Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo filia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo filia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 września 2017

Agnieszka Walczak-Chojecka "Nie czas na pożegnanie"






Agnieszka Walczak-Chojecka autorka "Nie czas na pożegnanie"
Wydawnictwo Filia, 2017
Data premiery: 20.09.2017
Liczba stron: 380


RECENZJA PRZEDPREMIEROWA


Wbrew temu, co sugeruje tytuł, przyszedł czas na pożegnanie. Pożegnanie z bohaterami sagi bałkańskiej. W tej książce po raz ostatnio spotykamy się z Jasminą, Draganem, Oliją, Katarzyną i innymi. Trochę bałam się tej lektury. Dlaczego? Cóż, zakończenie drugiego tomu było takie, że w skrycie ducha zastanawiałam się, co w temacie można jeszcze napisać. Przyznaję: bałam się, że trzeci tom będzie odgrzewanym kotletem, jak w przypadku wielu kilkutomowych serii. Nic bardziej mylnego. Cała saga bałkańska trzyma bardzo wysoki poziom, a jej zakończenie jest bardzo mocne. "Nie czas na pożegnanie" to doprawdy godne pożegnanie, domknięcie wszystkich wątków. I właściwie do samego końca nie wiemy, czy bohaterowie po tym, co przeszli, będą w stanie wyjść z mroku i pójść przed siebie razem, trzymając się za rękę, nawet jeśli nie w tym samym, to chociaż w podobnym kierunku. Na co postawią: na miłość, na zapomnienie, a może na pożegnanie? Ta część obfituje w liczne zwroty akcji, wielokrotnie miałam podczas lektury wrażenie, że autorka odkryła już wszystkie karty i niczym nie jest w stanie mnie już zaskoczyć, aby po chwili odkryć, że byłam w błędzie. Mnóstwo emocji, przełomowych, wyciskających łzy z oczu decyzji, a przede wszystkim istota człowieczeństwa - to wszystko czeka na Was w powieści "Nie czas na pożegnanie". Jeśli jeszcze nie znacie tej sagi, koniecznie nadróbcie zaległości. W innym przypadku nawet nie muszę namawiać go do lektury. Polecam. Jestem ciekawa, co Agnieszka Walczak-Chojecka przygotuje dla swoich czytelników po tak udanej sadze.

niedziela, 3 września 2017

Krystyna Mirek "Słodkie życie"







Krystyna Mirek - strona autorska "Słodkie życie"
Wydawnictwo FILIA
Liczba stron: 444
Data premiery: 30.08.2017


Krystyna Mirek jest poczytną autorką kobiecych powieści obyczajowych. Czytelniczki pokochały tworzone przez nią książki przede wszystkim za życiowe obserwacje, lekkość wypowiedzi oraz nietuzinkowe fabuły. Krystyna Mirek w swoich powieściach przekonuje, że nie ma sytuacji bez wyjścia, a po każdej burzy zaświeci słońce. Jej najnowsza książka pt. "Słodkie życie" jest utrzymana właśnie w takiej konwencji lekkiej obyczajówki. Spodoba się przede wszystkim tym czytelniczkom, które w literaturze obyczajowej poszukują wytchnienia, oderwania od codzienności i swego rodzaju drogowskazu. Główną bohaterką "Słodkiego życia" jest 30-letnia Kornelia, która nadal mieszka z rodzicami i nie ma kontroli nad własnym życiem. Biernie poddaje się temu, co przynosi los, a raczej matka, a wszystkie smutki zagryza czekoladą i innymi przysmakami. Pewnie już stworzyliście w swojej głowie zakończenie tej historii, gdyż przewidywalność jest w pewnym stopniu charakterystyczną cechą tego rodzaju książek. Ale "Słodkie życie" może zaskoczyć. W trakcie lektury okazuje się, że nic nie jest takie, jak nam się na początku wydawało, a bohaterowie zmieniają się wraz z postępem akcji. Czytelniczki rozkoszują się każdym słowem, w każdym rozdziale szukają cennych wskazówek, obserwacji i znajdują je. "Słodkie życie" czyta się bardzo szybko, podczas lektury mamy wrażenie, że kolejne strony przewracają się same. Jedyne zastrzeżenie mam do kilku błędów merytorycznych, których nie udało się wyeliminować na etapie redakcji. Chodzi mi tutaj o badania i zabiegi, jakim zostaje poddana Kornelia, kiedy się okazuje, że ma problemy zdrowotne. Mimo tego niewielkiego zgrzytu, książkę polecam fanom autorki i miłośnikom lekkiej prozy obyczajowej. Spodoba się wam.

niedziela, 18 czerwca 2017

Monika A. Oleksa "Spacer nad rzeką"




Monika A. Oleksa​ "Spacer nad rzeką"
Wydawnictwo FILIA​
Data premiery: 14.06.2017
Liczba stron: 500

Przepiękna, liryczna opowieść o głęboko skrywanych, rodzinnych tajemnicach, które mają potężną moc niszczenia. Zosia, dobry duch rodziny, zmusza jej członków do zmierzenia się trudną przeszłością i wyciągnięcia właściwych wniosków. Tylko ona może ocalić tę familię. Z opisu wydawniczego książki mogłoby się wydawać, że to ckliwy romans, jednakże to coś o wiele, wiele więcej. To literatura obyczajowa w najpiękniejszej odsłonie. Prawdziwa perełka. Monika A. Oleksa snuje swą opowieść niespiesznie, powoli odkrywając przed Zosią - i przed czytelnikiem - wszystkie karty. Chociaż już od początku domyślamy się, jaką rolę w dramacie rodziny odegrała tajemnicza Julia, absolutnie nie psuje nam to zabawy z lektury. Z kart tej powieści bije życiowa mądrość. "Spacer nad rzeką" to źródło wielu ważnych cytatów. Monika A. Oleksa dba nie tylko o to, aby przedstawiona przez nią historia była ciekawa, ale też doszlifowana językowo. W dobie napisanych na kolanie i byle jak zredagowanych książek "Spacer nad rzeką" zachwyca drobiazgowością i dbałością szczegóły i ogromem pracy, jaki pisarka włożyła w swą najnowszą powieść. Jestem oczarowana tą książką i wiem, że to historia z gatunku tych, które na długo pozostaną w moim sercu. A na deser zachwycający Kazimierz Dolny, plastyczne opisy miasteczka i miłość do miejsca, którą Monika A. Oleksa przelała na papier.

niedziela, 7 maja 2017

Patronat medialny: Hubert Hender "Lęk"



Hubert Hender - warto zapamiętać to nazwisko. Facet pisze naprawdę dobre, działające na wyobraźnię i niezwykle sugestywne kryminały. Wysokie miejsce w moim prywatnym rankingu polskich "kryminalistów" zapewnił już sobie swoją "Kolejnością". "Lęk" tylko potwierdza jego wysoką formę.

Zarówno "Kolejność", jak i "Lęk" wyróżniają się na tle innych powieści kryminalnych z nutką sensacji przede wszystkim realizmem. Często czytając kryminał spod pióra polskiego pisarza, kręcę głową z niedowierzaniem i zastanawiam się "Naprawdę? Gdzie on, do cholery, robił research?". W przypadku Hendera wiem, że rzeczywistość nie zatrzeszczy. Mam nadzieję, że nie ulegnie to zmianie, gdyż to właśnie za pragmatyzm i swego rodzaju zdrowy rozsądek doceniłam "Kolejność" i dzisiaj nie zostaje mi nic innego, jak pochwalić również i "Lęk". Powieść pozostaje niezwykle wymowna w treści przede wszystkim dla rodziców, którzy mogą poczuć tytułowy lęk. Dla wszystkich innych to będzie głównie doskonała rozrywka.

Kilka słów o fabule: tym razem komisarze Iwanowicz i podkomisarz Gawłowski muszą się przyjrzeć sprawie zniknięcia młodej dziewczyny. Nastolatka przepadła bez wieści, a śledczy błądzą po omacku, próbując rozwikłać zagadkę. Została porwana, czy może sama postanowiła się oddalić? Sprawa wydaje się być przesądzona, kiedy znikają kolejne dzieci. Ale czy na pewno? W powieści Hendera nic nie jest takie, jakie mogłoby się wydawać. Niemal każdy rozdział kończy się nieprzewidywanym zwrotem akcji, co sprawia, iż wciąż mamy ochotę na więcej. Uważajcie! Proza Hendera działa silnie uzależniająco. Po zaledwie dwóch przeczytanych powieściach odczuwam skutki odstawienia i chcę jeszcze.

Jeśli przeczytaliście "Kolejność", z pewnością nie trzeba was przekonywać do lektury kolejnej powieści Huberta Hendera. Sięgniecie po nią sami. Jeśli jednak przygoda z twórczością tego autora wciąż jeszcze jest przed wami, jak najszybciej musicie nadrobić zaległości. Zdecydowanie warto.

Hubert Hender, "Lęk"
Wydawnictwo Filia, 2017
liczba stron: 440
data premiery: 26.04.2017

sobota, 22 kwietnia 2017

Liliana Fabisińska "Zielarnia nad Sekwaną" | Recenzja




W towarzystwie Antoniny Drop i Natalii Burskiej miałam już przyjemność odwiedzić Ciechocinek i Hel. W powieści będącej zwieńczeniem serii "Jak pies z kotem" wybrałam się natomiast w podróż do Paryża. Dzisiaj przed południem wróciłam i spieszę do was z wrażeniami z wycieczki. A jest o czym opowiadać!

"Zielarnia nad Sekwaną" to z pewnością najbardziej dopracowana i najdojrzalsza z całej serii powieść. Już poprzednie części były do perfekcji doszlifowane, na co wpłynął przede wszystkim dokładny research i doskonała znajomość poruszanych tematów. Liliana Fabisińska sprawia wrażenie, jakby swoich książek nie wymyślała. Jakby opisywała rzeczywistość. Mocno osadzone w realiach i konkretnym środowisku powieści podbiły serca czytelniczek. Tysiące kobiet pokochały siedemdziesięciokilkuletnią starą pannę i jej młodszą o kilkadziesiąt lat przyjaciółkę - niedoszłą panią młodą. W "Zielarni nad Sekwaną" spotykamy nasze stare znajome. Zwiedzamy wraz z nimi najbardziej urokliwe paryskie zakątki, próbujemy francuskich smakołyków. Sielanka? Nic z tych rzeczy. Jedna z naszych bohaterek w Paryżu przebywa w charakterze... głównej podejrzanej o morderstwo!

Ale "Zielarnia nad Sekwaną" to nie tylko śledztwo w sprawie morderstwo, Paryż i jedzenie. Klimat tej powieści tworzą liczne sekrety, które w "Zielarni..." ujrzą w końcu światło dzienne. Niektóre z nich były bezpiecznie ukryte przed ostatnie półwiecze. Zdążyła je przykryć gruba warstwa kurzu. Jestem przekonana, że zaskoczy was obraz Natalii, jaki wyłania się z tej powieści. Możliwe, że będziecie zmuszeni zmienić postrzeganie tej postaci. Liliana Fabisińska najlepsze przygotowała na sam koniec. Tę przemyślaną w każdym szczególe, popisową powieść kończy odważne zakończenie. Takie, jak lubię. Nie przepadam za wymuszonymi, nierealnymi happy endami. Na szczęście Liliana Fabisińska nia uraczyła mnie takim finałem. Zakończenie stanowi idealne zwieńczenie całej serii.

Ostatnie kilka dni spędziłam w towarzystwie Natalii i Niny. Aż żal się z nimi żegnać! W mojej wyobraźni będą żyły jednak dalej. To bohaterki z gatunku tych, które na dobre zostają z czytelnikiem. Lilianie Fabisińskiej udało się stworzyć zapadające w pamięć postacie, które sprawiają, że zaczynamy doceniać małe rzeczy i cieszyć się życiem. To wielka sztuka.

Liliana Fabisińska, "Zielarnia nad Sekwaną"
Wydawnictwo Filia, 2017
data premiery: 11.04.2017
liczba stron: 544

wtorek, 18 kwietnia 2017

Remigiusz Mróz "Deniwelacja" | Recenzja przedpremierowa



Czynnik obiektywny w ocenie twórczości Remigiusza Mroza w moim przypadku już dawno zawiódł. Mroza albo się kocha albo nienawidzi, a ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy. Postaram się jednak choć na chwilę ściągnąć różowe okulary i rzetelnie opowiedzieć o moich wrażeniach z lektury czwartej części trylogii (bo przecież tym z zamysłu miał być ten cykl) o Wiktorze Forście, czyli "Deniwelacji".

Trzeci tom, czyli "Trawers", skończył się w rozbudzający wyobraźnię sposób. Forst przepadł bez wieści. W moim odczuciu było to idealne zakończenie cyklu, gdyż bohaterowie mogli żyć dalej w wyobraźni czytelników, którzy jednak, jak przypuszczam, domagali się kolejnych części. Cóż, czytelnicy nie lubią niedopowiedzeń, które z kolei uwielbiają autorzy. Przynajmniej niektórzy. No, ale nie o tym miałam pisać. Naturalnym pytaniem, pojawiając się po lekturze "Trawersu" jest "Gdzie jest Wiktor Forst?". I ta kwestia właśnie jest punktem wyjściowym w "Deniwelacji". Obecność byłego już komisarza mogłaby okazać się przydatna w Zakopanem, gdzie ponownie dochodzi do serii brutalnych morderstw. Śledczy nie mają wątpliwości, że na Podhalu grasuje kolejny seryjny zabójca. Niestety, ślady zdają się prowadzić do Forsta...

Czekałem na tę powieść z niecierpliwością i w zasadzie nie zawiodłam się na niej, ale... No właśnie. W zasadzie. Podczas lektury przeszkadzało mi to, na co narzekają przeciwnicy prozy Mroza, a co można by określić jako radosną twórczość autora. Forst już w poprzednich cyklach tracił momentami kontakt z rzeczywistością, a teraz zdaje się zatracił go na dobre. Nieco irytowały mnie te fragmenty w stylu "zabili go i uciekł" rodem z amerykańskich filmów sensacyjnych. Ale kiedy już Forst wrócił z miejsca, w którym przebywał (nie chcę za dużo zdradzać z treści), wszystko wróciło do normy, a realia zaczęły przypominać te panujące w prawdziwym życiu. Odetchnęłam z ulgą. Za takim Forstem tęskniłam. Plusem jest sposób poprowadzenia fabuły. Mróz wprawdzie pisze o rozwiązaniu sprawy Bestii z Giewontu, ale robi to w taki sposób, że czytelnik, który nie zna poprzednich części, spokojnie może zacząć od "Deniwelacji", a potem wrócić do innych książek z Wiktorem Forstem.

No, to zakładam z powrotem różowe okulary. Rzeczywiście, ten brak realizmu chwilami może przeszkadzać, ale jeśli potraktujemy tę powieść tak, jak ma zostać potraktowana, czyli jako literaturę rozrywkową, możemy przymknąć na to oko. Mróz nadrabia błyskotliwymi dialogami, zaskakującymi zwrotami akcji oraz charakternymi postaciami.

Remigiusz Mróz "Deniwelacja"
Wydawnictwo Filia, 2017
liczba stron: 496
data premiery: 10.05.2017

niedziela, 26 marca 2017

Gabriela Gargaś "Taka jak ty" | Recenzja przedpremierowa



Gabriela Gargaś pisze prostym językiem o sprawach, jakie dotyczą każdej kobiety, i właśnie dlatego jej książki są tak popularne. Realistyczne fabuły i płynąca z kart powieści Gargaś mądrość życiowa sprawiają, iż po lekturze my, kobiety, czujemy się podbudowane i dowartościowane. Z przyjemnością sięgnęłam więc po "Taką jak ty", najnowszą propozycję Gabrieli Gargaś. Jak wypadło to literackie spotkanie?

"Taka jak ty" podbiła moje serce, bo... bohaterki rzeczywiście są takie jak ja. Szczególnie bliska jest mi Mariona, która wychowuje dwóch synów i pracuje w domu. Zupełnie jak ja. Jej rozterki były mi więc nieobce. Ta powieść jest dla mnie ważna również z innego powodu. Gabriela Gargaś przeniosła mnie do lat mojego dzieciństwa. Z nostalgią i ze łzą wzruszenia w oku wróciłam do tych cudownych czasów, kiedy biegaliśmy całymi dniami po dworze, huśtaliśmy się "od dechy do dechy", a w aptece prosiliśmy rodziców o vibovit w proszku. Do czasów bez tabletów i smartfonów. Wydaje mi się, że byliśmy zdrowsi, szczęśliwsi. Wtedy żyło się łatwiej. Z podekscytowaniem towarzyszyliśmy naszym rodzicom w "dorosłych" imprezach i nikt nie stawiał nikomu zarzutów za to, że pozwolił sobie na kilka kropel alkoholu w obecności dzieci. Tamte czasy już minęły i nie wrócą. Gabrieli Gargaś udało się jednak bezbłędnie oddać klimat lat naszego dzieciństwa. Łezka mi się w oku zakręciła.

"Taka jak ty" to historia dwóch przyjaciółek: Mariony i Karoliny. Opowieść o ich zmaganiach z codziennymi problemami z pewnością podbije serca kolejnych czytelniczek. Sekret popularności Gabrieli Gargaś tkwi w tym, że pisze ona o sprawach bliskich każdej kobiecie. Wywraca do góry nogami świat swoich bohaterek po to, aby przekonać czytelniczki, iż po każdej, nawet najgorszej burzy, wychodzi słońce. "Taka jak ty" przywraca nadzieję, pozwala uwierzyć we własną wyjątkowość. Nawet jeśli tworzone przez Gargaś fabuły są przewidywalne i mało skomplikowane, mnie to absolutnie nie przeszkadza. Uwielbiam po ciężkim dniu zatopić się w lekkiej i przyjemnej lekturze. Nic nie relaksuje tak jak książki Gabrieli Gargaś. Jednym, moim zdaniem, mankamentem "Takiej jak ty" jest powtarzalność. Tak się złożyło, że ostatnie dwie książki pisarki, jakie czytałam, to "Jutra może nie być" i "W plątaninie uczuć". W każdej z tych powieści pojawia się schemat: mąż, żona i kochanka, ewentualnie kochanek. Motyw zdrady małżeńskiej powtarza się w niemal każdej powieści Gargaś.

Reasumując: "Taka jak ty" to kolejna szalenie realistyczna, ujmująca za serce powieść lubianej przez polskie czytelniczki pisarki. Jestem przekonana, że miłośniczki stylu i fabuł tworzonych przez Gabrielę Gargaś będą w pełni usatysfakcjonowane. Jeśli jeszcze nie znacie tej autorki, a przepadacie za lekkimi, kobiecymi powieściami obyczajowymi, zdecydowanie musicie zacząć swą przygodę z twórczością pisarki. Może właśnie od "Takiej jak ty"?

Gabriela Gargaś "Taka jak ty"
Wydawnictwo Filia, 2017
liczba stron: 448
data premiery: 29.03.2017

czwartek, 23 marca 2017

Zyskowska-Ignaciak&Chmielarz "Koma" | Recenzja




Jestem zaskoczona tą książką. Nie spodziewałam się takiej powieści w ofercie Wydawnictwa Filia, które rzadko ryzykuje i zazwyczaj stawia na lekką, nieskomplikowaną i uwielbianą przez czytelniczki literaturę obyczajową. Kiedy więc zobaczyłam tę zapowiedź, wiedziałam, że muszę przeczytać "Komę", aby przekonać się, jak Zyskowskiej-Ignaciak, Chmielarzowi i, oczywiście, Filii wyszedł ten eksperyment.

Konwencja, w jakiej utrzymana jest ta powieść, sprawia, że po "Komę" z pewnością nie powinni sięgać czytelnicy, którzy w literaturze wybierają raczej proste, sprawdzone klimaty. Zyskowska-Ignaciak, zapraszając do literackiego duetu Wojciecha Chmielarza, zwiedziła całkiem nowe, nieznane sobie dotychczas tereny. W swojej najnowszej powieści flirtuje z kryminałem. To już jest literatura piękna, dzieło formą i treścią przewyższające te książki Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak, które miałam okazję przeczytać, jak choćby "Niebieskie migdały". "Koma" to historia zakazanej miłości dojrzałej kobiety i młodego maturzysty. Wielka miłość czy pożądanie? Cóż, jedno jest pewne: stąd już niedaleko do zbrodni.

Akcja toczy się leniwie, czasem czytelnika przytłaczają zbyt długie opisy (przyznaję, część z nich przeleciałam wzrokiem, na przykład dokładny opis utrzymanego w klimacie barokowym pomieszczenia), aż tu nagle... boom! Kiedy w bagażniku samochodu Ewy policja odnajduje ślady krwi, sprawy przybierają zupełnie nieoczekiwany kierunek. Wszystko wydaje się jasne, a jednak w tej książce nic nie jest takie, jakie mogłoby się wydawać. Właśnie za to pokochałam "Komę" - za niejednoznaczność, nieoczywistość, które sprawiły, że przymknęłam oko na drobne niedoskonałości takie jak spowalniające akcję opisy czy nieco rozczarowujące zakończenie. Rozczarowujące, bo mimo iż może zaskoczyć, to jednak jest takie... zbyt proste jak na tę powieść.

"Koma" Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak i Wojciecha Chmielarza to niebanalna książka, będąca ciekawym połączeniem romansu i kryminału. Na uwagę zasługują również wątki społeczno-obyczajowe i atmosfera małomiasteczkowości. Ta historia mogłaby się wydarzyć w każdym niewielkim mieście. Jest uniwersalna i - w tym przypadku - niestety skłania do wielu refleksji. Niekoniecznie tych wesołych.

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak, Wojciech Chmielarz, "Koma"
Wydawnictwo Filia, 2017
data premiery: 15.03.2017
liczba stron: 336

sobota, 18 marca 2017

Anna Klejzerowicz "Królowa Śniegu" | Recenzja



Nie od dziś wiadomo, że Anna Klejzerowicz inspiracji szuka w historii, sztuce, architekturze, a od niedawna również w klasyce literatury dziecięcej. Nie bez powodu "Królowa śniegu" wywołuje skojarzenia z jedną z najpopularniejszych baśni Andersena. W tej powieści Klejzerowicz sięga jeszcze głębiej i, oprócz oczywistych nawiązań do opowieści o Kaju, Gerdzie i Królowej Śniegu, odwołuje się do najmroczniejszych zakamarków ludzkiej psychiki.

Anna Klejzerowicz z pewnością zaskoczy swoich najwierniejszych czytelników. "Królowa Śniegu" jest inna chociażby od popularnej i lubianej serii o Emilu Żądle. Bardziej mroczna. Powieści wychodzi to zdecydowanie na dobre, a rozbudowane portrety psychologiczne bohaterów dodają tej historii głębi i pozwalają dostrzec drugie dno. Co tym razem przygotowała pisarka dla swoich czytelników? Z kart tej powieści wieje chłodem. W przenośni i dosłownie, gdyż akcja toczy się wśród śniegu, mroźną zimą. Seria przypadkowych zamarznięć początkowo nie wzbudza niczyjego zainteresowania. Wprawdzie starsi mieszkańcy szeptają o klątwie, jednak kiedy dziennikarka i rzeczniczka prasowa urzędu gminy, Felicja Stefańska, zaczyna drążyć, nabierają wody w usta.

Anna Klejzerowicz bardzo sprawnie wplotła baśń o Królowej Śniegu do współczesnego, małomiasteczkowego kryminału. To najbardziej rozbudowana pod względem psychologicznym powieść pisarki, ale miłośnicy poprzednich książek Klejzerowicz nie będą zawiedzeni. "Królowa Śniegu" to nadal "stara, dobra" Klejzerowicz. Intryga sięga lat głębokiego PRL-u, i to właśnie krzywdy z przeszłości staną się bezpośrednim impulsem do zbrodni. Klimat małego miasteczka dodaje tylko tajemniczości, a liczne niedomówienia sprawiają, że tę powieść nie sposób odłożyć na półkę. Jedyne, co mi przeszkadzało, to nieuzasadnione, moim zdaniem, zmiany w narracji, ale jest to na tyle niewielki mankament, że nie psuje ogólnego wydźwięku.

Najnowszą powieść Anny Klejzerowicz polecam przede wszystkim miłośnikom dobrze napisanych, rozbudowanych pod kątem psychologicznym, utrzymanych w lekkiej konwencji powieści kryminalnych. Po raz kolejny nie zawiodłam się na tej autorce i z pewnością sięgnę po każdą kolejną jej powieść.

Anna Klejzerowicz "Królowa Śniegu"
Wydawnictwo Filia, 2017
liczba stron: 280
data premiery: 15.02.2017

czwartek, 16 lutego 2017

Agnieszka Walczak-Chojecka "Nie czas na zapomnienie" | Recenzja przedpremierowa





Niezwykle emocjonująca i wyciskająca łzy z oczu historia dwojga ludzi rozdzielonych przez wojenną zawieruchę. Trzyma w napięciu do samego końca. Gorąco polecam!  


Dobra wiadomość dla czytelników Agnieszki Walczak-Chojeckiej: drugi tom sagi bałkańskiej ukaże się już za sześć dni. Pierwsza część, "Nie czas na miłość", podbiła moje serce i z niecierpliwością czekałam na więcej. Kiedy więc zostałam poproszona o przygotowanie rekomendacji na tylną okładkę "Nie czas na zapomnienie", szczerze się ucieszyłam. Lektura nie zawiodła moich oczekiwań.

Agnieszka Walczak-Chojecka przekonuje swoich czytelników, że nadzieja naprawdę umiera ostatnia. Jasminie udało się wydostać z oblężonego Sarajewa, lecz to dopiero początek jej wędrówki. Młoda dziewczyna musi podjąć decyzję z gatunku tych najtrudniejszych. Los rzuci ją do Polski, gdzie na wiadomość o swoim synu czeka Katarzyna. Obie kobiety połączy wiara w odnalezienie Dragana. Chyba już nikt, poza Jasminą i Katarzyną, nie wierzy w to, że chłopak przeżył wojnę na Bałkanach. Nowa książka Agnieszki Walczak-Chojeckiej to zaskakująca opowieść o najbardziej odległych zakamarkach ludzkiej pamięci i.... miłości. Miłości ponad wszystko.

Czy przyszedł już czas na miłość? A może to czas zapomnienia? Agnieszka Walczak-Chojecka z wrażliwością prowadzi dalsze losy bohaterów powieści "Nie czas na miłość", przywracając nadzieję w to, że po nawet najbardziej gwałtownej burzy na niebie zawsze pojawia się słońce. Zawsze. Musimy w to wierzyć. To wzruszająca i przepiękna historia o sile uczucia, które pozwala przetrzymać najtrudniejsze chwile. Romeo i Julia lat 90. XX wieku powracają z ogromnym rozmachem. Agnieszka Walczak-Chojecka posiada dar do pisania w sposób lekki o sprawach najwyższej wagi. Tam, gdzie kończy się polityka, zaczyna się dramat zwykłego człowieka. I właśnie o tym zwykłym człowieku pisze Walczak-Chojecka w "Nie czas na zapomnienie".

Pisarka oddaje rzeczywistość taką, jaką jest, nie omija trudnych tematów, chociaż wydarzenia historyczne są w tej powieści przede wszystkim tłem prawdziwego dramatu. Uwielbiam takie książki, w których autor, posługując się historią jednostki, daje świadectwo Wielkiej Historii. Widać tutaj ogrom pracy, jaki autorka włożyła w swą nową powieść. Dopracowana w każdym szczególne, bardzo dobrze napisana książka stanowi kontynuację równie udaną, co tom pierwszy sagi bałkańskiej. Obawiałam się tej lektury. Powieść "Nie czas na miłość" była tak dobra, że najzwyczajniej w świecie bałam się, iż autorka nie podoła temu wyzwaniu. Na szczęście, mój lęk okazał się niesłuszny.

Cóż mogę dodać więcej, niż to, co napisałam już w rekomendacji tej książki? "Nie czas na zapomnienie" to jest pozycja naprawdę godna polecenia. To, co najlepsze, Agnieszka Walczak-Chojecka zostawia na sam koniec. Zakończenie jest tak dobre, że nie mogę doczekać się trzeciego tomu! Kiedy, Agnieszko, kiedy?

Agnieszka Walczak-Chojecka "Nie czas na zapomnienie"
Wydawnictwo Filia, 2017
data premiery: 22.02.2017

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Remigiusz Mróz "Wotum nieufności" | Recenzja przedpremierowa




"Wotum nieufności" to otwarcie kolejnej serii Remigiusz Mroza - obecnie jednego z najgorętszych nazwisk polskiej sceny wydawniczej. Tym razem autor przygotował dla nas cykl "W kręgach władzy", a wydawca sugeruje nam, niestety (nie znoszę takich działań marketingowych!), że to "polskie House od Cards". Tutaj jednak kończą się wady tej powieści. "Wotum nieufności" na pewno nie jest "polskim House od Cards", tylko - po prostu - kolejną miażdżącą książką Mroza. I tyle w temacie.

Czego się Mróz nie chwyci, zamienia to w złoto. Tak było, między innymi, z thrillerem prawniczym i osadzonym w groźnej scenerii Tatr cyklem kryminalnym, tak jest również z serią political fiction. Tym razem Remigiusz Mróz napisał powieść o zagrożeniach płynących z żądzy władzy - to tak w potężnym skrócie. Mamy tutaj marszałek sejmu Darię Seydę, której wkrótce przyjdzie zmierzyć się z nieco inną rolą w państwie, oraz posła ultrakonserwatywnej partii prawicowej, Patryka Hauera. To dwie główne postacie. Oprócz Darii i Patryka, mamy, oczywiście, innych członków partii rządzącej i opozycyjnej oraz... ogromną manipulację, jakiej ofiarą pada nie tylko marszałek sejmu, ale też pozostałe wysoko postawione persony świata politycznego.

Przeczytałam "Wotum nieufności" w jeden dzień. W jeden dzień. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że książka liczy ponad 600 stron, to całkiem niezły wynik, lecz w najmniejszym stopniu nie jest to moją zasługą. To po prostu kolejna powieść Mroza, od której nie mogłam się oderwać. Od dłuższego czasu próbuję znaleźć sekret sukcesu tego autora i, co zadziwiające, przy każdej powieści odkrywam go na nowo. To, czym Remigiusz Mróz wyróżnia się w "Wotum nieufności", to przede wszystkim wiedza, wiedza i jeszcze raz wiedza. Wiedza ta bynajmniej nie jest wynikiem researchu poczynionego do książki. Nie tylko. Ta powieść jest naszpikowana nawiązaniami kulturowymi, politycznymi, historycznymi i wieloma innymi. Owe wtrącenia sprawiają wrażenie przypadkowych i przychodzą autorowi z niezwykłą wręcz lekkością. Mróz tę wiedzę posiada w jednym palcu. Jest oczytanym i inteligentnym facetem, który na tematy związane z polityką ma zdecydowanie większe pojęcie niż przeciętny Kowalski, dlatego napisanie "Wotum nieufności" nie stworzyło mu większych problemów.

Ale "Wotum nieufności" to nie tylko wiedza i oczytanie. To także rozwinięty zmysł obserwacji i umiejętność wyciągania trafnych wniosków z tego, co dzieje się w otoczeniu autora. Oczywiście, ta książka jest fikcją literacką, ale doskonale oddaje nastroje panujące w europejskich społeczeństwach. Mróz (zresztą już po raz kolejny) sięga po tak ważne współczesne tematy jak kryzys migracyjny, działania Państwa Islamskiego czy korupcja w polityce. Co istotne, udało mu się poruszyć tę tematykę bez krytykowania którejś ze stron. Uważam za genialne zagranie, aby głównymi bohaterami uczynić przedstawicieli dwóch wrogich obozów. Mróz przedstawia rację swoich postaci, nie szczędzi gorzkich słów pod ich adresem, jednak padają one z ust bohaterów, dzięki czemu autor zachowuje neutralność, a "Wotum nieufności" trafi do tych, którzy stoją po prawej, w centrum, a także po lewej stronie sceny politycznej.

Wszystko to nie miałoby większego znaczenia bez frapującej fabuły i rozbudowanej intrygi, które ostatecznie wciągają czytelnika w wykreowany przez Mroza świat. Remigiusz Mróz po raz kolejny (nie liczę już, który) nie zawodzi. Nie trafiają do mnie głosy przeciwników autora, który twierdzą, że zaczął pisać na akord. Mam wrażenie, że zazdroszczą Mrozowi sukcesu, bo... rzeczywiście jest czego. Nawet jeśli Mróz pisze na akord, nadal robi to rewelacyjnie, więc przechodzę obojętnie obok takich głosów, wzruszam ramionami i zazdroszczę wszystkim, którzy tę ekscytującą lekturę mają jeszcze przed sobą. Ja już, niestety, jestem po i wolę przez kilka najbliższych dni nie sięgać po inną książkę, aby nie przeżyć bolesnego rozczarowania. To chyba ten słynny kac książkowy?

Remigiusz Mróz "Wotum nieufności"
Wydawnictwo Filia, 2017
data premiery: 11.01.2017
liczba stron: 624

niedziela, 4 grudnia 2016

Robert Bryndza "Dziewczyna w lodzie" | Recenzja



Ta lektura to dla mnie totalne zaskoczenie. Nie dostałam wypieków na twarzy, kiedy tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach, nie skakałam podekscytowana, krzycząc "chcę! chcę! chcę!" i, prawdę mówiąc, w ogóle nie miałam jej w planach, a jednak skusiłam się i pochłonęłam powieść na dwa razy, z krótką przerwą na sen.

Detektyw Erika Foster jest świetnym śledczym, ale jej życie prywatne... cóż, pozostawia wiele do życzenia. Znacie to? Tutaj raczej nie będzie zaskoczenia. Erika cierpi po śmierci ukochanego męża i wciąż się obwinia. Nowe śledztwo ma być okazją do odbicia się od dna. I tutaj się na chwilę zatrzymajmy. Wiem już dziś, że sięgnę po każdą kolejną powieść z Eriką Foster w roli głównej, bo Robert Bryndza kapitalnie tę bohaterkę wykreował. Tak trudno w dzisiejszych czasach po prostu być człowiekiem. Układy, kontakty i londyńska socjeta skutecznie przeszkadzają Erice w prowadzeniu śledztwa. Są naciski, aby jak najszybciej zamknąć śledztwo i nie grzebać zbyt głęboko. Nikogo nie obchodzą zamordowane prostytutki, które najpewniej padły ofiarą tego samego, brutalnego zabójcy. Liczy się tylko Andrea - córka wpływowych członków socjety. Ale dla Eriki każda ofiara jest równie ważna.

Od momentu kiedy zostają odnalezione zwłoki Andrei do chwili, kiedy tożsamość mordercy zostaje w końcu odkryta, w powieści dzieje się naprawdę dużo. Autor prowadzi akcję mocną ręką. Starannie nakreślone portrety psychologiczne bohaterów (moją uwagę przyciągnęła przede wszystkim siostra zamordowanej dziewczyny) nadają tej lekturze drugie, zdecydowanie głębsze dno. To nie jest tylko kryminał. To rozbudowana powieść psychologiczna o konsekwencjach, jakie w psychice młodych ludzi pozostawia dorastanie w środowisku zepsutych, obłudnych bogaczy. Kiedy do tego dodamy kapitalną postać Eriki, która za wszelką cenę chce dowieść prawdy, otrzymamy mocny, wyrazisty thriller. Chociaż chętniej czytam powieści polskich autorów, "Dziewczynę w lodzie" zaliczam do jednej z najbardziej udanych powieści kryminalnych tego roku.

Ta lektura okazała się dla mnie sporym zaskoczeniem. Sama nie wiem, dlaczego, ale od początku podchodziłam do niej z dużą rezerwą, tymczasem odkryłam bardzo dobrą, rozbudowaną powieść psychologiczną, która spodoba się nie tylko miłośnikom gatunku. W "Dziewczynie w lodzie" Robert Bryndza podejmuje bardzo ważny temat sytuacji imigrantów z Europy Wschodniej (w tym także z Polski) w Wielkiej Brytanii, a to nie jedyne, co przygotował dla czytelników. Polecam!

Robert Bryndza "Dziewczyna w lodzie"
Wydawnictwo Filia, 2016
data premiery: 09.11.2016
liczba stron: 434

poniedziałek, 14 listopada 2016

Remigiusz Mróz "Behawiorysta" | Recenzja




Zazwyczaj Mróz mnie nie zawodzi. Wiem, że część blogerów kręciła nosem na "W cieniu prawa" i niektórzy czytelnicy uważają, że autor miewa lepsza i gorsze chwile, ale ja, na szczęście, trafiam na same dobre powieści jego autorstwa. Tym razem jednak Mróz mnie zaskoczył. Spodziewałam się, że "Behawiorysta" będzie dobry, ale nie przypuszczałam, że zmiażdży wszystkie inne publikacje pisarza.

Jako blogerka rozpływam się w zachwytach nad twórczością Mroza. Jako autorka zazdroszczę czasu na pisanie i szybkości, z jaką produkuje kolejne powieści. Zawistni pewnie stwierdzą, że to za szybko, że za dużo. W środowisku słyszy się, że można napisać jedną, maksymalnie dwie dobre książki rocznie. Inaczej będą niedopracowane. Bzdura. Mróz nie traci na jakości, a "Behawiorysta" jest najlepszą jego książką. Napisał coś, czego jeszcze rzeczywiście w Polsce nie było. Zaangażował czytelnika w swoją książkę w pełnym tego słowa znaczeniu. Pozwolił uwierzyć odbiorcy, że ma wpływ na opisywane wydarzenia. To wystarczy, aby wciągnąć się na tyle, aby nie móc odłożyć lektury na półkę. "Behawiorysta" ma ponad 500 stron, a przeczytałam go w jeden wieczór i jeden poranek. Nie wiem, jak zareaguje na to wyznanie mój mąż, ale kocham Mroza.

Już rozpoczęcie wbija w fotel. Zamachowiec zamknął się z dzieciakami i nauczycielkami w przedszkolu i grozi, że zabije zakładników. Prokuratura prosi o pomoc swojego byłego pracownika, kontrowersyjnego Gerarda Edlinga, który specjalizuje się w komunikacji niewerbalnej. To dopiero początek. Służby są bezsilne. A Mróz zagląda głęboko w psychikę nie tylko ściganego, ale i ścigającego. Genialna powieść psychologiczna, której akcja pędzi w zawrotnym tempie. Skończyłam czytać ją dwa dni temu, a wciąż nie mogę się pozbierać. Mróz sporo zaryzykował zakończeniem. Wielu czytelników może mieć do autora pretensje, pytać "dlaczego?", ale ja uważam, że nie mógł napisać lepszego zakończenia tej historii. Cóż, ci, co znają Mroza, wiedzą, że nie zawsze wszystko dobrze się kończy.

"Behawiorysta" to petarda. Ogłusza już na pierwszej stronie, nie pozwala odetchnąć i nabrać dystansu. Mróz świetnie wypada nie tylko w seriach (Chyłka, Forst), ale także w powieściach, które stanowią odrębną historię. W moim odczuciu to najlepsza powieść Remigiusza Mroza. Oczywiście, polecam i niecierpliwie czekam na kolejne wcielenia autora.

Remigiusz Mróz, "Behawiorysta"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2016
liczba stron: 500
data premiery: 26.10.2016

środa, 9 listopada 2016

Rachel Abbott "Zabij mnie znów" | Recenzja



Broniłam się rękami i nogami przez twórczością Rachel Abbott. Dlaczego? Z reguły unikam "fenomenów wydawniczych", gdyż szumna promocja nie zawsze towarzyszy naprawdę dobrej lekturze. W końcu uległam. "Zabij mnie znów" to pierwsze i na pewno nie ostatnie moje spotkanie z tą autorką.

"Zabij mnie znów" to rasowy thriller. Abbott wnosi powiew świeżości na światowy rynek kryminałów i powieści sensacyjnych, zdominowany przez Skandynawów. Tutaj najważniejsze jest śledztwo, nie sam detektyw. Główna bohaterka, Maggie, może głośno powiedzieć, że jej się udało. Ma kochającą i wspierającą rodzinę, a jej życie zawodowe jest pasmem sukcesów. Pewnego dnia jednak Duncan znika bez śladu, a wokół Maggie zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Ktoś morduje kobiety łudząco podobne do naszej bohaterki. Jak się zapewne domyślacie, zaginięcie męża nie jest przypadkowe. Racja, tutaj NIC nie jest przypadkowe. Każde zdarzenie znajduje swoje logiczne wyjaśnienie.

Rachel Abbott stworzyła wiarygodne portrety psychologiczne bohaterów. To nie są postacie papierowe, bez wyrazu, czarno-białe. Zmieniają się, czasem zadziwiając tym nawet samych siebie. Uwielbiam takie niejednoznaczne powieści, których bohaterowie przechodzą wewnętrzną przemianę. Cóż, zgadzam się z Szymborską, że tyle znamy siebie, na ile nas sprawdzono, a Rachel Abbott weryfikuje charaktery swoich postaci w ekstremalnych warunkach. "Zabij mnie znów" to zgrabne połączenie thrillera psychologicznego i kryminału. Spodoba się z pewnością miłośnikom obu gatunków literackich. A odpowiedź na pytanie "kto zabija?" wbije was w fotel. Dawno nie czytałam powieści z tak dobrym zakończeniem.

Tym razem chwytliwe hasło "sensacja rynku wydawniczego" na okładce książki znajduje swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Chociaż powieść nie jest pozbawiona błędów (mam wrażenie, że tłumacz czasem poszedł na skróty), to z pewnością jest to jeden z lepszych "fenomenów" ostatnich miesięcy. Polecam!

Rachel Abbott "Zabij mnie znów"
Wydawnictwo Filia, 2016
liczba stron: 512
data premiery: 12.10.2016

sobota, 24 września 2016

Agnieszka Krawczyk "Przyjaciele i rywale" | Recenzja przedpremierowa



Nie jest dla nikogo tajemnicą, że Agnieszka Krawczyk jest moim literackim wzorem i zachwycam się plastycznymi, niezwykle realistycznymi opisami, będącymi najważniejszą zaletą prozy jej autorstwa. "Siostry" to jedna z ciekawszych propozycji obyczajowych tego roku, z niecierpliwością więc czekałam na kontynuację. Dziś jestem już po lekturze i mogę odetchnąć z ulgą. Po kapitalnej pierwszej części przyszła pora na równie udaną kontynuację.

"Przyjaciele i rywale" to drugi tom serii zatytułowanej "Czary Codzienności". Autorka nie mogła chyba nadać bardziej trafnego tytułu temu cyklowi. Ta powieść obfituje w opisy właśnie codziennych, z pozoru zupełnie prostych codzienności i chwil. To z takich momentów składa się nasze życie. Agnieszka Krawczyk odnajduje urok i piękno w zwykłych czynnościach, a potem zaraża optymizmem swoich czytelników. "Przyjaciele i rywale" to powieść magiczna, pełna wdzięku i powabu. Wbrew pozorom autorka nie patrzy na świat przez różowe okulary, a jej książka nie jest mdła i sztampowa. Tutaj, jak w życiu, nie ma jednoznacznych rozwiązań, a bohaterowie są zarówno dobrzy, jak i źli, co sugeruje już sam tytuł.

Kim jest ojciec Tosi? Czy Agata poradzi sobie z wychowaniem siostry, o której istnieniu dotychczas nie miała pojęcia? I jak ułoży się życie prywatne sióstr Niemirskich? Te i inne pytania pozostały bez odpowiedzi. "Siostry" zasiały ziarnko niepewności. Wiele wyjaśni się w "Przyjaciołach i rywalach", jednak nie wszystkie odpowiedzi poznamy już teraz, gdyż zapowiadana jest trzecia część cyklu, "Słoneczna przystań". Czy to dobrze? Doskonale. Jakiś czas temu narzekałam, że na rynku pojawia się zbyt wiele serii obyczajowych. Nie wszystkie opowieści posiadają potencjał, by snuć je przez kilka tomów. Ta jest wyjątkiem. Agnieszka Krawczyk poruszyła tyle wątków i wprowadziła na scenę tyle postaci, że spokojnie może ciągnąć tę historię przez parę kolejnych części, nie zanudzając czytelnika. Autorce udało się zainteresować mnie nie tylko fabułą, ale także sposobem przekazu. Dość wspomnieć o obrazach malowanych słowem i plastyczności, o której pisałam już we wstępie. Każde zdanie jest dopracowane, a autorka w swoje książki wkłada ogrom pracy. Nie idzie na skróty. Czytelnik nie wyczuje tutaj fałszu.

"Przyjaciele i rywale" to drugi, jakże udany tom kapitalnego cyklu powieści obyczajowych, który podbił listy bestsellerów. I niech tam króluje jak najdłużej! Warto mieć te książki w swojej domowej biblioteczce. Mam wrażenie, że kiedyś proza Agnieszki Krawczyk będzie uważana za klasyką. Cóż, w końcu klasa sama w sobie.

Dziękuję Wydawnictwu Filia za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Agnieszka Krawczyk "Przyjaciele i rywale"
Wydawnictwo Filia, 2016
data premiery: 28.08.2016
liczba stron: 536

środa, 31 sierpnia 2016

Liliana Fabisińska "Weranda na Czarcim Cyplu" | Recenzja przedpremierowa



Czy wy również, tak jak i ja, przeżywacie przesyt książkami, których głównymi bohaterkami są szalone singielki w okolicach trzydziestki, poszukujące męża? "Weranda na Czarcim Cyplu" była dla mnie cudowną odmianą. To kolejna, po "Sanatorium pod Zegarem", doskonała powieść autorki, która w literaturze rozrywkowej nie ma sobie równych. Liliana Fabisińska udowadnia, że ma głowę pełną kapitalnych pomysłów, a pisać potrafi, jak mało kto.

Bohaterki znane już z poprzedniej części - Natalia i Nina spotykają się ponownie. Tym razem ich ścieżki skrzyżują się w Helu, chociaż po drodze utkną w warszawskim areszcie. Gdzieś w samym środku śledztwa o morderstwo odnajdą się ponownie, by pomóc sobie nawzajem. A w ich życiu dzieje się naprawdę sporo. Zacznijmy od Natalii, która w wieku siedemdziesięciu lat przeżywa wielką miłość. Ukochany wprowadza się do niej, czym wywołuje konsternację sąsiadów i znajomych Natalii. Romans w TAKIM wieku? Jak najbardziej. Fabisińska zrywa z tabu i głośno mówi, a raczej pisze o tym, że miłość po siedemdziesiątce może się udać, tak jak i seks. Bohaterki "Werandy na Czarcim Cyplu" zrywają ze schematami, a Fabisińska przekonuje nas, że "młodość nosimy w sercu". To nie jest powieść pełna utartych frazesów i cytatów w stylu "życie jest jak motyl". To soczysta, wielowymiarowa historia, która wymyka się wszelkim konwenansom.

Nina również nie znajduje się w korzystnym dla siebie momencie życia. Po wypadku wciąż nie może dojść do siebie, narzeczony zniknął gdzieś między Polską a Afryką Południową, a suknia ślubna wciąż uparcie wraca do jej szafy. Kiedy na dodatek Natalia wplątuje przyjaciółkę w aferę kryminalną, Nina potrzebuje odpoczynku i spokoju. Znajduje je na Czarcim Cyplu. Hel Fabisińskiej zachwyca. Autorka wiernie oddała urok tego niezwykłego miasteczka, z trzech stron otoczonego morzem. Poczyniła dokładny research, a rzeczywistość przedstawiona w jej powieści zachwyca mnogością szczegółów i dokładnością opisów. Czytelnik za sprawą jej książki oczyma wyobraźni dokładnie widzi opisywane miejsca. A to jeszcze nie wszystko. Na dokładkę otrzymaliśmy fascynującą historię o zatopionym Starym Helu, który istniał w przeszłości, oraz precyzyjną analizę obrazu pewnego holenderskiego mistrza. Nadal wam mało? A co powiecie na wybuchową mieszankę trujących ziółek?

"Weranda na Czarcim Cyplu" to jedna z tych powieści, o których mogłabym opowiadać, opowiadać i... wciąż nie oddałabym słowami mojego zachwytu. Kapitalne pomysły, doskonałe przygotowanie merytoryczne, naturalna lekkość wypowiedzi i poprawność językowa - to właśnie Fabisińska. Bardzo gorąco polecam.

Dziękuję Wydawnictwu Filia za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Liliana Fabisińska "Weranda na Czarcim Cyplu"
Wydawnictwo Filia, 2016
liczba stron: 472
data premiery: 14.09.2016

czwartek, 25 sierpnia 2016

Gabriela Gargaś "Wybacz mi" | Recenzja przedpremierowa



Czy istnieją winy, których nie można wybaczyć, przede wszystkim sobie? Jak spojrzeć w lustro, kiedy popełniło się fatalny w skutkach błąd? W swojej najnowszej powieści Gabriela Gargaś poszukuje odpowiedzi na te i wiele innych pytań. Próbuje wybaczyć niewybaczalne i wraz ze swoimi bohaterkami znaleźć własny sposób na życie.

Ludwika postanawia wyznać swoją największą tajemnicą córce, która sama ma mnóstwo problemów. Jej małżeństwo jest katastrofą, dzieci się od niej odwróciły, a ona fatalnie czuje się na emigracji. Pragnie wrócić do Polski. Właśnie w tak krytycznym momencie swojego życia słyszy prawdę o swojej matce. Czy będzie w stanie zaakceptować przeszłość swojej rodziny? Gabriela Gargaś stworzyła opowieść, którą się pochłania. Autorka zgłębiła potrzeby czytelniczek i oddaje im dokładnie taką powieść, jaką one chcą przeczytać. Pełną ciepła i, mimo podejmowanych tematów, bardzo optymistyczną. Ta książka jest skarbnicą cytatów o życiu, miłości i przewrotnym ludzkim losie, a także źródłem życiowej mądrości. Błądzić jest rzeczą ludzką, o czym przekonuje nas piękna historia Ludwiki i jej córki Klaudii.

"Wybacz mi" to powieść o kilku kobietach, które łączą więzy krwi oraz miłość, która przybiera najróżniejsze oblicza. Nie chcę zdradzić zbyt wiele, aby nie psuć czytelniczkom frajdy z odkrywania przeszłości Ludwiki, mogę jedynie uchylić rąbka tajemnicy i przyznać, że sekret kobiety jest z gatunku tych wzbudzających najbardziej sprzeczne uczucia. Ciekawe tło społeczne, akcja prowadzona mocną ręką, nakładające się na siebie wątki i dylematy moralne - to lubię w powieściach obyczajowych. Byłoby naprawdę bardzo, bardzo dobrze. Byłoby. Jestem zła, bardzo zła. "Wybacz mi" to najlepszy przykład na to, jak fatalna redakcja oraz korekta może zepsuć najlepszą powieść. Tego się nie robi. Zastanawiam się, czy przed wydaniem ktoś sprawdzał ten tekst pod kątem stylistycznym i zasugerował jakiekolwiek zmiany. Od błędów gramatycznych rozbolała mnie głowa, nie wspominając o interpunkcji, którą jakby pominięto. Szkoda, wieeeeelka szkoda....

Niestety, pozostał niesmak po powieści, która sama w sobie jest fantastyczna. Dla mnie takie błędy w książce, która trafia na księgarniane półki, są niedopuszczalne. Odebrały mi radość z lektury. Gabriela Gargaś napisała wspaniałą powieść obyczajową, szkoda tylko, że oprócz autora nie popisał się redaktor i korektor.

Dziękuję Wydawnictwu Filia za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Gabriela Gargaś "Wybacz mi"
Wydawnictwo Filia, 2016
liczba stron: 432
data premiery: 31.08.2016

środa, 17 sierpnia 2016

Wywiad | Huber Hender: "Gdy pojechałem do Kowar, wiedziałem, że to jest to. Sztolnie. Ciemność. Mrok."

Hubert Hender



Na księgarnianych półkach właśnie ukazała się "Kolejność", obiecująca powieść kryminalna, której autor pozostaje raczej w cieniu swojej twórczości. Jest tajemniczy, czy może uważa, że dobra literatura obroni się sama? Kim jest? Czy Dolny Śląsk zajmuje szczególne miejsce w jego życiu? Przeczytajcie wywiad z szalenie intrygującym człowiekiem, jakim jest Hubert Hender, autor "Kolejności".

Niewiele mówi pan o sobie. Czy jest to wynik wrodzonej skromności, a może uważa pan, że dobra literatura obroni się sama, a jej autor może pozostać w cieniu?

Oczywiście, autor może zostawać w cieniu, do tej pory zwykle nie ujawniałem się za często, nie uczestniczyłem w spotkaniach. Wraz z nową powieścią trochę porzucam ten stan i zaczynam się pojawiać i mówić o sobie, ale zawsze i tak będę twierdził, że ważniejsze ode mnie są w tej kwestii moje książki. Z drugiej jednak strony myślę, że dziś czytelnicy mają pełne prawo do tego, by spotykać się z autorami. Wystarczy przywołać świetne imprezy, jak chociażby targi książki, na których możemy spotkać swoich ulubionych twórców. To fantastyczne dla obu stron doświadczenia i cieszę się, że tego typu imprez, które sprzyjają rozwijaniu się środowiska czytelniczego, literackiego w ogóle, jest coraz więcej.

Kim zatem jest Hubert Hender? Skąd pochodzi? Czy, tak jak i pana bohaterowie, mieszka na Dolnym Śląsku?

Urodziłem się i mieszkałem przez 25 lat na Dolnym Śląsku, bardzo blisko Jeleniej Góry. A samo miasto znam doskonale. Przez te lata, zupełnie nieświadomie, czerpałem natchnienie do swoich książek. Żyłem, mieszkałem, a gdzieś jakimś schowanym nurtem wchłaniałem to miasto, te miejsca, okolice oraz ich klimat. Znam je na tyle dobrze, że o wiele łatwiej mi się teraz o tym mieście i okolicy pisze. Siłą rzeczy, pewnie nie miałbym takiej swobody pisania o miejscach, w których nie byłem i których nie znam tak dobrze. Pomysł napisania powieści z Jelenią Górą w tle był więc naturalny. To na pewno jeden z powodów dla których postanowiłem osadzić akcję swoich powieści właśnie tam.

Przejdźmy do rozmowy o pana najnowszej powieści, „Kolejności”. Książka właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Filia. To świetne wydawnictwo. Jak trafił pan pod opiekuńcze skrzydła Filii? W jaki sposób dowiedział się, że pana powieść zostanie wydana przez oficynę, która wypuściła w świat trylogię Mroza o komisarzu Forście?

Odpowiem bardzo krótko. Szukałem dobrego wydawnictwa dla swojej drugiej powieści i po paru miesiącach, od chwili jak wysłałem ją od dwóch, może trzech wydawnictw, nawiązałem kontakt z Filią. Po spotkaniu w Poznaniu, zresztą bardzo sympatycznym, ustaliliśmy wspólne priorytety i cele. Nakreśliliśmy wspólne oczekiwania względem siebie. Ich filozofia bardzo przypadła mi do gustu. Widziałem, że szukam właśnie takiego wydawnictwa. Przede wszystkim takiego które skoncentrowane jest na wydawaniu dobrej literatury, czego przekładem może być, jak Pani wspomniała, Remigiusz Mróz, czy doskonały wręcz thriller Obce dziecko Rachel Abbott. Widać więc, że wydają z pasją, mają świetne wyczucie literackie, estetyczne. Gdy patrzę na to jak działają, jak wydają, to wiem, że trawiłem w bardzo dobre ręce.

Pana bohaterowie to postacie z krwi i kości. Już w recenzji zwracałam szczególną uwagę na ich przeżycia wewnętrzne, rozterki i wątpliwości. Zastanawiam się, skąd taka dobra znajomość specyfiki pracy policjantów i daleko idące wnioski na temat wpływu patologii, z jakimi służby mundurowe spotykają się na co dzień, na ich życie prywatne?

Nie trzeba być wytrawnym psychologiem, by wiedzieć, że praca w policji do łatwych nie należy. Oczywiście staram się podchodzić rzetelnie do swojej pracy, dlatego bohaterowie muszą być prawdziwi. By stworzyć wiarygodnych bohaterów, trzeba mieć pomysł, rozrysować ich charaktery, osobowość, wygląd. Tworzę również ich życiorysy. Poza opisywaniem ich pracy, obowiązków, opisuję w równym lub podobnym stopniu ich problemy, doświadczenia, wspomnienia, koszmary. Dla mnie te osoby są jak żywe. Cały czas mam ich w wyobraźni, widzę ich jak chodzą, jak się ruszają, widzę ich gesty, czy to jak się uśmiechają. Proszę mi wierzyć, że gdy piszę daną scenę, widzę niemal każdy ich ruch, słyszę ich rozmowę. To trochę tak jakbym był reżyserem stojącym tuż za kamerą. A zatem jako autor i osoba, która tworzy ten świat, ich świat dodajmy, znam ich najlepiej. Chwilami czuję się tak, jakbym ich podglądał w czasie pracy czy podczas wypoczynku. Jestem z nimi myślami i to niejako spisuje. Słowem, muszę ich cały czas widzieć.
Nie da się ukryć, że centralną postacią moich powieści jest Marek Iwanowicz. On jest najważniejszy, jemu poświęcam najwięcej uwagi. W Zaporze, mojej pierwszej książce, było o nim niewiele, ale był to celowy zabieg, bowiem już wtedy wiedziałem, że będzie to cykl powieści i już wtedy jasno określony plan, by czytelnicy poznawali go stopniowo, bardzo powoli. W Kolejności o Iwanowiczu jest już znacznie więcej, zaś w trzeciej powieści poznają go jeszcze lepiej. Taki miałem zamiar od początku i mocno się tego trzymam. Oczywiście podobnie rzecz ma się z Gawłowskim, o nim również będzie więcej.
Słowem, są to zwyczajni policjanci. Ze swoją historią, z życiem osobistym, z problemami. Tacy, którzy noszą takie same lub podobne doświadczania co my, nie są oni oderwani od tego, co się dzieje dookoła; potrafimy im współczuć, potrafią nas rozbawić, bywa, że i zaskakują. Są osadzeni w konkretnym kontekście, otoczeniu i środowisku. Mają swoje rodziny, swoje obowiązki, marzenia, nawet wydatki. Kupują, chodzą na obiad. No ale są to bohaterowie konkretnego gatunku, więc widzimy ich przede wszystkim jako policjantów.
W największym skrócie, mniej więcej tak się tworzy bohaterów – trzeba ich wykreować w całości, od szczegółu, aż po ogół, a potem wpuścić w opowieść i pozwolić na to, by uczestniczyli w rozmaitych, często jednak nieprzewidywalnych, wydarzeniach.

Pokopalniane tereny, nieco uśpione miasteczko, a w tle majestatyczne szczyty – czy takie właśnie są Kowary? Przyznam, że nigdy nie byłam w tym mieście, a umieszczając tam akcję swojej powieści, rozbudził pan we mnie ciekawość.

Na pomysł napisania powieści osadzonej w Kowarach wpadłem kilka dni po tym, jak skończyłem pisać swoją pierwszą książkę. Na początku powstał tylko plan, było to chyba w 2011, a w 2012 roku zacząłem nad nią pracę, a rok później już ją skończyłem. Żeby napisać o tym miasteczku, musiałem je lepiej poznać, dlatego pojechałem tam kilka razy, sfotografowałem interesujące mnie miejsca. Dużo też o tym miejscu czytałem, zbierałem sporo informacji. Starałem się wchłonięć to miejsce, poczuć klimat, a potem dokonać mojej osobistej interpretacji tego miejsca. Na pewno nie jest ona bardzo realistyczna, nie odtwarzam tego miejsca w skali jeden do jeden, ponieważ nie tworzę literatury non-fiction. Dokonuje bardzo niewielkiego zaciemnienia tego miejsca, trochę tak jakbym nakładał na swoją opowieść pewien filtr. W dzień być może nie jest ono aż takie mroczne jak je opisuje. Niemniej, ma ono swój klimat. Tak też rozumiem pojęcie klimatu w książkach – jako zakładanie na opisywane zdarzenia, miejsca czy bohaterów rozmaitych filtrów, ciemniejszych bądź jaśniejszych. Według mojej teorii thriller czy kryminał posiadają ciemny, reportaż czy powieść obyczajowa nie mają żadnego (lub tylko delikatny), komedia czy powieść romantyczna nieco rozjaśniają rzeczywistość.

Nie zdradzając za wiele, aby nie zepsuć czytelnikom lektury, skoncentrujmy się przez chwilę na fabule „Kolejności”. Jak zrodziła się w głowie autora? Skąd czerpał pan inspiracje?

Jak wspomniałem wcześniej, dla mnie ważne jest miejsce akcji. Podkreślę tutaj, że musi to być realnie istniejące miejsce, miejscowość. Nie przekształcam topografii. Staram się odtwarzać ją dość wiarygodnie, poza pewnymi wyjątkami. Owszem, zdarza się, że z jakichś szczególnych powodów nie podaję konkretnego miejsca, nie zawsze podaję ulicę czy szczegółowo opisuję czyjś dom (świadka, mordercy), ale to wynika trochę z innych powodów.
Wracając do pytania, gdy pojechałem do Kowar, wiedziałem, że to jest to. Sztolnie. Ciemność. Mrok. Pomysł na kryminał zrodził się błyskawicznie. Miejsca w ogóle są dla mnie ważne. Nie tylko sama fabuła, nie tylko bohaterowie, a właśnie równorzędnie z nimi miejsce akcji. Dlatego wybór padł na Kowary. Piękny, mroczny tunel kolejowy, część odnowionych sztolni, opuszczone miejsca, górzysty teren, lasy. Lubię takie miejsca.

Wiemy, że to jeszcze nie koniec, a Iwanowicz powróci. Rozumiem, że w duecie z Gawłowskim?

Oczywiście. Kilka tygodni temu skończyłem pisać trzecią powieść, jej akcja będzie się działa w samej Jeleniej Górze. Mojej ulubionej miejscowości, do której zawsze chętnie wracam – zarówno w rzeczywistości, jak w swoich literackich opowieściach.

Czy to będzie odrębna historia, tak zwana „luźna kontynuacja”, czy może znajomość treści „Kolejności” będzie niezbędna? No, i kiedy możemy spodziewać się powieści w księgarniach?

Akcja tej powieści nakłada się z „Kolejnością”, łączy je wspólny wątek, bardzo ważny dla mnie. W Kolejności było to śledztwo drugoplanowe. I nierozwiązane. Więcej niestety nie mogę zdradzić. Trzecia część będzie gotowa niebawem, także podejrzewam, że w księgarniach pojawi się w przyszłym roku. A ja już przygotowuje się merytorycznie do następnej książki.

Dziękuję za rozmowę!


Również dziękuję i pozdrawiam.


"Kolejność" właśnie trafiła na księgarniane półki.