Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura australijska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura australijska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Dawn Barker "Pozwól jej odejść" | Recenzja przedpremierowa



"Pozwól jej odejść" to nowa powieść autorki doskonale przyjętego przez czytelniczki literackiego debiutu "Pęknięte odbicie". Książka, tak jak i poprzednia publikacja Dawn Barker, została wydana pod skrzydłami dyskusyjnego klubu "Kobiety to czytają". Poszła w ślady swojej poprzedniczki, podbiła moje serce i sprawiła, że na jeden dzień porzuciłam wszystkie inne sprawy i na dobre zatraciłam się w świecie bohaterów Dawn Barker.

Zoe McAllister poznajemy w momencie, kiedy, tuląc maleńką dziewczynkę, płynie promem na wyspę Rottnest. Jest zrozpaczona i obawia się, że najbliżsi mogą odebrać jej małą Louise. Ucieka przed mężem, przed siostrą... A wszystko zaczęło się trzy lata wcześniej, kiedy Zoe usłyszała diagnozę, która zabrzmiała dla niej jak wyrok. Zoe od dziecka chorowała na toczeń. Jeden z zażywanych przez nią leków zaburzył gospodarkę hormonalną i Zoe nigdy nie będzie mogła zajść w ciążę. Wtedy Nadia, jej przyrodnia siostra, wyszła z niespodziewaną propozycją. Zadeklarowała się urodzić Zoe dziecko. Jakiś czas później na świat przyszła Louise. Tylko czy... Nadia będzie potrafiła pozwolić jej odejść?

"Pozwól jej odejść" to fenomenalna lektura, którą pochłonęłam w jeden dzień. Dawn Barker, wydając swój debiut, powieść "Pęknięte odbicie", postawiła sobie wysoko poprzeczkę. Jej pierwsza książka była utrzymana na doprawdy bardzo dobrym poziomie. Poruszyła w niej ważny temat depresji poporodowej, opisała dramat młodej matki, która nie potrafiła cieszyć się macierzyństwem. Teraz Dawn Barker powraca z równie wspaniałą powieścią o skomplikowanych więzach rodzinnych. Dotyka trudnych tematów, zadaje pytania, na które nie istnieją łatwe odpowiedzi. Autorka stworzyła wiarygodne portrety psychologiczne głównych bohaterów. Moje serce zostało rozdarte na pół. Nie potrafiłam się opowiedzieć po żadnej ze stron. Nadia czy Zoe? Kto jest matką dziewczynki: kobieta, która ją urodziła czy ta, która wychowuje małą? Jak wyrzucić z serca dziecko, które nosiło się pod nim przez dziewięć miesięcy?

Dawn Barker po mistrzowsku gra na uczuciach czytelnika. Jej powieść porusza ważne dylematy natury moralnej. Autorka pisze o bezpłodności, roli surogatki oraz o szeroko rozumianym macierzyństwie. Temat niepłodności jest ostatnio często występującym w literaturze motywem, jednak Dawn Barker udało się stworzyć jeszcze coś oryginalnego, świeżego. Jej powieść "Pozwól jej odejść" wnosi nowe spojrzenie na problem bezpłodności i macierzyństwa zastępczego. Autorka, komplikując życie kilku bohaterów, zbudowała wzruszającą, a jednocześnie dowartościowującą lekturę. O trudnych sprawach pisze w lekki sposób, czym zjednuje sobie serca czytelniczek. Jedyne zastrzeżenie mam do ram czasowych powieści, gdyż wydarzenia z przeszłości przeplatają się z teraźniejszością, kiedy Louise jest już nastolatką. Czy ja wiem, czy kilkanaście lat temu ludzie czytali artykuły na swoich telefonach? ;)

"Pozwól jej odejść" to obowiązkowa pozycja dla miłośników literatury w stylu Jodi Picoult czy Diane Chamberlain. Spodziewałam się niebanalnej, ciekawej lektury i nie zawiodłam się. Nowa powieść autorki "Pękniętego odbicia" jest utrzymana na bardzo wysokim poziomie i w stu procentach zaspokoiła moją potrzebę dobrej powieści obyczajowej.

Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Dawn Barker "Pozwól jej odejść"
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2016
data premiery: 14.03.2016
liczba stron: 440

środa, 30 grudnia 2015

Podsumowanie | Najlepsze książki 2015 roku: Świat

2015 rok dobiega końca. 
Koniec roku to najlepszy czas na podsumowanie, dlatego nie mogłam przegapić takiej okazji i odmówić sobie przyjemności wyłonienia najciekawszych lektur wydanych w 2015 roku.
Dzisiaj zapraszam na podsumowanie najlepszych zagranicznych książek 2015 roku, jutro ukaże się ranking najciekawszych polskich propozycji mijającego roku.




Kolejność niby przypadkowa, a jednak "Światło, którego nie widać" było właśnie pierwszą książką, jaka przyszła mi na myśl podczas tworzenia rankingu. To prawdziwe arcydzieło, zasługujące na zaszczytne miejsce w kanonie współczesnej literatury.




Jeśli miarą najlepszej powieści obyczajowej miałaby być ilość wylanych przy niej łez, "Mamifest" z pewnością wygrałby w tych zawodach. Książka, która wywołała we mnie lawinę emocji porównywalną do tej, którą wzburzyła lektura "Psa, który jeździł koleją" w dzieciństwie.
Całość recenzji: Linda Green "Mamifest"




Jedna z lepszych książek o książek spośród wszystkich, które przeczytałam, nie tylko w tym roku. Czysta finezja na każdej stronie powieści, niesamowita przyjemność i frajda płynąca z lektury.




Autorski debiut Dawn Barker powalił mnie na łopatki. Książkę czytałam kilkanaście dni po porodzie, może dlatego aż tak mną wstrząsnęła? Kapitalnie opisana historia młodej matki cierpiącej na depresję porodową zdecydowanie zasługuje na szerszą uwagę.
Całość recenzji: Dawn Barker "Pęknięte odbicie"



Czytam rocznie około 150 książek. Wiele szczegółów z przeczytanych książek zapominam już kilka miesięcy po lekturze, umykają mi imiona bohaterów, nie jestem w stanie odtworzyć dokładnie fabuły. Wyjątkiem są książki, które poprzez wzbudzenie we mnie totalnej fascynacji wyryją się w mojej pamięci i tam zostaną przez długi czas. Tak było właśnie z "Broadchurch". To jeden z lepszych kryminałów, jakie czytałam. Najpierw przeczytałam, potem obejrzałam. Tożsamość mordercy kapitalnie ukryta pośród mieszkańców małej miejscowości. Uwielbiam tę książkę.
Całość recenzji: Erin Kelly "Broadchurch"




Kolejna powieść wydana pod skrzydłami klubu Kobiety to czytają i kolejny fascynujący debiut autorski. Wzruszająca, przepiękna opowieść o sile rodziny oraz dokonywaniu najtrudniejszych wyborów. Co byś zrobił, gdyby choroba odbierała ci władzę nad ciałem i umysłem?




"Sekret O'Brientów" - podobnie jak opisane powyżej powieść "Ostatnie pięć dni" - opisuje życie z chorobą Huntingtona, określaną jako najokrutniejszą chorobą znaną człowiekowi. Lisa Genova potrafi zaszczepić w czytelniku dylematy natury moralnej, wzruszając nas przy tym do łez. Świetnie napisana, arcyciekawa i wciągająca lektura.
Całość recenzji: Lisa Genova "Sekret O'Brienów"




Kapitalna powieść kryminalna, w której ścigający staje się ściganym i musi dowieść swojej niewinności. Horst jest prawdziwym mistrzem norweskiego kryminału, każda jego kolejna powieść jest dla mnie nie lada gratką i ucztą literacką.
Całość recenzji: Jorn Lier Horst "Psy gończe"




Uwielbiam lektury w stylu Jodi Picoult, czego najlepszym dowodem jest powyższe zestawienie. Kolejna bardzo dobra powieść obyczajowo-społeczna o tym, że każdy z nas popełnia błędy, a najłatwiej jest ocenić i zaszczuć drugiego człowieka.
Całość recenzji: Heather Gudenkauf "Małe cuda"




And last but not least... Liane Moriarty i jej literacki Olimp. Najlepsza z dotychczasowych powieści australijskiej autorki bestsellerów. Chyba zdążyliśmy zauważyć, że bardzo lubię powieści wydawane w klubie Kobiety to czytają. ;) W styczniu ukaże się kolejna. Tym razem literatura faktu... Czekacie?

piątek, 11 września 2015

Liane Moriarty "Wielkie kłamstewka" | Recenzja przedpremierowa



"Wielkie kłamstewka" to powieść na miarę takich hitów wydawniczych klubu Kobiety to czytają, jak "W słusznej sprawie" Diane Chamberlain, "To, co zostało" Jodi Picoult czy "Sekretu mojego męża" autorstwa właśnie Liane Moriarty. Czterysta dziewięćdziesiąt sześć stron książki przeczytałam w jeden dzień, pomimo natłoku obowiązków i rzeczy do zrobienia. Czy mogłabym napisać lepszą rekomendację, niż to jedno krótkie zdanie? Uwielbiam takie powieści!

Madeline, Jane i Celeste pochodzą z zupełnie różnych bajek, a jednak odnajdują ze sobą wspólny język, kiedy ich dzieci idą do jednego przedszkola. Madeline ma córkę z poprzedniego związku i dwoje dzieci z obecnego małżeństwa. Próbuje poskładać swoją rodzinę, chociaż nadal przemawia przez nią żal do byłego męża. Jest zła na córkę, która zdaje się nie pamiętać o tych wszystkich latach, kiedy były zdane tylko na siebie, gdyż ojciec zostawił je, gdy Adeline była malutka. Jane ma dwadzieścia cztery lata i przeprowadza się na przedmieścia Sydney wraz z pięcioletnim synkiem, Ziggym. Młoda kobieta skrywa mroczną tajemnicę. Nikomu nie zdradziła tożsamości ojca swojego dziecka i związanej z nim historii. Celeste prowadzi dostatnie życie. Może sobie na to pozwolić. Jej mąż zarabia świetnie, a Celeste zajmuje się wychowaniem dwójki synów - bliźniaków oraz wydawaniem pieniędzy. Bardzo szybko jednak okazuje się, iż na idealnym obrazku znajduje się rysa. Co stało się na szkolnym wieczorku integracyjnym dla rodziców? Wiadomo tylko jedno. Ktoś nie żyje. 

Liane Moriarty napisała wielowarstwową powieść obyczajową, dodatkowo wzbogaconą o fragmenty wywiadu, jaki z bohaterami przeprowadziła dziennikarka w związku z wydarzeniami na wieczorze integracyjnym. Moriarty udowadnia, iż jest autorką niezwykle sugestywną. Właściwie już od początku wiemy, że ktoś zginął. Nie wiemy jednak, dlaczego. Ba! Nie mamy nawet pojęcia, kto. Możemy się tylko domyślać. Wypowiedzi bohaterów rozpalają naszą wyobraźnię do czerwoności. Komentują rzeczywistość, która nie jest im obca, więc nie potrzebują mówić wprost o zdarzeniu. A my zachodzimy w głowę, co tam tak naprawdę się stało, łapiemy się zachłannie tych strzępów informacji i nie jesteśmy w stanie odłożyć lektury na półkę, dopóki jej nie skończymy. "Wielkie kłamstewka" to kapitalna powieść. Wciąga już od pierwszej strony i utrzymuje napięcie do ostatniego postawionego znaku. 

"Wielkie kłamstewka" to opowieść o dokonywaniu wyborów pomiędzy mniejszym a większym złem. Autorka szczerze pisze o ludzkich skłonnościach do przemocy. To naturalne, że matka ma ochotę zrobić krzywdę dziecku, które bije jej syna czy córkę. Sęk jednak, by nauczyć się tłumić te odruchy. Dorosłe, dojrzałe osoby, które nie opanowały tej sztuki, mają problem. I właśnie o tych problemach jest ta powieść. To książka o sekretach, które nigdy nie ujrzały światła dziennego i różnych formach znęcania się nad drugim człowiekiem. Ale nie tylko. Moriarty porusza szeroki zakres wątków. Pisze o wychowaniu dzieci, rodzinie patchworkowej, samotnym macierzyństwie, małżeństwie i zdradzie. Obnaża fałsz swoich bohaterów, opisuje sposób, w jaki kreują swoje nieprawdziwe życie. A robi to w sposób absolutnie wybitny. Jeśli spodobała się wam jej poprzednia powieść, "Sekret mojego męża" jestem przekonana, że i "Wielkie kłamstewka" przypadną wam do gustu.

To jedna z lepszych propozycji klubu Kobiety to czytają w ostatnich miesiącach. Czyta się rewelacyjnie. To powieść obyczajowa, ale wciąga niczym dobry kryminał. W końcu - jest i trup. Moriarty spisała się na szóstkę. "Wielkie kłamstewka" to jedna z tych książek, które po zakończeniu pozostają w czytelniku na bardzo, bardzo długo.

Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Liane Moriarty "Wielkie kłamstewka"
Wydawnictwo Prószyński Media, 2015
ilość stron: 496
data premiery: 22.09.2015

środa, 4 marca 2015

Dawn Barker "Pęknięte odbicie" [Recenzja]




Wiele młodych matek boryka się z poczuciem własnej niedoskonałości. Miało być tak pięknie, bobas miał być szczęśliwy, niczym w reklamie telewizyjnej, tymczasem noworodek nie śpi, płacze, a mama słania się ze zmęczenia. "Dlaczego płacze? Na pewno nie umiem się nim zająć tak, jak powinnam" - takie myśli pojawiają się w głowach debiutujących matek. Czasem wszystko idzie zgodnie z planem, ale niestety, nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć. Niespełnione marzenia o naturalnym, w zgodzie ze swoją i dziecka fizjologią porodzie, nieudane początki karmienia piersią, komplikacje i wciąż powracające poczucie winy. W taką pułapkę wpadła bohaterka najnowszej powieści w klubie "Kobiety to czytają", Anna.

Tony z niepokojem obserwuje zachowanie swojej żony, Anny. Od kiedy Anna została mamą, nie jest sobą. Nie radzi sobie z własnymi uczuciami i opieką nad nowonarodzonym synkiem Jackiem. Absolutnie nie przyjmuje żadnej pomocy z zewnątrz, tłumacząc, że nikt nie jest w stanie zająć się Jackiem tak, jak ona. Anna bardzo pragnęła dziecka, kiedy w końcu po wielu miesiącach starań udało się jej zajść w ciążę, nie posiadała się ze szczęścia. Jednak od momentu, kiedy Anna i Tony wrócili do domu z Jackiem, z Anną dzieje się coś niepokojącego. Kiedy pewnego dnia Anna i Jack nagle znikają z domu, Tony już wie, że musiało stać się coś bardzo, bardzo złego. 

"Pęknięte odbicie" to przerażający obraz konsekwencji, do jakich może doprowadzić nieleczona depresja poporodowa. Temat, o którym mówi się już nieco głośniej, niż jeszcze kilka lat temu, ale wciąż za mało i zbyt nieśmiało. Macierzyństwo kojarzone jest ze słodkim zapachem noworodka, rozmowami o niemowlęcych kupkach czy długimi spacerami w słoneczną pogodę. "Pęknięte odbicie" porusza ciemną stronę macierzyństwa. Autorka przekonuje, iż warto szukać pomocy, rozmawiać o swoich odczuciach. Zmęczenie, płaczliwość, niejasne uczucia wobec nowonarodzonego dziecka - kobiety powinny o tym głośno mówić. Dawn Barker stworzyła prawdopodobny, wstrząsający obraz spustoszenia, jakie w umyśle kobiety sieje depresja poporodowa. W "Pękniętym odbiciu" wyczerpująco i rzetelnie omówiła ten trudny temat, nie szczędząc czytelnikowi drastycznych scen i opisów tego, co działo się w życiu i w głowie Anny. 

Narracja rozpoczyna się w TYM dniu. Dniu, kiedy Anna i Jack znikają z domu. Później już biegnie dwutorowo - poznajemy wydarzenia sprzed, jak i po tragicznych wydarzeniach. Dzięki temu autorce udało się zbudować napięcie już na starcie. Taka konstrukcja powieści nie pozwala oderwać się od lektury. Naszą przygodę z "Pękniętym odbiciem" rozpoczynamy w momencie, kiedy świat Anny i Tony'ego legł w gruzach. Dawn Barker poprowadziła narrację w tym kierunku, aby już na wstępie chwycić czytelnika za gardło, a jednocześnie nie zdradzić dokładnego przebiegu wydarzeń. Fabuła więc prowadzi nas równocześnie w dwa miejsca - od porodu Anny, który miał miejsce 6 tygodni temu do dnia, kiedy rozegrała się tragedia oraz od momentu zniknięcia Anny i Jacka aż po faktyczne zakończenie historii. Poznajemy dramat wszystkich uczestników - zarówno Anny i Tony'ego, jak i dalszej rodziny - matki, teściów oraz przyjaciół. "Pęknięte odbicie" zawiera pełen obraz. To niepozbawiona współczucia i empatii historia kobiety, która dokonała czynu niewybaczalnego. Bo przecież takich rzeczy się nie wybacza. Dawn Barker skłania nas jednak do refleksji. Oddaje w nasze ręce niezwykły opis choroby psychicznej, dramat matki zapędzonej w pułapkę własnego umysłu. "Pęknięte odbicie" chwyta za serce.

"Pęknięte odbicie" to literacki debiut Dawn Barker i, choć styl autorki nie jest jeszcze do końca wykrystalizowany i można by doszukać się kilku błędów merytorycznych, książkę należy zaliczyć do debiutów niezwykle udanych. Powieść porusza czytelnika, wstrząsa i nie pozostawia obojętnym. To zdecydowanie mocna, wyrazista literatura. Warto poznać historię kobiety, która na własnej skórze doświadczyła ciemnej strony macierzyństwa.

Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Dawn Barker "Pęknięte odbicie"
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2015
ilość stron: 504
data premiery: 05.03.2015

wtorek, 17 czerwca 2014

Liane Moriarty "Sekret mojego męża" [Recenzja]




"A więc tak to właśnie wygląda. Tak się żyje z tajemnicą.
Po prostu to robisz. Udajesz, że wszystko jest w porządku.
Ignorujesz uporczywy, przypominający skurcz ból gdzieś w trzewiach.
Jakiś cudem udaje ci się znieczulić,
tak że w końcu nic nie wydaje ci się już takie straszne,
ale nic nie jest też aż tak dobre."


"Sekret mojego męża" autorstwa Liane Moriarty to kolejna, piąta już, odsłona klubu "Kobiety to czytają" oraz Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Byłam ciekawa tej książki. Dotychczas czytałam dwie, skrajnie różne powieści australijskiej pisarki. Z jednej strony - mocno przeciętna, nie wnosząca nic nowego "A teraz śpij", ale z drugiej - "Kilka dni z życia Alice" wspominam bardzo miło. Poza tym zwracam szczególną uwagę na publikacje pod patronatem klubu, gdyż są to z reguły tytuły, które poruszają tematy trudne i pozostają w pamięci na długo. Z czterech wydanych dotychczas tytułów trzy były wprost rewelacyjne, jeden, "Nie odchodź" Lisy Scottoline, co najwyżej dobry, przy małym naciągnięciu tej oceny. Czego możemy spodziewać się po Liane Moriarty i jej "Sekrecie mojego męża"?

Wbrew zapowiedziom i wiele mówiącemu tytułowi, sekret nie jest jeden, a kilka, tak jak i mężów jest więcej. Spokojnie, żon również jest trochę. "Sekret mojego męża" to historia trzech rodzin, których losy połączyło jedno wydarzenie sprzed 28 lat, nawet jeśli nie są do końca świadomi tego splotu. Cecilia odnajduje tajemniczy list. Adresatem jest ona sama, nadawcą jej mąż, a na kopercie widnieje jasno określone żądanie "otworzyć tylko w przypadku mojej śmierci". Problem polega na tym, iż jej małżonek żyje i ma się dobrze, a list skrywa najmroczniejszy sekret Johna-Paula. Sekret, który na zawsze może zburzyć nie tylko spokojne życie rodziny, ale i innych osób.. Rachel przed laty pochowała córkę. Policji nigdy nie udało się pojmać zabójcy Janie, a jego schwytanie stało się obsesją Rachel. Tess właśnie dowiaduje się, że jej mąż i kuzynka są w sobie zakochani. Wyjeżdża z synem do Sydney, gdzie mieszkają Cecilia i Rachel. Jakie sekrety skrywają te trzy rodziny? Czy po ich odkryciu uda się ocalić najbliższych?

Aż trudno uwierzyć, iż "Sekret mojego męża" napisała ta sama autorka, co "A teraz śpij" i "Kilka dni z życia Alice". Ile twarzy pokaże nam jeszcze Liane Moriarty? Jej najnowsza powieść to bez wątpienia najlepsze dzieło pisarki. To, co zachwyca, w "Sekrecie mojego męża" to wielowymiarowość. Moriarty stworzyła barwną, logiczną historię rozgrywającą się na kilku płaszczyznach. Wszystkie te wymiary w pewnym momencie łączą się w jedną, logiczną całość, tworząc rewelacyjną powieść obyczajową. Siła "Sekretu.." tkwi w wiarygodności i dobitności dzieła. Mnogość, a przede wszystkim jakość (bo nie w ilości, a w jakości siła) wątków poruszanych przez Moriarty stanowią o okazałości powieści. "Sekret mojego męża" zapada w pamięć głęboko, podsycając naszą niepewność co do poczynań bohaterów. Nie możemy być przekonani co do tego, co zrobilibyśmy na miejscu postaci. Bo Moriarty udowadnia nam, że znamy siebie na tyle, na ile nas sprawdzono.

Liane Moriarty opowiada o tematach ważnych w dzisiejszych czasach. Jest doskonałym, wrażliwym obserwatorem. Porusza motyw zdrady, dziecka po rozwodzie, problemu brak seksu w małżeństwie, śmierci dziecka, winy bez kary, mrocznych sekretów, które zżerają rodzinę od środka i wielu innych. Wybór jej powieści na kolejną książkę proponowaną przez klub "Kobiety to czytają" jest wyborem niezwykle trafnym, bo właśnie dla kobiet i o kobietach pisze autorka. I to jak pisze! Jestem pod wielkim wrażeniem stylu autorki, tak znikomego w "A teraz śpij". Co prawda, kształtował się już, kiedy Moriarty pisała "Kilka dni z życia Alice", ale dopiero teraz pisarka osiągnęła światowy poziom. Pisze lekko, pośród historii bohaterów dostrzegamy uniwersalne prawdy życiowe, sentencje. Bo "Sekret mojego męża" jest skarbnicą świetnych cytatów. Sama zapisałam sobie co najmniej kilka.

Jedyne, co mogę zarzucić Liane Moriarty to fakt, iż mistrzynią suspensu zdecydowanie nie jest. Tytułowy sekret Cecilia odkrywa mniej więcej w połowie powieści, tymczasem już po 50 stronach byłam pewna, jakie wyznanie zawiera list i cóż, nie pomyliłam się. Również to, co działo się później jakąś wielką niespodzianką nie było, chociaż przyznaję, iż ostatecznie epilog przyniósł mi mały element zaskoczenia, co wynagrodziło mi tę przewidywalność z poprzednich stron.

"Sekret mojego męża" to powieść o tym, że nic w życiu nie jest czarno-białe. To również książka o sile miłości i wartości rodziny. Bestseller, który stawia czytelnika w ogniu pytań. Co byś zrobiła na miejscu bohaterów? Dzieło Liane Moriarty skłania do refleksji nad znaczeniem posiadania rodziny. Czy mamy prawo chronić swoich najbliższych kosztem innych osób? Gorąco polecam "Sekret mojego męża". Wstałam o 6 rano tylko po to, aby czytać tę książkę. Wędruje do mojej ścisłej czołówki.


Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie recenzyjnego egzemplarza powieści!


Liane Moriarty "Sekret mojego męża"
Wydawnictwo Prószyński Media, 2014
ilość stron: 504
data premiery: 17.06.2014

niedziela, 18 maja 2014

Mark Lamprell "Czysty obłęd" [Recenzja]



Dawno, a może nigdy nie czytałam powieści, która wywołuje tak sprzeczne i silne emocje. Z jednej strony niepohamowane wybuchy śmiechu, z drugiej - płacz, mocny ból, tam, od środka. Czysty obłęd!

Autorem książki "Czysty obłęd" jest Mark Lamprell, współautor scenariusza do filmu "Babe, świnka z klasą". Bohatera powieści Michaela O'Della poznajemy w momencie, kiedy wpada pod samochód. Na szczęście, poza złamaną nogą i szokiem nie stało się nic poważniejszego i mężczyzna wychodzi z wypadku cało i zdrowo. Jednak od tego momentu w życiu Michaela oraz jego rodziny zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Jego nastoletnia córka Rosie wdaje się w bójkę z nielubianą koleżanką ze szkoły, w skutek czego zostaje zawieszona, a mściwa i wpływowa rodzina pobitej koleżanki postanawia uprzykrzyć O'Dellom życie używając w tym celu swoich znajomości. Bliskich Michaela zaczyna prześladować ześwirowany policjant. Jednocześnie mężczyzna odkrywa, że jego syn Declan przechowuje w swoim pokoju narkotyki. Jakby tego było mało, nad rodziną wisi widmo bankructwa i sprzedaży domu. Mimo wsparcia oraz wysiłków ukochanej żony Wendy, Michael zaczyna pogrążać się w swojej rozsypce i z dnia na dzień jego stan psychiczny jest coraz gorszy.

"Czysty obłęd" to opowieść o tym, jak przewrotny i niepewny bywa ludzki los. Najważniejsza w takich momentach jest obecność bliskich i Michael ma to szczęście, że może liczyć na swoją rodzinę. Obraz familii O'Dellów zawarty w powieści jest urzekający i czarujący. Tak zwykli, a jednocześnie tak niezwykli ludzie. Urok książki zawarty jest w pojedynczych obrazach bliskości i wsparcia. Te sceny chwytają czytelnika za gardło i nie chcą puścić. Autor oddał w nasze ręce wizerunek rodziny borykającej się z problemami życia codziennego, tymi mniejszymi i tymi większymi. Niektóre z nich są wręcz groteskowe, inne - tak powszechne i znane czytelnikom. Część z nich udaje się rozwiązać od razu, pozostałe wymagają czasu, następne z kolei czynią nieodwracalne zmiany. "Czysty obłęd" to samo życie.

Książka została napisana w drugiej osobie liczby pojedynczej. Jest to ciekawy zabieg i przybliża czytelnika do przedstawianych wydarzeń. Mamy wrażenie, jakbyśmy uczestniczyli w opowieści, kiedy narrator zwraca się do nas słowami: "Na pasach się nie boisz. Ani przez chwilę nie odczuwasz strachu. Nie ma czasu na metamorfozę, więc dokonujesz aktu natychmiastowej transcendencji. Nie jesteś już człowiekiem. Stałeś się żywą istotą, która ma jeden jedyny cel: by żywą pozostać". Całą wykreowaną rzeczywistość postrzegamy przez pryzmat naszej osoby, w końcu sam autor sugeruje, że uczestniczymy w kolejnych zdarzeniach.

"Czysty obłęd" to słodko-gorzka historia. Autor skonstruował swą powieść tak, że pozwolił czytelnikowi śmiać się, kiedy bohater cierpi. Doskonały humor sytuacyjny, zabawne myśli i dialogi to niewątpliwe atuty książki. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy podczas lektury wybuchałam głośnym śmiechem czy parskałam cicho pod nosem. To prześmieszna, a jednocześnie bolesna książka. Nie spodziewałam się zestawienia tych dwóch przymiotników koło siebie w określeniu do powieści, jednak Lamprellowi udało się połączyć te dwa elementy oraz stworzyć spójną i ciekawą całość. Poruszył przy tym wiele istotnych wątków, zbudował mądrą, ciepłą opowieść o małżeństwie, rodzicielstwie, życiu codziennym i pokonywaniu przeszkód. 

Miałam pewne obawy przed lekturę tej pozycji. Spodziewałam się czegoś banalnego, wręcz niesmacznego, kiedy wydawca przedstawił zapowiedzi wydawnicze, a w nich - książkę, która jest "przezabawna" i "bolesna". Obawiałam się przeciętności i pierwsze kilkanaście stron zdawały się potwierdzać moją tezę. Jednak chwilę później ta legła w gruzach. "Czysty obłęd" to naprawdę bardzo dobra powieść utrzymana w urzekającej, zabawnej atmosferze. Autor doskonale operuje słowem, sprawia, że czytelnik śmieje się w głos z niepowodzeń bohatera, chociaż przecież go lubi i powinien mu współczuć. Lamprell całą historię opisuje tak, że mimo bolesnego aspektu śmiech nie grzęźnie nam w gardle, a wszystko jest smaczne i przyjemne. Przeczytajcie koniecznie!



Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie recenzyjnego egzemplarza powieści!



Mark Lamprell, "Czysty obłęd"
Wydawnictwo Prószyński Media, 2014
ilość stron: 304
data premiery: 13.05.2014

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Liane Moriarty "Kilka dni z życia Alice"

Muszę przyznać, iż polowałam na tę książkę od dłuższego czasu, w większości księgarni była niedostępna, więc kiedy tylko wczoraj upatrzyłam ją w katowickim Matrasie, natychmiast zabrałam się za lekturę. Historia od razu wydała mi się bardzo ciekawa i skłoniła do refleksji nad pytaniem: a gdybym to ja ocknęła się w dniu dzisiejszym, nie pamiętając ostatnich dziesięciu lat, pewna, że mamy styczeń, rok dwa tysiące czwarty?

Bo właśnie taki los spotyka tytułową Alice, która moją sympatię zdobyła z marszu, nosząc moje ulubione imię. Autorka wspaniale przeplata elementy komedii (kilka razy śmiałam się w głos!) z poważną problematyką powieści, bądź co bądź bohaterka cierpi na amnezję. Sam wypadek, w wyniku którego straciła pamięć, to czysta farsa. Alice podczas ćwiczeń na siłowni, spada ze stepu i mocno uderza głową o podłogę. A potem wydaje jej się, że ma dwadzieścia dziewięć lat, spodziewa się swojego pierwszego dziecka z ukochanym mężem Nickiem, a jej życie to cudowna sielanka, chociaż trochę brakuje im pieniędzy, ale przecież są w sobie tak szaleńczo zakochani, że to sprawa drugoplanowa. Tymczasem jest już trzydziestodziewięcioletnią obrzydliwie bogatą snobką, z trójką mniej lub bardziej uroczych dzieci, na dodatek w trakcie rozwodu. Ze strony na stronę jest coraz bardziej zaskoczona nową Alice i.. szczerze mówiąc, nie lubi jej.

W mojej opinii bohaterka jest urocza, nie da się jej wprost nie uwielbiać. Tak jak i Toma, syna głównej bohaterki, którego pojawienie się w powieści za każdy razem wywoływało uśmiech na mej twarzy, a dialog, kiedy dorośli rozmawiają o śmierci jednej ze znajomych Alice, a ten za każdym razem, gdy tylko padnie imię zmarłej, krzyczy "RIP!", rozbawił mnie do łez. Ale oprócz zapewnienia miłej rozrywki, książka stawia przed nami kilka pytań i porusza wiele ważnych zagadnień. W tle perypetii tytułowej postaci, w ciekawy sposób (prowadzenie dziennika dla psychiatry i pisanie przez starszą panią bloga internetowego) przedstawia losy i problemy najbliższej rodziny i przyjaciół. Zetkniemy się tutaj z udręką bezpłodności, sporami rodzinnymi, kłopotami z dziećmi oraz dowiemy się, że tak naprawdę życie zaczyna się po siedemdziesiątce. Lektura w zabawny sposób pokazuje nam to, co w życiu ważne, przestrzega przed zatraceniem się w czasach pośpiechu, wiecznego pędu. Historia małżeństwa Alice i Nicka jest tak banalna, a jednocześnie tak tragiczna - może przydarzyć się każdemu z nas.

Na minus książki przemawia słabe zaangażowanie autorki co do zapoznania się z tematem amnezji. Ja, rozpieszczona przez Picoult, która o opisywanej sprawie opowiada z zachowaniem najmniejszych szczegółów, rozczarowałam się, że Lian Moriarty tak naprawdę pominęła aspekt medyczny, przez co opowieść traci wiele z autentyczności. W porządku, jest tam gdzieś powiedziane, na co choruje i z czym to się wiąże, ale nie chce mi się wierzyć, że osoba niepamiętająca dziesięciu ostatnich lat swojego życia, zostaje wypisana ze szpitala i pozostawiona samopas, bez opieki lekarskiej.

Dzieło oceniam na mocną siódemkę w skali od jeden do dziesięciu. Arcydziełem nazwać go nie mogę, ale słabe nie jest na pewno. Tematyka jest bardzo oryginalna, przeczytałam w życiu naprawdę dużo książek, zazwyczaj, gdy pochłaniam jakąś lekturę, mam wrażenie, że "to już gdzieś było", ale nie tym razem. Zakończenie wprawdzie łatwe do przewidzenia, ale nie jest to tutaj rażącą wadą powieści, bo wydaje się być naturalną konsekwencją fabuły. Odpowiedź na to najważniejsze pytanie: co by było gdyby to spotkało ciebie?, które zawsze zadaję sobie wchodząc w świat kolejnej publikacji, w tym przypadku jest wyjątkowo, wyjątkowo trudne. Gdy przypomnę sobie siebie sprzed dziesięciu lat... chyba każda z nas wzniesie oczy do nieba i powie "boże, jaka ja byłam głupia!". A naszej Alice udało się wynieść mądrą lekcję z tego, kim była dekadę temu.