Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 listopada 2017

Małgorzata Rogala "Zastrzyk śmierci"







Małgorzata Rogala "Zastrzyk śmierci"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2017
Liczba stron: 346
Data premiery: 25.10.2017 r.


PATRONAT MEDIALNY PRZEGLĄDU CZYTELNICZEGO


Bardzo lubię kryminały spod pióra Małgorzaty Rogali i z niecierpliwością czekam na każdą kolejną powieść pisarki. Kiedy w moje ręce trafiła najnowsza, "Zastrzyk śmierci", wiedziałam, że to będzie krótka piłka i nie pomyliłam się. Trzystupięćdziesięciostronicową książkę przeczytałam w dwa wieczory, z niecierpliwością przewracając następne strony. Kto jest mordercą? Dlaczego giną kolejne osoby? Sprawa wydawała się oczywista, Rogala podsuwała mi mnóstwo obiecujących tropów. A potem, jak to bywa tylko w dobrych kryminałach, okazało się, że prawda jest zupełnie inna. Pisarka prowadzi akcję mocną ręką, kreśli dokładne portrety psychologiczne wszystkich swoich bohaterów - śledczych, ofiar, podejrzanych, świadków, w końcu samego mordercy. Tutaj nic nie jest zostawione dziełu przypadku, każdy ruch jest starannie przemyślany. Kryminały Rogali zawsze niosą ze sobą istotne przesłanie. Nie inaczej jest tym razem. Mocne zaangażowanie społeczne wyróżnia te powieści, sprawia, że wykraczają daleko poza sztywne ramy gatunku. Tym razem Rogala zwraca uwagę na ważny i palący problem - umów śmieciowych i wykorzystywania pracowników przez nieuczciwych pracodawców. Pisarka tradycyjnie już wbija kij w sam środek mrowiska, a z powieści na powieść wychodzi jej to coraz lepiej. Zakończenie mnie zaskoczyło. Widzę zmianę kierunku, w którym podąża autorka. Jej twórczość ewoluuje, a ja obserwuję to z uśmiechem na twarzy.

sobota, 17 czerwca 2017

Katarzyna Puzyńska "Czarne narcyzy"





Katarzyna Puzyńska "Czarne narcyzy"
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Data premiery: 13.06.2017
Liczba stron: 640

"Czarne narcyzy" to już ósme spotkanie z policjantami z Lipowa i Brodnicy. Zapewne jestem w mniejszości, ale chętnie przekonałabym się, jak Katarzyna Puzyńska sprawdziłaby się w powieści niebędącej częścią tej serii. Czytam każdą kolejną część, jednak gdzieś przy szóstym tomie uleciał mój ogromny entuzjazm. Puzyńska ma niewątpliwy talent do budowania trzymających w napięciu, wielowarstwowych zagadek kryminalnych. Tym razem warstwa kryminalna również jest bez zarzutu. "Czarne narcyzy" nie rozczarowują miłośników mocnych wrażeń. Katarzyna Puzyńska wykorzystuje swoje wykształcenie psychologiczne do tworzenia ciekawych portretów bohaterów, szczególnie czarnych charakterów. Atutem nie tylko tej powieści, ale całej serii jest psychologia zbrodni. To, co nie do końca mi odpowiada, to warstwa obyczajowa. Mam wrażenie, że życie bohaterów przypomina scenariusz telenoweli. Brakuje mi powiewu świeżości. Katarzyna Puzyńska dusi przez osiem tomów swoich bohaterów w ich własnym sosie, siłą rzeczy więc część wątków (tych obyczajowych) jest naciągana. Plusem jest to, że nieprawdopodobna zmiana w zachowaniu Daniela zaczyna odchodzić w niepamięć i bohater na powrót staje się wiarygodny.
Podsumowując: na pewno przeczytam siłą rozpędu każdy kolejny tom, ale czekam niecierpliwie na coś nowego.

niedziela, 7 maja 2017

Patronat medialny: Hubert Hender "Lęk"



Hubert Hender - warto zapamiętać to nazwisko. Facet pisze naprawdę dobre, działające na wyobraźnię i niezwykle sugestywne kryminały. Wysokie miejsce w moim prywatnym rankingu polskich "kryminalistów" zapewnił już sobie swoją "Kolejnością". "Lęk" tylko potwierdza jego wysoką formę.

Zarówno "Kolejność", jak i "Lęk" wyróżniają się na tle innych powieści kryminalnych z nutką sensacji przede wszystkim realizmem. Często czytając kryminał spod pióra polskiego pisarza, kręcę głową z niedowierzaniem i zastanawiam się "Naprawdę? Gdzie on, do cholery, robił research?". W przypadku Hendera wiem, że rzeczywistość nie zatrzeszczy. Mam nadzieję, że nie ulegnie to zmianie, gdyż to właśnie za pragmatyzm i swego rodzaju zdrowy rozsądek doceniłam "Kolejność" i dzisiaj nie zostaje mi nic innego, jak pochwalić również i "Lęk". Powieść pozostaje niezwykle wymowna w treści przede wszystkim dla rodziców, którzy mogą poczuć tytułowy lęk. Dla wszystkich innych to będzie głównie doskonała rozrywka.

Kilka słów o fabule: tym razem komisarze Iwanowicz i podkomisarz Gawłowski muszą się przyjrzeć sprawie zniknięcia młodej dziewczyny. Nastolatka przepadła bez wieści, a śledczy błądzą po omacku, próbując rozwikłać zagadkę. Została porwana, czy może sama postanowiła się oddalić? Sprawa wydaje się być przesądzona, kiedy znikają kolejne dzieci. Ale czy na pewno? W powieści Hendera nic nie jest takie, jakie mogłoby się wydawać. Niemal każdy rozdział kończy się nieprzewidywanym zwrotem akcji, co sprawia, iż wciąż mamy ochotę na więcej. Uważajcie! Proza Hendera działa silnie uzależniająco. Po zaledwie dwóch przeczytanych powieściach odczuwam skutki odstawienia i chcę jeszcze.

Jeśli przeczytaliście "Kolejność", z pewnością nie trzeba was przekonywać do lektury kolejnej powieści Huberta Hendera. Sięgniecie po nią sami. Jeśli jednak przygoda z twórczością tego autora wciąż jeszcze jest przed wami, jak najszybciej musicie nadrobić zaległości. Zdecydowanie warto.

Hubert Hender, "Lęk"
Wydawnictwo Filia, 2017
liczba stron: 440
data premiery: 26.04.2017

wtorek, 18 kwietnia 2017

Remigiusz Mróz "Deniwelacja" | Recenzja przedpremierowa



Czynnik obiektywny w ocenie twórczości Remigiusza Mroza w moim przypadku już dawno zawiódł. Mroza albo się kocha albo nienawidzi, a ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy. Postaram się jednak choć na chwilę ściągnąć różowe okulary i rzetelnie opowiedzieć o moich wrażeniach z lektury czwartej części trylogii (bo przecież tym z zamysłu miał być ten cykl) o Wiktorze Forście, czyli "Deniwelacji".

Trzeci tom, czyli "Trawers", skończył się w rozbudzający wyobraźnię sposób. Forst przepadł bez wieści. W moim odczuciu było to idealne zakończenie cyklu, gdyż bohaterowie mogli żyć dalej w wyobraźni czytelników, którzy jednak, jak przypuszczam, domagali się kolejnych części. Cóż, czytelnicy nie lubią niedopowiedzeń, które z kolei uwielbiają autorzy. Przynajmniej niektórzy. No, ale nie o tym miałam pisać. Naturalnym pytaniem, pojawiając się po lekturze "Trawersu" jest "Gdzie jest Wiktor Forst?". I ta kwestia właśnie jest punktem wyjściowym w "Deniwelacji". Obecność byłego już komisarza mogłaby okazać się przydatna w Zakopanem, gdzie ponownie dochodzi do serii brutalnych morderstw. Śledczy nie mają wątpliwości, że na Podhalu grasuje kolejny seryjny zabójca. Niestety, ślady zdają się prowadzić do Forsta...

Czekałem na tę powieść z niecierpliwością i w zasadzie nie zawiodłam się na niej, ale... No właśnie. W zasadzie. Podczas lektury przeszkadzało mi to, na co narzekają przeciwnicy prozy Mroza, a co można by określić jako radosną twórczość autora. Forst już w poprzednich cyklach tracił momentami kontakt z rzeczywistością, a teraz zdaje się zatracił go na dobre. Nieco irytowały mnie te fragmenty w stylu "zabili go i uciekł" rodem z amerykańskich filmów sensacyjnych. Ale kiedy już Forst wrócił z miejsca, w którym przebywał (nie chcę za dużo zdradzać z treści), wszystko wróciło do normy, a realia zaczęły przypominać te panujące w prawdziwym życiu. Odetchnęłam z ulgą. Za takim Forstem tęskniłam. Plusem jest sposób poprowadzenia fabuły. Mróz wprawdzie pisze o rozwiązaniu sprawy Bestii z Giewontu, ale robi to w taki sposób, że czytelnik, który nie zna poprzednich części, spokojnie może zacząć od "Deniwelacji", a potem wrócić do innych książek z Wiktorem Forstem.

No, to zakładam z powrotem różowe okulary. Rzeczywiście, ten brak realizmu chwilami może przeszkadzać, ale jeśli potraktujemy tę powieść tak, jak ma zostać potraktowana, czyli jako literaturę rozrywkową, możemy przymknąć na to oko. Mróz nadrabia błyskotliwymi dialogami, zaskakującymi zwrotami akcji oraz charakternymi postaciami.

Remigiusz Mróz "Deniwelacja"
Wydawnictwo Filia, 2017
liczba stron: 496
data premiery: 10.05.2017

sobota, 1 kwietnia 2017

Dagmara Andryka "Trąf Trąf Misia Bela" | Recenzja




Pamiętacie „Dziesięciu Murzynków” Agathy Christie? Dziesięć osób, które z pozoru nie mają ze sobą nic wspólnego, zostaje zaproszone przez tajemniczego pana Owena do posiadłości na wyspie. Każde z nich znajduje  w swoim pokoju kartkę z dziecięcym wierszykiem – wyliczanką o dziesięciu Murzynkach, które po kolei giną. W rytmie dziecięcej wyliczanki umierają po kolei również goście Pana Owena a ich śmierć ma być karą za popełnione zbrodnie, których nikt nigdy im nie udowodnił…

Dagmara Andryka wpadła na podobny pomysł. Zbrodnia sprzed lat, za którą nikt nie odpowiedział, dziwna loteria, jak wyliczanka pana Owena, zapowiadająca kolejne śmierci. I grupa ludzi, którzy są tak różni, że z pozoru nic ich dziś nie łączy. Z pozoru, bo trzydzieści lat temu, na obozie sportowym  założyli tajemnicze bractwo, którego więzy, chociaż osłabły, to wciąż łączą ich ze sobą mocno. Bo przecież nie ma trwalszego spoiwa, niż wspólnie popełnione zło… I tak jak u Christie, w powieści Andryki również zaczynają ginąć ludzie. Po kolei, jak w dawnej przepowiedni… Marta Witecka, dziennikarka śledcza zostaje poproszona o rozwikłanie zagadki – kto zabija członków bractwa?

Andryka stara się komplikować fabułę, zaskakiwać zwrotami akcji – i to jest największy plus tej książki. Brawo! Konstrukcyjnie – pierwsza klasa. Cała reszta jest poprawna. Postaci – jak na moje oko chcrakterystyczne, choć nieco przerysowane, ich życiorysy nie do końca wiarygodne a sama Marta Witecka nie za bardzo miała szansę przebić się przez ten gąszcz postaci i zaistnieć. Mam pewien niedosyt, bo uważam że w postaci Witeckiej jest duży potencjał – ta neurotyczna, smutna dziewczyna jest dobrym materiałem na bohaterkę serii, ale musi jeszcze nabrać trochę „krwi i kości”. Chciałabym poznać motywy, jakie nią kierują, chciałabym dowiedzieć się więcej na temat jej emocji i chyba chciałabym, żeby była trochę bardziej charakterna. Ale dość marudzenia. I tak jest dobrze!

Podsumowując – powieść Andryki czyta się bardzo dobrze. Pochłonęłam w dwa wieczory. Intryga wciąga, nastrój tajemniczości i zagrożenia czuje się niemal cały czas. Autorka prowadzi czytelnika za rękę – raz w przeszłości, raz w teraźniejszości – odkrywając po kawałeczku brudne tajemnice członków bractwa. A na koniec nic nie jest takie, jakim się wydaje…

Czy Dagmara Andryka, konstruując fabułę książki inspirowała się powieścią Christie, czy nie – uważam tę książkę za dobry, poprawnie napisany kryminał. Do mistrzyni gatunku jeszcze autorce trochę brakuje, ale biorąc pod uwagę, że to dopiero jej druga powieść, jestem w stanie wybaczyć wiele. I kibicuję pani Dagmarze, bo z cała pewnością nie pokazała nam jeszcze wszystkich swoich możliwości. Czekam na więcej!

Justyna Gałka

czwartek, 23 marca 2017

Zyskowska-Ignaciak&Chmielarz "Koma" | Recenzja




Jestem zaskoczona tą książką. Nie spodziewałam się takiej powieści w ofercie Wydawnictwa Filia, które rzadko ryzykuje i zazwyczaj stawia na lekką, nieskomplikowaną i uwielbianą przez czytelniczki literaturę obyczajową. Kiedy więc zobaczyłam tę zapowiedź, wiedziałam, że muszę przeczytać "Komę", aby przekonać się, jak Zyskowskiej-Ignaciak, Chmielarzowi i, oczywiście, Filii wyszedł ten eksperyment.

Konwencja, w jakiej utrzymana jest ta powieść, sprawia, że po "Komę" z pewnością nie powinni sięgać czytelnicy, którzy w literaturze wybierają raczej proste, sprawdzone klimaty. Zyskowska-Ignaciak, zapraszając do literackiego duetu Wojciecha Chmielarza, zwiedziła całkiem nowe, nieznane sobie dotychczas tereny. W swojej najnowszej powieści flirtuje z kryminałem. To już jest literatura piękna, dzieło formą i treścią przewyższające te książki Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak, które miałam okazję przeczytać, jak choćby "Niebieskie migdały". "Koma" to historia zakazanej miłości dojrzałej kobiety i młodego maturzysty. Wielka miłość czy pożądanie? Cóż, jedno jest pewne: stąd już niedaleko do zbrodni.

Akcja toczy się leniwie, czasem czytelnika przytłaczają zbyt długie opisy (przyznaję, część z nich przeleciałam wzrokiem, na przykład dokładny opis utrzymanego w klimacie barokowym pomieszczenia), aż tu nagle... boom! Kiedy w bagażniku samochodu Ewy policja odnajduje ślady krwi, sprawy przybierają zupełnie nieoczekiwany kierunek. Wszystko wydaje się jasne, a jednak w tej książce nic nie jest takie, jakie mogłoby się wydawać. Właśnie za to pokochałam "Komę" - za niejednoznaczność, nieoczywistość, które sprawiły, że przymknęłam oko na drobne niedoskonałości takie jak spowalniające akcję opisy czy nieco rozczarowujące zakończenie. Rozczarowujące, bo mimo iż może zaskoczyć, to jednak jest takie... zbyt proste jak na tę powieść.

"Koma" Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak i Wojciecha Chmielarza to niebanalna książka, będąca ciekawym połączeniem romansu i kryminału. Na uwagę zasługują również wątki społeczno-obyczajowe i atmosfera małomiasteczkowości. Ta historia mogłaby się wydarzyć w każdym niewielkim mieście. Jest uniwersalna i - w tym przypadku - niestety skłania do wielu refleksji. Niekoniecznie tych wesołych.

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak, Wojciech Chmielarz, "Koma"
Wydawnictwo Filia, 2017
data premiery: 15.03.2017
liczba stron: 336

sobota, 18 marca 2017

Anna Klejzerowicz "Królowa Śniegu" | Recenzja



Nie od dziś wiadomo, że Anna Klejzerowicz inspiracji szuka w historii, sztuce, architekturze, a od niedawna również w klasyce literatury dziecięcej. Nie bez powodu "Królowa śniegu" wywołuje skojarzenia z jedną z najpopularniejszych baśni Andersena. W tej powieści Klejzerowicz sięga jeszcze głębiej i, oprócz oczywistych nawiązań do opowieści o Kaju, Gerdzie i Królowej Śniegu, odwołuje się do najmroczniejszych zakamarków ludzkiej psychiki.

Anna Klejzerowicz z pewnością zaskoczy swoich najwierniejszych czytelników. "Królowa Śniegu" jest inna chociażby od popularnej i lubianej serii o Emilu Żądle. Bardziej mroczna. Powieści wychodzi to zdecydowanie na dobre, a rozbudowane portrety psychologiczne bohaterów dodają tej historii głębi i pozwalają dostrzec drugie dno. Co tym razem przygotowała pisarka dla swoich czytelników? Z kart tej powieści wieje chłodem. W przenośni i dosłownie, gdyż akcja toczy się wśród śniegu, mroźną zimą. Seria przypadkowych zamarznięć początkowo nie wzbudza niczyjego zainteresowania. Wprawdzie starsi mieszkańcy szeptają o klątwie, jednak kiedy dziennikarka i rzeczniczka prasowa urzędu gminy, Felicja Stefańska, zaczyna drążyć, nabierają wody w usta.

Anna Klejzerowicz bardzo sprawnie wplotła baśń o Królowej Śniegu do współczesnego, małomiasteczkowego kryminału. To najbardziej rozbudowana pod względem psychologicznym powieść pisarki, ale miłośnicy poprzednich książek Klejzerowicz nie będą zawiedzeni. "Królowa Śniegu" to nadal "stara, dobra" Klejzerowicz. Intryga sięga lat głębokiego PRL-u, i to właśnie krzywdy z przeszłości staną się bezpośrednim impulsem do zbrodni. Klimat małego miasteczka dodaje tylko tajemniczości, a liczne niedomówienia sprawiają, że tę powieść nie sposób odłożyć na półkę. Jedyne, co mi przeszkadzało, to nieuzasadnione, moim zdaniem, zmiany w narracji, ale jest to na tyle niewielki mankament, że nie psuje ogólnego wydźwięku.

Najnowszą powieść Anny Klejzerowicz polecam przede wszystkim miłośnikom dobrze napisanych, rozbudowanych pod kątem psychologicznym, utrzymanych w lekkiej konwencji powieści kryminalnych. Po raz kolejny nie zawiodłam się na tej autorce i z pewnością sięgnę po każdą kolejną jej powieść.

Anna Klejzerowicz "Królowa Śniegu"
Wydawnictwo Filia, 2017
liczba stron: 280
data premiery: 15.02.2017

sobota, 4 marca 2017

Patronat medialny: Małgorzata Rogala "Ważka"



Niewielu czytelników wie, że Małgorzata Rogala ma za sobą flirt z powieścią obyczajową, ale to właśnie kryminał jest tym, co autorce wychodzi najlepiej. Po doskonale przyjętej przez szerokie grono czytelników "Dobrej matce" pisarka wraca ze swoją "Ważką". Jak Rogala wypadła tym razem?

Jeśli lubicie kryminały mocno zaangażowane społecznie, doskonale trafiliście, gdyż "Ważka" jest wymarzoną lekturą właśnie dla was. Tym razem starsza aspirant Agata Górska i komisarz Sławek Tomczyk prowadzą śledztwo w sprawie zabójstwa dziennikarza redagującego gazetę internetową. Lista osób, które pragnęły jego śmierci, jest długa. Mężczyzna naraził się wielu ludziom, gdyż w pogoni za sensacją posuwał się do nieetycznych rozwiązań, niszcząc życie swoich "ofiar". Równocześnie Agata próbuje rozwikłać zagadkę śmierci swojej dawnej przyjaciółki, Leny. Jedynym tropem, jaki posiada, jest gustowna broszka w kształcie ważki. Czy to wystarczy, aby odkryć prawdę?

W tej części motywem przewodnim jest internetowy hejt - zjawisko, niestety, dość popularne w naszych czasach. Dziennikarze wietrzą sensację, a anonimowi internauci nakręcają spiralę nienawiści. Koło się zamyka. Małgorzata Rogala jest doskonałym obserwatorem rzeczywistości, potrafi wyciągać mądre wnioski i sprawnie wplatać je gdzieś pomiędzy intrygi kryminalne, co udowodniła już w "Dobrej matce". "Ważka" jest potwierdzeniem wysokiej formy pisarki. Rogala nie spoczywa na laurach i proponuje swoim czytelnikom kolejną świetną powieść.

W swojej najnowszej powieści Małgorzata Rogala podsuwa nam wiele fałszywych tropów. Czytelnik na własną rękę próbuje rozstrzygnąć, kto i dlaczego zabija (bo trupów - to chyba mogę wam zdradzić - będzie więcej...). Atmosferę budują liczne niedopowiedzenia i urwane w połowie zdania myśli. Małgorzata Rogala nie pisze w sposób brutalny, obcesowy. Nie szokuje i nie wbija w fotel, co ostatnio jest bardzo modne wśród polskich kryminalistów, a mimo to potrafi przyciągnąć uwagę i zmusić czytelnika, aby wstrzymał oddech do zaskakującego finału. Rogala nie powiela utartych schematów, sama na własne potrzeby tworzy kategorię lekkiej powieści kryminalnej z mocno zaakcentowanymi wątkami obyczajowymi, a nawet... romantycznymi.

"Ważka" to powieść, którą przeczytacie w jeden, maksymalnie dwa wieczory. Odnoszę wrażenie, iż spodoba się zarówno miłośnikom klasycznych kryminałów, jak i zwolennikom powieści obyczajowych. Jako że zaczytuję się przede wszystkim właśnie w kryminałach i obyczajach, jestem wysoce usatysfakcjonowana i lekturę, oczywiście, polecam.

Małgorzata Rogala, "Ważka"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2017
data premiery: 15.02.2017
liczba stron: 369

wtorek, 21 lutego 2017

Kati Hiekkapelto "Bezsilni" | Recenzja przedpremierowa




Skandynawski kryminał – taka etykieta jest dziś niemal gwarancją, że książka, którą właśnie mamy w ręku będzie przynajmniej dobra, jeśli nie świetna. Dlatego, kiedy dostałam propozycję zrecenzowania „Bezsilnych” Kati Hiekkapelto, nie wahałam się ani minuty. Jako wielka miłośniczka kryminałów nie mogłam się doczekać, kiedy zacznę czytać. Czy było warto?

Najpierw kilka słów o fabule – młoda au-pair z Węgier jest podejrzana o przejechanie starszego mężczyzny. Okazuje się jednak, że w chwili wypadku staruszek już nie żył. Dwie nastolatki znajdują w lesie kałużę krwi, która okazuje się być krwią ludzką… Anna Feteke, pochodząca z byłej Jugosławii policjantka prowadzi śledztwo razem ze swoim starszym kolegą – aroganckim, gburowatym i mającym widoczny problem z alkoholem Esko Niemim. Okazuje się, że zarówno wypadek jak i tajemnicza plama krwi na śniegu są powiązane ze sprawą gangów narkotykowych, nad którą pracuje Esko.

Jest zatem trup, jest tajemnicza plama ludzkiej krwi na śniegu, jest wojna gangów i handel narkotykami. Niby wszystko tak, jak to bywa w powieściach sensacyjno-kryminalnych. Ale to tylko pierwsza warstwa znaczeniowa. Sięgając głębiej spotykamy się z problemem przymusowej emigracji, poczucia wyobcowania i swoistej bezpaństwowości. Policjantka Anna Feteke jako dziecko wyjechała z byłej Jugosławii, na fali emigracji w czasie wojny bałkańskiej. Po wojnie jej ojczyzna przestaje istnieć. Dziś sama nie wie, kim jest – Serbką? Węgierką? A może już Finką? Rozpaczliwie chce wrócić do domu, ale tak naprawdę nie wie, dokąd. Z kolei Sammy, młody, uzależniony od narkotyków Pakistańczyk zrobi wszystko, aby nie musieć wracać do swojej ojczyzny. Boi się tego, co może go tam spotkać – śmierć, palarnie opium, życie w nędzy na ulicy. Ale bardziej niż tego wszystkiego boi się stanąć twarzą w twarz z demonami przeszłości…Autorka kreśli w powieści bardzo silne tło społeczne. Emigracja i konflikty na tle rasowym czy narodowym to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Ważniejsze jest spustoszenie uczuciowe, jakiego doświadczają bohaterowie – Anna zmaga się z samotnością i tęsknotą za krajem, który już nie istnieje. Nie potrafi nawiązać bliskiej relacji z mężczyznami, nie umie pomóc bratu, który jest alkoholikiem. Nawet, kiedy umiera jej ukochana babcia – nie umie płakać. Sammy chciałby zerwać z nałogiem, uczyć się, pracować, prowadzić normalne życie. Ale nie potrafi. Jest za słaby wobec uzależnienia. Esko też nie umie stawić czoła swoim demonom – nigdy nie pogodził się z tym, że jego małżeństwo się  rozpadło. Wszyscy próbują układać swoje życie w ramach pewnego planu, chcą mieć wpływ na swoje losy. Jednak życie przewrotnie i skutecznie te plany niweczy… I pokazuje, że tak naprawdę wobec życia i wobec samych siebie jesteśmy bezsilni.

Odpowiadając na pytanie – czy było warto – jak najbardziej. Znalazłam co prawda w tej książce niekoniecznie to, czego się spodziewałam. Wątek kryminalny wydaje się być tu bardziej pretekstem do pokazania skomplikowanego świata uczuć i emocji bohaterów, niż główną osią powieści. Mamy wrażenie, że od początku wiemy kto i dlaczego popełnił zbrodnię, jednak na koniec okazuje się, że nic nie jest takie, jakim się wydaje. Nie zdradzę nic więcej – powiem jedynie, że zakończenie zaskakuje. Jeśli chcecie wiedzieć więcej – sięgnijcie po „Bezsilnych” Kati Hiekkapelto. Zdecydowanie polecam.


Justyna Gałka

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Ewelina Dyda "Zła waluta" | Recenzja przedpremierowa



Na polski rynek wydawniczy pewnym krokiem wkracza kolejna "kryminalistka" - Ewelina Dyda. Jak dowiadujemy się z blurba, Dyda nie jest jedną z licznych królowych i księżniczek rodzimej sceny kryminalnej, dzięki Bogu. Nie zniosłabym kolejnej królewny, hrabiny czy czort wie kogo jeszcze, tymczasem ostatni weekend umiliła mi całkiem utalentowana debiutantka. Ewelina Dyda. Po prostu Dyda.

Jak sama autorka przyznaje, podczas pracy nad swoją powieścią sugerowała się klasykami czarnego kryminału. Trudno nie dostrzec pojawiających się co jakiś czas nawiązań do twórczości Raymonda Chandlera czy Rossa Macdonalda. Ewelina Dyda jest absolwentką filologii polskiej ze specjalizacją krytycznoliteracką. Wykształcenie autorki pozwoliło jej stworzyć literaturę przez duże "L", zaangażowaną nie tylko społecznie, ale też kulturalnie, co w połączeniu z atmosferą małomiasteczkowych spelun i obskurnych blokowisk tworzy mieszankę ciekawą i niezapomnianą. Ta powieść wbije się wam w pamięć.

Głównym bohaterem jest prywatny detektyw Jakub Rau - facet - jak to w kryminałach bywa - po przejściach. Kiedy do jego biura zgłasza się piękna, pociągająca i odrobinę niebezpieczna kobieta, Olga, nasz bohater nie potrafi się jej oprzeć i przyjmuje kolejne zlecenie. Ma za zadanie przyjrzeć się zabójstwu młodej dziewczyny, o które zostaje oskarżony pasierb Olgi, chłopak z arabskim pochodzeniem. W Tarnobrzegu nikt nie wierzy w jego niewinność. Nikt poza Olgą. W czasach imigracyjnego kryzysu w Europie, Igor jest idealnym podejrzanym i dostarcza skrajnym prawicowcom kolejnych powodów ku temu, aby nienawidzić Arabów i jeszcze głośniej krzyczeć hasła w stylu "Polska dla Polaków".

Ewelina Dyda napisała kryminał mocno osadzony w realiach niewielkiego Tarnobrzegu, i nawet nie chodzi tutaj o dokładną topografię miasta, a raczej o klimat zapomnianego miasteczka, leżącego gdzieś na południowym wschodzie Polski. Atmosferę tej książki budują podchmieleni "smakosze", młodzież zafascynowana hasłami nacjonalistycznymi oraz podupadłe blokowiska. Intryga, chociaż nie jest zbyt zawiła i wyszukana, sprostała moim oczekiwaniom co do debiutanckiej powieści. Smaku całości dodaje odpowiednio wyważona dawka ironii, bez której czarny kryminał nie miałby racji bytu. Jedyne co mi przeszkadzało, to częste wtrącenia "Ale to nie na temat" i zmiany w narracji. Lepiej się czuję w narracji trzecioosobowej, ale możliwe, że mówię tak z powodu tych powtórzeń w wykonaniu Jakuba, które mocno mnie irytowały i rozpraszały uwagę.

"Zła waluta" to bardzo dobry debiut i zapowiedź obiecującej kariery. Z przyjemnością przeczytam każdą kolejną książkę Eweliny Dydy, bo ta kobieta ma nie tylko talent, ale też jakieś pojęcie o gatunku, w którym tworzy, co nie zawsze jest takie oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Warto zapoznać się z lekturą jej debiutanckiej powieści.

Ewelina Dyda "Zła waluta"
Wydawnictwo W.A.B., 2017
liczba stron: 288
data premiery: 01.02.2017

niedziela, 4 grudnia 2016

Robert Bryndza "Dziewczyna w lodzie" | Recenzja



Ta lektura to dla mnie totalne zaskoczenie. Nie dostałam wypieków na twarzy, kiedy tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach, nie skakałam podekscytowana, krzycząc "chcę! chcę! chcę!" i, prawdę mówiąc, w ogóle nie miałam jej w planach, a jednak skusiłam się i pochłonęłam powieść na dwa razy, z krótką przerwą na sen.

Detektyw Erika Foster jest świetnym śledczym, ale jej życie prywatne... cóż, pozostawia wiele do życzenia. Znacie to? Tutaj raczej nie będzie zaskoczenia. Erika cierpi po śmierci ukochanego męża i wciąż się obwinia. Nowe śledztwo ma być okazją do odbicia się od dna. I tutaj się na chwilę zatrzymajmy. Wiem już dziś, że sięgnę po każdą kolejną powieść z Eriką Foster w roli głównej, bo Robert Bryndza kapitalnie tę bohaterkę wykreował. Tak trudno w dzisiejszych czasach po prostu być człowiekiem. Układy, kontakty i londyńska socjeta skutecznie przeszkadzają Erice w prowadzeniu śledztwa. Są naciski, aby jak najszybciej zamknąć śledztwo i nie grzebać zbyt głęboko. Nikogo nie obchodzą zamordowane prostytutki, które najpewniej padły ofiarą tego samego, brutalnego zabójcy. Liczy się tylko Andrea - córka wpływowych członków socjety. Ale dla Eriki każda ofiara jest równie ważna.

Od momentu kiedy zostają odnalezione zwłoki Andrei do chwili, kiedy tożsamość mordercy zostaje w końcu odkryta, w powieści dzieje się naprawdę dużo. Autor prowadzi akcję mocną ręką. Starannie nakreślone portrety psychologiczne bohaterów (moją uwagę przyciągnęła przede wszystkim siostra zamordowanej dziewczyny) nadają tej lekturze drugie, zdecydowanie głębsze dno. To nie jest tylko kryminał. To rozbudowana powieść psychologiczna o konsekwencjach, jakie w psychice młodych ludzi pozostawia dorastanie w środowisku zepsutych, obłudnych bogaczy. Kiedy do tego dodamy kapitalną postać Eriki, która za wszelką cenę chce dowieść prawdy, otrzymamy mocny, wyrazisty thriller. Chociaż chętniej czytam powieści polskich autorów, "Dziewczynę w lodzie" zaliczam do jednej z najbardziej udanych powieści kryminalnych tego roku.

Ta lektura okazała się dla mnie sporym zaskoczeniem. Sama nie wiem, dlaczego, ale od początku podchodziłam do niej z dużą rezerwą, tymczasem odkryłam bardzo dobrą, rozbudowaną powieść psychologiczną, która spodoba się nie tylko miłośnikom gatunku. W "Dziewczynie w lodzie" Robert Bryndza podejmuje bardzo ważny temat sytuacji imigrantów z Europy Wschodniej (w tym także z Polski) w Wielkiej Brytanii, a to nie jedyne, co przygotował dla czytelników. Polecam!

Robert Bryndza "Dziewczyna w lodzie"
Wydawnictwo Filia, 2016
data premiery: 09.11.2016
liczba stron: 434

wtorek, 22 listopada 2016

Joanna Szarańska "Kocha, lubi, szpieguje" | Patronat medialny




Długo oczekiwana druga część przygód mistrzyni pakowania się w kłopoty, czyli "Kaliny w malinach", właśnie trafia na księgarniane półki. Trzymam w rękach jeszcze cieplutką, pachnącą drukiem książkę i uśmiecham się do siebie pod nosem. Warto było czekać na "Kocha, lubi, szpieguje". Joanna Szarańska powraca w nowej komedii, w której tym razem ciut więcej jest kryminału niż romansu.

Sympatyczna, nieco roztrzepana Kalina w pierwszej części (czyli "I że ci nie odpuszczę") została porzucona przed ołtarzem, ale nie byłaby sobą, gdyby nie wyszła obronną ręką z kłopotów. Joanna Szarańska postawiła sobie poprzeczkę wysoko. Z kontynuacjami jest ten problem, że często-gęsto druga część nie dorasta do pięt pierwowzorowi. Możecie odetchnąć z ulgą. Kalina nie straciła nic ze swojego uroku, a autorka daje prawdziwy popis swojego talentu. Już wiemy, że bohaterka lubi pakować się w kłopoty. Tym razem znów zostaje wpuszczona w maliny, kiedy przyjaciółka podrzuca jej dziecko. Kalina ponownie ląduje w dobrze sobie znanych terenach, czyli w Kamionkach, i zupełnie przypadkiem staje się główną podejrzaną o morderstwo. Cóż, nie byłaby sobą, gdyby nie wzięła spraw w swoje ręce.

Niełatwo o dobrą komedię. Często okazuje się, że humor jakiś nie taki, a bohaterowie zamiast bawić, wzbudzają niesmak. Joanna Szarańska, jako jedna z nielicznych autorek, potrafi mnie rozbawić do łez. Kapitalne dialogi, podszyty mocną dawką ironii humor sytuacyjny i cięte języki postaci sprawią, że nawet największe ponuraki uśmiechną się nad lekturą powieści "Kocha, lubi, szpieguje". Tym razem sprawa jest poważniejsza, wszak Kalinie przyjdzie rozwiązać sprawę najprawdziwszego morderstwa, nie tam żadnej szajki złodziei, a więc stawka jest znacznie wyższa. I - jak się zapewne domyślacie - rzecz robi się przez to jeszcze bardziej zabawna! Ale dobra zabawa to nie jedyne, co przygotowała dla swoich czytelników Joanna Szarańska. W swojej książce porusza bardzo ważny temat - pisze o porzucanych, szczególnie w okresie wakacyjnym, czworonożnych przyjaciołach. Jednym z bohaterów tej części jest sympatyczny kundelek, Młynek, a część dochodów ze sprzedaży "Kocha, lubi, szpieguje" zostanie przeznaczona na rzecz Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

Jestem przekonana, że Kalina, Marek, Szparka i Młynek podbiją serca czytelników. "Kocha, lubi, szpieguje" to idealna propozycja na długie jesienne wieczory. Joanna Szarańska udowadnia tą książką, że może pochwalić się talentem komediowym i lekkim piórem, co na pewno pozwoli jej zjednać sobie serca kolejnych odbiorów. Moje już zdobyła! 

Joanna Szarańska, Kocha, lubi, szanuje"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2016
liczba stron: 328
data premiery: 23.11.2016

poniedziałek, 14 listopada 2016

Remigiusz Mróz "Behawiorysta" | Recenzja




Zazwyczaj Mróz mnie nie zawodzi. Wiem, że część blogerów kręciła nosem na "W cieniu prawa" i niektórzy czytelnicy uważają, że autor miewa lepsza i gorsze chwile, ale ja, na szczęście, trafiam na same dobre powieści jego autorstwa. Tym razem jednak Mróz mnie zaskoczył. Spodziewałam się, że "Behawiorysta" będzie dobry, ale nie przypuszczałam, że zmiażdży wszystkie inne publikacje pisarza.

Jako blogerka rozpływam się w zachwytach nad twórczością Mroza. Jako autorka zazdroszczę czasu na pisanie i szybkości, z jaką produkuje kolejne powieści. Zawistni pewnie stwierdzą, że to za szybko, że za dużo. W środowisku słyszy się, że można napisać jedną, maksymalnie dwie dobre książki rocznie. Inaczej będą niedopracowane. Bzdura. Mróz nie traci na jakości, a "Behawiorysta" jest najlepszą jego książką. Napisał coś, czego jeszcze rzeczywiście w Polsce nie było. Zaangażował czytelnika w swoją książkę w pełnym tego słowa znaczeniu. Pozwolił uwierzyć odbiorcy, że ma wpływ na opisywane wydarzenia. To wystarczy, aby wciągnąć się na tyle, aby nie móc odłożyć lektury na półkę. "Behawiorysta" ma ponad 500 stron, a przeczytałam go w jeden wieczór i jeden poranek. Nie wiem, jak zareaguje na to wyznanie mój mąż, ale kocham Mroza.

Już rozpoczęcie wbija w fotel. Zamachowiec zamknął się z dzieciakami i nauczycielkami w przedszkolu i grozi, że zabije zakładników. Prokuratura prosi o pomoc swojego byłego pracownika, kontrowersyjnego Gerarda Edlinga, który specjalizuje się w komunikacji niewerbalnej. To dopiero początek. Służby są bezsilne. A Mróz zagląda głęboko w psychikę nie tylko ściganego, ale i ścigającego. Genialna powieść psychologiczna, której akcja pędzi w zawrotnym tempie. Skończyłam czytać ją dwa dni temu, a wciąż nie mogę się pozbierać. Mróz sporo zaryzykował zakończeniem. Wielu czytelników może mieć do autora pretensje, pytać "dlaczego?", ale ja uważam, że nie mógł napisać lepszego zakończenia tej historii. Cóż, ci, co znają Mroza, wiedzą, że nie zawsze wszystko dobrze się kończy.

"Behawiorysta" to petarda. Ogłusza już na pierwszej stronie, nie pozwala odetchnąć i nabrać dystansu. Mróz świetnie wypada nie tylko w seriach (Chyłka, Forst), ale także w powieściach, które stanowią odrębną historię. W moim odczuciu to najlepsza powieść Remigiusza Mroza. Oczywiście, polecam i niecierpliwie czekam na kolejne wcielenia autora.

Remigiusz Mróz, "Behawiorysta"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2016
liczba stron: 500
data premiery: 26.10.2016

środa, 9 listopada 2016

Rachel Abbott "Zabij mnie znów" | Recenzja



Broniłam się rękami i nogami przez twórczością Rachel Abbott. Dlaczego? Z reguły unikam "fenomenów wydawniczych", gdyż szumna promocja nie zawsze towarzyszy naprawdę dobrej lekturze. W końcu uległam. "Zabij mnie znów" to pierwsze i na pewno nie ostatnie moje spotkanie z tą autorką.

"Zabij mnie znów" to rasowy thriller. Abbott wnosi powiew świeżości na światowy rynek kryminałów i powieści sensacyjnych, zdominowany przez Skandynawów. Tutaj najważniejsze jest śledztwo, nie sam detektyw. Główna bohaterka, Maggie, może głośno powiedzieć, że jej się udało. Ma kochającą i wspierającą rodzinę, a jej życie zawodowe jest pasmem sukcesów. Pewnego dnia jednak Duncan znika bez śladu, a wokół Maggie zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Ktoś morduje kobiety łudząco podobne do naszej bohaterki. Jak się zapewne domyślacie, zaginięcie męża nie jest przypadkowe. Racja, tutaj NIC nie jest przypadkowe. Każde zdarzenie znajduje swoje logiczne wyjaśnienie.

Rachel Abbott stworzyła wiarygodne portrety psychologiczne bohaterów. To nie są postacie papierowe, bez wyrazu, czarno-białe. Zmieniają się, czasem zadziwiając tym nawet samych siebie. Uwielbiam takie niejednoznaczne powieści, których bohaterowie przechodzą wewnętrzną przemianę. Cóż, zgadzam się z Szymborską, że tyle znamy siebie, na ile nas sprawdzono, a Rachel Abbott weryfikuje charaktery swoich postaci w ekstremalnych warunkach. "Zabij mnie znów" to zgrabne połączenie thrillera psychologicznego i kryminału. Spodoba się z pewnością miłośnikom obu gatunków literackich. A odpowiedź na pytanie "kto zabija?" wbije was w fotel. Dawno nie czytałam powieści z tak dobrym zakończeniem.

Tym razem chwytliwe hasło "sensacja rynku wydawniczego" na okładce książki znajduje swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Chociaż powieść nie jest pozbawiona błędów (mam wrażenie, że tłumacz czasem poszedł na skróty), to z pewnością jest to jeden z lepszych "fenomenów" ostatnich miesięcy. Polecam!

Rachel Abbott "Zabij mnie znów"
Wydawnictwo Filia, 2016
liczba stron: 512
data premiery: 12.10.2016

poniedziałek, 7 listopada 2016

Katarzyna Puzyńska "Dom czwarty" | Recenzja




To siódme spotkanie z policjantami z kultowego już Lipowa. Czytelnicy z ogromną niecierpliwością czekają na każdą kolejną część cyklu, nic więc dziwnego, że autorka pracuje w pocie czoła, aby zadowolić swoich fanów. Czy narażę się im za bardzo, jeśli napiszę, że z chęcią przekonałabym się, jak wypadłaby Katarzyna Puzyńska w powieści niebędącej częścią serii o Lipowie?

Główną osią "Domu czwartego" jest tajemnicze zaginięcie komisarz Klementy Kopp, która po czterdziestu latach wraca w rodzinne strony, aby raz na zawsze rozstrzygnąć, czy człowiek, który odsiaduje wyrok za morderstwo, rzeczywiście jest winien zarzucanego czynu. Jeszcze zanim zaczęłam czytać, wiedziałam, co się stało, a właściwie co się stać nie mogło. Nie jestem przekonana, czy wplątywanie głównych bohaterów (w poprzedniej serii aspirant Daniel Podgórski był głównym podejrzanym w sprawie o morderstwo) w opisywane wydarzenia w sposób, w jaki robi to teraz Katarzyna Puzyńska, to dobry pomysł. Zaciera się granica pomiędzy śledczym, ofiarą i sprawcą. Już w recenzji "Łaskuna" pisałam, że tęsknię za klimatem z pierwszych części serii i podtrzymuję tę opinię. Niestety, nie kupuję nagłej przemiany Podgórskiego. W którymś momencie przestał być dla mnie wiarygodną postacią i po lekturze "Domu czwartego" podtrzymuję moją opinię.

Wydarzenia przedstawione w poprzednich częściach były bardziej prawdopodobne, tymczasem "Dom czwarty" to już drugi, po "Łaskunie", tom, który kłóci się z koncepcją pięciu początkowych książek. Intryga jest bardzo dobrze skonstruowana. Chyba nikt nie podejrzewałby autorki, że pokusi się o najbardziej oczywiste rozwiązanie, dzięki czemu zakończenie potrafi zaskoczyć. Podoba mi się wątek historyczny. Katarzyna Puzyńska wraca do wydarzeń z trzydziestego dziewiątego roku, kiedy nad jeziorem Bachotek doszło do okrutnej egzekucji. Wydarzenia z przeszłości są wciąż żywe. Komuś bardzo zależy, aby prawda nie wyszła na jaw. Puzyńska poświęca dużo uwagi nie tylko na odpowiedzi na pytanie "kto zabił?", ale też "dlaczego to zrobił?". Dba o wiarygodne portrety nie tylko głównych postaci, ale też osób z ich najbliższego otoczenia. Na szczególną uwagę zasługuje Oskar - dziecko, które płaci za błędy dorosłych.

Zastanawiam się, czy to nie jest dobry czas, aby spróbować czegoś nowego. Pewnie większość czytelników się ze mną nie zgodzi, ale mnie marzy się powiew świeżości w twórczości Puzyńskiej. Jestem baaaardzo ciekawa, jak wypadłaby w całkiem nowej powieści. Jakich bohaterów powołałaby do życia? Gdzie umieściłaby akcję książki? Może kiedyś się dowiem?

Katarzyna Puzyńska "Dom czwarty"
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2016
liczba stron: 576
data premiery: 08.11.2016

czwartek, 3 listopada 2016

Bartosz Szczygielski "Aorta" | Recenzja



Bartosz Szczygielski to nowe nazwisko w polskim kryminale. Akcję swojej debiutanckiej powieści autor umieścił w ostatnio nieco zapomnianym, choć owianym legendarną, złą sławą Pruszkowie. Debiut Szczygielskiego to powieść mocna, zaskakująca i twarda. Komu może się spodobać?

Pruszków, luksusowe osiedle. To właśnie w jednym z mieszkań w tej enklawie zostają znalezione zmasakrowane zwłoki młodej kobiety. Już same opisy miejsca zbrodni przyprawiają o mocne bicie serca. Akcja przyspiesza, kiedy do akcji wkracza Gabriel Byś z Komedy Stołecznej Policji w Warszawie. Okazuje się, że sprawa morderstwa może być powiązana z bardzo wpływowym, ważnym w przestępczym półświatku człowiekiem. Przyznam, że osobiście wolę trochę "lżejsze" kryminały, a wydłubane oczy to nie do końca moje klimaty, ALE. No właśnie. Bartosz Szczygielski pisze tak dobrze, że nie sposób powiedzieć o tym debiucie złego słowa, nawet jeśli klimat tej książki nie do końca wpasowuje się w gusta czytelnika.

"To nie może być debiut" - myślę tak za każdym razem, kiedy mam do czynienia z naprawdę dobrą prozą młodego debiutanta. Szczygielski proponuje coś innego - kryminał dojrzały, ambitny. Chociaż rzeczywiście nieco przeszkadzały mi zbyt krwawe fragmenty, moim zdaniem - nie do końca tej książce potrzebne, to koniec końców jestem zachwycona mocą, z jaką autor wchodzi na ten trudny rynek. "Aorta" to bezkompromisowa i twarda propozycja. Tej książki nie przeczytacie w jeden wieczór, bo nie jest to lektura łatwa, lekka i przyjemna. Szczygielski zastanawia się nad ludzką naturą i wystawia swoich bohaterów na ogromną próbę. Do czego może się posunąć doprowadzony do ostateczności człowiek? 

Mam wrażenie, że Bartosz Szczygielski może namieszać na polskim rynku wydawniczym. Jeśli "Aorta" jest jego debiutem, aż boję się, co ten facet trzyma jeszcze w szufladzie. Jeśli lubicie nieco mroczną, mocną i ambitną powieść kryminalną, trafiliście pod właściwy adres. Zapamiętajcie to nazwisko.

Bartosz Szczygielski "Aorta"
Wydawnictwo WAB, 2016
liczba stron: 396
data premiery: 28.09.2016

środa, 12 października 2016

Premierowo: Anna Fryczkowska "Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)"




Ależ to jest powieść! Fachowcy zaliczają prozę Anny Fryczkowskiej do nurtu domestic noir, czyli "kryminałów bez detektywów", w których najważniejsza jest odpowiedź na pytanie nie kto zabił, a dlaczego, a mnie nie pozostaje nic innego, jak przyznać im rację, gdyż w temacie gatunków literackich nadal jestem totalnym ignorantem. Zatrzymałam się gdzieś na podziale obyczaj, kryminał, horror i science fiction. No, może jeszcze odróżniam sensację od powieści młodzieżowych. :) Ale do rzeczy: Anna Fryczkowska napisała rewelacyjną książkę i to o niej miałam dzisiaj opowiadać.

Tej książki nie da się przeczytać inaczej, niż jednym tchem. Wciąga od pierwszej sceny. Genialne, rozbudowane portrety psychologiczne bohaterów i wartka akcja przyciągną uwagę nawet najbardziej wybrednego czytelnika. Fryczkowska nie musi wysyłać swoich bohaterów w nietypowe plenery czy mroczne uliczki. Nie, ona potrafi zabić zamknięta w czterech ścianach, a konkretnie - w czterech ścianach domu bajecznie bogatej Zuzy, która skrywa o wiele więcej tajemnic niż tylko istnienie borykającej się z głębokim autyzmem, dorosłej siostry. Kobieta organizuje imprezę, na którą zaprasza swoje bliższe i dalsze znajome, charaktery wyrwane z zupełnie różnych światów. Zabawa jest przednia, ale nagle jedna z nich zostaje zamordowana. Śnieżyca odcięła je od świata, jasnym więc jest, że nikt nie wszedł do domu, a zabić musiała jedna z nich. Tylko... która?

Jakkolwiek to nie zabrzmi, Anna Fryczkowska rozumie swoich bohaterki, nawet te najczarniejsze charaktery. Dokonuje swoistej wiwisekcji głównych postaci i wyciąga mądre wnioski. Ta historia jest prawdopodobna, przez co przeraziła mnie o wiele bardziej niż szeroko polecane thrillery międzynarodowych sław. Tutaj nie ma wybuchów czy widowiskowych strzelanin, bo Fryczkowska nie potrzebuje uciekać w sensację, aby zainteresować czytelnika. Wystarczy zamknąć swoje bohaterki na klucz i zaczekać, aż te zaczną wywlekać brudy. "Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)" to nie jest powieść napisana na kolanie, w pośpiechu. Każdy szczegół został przemyślany, a jedno zdarzenie wywołuje kolejne - efekt domina.

"Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)" to bardzo dobra powieść psychologiczna, będąca dowodem na to, że popularny na świecie nurt domestic noir ma spore szanse rozwinąć się również w Polsce, a Anna Fryczkowska jest jego czołową przedstawicielką. I rzeczywiście, odpowiedź na pytanie "kto zabił?" została przyćmiona przez wyjaśnienie, dlaczego to zrobił. Oczywiście polecam!

Dziękuję Wydawnictwu Burda Książki za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Anna Fryczkowska "Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki)"
Wydawnictwo Burda Książki, 2016
data premiery: 12.10.2016

wtorek, 27 września 2016

Robert Małecki "Najgorsze dopiero nadejdzie" | Recenzja



Debiutancką powieść Roberta Małeckiego polecają wielcy polskiej literatury kryminalnej. Mariusz Czubaj napisał o tej książce, że "to nie może być debiut", a zapowiedzi kryminału "Najgorsze dopiero nadejdzie" pojawiły się na tablicach wielu znanych pisarzy. Robert Małecki zdecydowanie pisać potrafi, ale czy trafił w mój gust?

Cóż. Chyba liczyłam na klasyczny kryminał. Trochę czuję się wprowadzona w błąd, bo "Najgorsze dopiero nadejdzie" winno stać na półce z sensacją i thrillerami, a ogromny napis "pełnokrwisty kryminał" może zmylić czytelnika. Dziennikarz Marek Bener z zaskoczeniem odkrywa, że ofiarą śmiertelną pożaru jest jego dawny przyjaciel, człowiek, który niegdyś uwiódł mu narzeczoną. Prowadzone przez niego śledztwo przybiera zupełnie nieoczekiwaną formę, kiedy kolejna osoba znika bez śladu. Bener musi zmierzyć się nie tylko ze skutkami bieżących wydarzeń, ale również z zaginięciem żony, która kilka lat temu wyszła z domu i nie wróciła. Jak możecie się domyśleć, na dziennikarza czyha całe mnóstwo niebezpieczeństw, a on sam będzie musiał stoczyć zaciętą walkę o życie.

Do 200 strony byłam zachwycona. Potem mój zachwyt nieco przyćmiły kolejne wydarzenia. Jestem fanką klasycznego kryminału. Nie lubię wybuchów, porwań i scen w stylu "zabili go i uciekł". Od powieści kryminalnej wymagam nieprzerwanego kontaktu z rzeczywistością, a w przypadku debiutanckiej książki Roberta Małeckiego... no cóż, nie wierzę w to, by ta historia zdarzyła się naprawdę. Nie w obecnie panujących realiach, dlatego kiedy zaczęły się dziać kolejne nieprawdopodobne rzeczy, byłam już dość wkurzona, w rezultacie czego nie oczekiwałam z niecierpliwością na zakończenie, które, owszem, było dobre, ale moja uwaga już na dobre została rozproszona. Robert Małecki ma ogromny potencjał i, rzeczywiście, jak na debiutanta pisze bardzo, bardzo dobrze, ale to nie mój klimat, dlatego przypuszczam, że po kolejną książkę raczej nie sięgnę.

Nie lubię literatury sensacyjnej. Uwielbiam klasyczne kryminały i właśnie na lekturę takowego miałam nadzieję, tymczasem dostałam coś zupełnie innego. Oczywiście, to nie jest zarzut do autora. Nie jego wina, że nie trafił w mój gust. Powieść z pewnością znajdzie swoich zwolenników.

Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Robert Małecki "Najgorsze dopiero nadejdzie"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2016
liczba stron: 406
data premiery: 28.09.2016

niedziela, 4 września 2016

Anna Klejzerowicz "Zaginione miasto" | Recenzja



Stęskniłam się za Emilem, Martą, a przede wszystkim za Gdańskiem i kryminalnymi zagadkami prosto znad Motławy. Przeczytałam wszystkie części serii z dziennikarzem śledczym Emilem Żądło w roli głównej, dlatego i do tej lektury podeszłam z wielkimi nadziejami. Anna Klejzerowicz nie zawodzi i po raz kolejny ma dla nas świetnie skonstruowaną zagadkę kryminalną.

Co wspólnego mają poszukiwania zaginionego w dżungli amazońskiej miasta z nazistowskimi Niemcami? I gdzie w tym wszystkim miejsce dla zabójstwa popełnionego we współczesnym Gdańsku? Cóż, miłośnicy prozy Anny Klejzerowicz nie będą zdziwieni, kiedy przyznam, że autorce udało się całkiem wdzięcznie połączyć te wszystkie elementy i stworzyć intrygującą i wciągającą powieść kryminalną. Nie mniej emocjonujące okazują się wątki obyczajowe i dalszy ciąg znajomości Marty oraz Emila. Cóż, nawet jeśli nie stanowią do końca dobranej pary w życiu prywatnych, zagadki kryminalne z historią i architekturą w tle rozwiązują, jak nikt inny. Ale po kolei.

Tym razem Anna Klejzerowicz podąża śladami ostatniej wyprawy Percy'ego Fawcetta, z której podróżnik nigdy nie powrócił. Nie znaleziono również jego ciała. Cóż stało się w amazońskiej dżungli? Czy udało mu się odnaleźć mistyczne, prastare, zaginione miasto? Tego się nie dowiemy, ale Klejzerowicz w zadziwiająco lekki i przyjemny sposób przybliża nam tę historię, dodając do tego, oczywiście, współczesną zagadkę kryminalną. Autorka podąża znanymi sobie schematami i to jest klucz do jej sukcesu. Potężna wiedza, długie miesiące, a może nawet lata przygotowań oraz swoista lekkość wypowiedzi autorki - to wyróżnia serię. Chwała pisarce za to, że potrafi połączyć przyjemne z pożytecznym i zapewnić czytelnikowi nie tylko rozrywkę, ale także podsunąć garść ciekawostek historycznych.

Jedyne zastrzeżenie mam do przydługich monologów i dialogów, które usypiają akcje. Szkoda, że w trakcie wypowiedzi, których zapis czytamy przez trzy czy cztery strony, bohaterowie nie mrugają, nie oddychają, nie przechadzają się po pokoju i nie uśmiechają się, przez co dialogi sprawiają momentami wrażenie papierowych i nienaturalnych. To jednak niewielki zgrzyt, na który jestem w stanie przymknąć oko, gdyż całość jest bardzo, bardzo dobra.

Dziękuję Wydawnictwu Replika za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Anna Klejzerowicz "Zaginione miasto"
Wydawnictwo Replika, 2016
liczba stron: 320
data premiery: 30.08.2016

Remigiusz Mróz "Immunitet" | Recenzja


Mam małe zaległości w blogowaniu, a na zrecenzowanie czekają trzy przeczytane powieści. I choć "Immunitet" z zamysłu miał cierpliwie poczekać w kolejce, gdyż został przeczytany jako ostatni, to jednak pozostałe dwie muszą mi wybaczyć, gdyż to właśnie nowa książka Remigiusza Mroza wywarła na mnie największe wrażenie i o niej postanowiłam dziś opowiedzieć. W czasach gdy kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego jest na ustach niemal wszystkich Polaków, Mróz wydaje powieść o najmłodszym w historii TK sędzim, który zostaje oskarżony o zabójstwo.

Seria z charyzmatyczną Joanną Chyłką i aplikantem Kordianem Oryńskim w rolach głównych jest, obok cyklu Katarzyny Puzyńskiej o policjantach z Lipowa, moją ulubioną. Z nieukrywaną radością przyjęłam więc informację o premierze czwartej części. Tym razem Chyłce i Oryńskiemu przyjdzie zmierzyć się ze sprawą o politycznym wymiarze. Jeden z sędzi Trybunału Konstytucyjnego jest oskarżony o morderstwo sprzed lat, tymczasem on sam utrzymuje, że nigdy nie spotkał ofiary. Kłamie? A może padł ofiarą spisku lub zemsty? Jedno jest pewne - Remigiusz Mróz ponownie was zaskoczy. Autor nie rozczarował mnie. Atmosfera jeszcze bardziej gęstnieje, o ile to w ogóle było możliwe, a Chyłka i Zordon są w swojej najlepszej formie. Cięte, inteligentne riposty Chyłki, które stały się znakiem rozpoznawczym serii, podnoszą temperaturę, a i Oryński szybko uczy się od mistrzyni. Uwielbiam ten duet. Są przegenialni.

Są autorzy, którzy idąc na ilość tracą na jakości, ale są też autorzy, którzy piszą książkę za książką, a każda utrzymana jest na bardzo wysokim poziomie. Dyskutowało się już o tym, że aby mieć czas na dopracowanie powieści, nie powinno się wydawać więcej niż jedna, maksymalnie dwie książki rocznie, gdyż w przeciwnym wypadku publikacje będą słabe. Bzdura. Remigiusz Mróz zalicza się zdecydowanie do tej drugiej grupy autorów. Mam wrażenie, że w jego przypadku liczy się zarówno jakość, jak i ilość. Swoją nową powieścią z pewnością nie rozczaruje swoich wiernych czytelników. "Immunitet" to nie tylko zawiła intryga, akcja pędząca w zawrotnym tempie i świetnie wykreowane postacie, ale także dojrzały warsztat i kapitalnie opisana rzeczywistość. Czytelnik "widzi" sceny, jakie buduje Mróz, a dialogi nie są papierowe i nijakie.

"Immunitet" to kolejna świetna powieść z serii. Przeczytałam ją w dwa popołudnia i jeden wieczór. Tej książki po prostu nie można tak łatwo i szybko odłożyć na półkę. Ma jeden minus - zakończenie. Jak Mróz mógł tak złamać serce biednemu Oryńskiemu?! Ale ciii... Dla tych, którzy znają Mroza, nie będzie zaskoczeniem, kiedy zdradzę, że happy endu nie będzie.

Dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Remigiusz Mróz "Immunitet"
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2016
liczba stron: 648
data premiery: 31.08.2016