. Kobieta próbuje przełamać poczucie wyobcowania, poszukuje własnego sposobu na funkcjonowanie w świecie. Wraca do źródeł, próbuje uporać się z trudnymi relacjami, jakie od zawsze łączyły ją z matką. Choć ta już nie żyje, bohaterka stara się znaleźć nić porozumienia pomiędzy dwoma kobietami. Okazuje się, iż to, co przemilczane, nie traci atrybutu istnienia, a na drodze do uporządkowania swego życia należy odnaleźć spokój, zrozumienie i, przede wszystkim, wybaczenie.

"Szum" to proza przywodząca na myśl najdoskonalszą poezję. Literatura Tulli pełna jest sekretów, zakrętów, metafor i niedomówień. Powieść jest szczerą, odważną i bolesną próbą uporania się z demonami dorosłej kobiety. To jedna z tych opowieści, która utwierdza nas w przekonaniu, iż jest coś ponad nami - nasza historia. Przemilczane, zamiecione pod dywan traumy upomną się o siebie w najmniej oczekiwanym momencie, w kompletnie nieprzewidywalny sposób. Nasza opowieść rozpoczęła się na długo przed tym, zanim świadomie zaczęliśmy ją tworzyć. "Szum" to historia dzieciństwa i dorosłego życia w poczuciu wyobcowania. Książka jest zbiorem uniwersalnych prawd o ludzkim bycie, skarbnicą mądrości i wiedzy. "Szum" trzeba przeczytać, aby zrozumieć i zaakceptować swoją historię.

Mimo iż powieść jest krótka (192 strony), niemożliwym jest pochłonięcie jej w międzyczasie. Na tę książkę po prostu trzeba mieć czas, nie spieszyć się i, może powinnam zacząć od tego, dojrzeć do niej. "Szum" nie jest utworem dla wszystkich, lecz dziełem dla świadomych siebie osób, które od literatury wymagają czegoś więcej, aniżeli rozrywki. Nie doświadczamy tutaj tradycyjnej fabuły w stylu "poszła, przyszła, zrobiła". Książka jest zapisem luźnych, aczkolwiek wielkich myśli, wspomnień z dzieciństwa. To próba dojścia do ładu z samą sobą. Zapis relacji bohaterki z matką, jej poczucie niedopasowania trafiają do czytelnika dogłębnie. Obok tej powieści po prostu nie da się przejść obojętnie. 

Książka uczy zrozumienia i akceptacji. "Szum" obnaża najbardziej wstydliwe rejony naszej duszy, to bez wątpienia powieść wybitna, przez którą przemawia potrzeba zezwolenia na swoje słabości. Oraz wybaczenia. Sobie i innym. To trudna sztuka, tak jak i napisanie dzieła osobistego w ten sposób, w jaki osobisty jest "Szum". Doskonała lektura dla pragnących więcej.

Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Magdalena Tulli, "Szum"
Wydawnictwo Znak Literanova, 2014
ilość stron: 192 
data premiery: 06.10.2014

niedziela, 14 września 2014

Recenzja przedpremierowa: Katarzyna Pisarzewska "Zmowa milczenia"




Małe miasteczka mają w sobie coś niezwykłego. Prowincjonalna społeczność pod fasadą sielankowego życia skrywa najmroczniejsze tajemnice. Przekonali się o tym nie jednokrotnie polscy pisarze, umieszczając fabułę swoich powieści właśnie w niewielkich miejscowościach. Pozornie wszyscy się znają, wiedzą o sobie wszystko, jednak atmosfera lubi się zagęszczać. Poznajcie kolejną bardzo dobrą pozycję na rodzimym rynku wydawniczym. Katarzyna Pisarzewska "Zmowa milczenia" w księgarniach od 25 września.

W małym Gosztownie policja nie ma zbyt wiele pracy. Życie toczy się swoim rytmem, nieco sennym i powolnym. Wszystko ma swój czas i swój rytm. Sielankę przerywa śmierć młodego chłopaka w tajemniczych okolicznościach. Zajmująca się sprawą sierżant sztabowy Maria Gajda trafia na powiązanie z niewyjaśnionym morderstwem sprzed lat. Policjantka musi zmierzyć się z lokalnymi sekretami, obalić mity panujące w prowincjonalnej społeczności i odkryć demony ukryte pod maskami mieszkańców. Maria współpracuje przy śledztwie ze swoim długoletnim przyjacielem, który zaczyna postrzegać kobietę w nieco innych kategoriach. Maria jednak ukrywa się pod pokrytą bliznami, ogoloną na łyso głową. Toksyczne relacje z matką dodatkowo utrudniają kobiecie i tak skomplikowane już związki z mężczyznami.

"Zmowa milczenia" to społeczno-obyczajowa powieść, łącząca w sobie również elementy tradycyjnego kryminału oraz powieści psychologicznej. Katarzyna Pisarzewska doskonale zgrała ze sobą wszystkie poszczególne fragmenty, aby stworzyć dzieło spójne i ciekawe. Mamy wszystkie elementy, które czynią książkę atrakcyjną: tajemnicę sprzed lat, sprawę morderstwa, która w miarę rozwoju akcji komplikuje się coraz bardziej, emocjonujące śledztwo,  kobietę z przeszłością i mężczyznę po przejściach, gęstą atmosferę małej miejscowości, a także toksycznego rodzica. Pisarzewska połączyła pojedyncze ogniwa i zawrzało. "Zmowa milczenia" to wciągająca powieść, pełna niejasności, kluczenia i tajemnic. Czyta się ją bardzo szybko, cały czas wzrasta ciekawość i nie możemy odłożyć jej na półkę, dopóki nie poznamy rozwiązania zagadki.

Ważne są portrety psychologiczne poszczególnych postaci, które w dużej mierze wpływają na ostateczny kształt powieści. Poszczególne strony naszpikowane są emocjami, współodczuwamy z bohaterami ich strach czy niepewność. Pisarzewska zbudowała swoją książkę przede wszystkim w oparciu na wiernym oddaniu poszczególnych wizerunków. Te indywidualności są na tyle ciekawe, że zaintrygowały mnie nawet bardziej niż fabuła, która przecież również jest całkiem niezła. Bardzo spodobał mi się wątek relacji Marii z jej toksyczną matką. Autorka poniekąd zamienia się w psychoanalityka, analizując tę szczególną, choć trującą więź. I tak, jak i w życiu bywa najczęściej, ta akurat historia nie ma zakończenia. Przyznam, iż cały portret Marii to jeden z najdokładniejszych i najstaranniejszych obrazów, jaki miałam ostatnio okazję poznać podczas lektury polskiej powieści.

"Zmowa milczenia" to powieść, której nie można przeczytać "po łebkach", w międzyczasie. Tę książkę trzeba poznać starannie i dokładnie, aby wynieść z lektury to, co autorka chciała przekazać. Kolejna ciekawa propozycja na polskim rynku wydawniczym, co cieszy mnie niezmiernie, gdyż od dłuższego czasu stawiam na rodzimą literaturę.


Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!


Katarzyna Pisarzewska, "Zmowa milczenia"
Wydawnictwo Znak Literanova, 2014
ilość stron: 352
data premiery: 22.09.2014

piątek, 12 września 2014

Izabela Sowa "Powrót" [Recenzja]




Jednoznaczne zaklasyfikowanie tej powieści jako ostatecznie "dobrą" lub "złą" sprawia mi nie lada trudność. To był mój pierwszy kontakt z twórczością Izabeli Sowy, więc ciężko mi oceniać w kontekście całości, jednakże jedyny przymiotnik, jaki w tym momencie przychodzi mi do głowy, aby opisać literaturę tworzoną przez pisarkę to "specyficzna". Z jednej strony poprawna, bez większych zarzutów, jednak o.. niczym. Ale do tego dojdziemy za chwilę.

Dorotka właśnie wróciła do kraju. Jest dorosłą kobietą, w okolicach trzydziestki, jednakże daleko jej do dojrzałości. Prowadzi nieuporządkowane życie, wygląda i nosi się nieco, hm, niekonwencjonalnie, przypomina raczej nastolatkę niż osobę w jej wieku. Przed laty rozczarowała wszystkich - zamiast skończyć ASP, oddała się tatuowaniu, czym trudzi się po dzień dzisiejszy. Dorotka wymyka się wszelkim schematom, robi wszystko po swojemu i zadziwia tym rodzinę i znajomych. Wchodzi w posiadanie ogródka działkowego, co może jeszcze bardziej namieszać w jej życiu. Kobieta zamierza podkreślić swoją niezależność. 

Zdecydowanie lubię powieści, w których "coś" się dzieje. To "coś" to akcja i fabuła, której, prawdę mówiąc, zabrakło w "Powrocie" Izabeli Sowy. Książka jest głównie zapisem rozmów i spotkań Dorotki ze znajomymi, rodzicami czy mężczyznami. Dzięki temu poznajemy w głównej mierze przemyślenia Dorotki, jej poglądy. Autorka obnaża przed czytelnikiem duszę swojej bohaterki i nie mówię "nie", ALE.. Właśnie! Oprócz tego, że rozszyfrowujemy postać i jesteśmy świadkami swego rodzaju psychoanalizy, nie doświadczamy już nic ponad to. Bardzo brakuje mi elementów tradycyjnej fabuły i narracji. Pomysł może i ciekawy, ale nie Izabela Sowa nie przekonała mnie jego realizacją.

Nie mogę określić tej powieści mianem "złej", gdyż tak naprawdę, że posłużę się tym kolokwialnym zwrotem, "nie mam się do czego przyczepić". To, że książka jest o niczym? Ileż wielkich dzieł literatury okazuje się zwykłym bełkotem nad sensem istnienia? Aby odnaleźć się w publikacji Sowy, trzeba zdecydowanie lubić tego typu twórczość i klimat, w jakim jest utrzymana. "Powrót" to historia o wierności złożonej sobie samej, o poszukiwaniu własnej drogi, wreszcie - o zagubieniu we współczesnym świecie. Głos pokolenia współczesnych trzydziestolatków, którzy pragną wyrwać się schematom. 

Ja, ostatecznie, cieszę się, iż ostatecznie dobrnęłam do ostatniej strony. Ze względu na moje preferencje i subiektywne przemyślenia, nie sięgnęłabym po tę powieść ponownie, ale, podkreślam, raz jeszcze - nie jest zła. Co kto lubi.


Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego powieści!

Izabela Sowa, "Powrót"
Wydawnictwo Znak Literanova, 2014
ilość stron: 272
data premiery: 25.08.2014

czwartek, 10 lipca 2014

Recenzja przedpremierowa: Clara Sánchez "Skradziona"



Co najmniej 60 tys. Hiszpanów zostało porwanych i sprzedanych zaraz po narodzeniu. Niektóre źródła mówią nawet o 300 tys. sprzedanych dzieci. Przez niemal 60 lat zniknęło tysiące noworodków. Początkowo procedurą kierowali zaufani współpracownicy generała Franco, potem jednak ich miejsce zajęli księża i zakonnice z personelu klinik położniczych. Tysiące matek usłyszało zaraz po porodzie, że ich dziecko zmarło. Kiedy chciały zobaczyć ciało, dowiadywały się, że lepiej będzie dla ich psychiki, kiedy unikną tego widoku. A jednak coś nie dawało im spokoju... Wiele kobiet nie dopuszczało do głosy swojej intuicji, wszak, kiedy lekarz mówi ci, że twoje dziecko nie żyje, to z pewnością nie żyje. Czy aby na pewno?

Takie przeczucie ma matka Veronici. Kiedy urodziła drugą córkę, w jej pamięci odblokował się pewien szczegół. Tuż po narodzeniu pierwszego dziecka słyszała jego płacz... A przecież lekarze przekonywali ją, iż noworodek urodził się martwy. Pewnego dnia Veronica znajduje w domu fotografię. Na zdjęciu znajduje się dziewczyna, nieco od niej starsza, ale bardzo do niej podoba. Veronica wie, że nie powinna zadawać pytań. Na odwrocie pismem mamy było zapisane jedynie imię. Laura. Ta sprawa nie daje Veronice spokoju. Kim jest Laura? Kiedy Veronica dorasta, postanawia odkryć rodzinną tajemnicę.

Uwielbiam literaturę inspirowaną faktami. Kiedy pomyślałam, że tym źródłem ma być największa afera kryminalna w historii Hiszpanii, od razu zapragnęłam przeczytać "Skradzioną". Po raz kolejny boleśnie przekonuję się, że im bardziej wyczekuję książki, tym bardziej dotkliwy może być dla mnie zawód związany z powieścią. "Skradziona" jest w dużym stopniu przegadana, naszpikowana zbędnymi wątkami i momentami, niestety, nudna. Przed jej lektura emocjonowałam się tą rodzinną tajemnicą, która swe początki ma we współczesnej historii Hiszpanii. Te emocje we mnie wygasły już po pierwszych kilkudziesięciu stronach. Przez cały czas jednak miałam nadzieję, iż akcja nabierze rozpędu, a mnie ogarnie ten przyjemny dreszczyk, towarzyszący dobrym opowieściom. Jednak taki klimat pozostał już do końca. Spodziewałam się, iż powieść inspirowana jedną z najgłośniejszych afer kryminalnych okaże się bardziej fascynująca.

Historia sama w sobie jest logiczna, poprawna, ale bez dreszczyku emocji, jakby wybrakowana. Może gdybym nie wiązała z tą lekturą jakichś wielkich nadziei, nie miałabym też dzisiaj takich odczuć. Czegoś w dużym stopniu mi zabrakło.. 

Czy warto przeczytać "Skradzioną"? Tak, jeśli interesuje Cię historia współczesna i chcesz spojrzeć na tę największą aferę kryminalną w dziejach Hiszpanii z innego punktu widzenia. Wtedy lektura spełni Twoje oczekiwania. Jeżeli natomiast chcesz przeżyć emocjonującą przygodę, to zdecydowanie nie ten adres.


Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego powieści!

Clara Sanchez "Skradziona"
Wydawnictwo Znak Literanova, 2014
data premiery: 14.07.2014
ilość stron: 504

niedziela, 6 lipca 2014

Tom Perrotta "Pozostawieni" [Recenzja]




Wyobraź sobie, że dwa procent ludzkości znika bez śladu. Po prostu przepada, bez żadnych wieści. Jeszcze przed chwilą jedna osoba z tych kilku tysięcy stała obok Ciebie, Ty zdążyłeś zaledwie mrugnąć, a jej już nie ma. Dwa procent w ogólnym rozrachunku to niewiele, powiesz. Kiedy jednak weźmiemy pod uwagę fakt, iż wszyscy oni mieli żony, mężów, dzieci, rodziców, rodzeństwo, przyjaciół, znajomych, sąsiadów, pracodawców, pracowników, przekonamy się, iż jest to tragedia na skalę światową.

Trzy lata po tajemniczym zniknięciu. Mieszkańcy małego miasteczka Mapleton starają się żyć dalej. Nowy burmistrz Kevin Garvey próbuje wskrzesić nadzieję w społeczności Mapleton, chociaż jego życie osobiste legło w gruzach. Wydawałoby się, iż jego rodzina przetrwała, w końcu nikt z jej członków nie zniknął, jak tysiące ludzi na całym świecie. Jednak 14 października na zawsze zmienił losy Garveyów. Żona Kevina, Laurie porzuciła męża i dzieci, aby dołączyć do sekty religijnych fanatyków i złożyć śluby milczenia. Ich córka Jill z wzorowej uczennicy stała się nastolatką przysparzającą kłopotów wychowawczych, a syn Tom rzucił studia i ślepo zaufał samozwańczemu prorokowi.

"Pozostawieni" to przede wszystkim powieść obyczajowa, a elementy fantastyki posłużyły autorowi jedynie do zbudowania tła prezentowanych wydarzeń. Jeśli ktoś liczy na to, iż fabuła książki pomoże znaleźć mu odpowiedź na pytanie, co wydarzyło się, kiedy dwa procent ludzkości po prostu zniknęło z powierzchni Ziemi, to nie ten adres. Jak dla mnie - bardzo dobrze. Otrzymałam dokładnie to, czego się spodziewałam. Wciągającą od pierwszej strony, emocjonującą historię o tym, co stało się już "po". Opowieść o odradzaniu się z popiołów po traumatycznych wydarzeniach. "Pozostawieni" to wielka powieść o wielkich charakterach.

Perrotta nie ocenia. Swoją opowieść snuje, nie opowiadając się po żadnej ze stron. Nie istnieje podział pomiędzy dobrem a złem. Autor wiernie oddaje wydarzenia, jakie nastąpiły w Mapleton po tajemniczym zniknięciu. Przedstawia szereg możliwości, w jaki sposób uczestnicy zdarzeń radzą sobie z traumą. Od wyparcia, poprzez negację, bunt, ucieczkę, poszukiwanie siły wyższej po aktywne działanie. Postawa pisarza bezpośrednio wpływa też na odbiór powieści przez czytelnika. Na swój sposób rozumiemy każdego z bohaterów, nie jest możliwym jednoznaczne zaklasyfikowanie charakteru jako ten "czarny" czy "biały". Każda z postaci ma swoje dobre i złe strony, i to jest w porządku. Tom Perrotta przedstawił zwykłych ludzi w niezwykłych sytuacjach i uczynił z tego największą zaletę swojej powieści.

Przyznam, iż miałam pewne opory przed tą lekturą. Zawsze tak jest, kiedy wiem, że mogę spodziewać się elementów religijnych czy fantastycznych, za którymi w literaturze po prostu nie przepadam.  Te obawy zniknęły już po prologu. Uważam, iż zapewnienia wydawcy, który powołując się na takie media, jak "New York Times", "Washington Post" czy "USA Today", przekonuje, iż "Pozostawieni" to jedna z najlepszych książek roku, nie są pustymi słowami. To rekomendacje, które znajdują swoje pokrycie w rzeczywistości. 

"Pozostawieni" to szczera, momentami brutalna, czasem zabawna, innym razem wzruszająca literatura. Literatura z naprawdę wysokiej półki - należy dodać. Perrotta w najbardziej absurdalnych okolicznościach zawarł całe mnóstwo życiowych prawd. Autor kreśli prawdziwy portret człowieka po przejściach. Pokazuje, jak człowiek po przejściach podnosi się i idzie dalej. Chociaż okoliczności fabuły wydają się być mało prawdopodobne, w człowieku po przejściach odnajdujemy.. siebie. Dlatego "Pozostawieni" tak chwytają za serce. Moi drodzy, genialna lektura!


Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego powieści!


Tom Perrotta "Pozostawieni"
Wydawnictwo Znak Literanova, 2014
data premiery: 30.06.2014
ilość stron: 382