Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria leniwa niedziela. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria leniwa niedziela. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 lutego 2016

Christine Breen "Na imię jej Rose" | Recenzja



Christine Breen w swojej debiutanckiej powieści porusza trudny temat adopcyjnego rodzicielstwa. Rose miała szczęśliwe dzieciństwo, jednak spokój w jej rodzinie zburzyła nagła śmierć ojca oraz choroba matki. Iris postanowiła spełnić złożoną umierającemu mężowi obietnicę i odnaleźć biologiczną matkę Rose. "Na imię jej Rose" to opowieść o tym, co dzieje się wtedy, gdy życie rozminie się z naszymi wobec niego oczekiwaniami.

Rose jest dumą swojej matki. Dziewczyna ma dziewiętnaście lat i przed sobą obiecującą karierę muzyczną. Iris prowadzi samotne życie po śmierci męża i tylko sukcesy córki rozświetlają jej szarą rzeczywistość. Iris wciąż nie może zapomnieć złożonej konającemu mężowi obietnicy - obiecała odnaleźć biologiczną matkę Rose. Minęły dwa lata, jednak kobieta wciąż nie rozpoczęła poszukiwań. Impulsem do zmian okazuje się być dzień, w którym Iris odbiera telefon od swojej lekarki. Obawiając się o swoje życie i zdrowie, postanawia odszukać rodzinę Rose, aby dziewczyna nie została sama na świecie. Trop prowadzi do Bostonu. Podążając śladem biologicznej matki Rose, Iris odkryje o wiele, wiele więcej niż mogłaby przypuszczać.

Od jakiegoś czasu namiętnie czytam wszystko, co ukazuje się w serii Leniwa Niedziela Wydawnictwa Świat Książki. Część książek jest lepsza, inne - gorsze, zdarzają się i wyjątkowe perełki. "Na imię jej Rose" zdecydowanie plasuje się gdzieś w połowie rankingu, nie jest to książka wybitna, ale nie można też powiedzieć, by była słaba. Jest dobra i z pewnością spodoba się wiernym czytelniczkom wszystkich wydawanych w serii powieści. Ogólnie rzecz biorąc jestem raczej zadowolona, chociaż mam kilka zastrzeżeń. Może zacznijmy od samej fabuły, która - chociaż ciekawa i wcale niegłupia, nie porwała mnie w szaleńczym tempie. Powołując się na nazwę serii, w której książka została wydana, muszę przyznać, iż momentami powieść jest zbyt leniwa, a akcja toczy się w powolnym tempie. Mam tutaj na myśli wątki związane z karierą muzyczną Rose, które - moim zdaniem - nie dodają lekturze smaku.

Całość wymaga usystematyzowania. W powieściach, w których występuje kilku bohaterów zazwyczaj autorzy wprowadzają określony rytm i częstotliwość, z jaką pojawiają się poszczególne postacie, tutaj tego nie ma, czasem pięć rozdziałów dotyczy tego samego bohatera, nagle pojawia się kolejny tylko po to, by znów zniknąć na pół książki. Posłużę się tutaj przykładem innej powieści z serii Leniwa Niedziela, "Mamifest". Mieliśmy trzy główne bohaterki, które pojawiały się w sposób cykliczny, każdy poszczególny rozdział dotyczył życia innej postaci, a po zakończeniu cyklu wracaliśmy do życia pierwszej bohaterki i znowu po kolei. Tutaj tego nie ma, przez co książka wydaje się być nieco chaotyczna. I właśnie to by było na tyle, jeśli chodzi o zalety. "Na imię jej Rosa" nie zachwyciła mnie, ale muszę przyznać, że spędziłam przyjemnie czas i nie żałuję, że przeczytałam tę powieść, chociaż chyba spodziewałam się po książce więcej, dlatego skupiłam się przede wszystkim na wadach.

"Na imię jej Rose" to przyjemna, nieskomplikowana powieść, która zapewnia nie tylko rozrywkę, ale też ciekawe refleksje po lekturze. Nietuzinkowe, odmienne spojrzenie na temat rodzicielstwa biologicznego oraz adopcyjnego. Chociaż sposób przedstawienia rzeczywistości czasem pozostawia sporo do życzenia, to sama treść jest inspirująca oraz ciekawa.

Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Christine Breen "Na imię jej Rose"
Wydawnictwo Świat Książki, 2016
liczba stron: 320
data premiery: 20.01.2016

wtorek, 22 grudnia 2015

Vanessa Greene "Sekretna herbaciarnia" | Recenzja



Najnowsza powieść z serii Leniwa Niedziela Wydawnictwa Świat Książki jest doskonałą okazją do zaparzenia przepysznej herbaty o ulubionym smaku i ułożeniu się w wygodnym fotelu, złapania oddechu w przedświątecznej gonitwie. Czyta się łatwo, szybko i przyjemnie, a z kart powieści wydobywa się zapach świeżo parzonej herbaty. Zapraszam do "Sekretnej herbaciarni".

Charlotte zwana przez przyjaciół i rodzinę Charlie jest wspinającą się po szczeblach kariery dziennikarką. Właśnie rozstała się z narzeczonym, który wydawał się być mężczyzną jej życia, jednak zranił ją dotkliwie, więc Charlie poświęciła się pracy. Ma szansę otrzymać awans, dlatego z wielkim zapałem przystępuje do przygotowania materiału o najbardziej urokliwych herbaciarniach w Wielkiej Brytanii. W Scarborough trafia do niezwykłej herbaciarni, jednak stała klientka Nadmorskiej, Kat przekonuje Charlie, aby nie opisywała w swoim artykule herbaciarni, która jest swoistą enklawą dostępną dla wtajemniczonych. W zamian oferuje Charlie pomoc w wytypowaniu innych miejsc, które dziennikarka mogłaby zamieścić w swoim reportażu. Wraz z Seraphine, która w Anglii pracuje w charakterze au pair trzy kobiety podróżują po kraju i odkrywają warto opisania, urokliwe miejsca. Artykuł o herbaciarniach okazuje się przede wszystkim impulsem, jaki na zawsze odmieni życie Charlie, Kat i Seraphine.

"Sekretna herbaciarnia" jest lekkostrawną, przyjemną opowieścią o trzech kobietach znajdujących się na w przełomowym momencie życia. Kat musi poradzić sobie z kłopotami finansowymi, samotnym macierzyństwem i niedojrzałym ojcem swojego dziecka. Charlie spędzi nieco czasu z rodziną siostry, z którą nigdy się nie dogadywały, a Seraphine w końcu przestanie udawać kogoś, kim nie jest. Autorka porusza w swojej powieści szereg ważnych problemów społecznych takich jak samotne macierzyństwo, zdrada czy homoseksualizm. "Sekretna herbaciarnia" to ciekawa powieść o dojrzewaniu i drodze do samoakceptacji, w której wspierają nas nasi przyjaciele. To również afirmacja kobiecej przyjaźni, a wszystko to podane w scenerii urokliwej, nadmorskiej herbaciarni.

Co przeszkadzało mi w lekturze? Vanessa Grenne nie potrafi budować napięcia, wszystkie wątki zostały rozwiązane chwilę po ich rozpoczęciu, nawet tajemnica z przeszłości, jaka na zawsze zmieni życie bohaterów, jest jakby pominięta i tylko wspomniana. Podczas lektury pojawia się szereg tematów, jednak nie uzupełniają się nawzajem, a każdy wskakuje na miejsce poprzedniego. Książkę czyta się przyjemnie, nie mogę powiedzieć, by była to nieudana powieść, jednak uważam, że Vanessie Greene brakuje nieco umiejętności narracyjnych. Nie jest autorką sugestywną, nie potrafi kluczyć i wprowadzić tak ważnego elementu napięcia. Może z czasem zdobędzie te umiejętności? Warto obserwować jej rozwój i chętnie przeczytam kolejne książki spod pióra Greene. Nie do końca przekonuje mnie także język autorki, chociaż muszę przyznać, iż tworzy bardzo naturalne dialogi.

"Sekretna herbaciarnia" jest miłym sposobem na spędzenie leniwej niedzieli, jednak w serii zdarzały się lepsze lektury, jak choćby ostatnia - kapitalny "Mamifest". Czas, jaki poświęciłam "Sekretnej herbaciarni" będę przyjemnie wspominać, to odprężająca i lekka lektura, jednak daleka od ideału. 

Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Vanessa Greene "Sekretna herbaciarnia"
Wydawnictwo Świat Książki, 2015
liczba stron: 352
data premiery: 18.11.2015

środa, 30 września 2015

Linda Green "Mamifest" | Recenzja



Specjalistki organizacji czasu, mistrzynie logistyki. Praktyczne, przedsiębiorcze, dzielne. Takie właśnie są młode matki. A gdyby tak posadzić je na najwyższych stołkach w kraju? Na taki pomysł wpadła Linda Green, autorka powieści obyczajowej "Mamifest", która właśnie ukazała się w Polsce nakładem Wydawnictwa Świat Książki. Nierealne? Ależ skąd!

Sam jest mamą dwóch chłopców. Jeden z jej synów, Oscar choruje na rdzeniowy zanik mięśni. Sam musi zmierzyć się z rzeczywistością matki niepełnosprawnego dziecka. Jackie bezskutecznie stara się z mężem o drugie dziecko. Tragedia z przeszłości nie pozwala kobiecie cieszyć się tym, co ma. Jej matka ma Alzheimera, a sama Jackie nie potrafi podjąć decyzji o oddaniu mamy do domu opieki. Anna jest szkolnym pedagogiem. Mimo to nie umie poradzić sobie z sytuacją, w której jej córka pada ofiarą prześladowań w szkole. Trzy kobiety postanawiają poprawić sytuację swoją i innych matek, jakie znajdują się w podobnym położeniu. Zaczyna się całkiem niewinnie. Sam, Jackie i Anna organizują protest przeciwko zwolnieniu kobiety, która dba o bezpieczeństwo dzieci i przeprowadza je przez ulicę. Szybko okazuje się, że do zrobienia jest o wiele, wiele więcej. Bohaterki zakładają partię polityczną i zaczynają przygotowywać się do wyborów. 

To nie jest książka o polityce. To przepiękna, wzruszająca powieść o sile współczesnych matek. "Mamifest" wyciska łzy z oczu. Linda Green zwróciła uwagę na problemy dzisiejszego świata i opisała je w wyjątkowy sposób. Do "Mamifestu" początkowo podchodziłam nieco sceptycznie. Ot, grupa kobiet nagle zapragnęła zmienić świat i nie potrafiła zmierzyć sił na zamiary. Ale nie! Ich start w wyborach schodzi na dalszy plan, bo najważniejsza jest rodzina. I właśnie o tym jest ta powieść. O rodzinie. Linda Green stworzyła realistyczne postacie. Jej bohaterowie zapadają w pamięć przez niebywałą mądrość życiową. Sam jest niesamowita. Skąd ta kobieta czerpie siłę? Przywiązałam się do jej osoby, która okazała się być kluczowa. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, aby nie zepsuć wam lektury. Wydawca w opisie wydawniczym zdradził tyle, ile powinien. Nie za dużo. Uwierzcie mi na słowo, że ta powieść przybiera nieoczekiwany kształt.

"Mamifest" przebojem podbił moje serce. To jedna z moich ulubionych książek. Kocham takie historie. Zarwałam pół nocy, wylewając morze łez i śmiejąc się naprzemiennie. Było warto! Linda Green stworzyła rozrywającą serce, ale w końcu przynoszącą nadzieję historię kobiet, które zapragnęły walczyć o dobro swoich i setek innych dzieci. "Mamifest" opisuje mechanizmy współczesnego świata. Autorka opisała obdartą z fałszu rzeczywistość. W moim osobistym rankingu powieść zasługuje na najwyższą z możliwych not. Przyznaję jej ocenę dziesięć na dziesięć. Piękny, ważny, arcyciekawy i nieprzewidywalny. Taki jest "Mamifest". Książka obfituje w nieoczekiwane zwroty akcji, a zakończenie stanowi kwintesencję dobrej powieści obyczajowej. Przeczytałam zachłannie, zakochując się w prozie Lindy Green. "Mamifest" zajmie szczególne miejsce w mej pamięci.

"Mamifest" Lindy Green to obowiązkowa pozycja dla wielbicieli dobrej, ambitnej powieści obyczajowej. Przeżyłam wspaniałą literacką przygodę, do której aż chciałoby się wrócić. Nowa książka w serii Leniwa Niedziela zachwyca i nie pozwala o sobie zapomnieć. 

Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Linda Green "Mamifest"
Wydawnictwo Świat Książki, 2015
ilość stron: 400
data premiery: 23.09.2015

środa, 13 maja 2015

Amy Hatvany "Przy mnie będziesz bezpieczna" | Recenzja



Życie pisze nieprawdopodobne scenariusze i doprowadza do najdziwniejszych spotkań. Co byś zrobiła, gdybyś stanęła twarzą w twarz z dziewczynką, której śmierć twojego dziecka dała drugie życie? Przeszczep organów to temat niezwykle trudny i wrażliwy. Amy Hatvany z niebywałą subtelnością pisze o matce, która przekazała organy swego tragicznie zmarłego dziecka oraz o rodzinie, jaka dzięki tej decyzji otrzymała drugą szansę.

Hannah samotnie wychowuje swoją 12-letnią córkę Emily. Kiedy dziewczynka ginie w tragicznym wypadku, Hannah musi podjąć trudną decyzję. Przekazuje organy Emily do przeszczepu. Rok później kobieta nadal nie może otrząsnąć się z tragedii, jaka ją spotkała. Wtedy w progu jej salonu fryzjerskiego stają Olivia i Maddie Bell. Po krótkiej rozmowie Hannah już wie - to właśnie Maddie jest tą dziewczynką, która żyje tylko dlatego, że Emily umarła. Postanawia nie zdradzać Bellom swojego sekretu, dopóki nie nabierze pewności. Tymczasem pomiędzy nią a Olivią, matką Maddie, rodzi się przyjaźń. Olivia zwierza się przyjaciółce ze swojej największej tajemnicy. Bellowie są szanowaną i bogatą rodziną, jednak w ich domu rozgrywa się dramat. Mąż Olivii jest despotycznym mężczyzną, od lat znęca się nad żoną. Kobieta jeszcze niedawno była gotowa odejść od niego, jednak choroba Maddie i związane z nią ograniczenia finansowe uniemożliwiły Olivii ucieczkę. Czy teraz, gdy Maddie wraca do zdrowia, Olivia odejdzie od męża?

"Przy mnie będziesz bezpieczna" to historia dwóch wyjątkowych kobiet. Dwóch matek, które dla swoich córek są w stanie poświęcić całe swoje życie. Jedna z nich w głębi duszy liczy się z najgorszym, choć na śmierć swojego dziecka nigdy nie jest się przygotowanym. Olivia wierzy, chociaż nadzieja z dnia na dzień jest coraz słabsza. Druga z nich nie spodziewa się tego, co ma nastąpić. Nic nie zapowiada dramatu. Emily jest pełną życia 12-latką. A jednak to ona umiera, by córka Maddie mogła przeżyć. Tragiczne zrządzenie losu i niezwykły gest matki Emily sprawiają, że Olivia odzyskuje swoje dziecko. Olivia i Hannah nie znają się, a jednak w wyjątkowy sposób stają się sobie bliskie. Olivia zawdzięcza Hannah życie swojej córki. I wtedy ich losy krzyżują się. Amy Hatvany z wrażliwością i empatią opisuje tę niecodzienną przecież znajomość. Przedstawia życie dwóch kobiet związanych ze sobą poprzez tragiczne wydarzenia. Buduje zupełnie różne charaktery, umieszcza bohaterki w innych sytuacjach. Jedyne, co je łączy to macierzyństwo. I przeszczep. Autorka przedstawia dwie strony tego procesu. Matkę, która traci dziecko oraz matkę, która dzięki temu dziecko odzyskuje. 

"Przy mnie będziesz bezpieczna" to wspaniała historia. Trafia prosto do serca. Dostarcza wielu wzruszeń i radości. Jestem przekonana, że zachwyci miłośników twórczości Jodi Picoult. Bo to właśnie taka "Jodi-podobna" lektura. Co prawda Amy Hatvany do Jodi Picoult daleko, ale kiedy Jodi nie wydaje na razie nic nowego, warto przeczytać "Przy mnie będziesz bezpieczna". Doszukałam się wprawdzie kilku błędów merytorycznych, ale są to niewiele znaczące szczegóły. Styl Hatvany jest płynny, co pozwala na szybkie i bezproblemowe pochłonięcie powieści. Odniosłam wrażenie, że powieść przeczytała się sama, mimochodem, wcale nie będąc moim głównym zajęciem. W końcu ukazała się w serii Leniwa Niedziela! I jest właśnie doskonałą książką na leniwy dzień, niekoniecznie niedzielę. Co ważne - podczas lektury nie mamy wrażenia, że to już było. Temat i jego sposób przedstawienia są doprawdy niebanalne.

Nowa powieść w serii Leniwa Niedziela zapewni doskonałą rozrywkę i relaks. To pozycja, która z pewnością przypadnie do gustu fanom twórczości Jodi Picoult czy Diane Chamberlain. Trudny temat, pełna wrażliwości autorka i wyraziste postacie - tego możecie spodziewać się po "Przy mnie będziesz bezpieczna".

Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Amy Hatvany "Przy mnie będziesz bezpieczna"
Wydawnictwo Świat Książki, 2015
ilość stron: 352
data premiery: 08.04.2015

środa, 6 maja 2015

Dorota Schrammek "Stojąc pod tęczą" | Recenzja



Niewielka objętość - bo zaledwie 200 stron - ale za to jaka treść! Debiutancka powieść Doroty Schrammek zaczyna się szablonowo - cztery przyjaciółki, kłopoty z mężczyznami, zdrady, rozstania. A jednak, kiedy jedna z głównych bohaterek zachoruje na śmiertelną chorobę, powieść przybierze całkiem inny, nowy kształt. Książka Doroty Schrammek to opowieść o kobietach, spośród których jedna stoi pod tęczą, wspina się i przygotowuje do odejścia. Tak pisać o chorobie i śmierci potrafi tylko Dorota Schrammek.

Patrycja ma żal do ojca. Jej skomplikowane relacje z tatą na dobre uniemożliwiły jej stworzenie związku z mężczyzną. Aneta jest żoną i matką trzech synów. Od lat łączy obowiązki domowe z pracą na etacie. Jest zmęczona natłokiem zajęć, zwłaszcza że mąż wcale nie wspiera Anety w jej staraniach. Magdalena jest "królewną" swojego ojca. Od najmłodszych lat rozpieszczana, "córeczka tatusia". Ma dość. Nie chce, aby ojciec dłużej kontrolował jej życie i wybierał mężczyzn, z którymi córka mogłaby się związać. Jagoda postawiła wszystko na jedną kartę i wdała się w romans z przystojnym Francuzem. Znudzona rutyną małżeńską szuka wrażeń w ramionach innego mężczyzny i snuje marzenia o wspólnej przyszłości z kochankiem. Patrycja, Aneta, Magdalena i Jagoda pracują w szczecińskiej agencji nieruchomości. Przez lata wspólnej pracy zdążyły poznać się dobrze i zaprzyjaźnić. Kiedy jedna z nich zaczyna chorować, każda z kobiet zatrzymuje się na chwilę, aby spojrzeć inaczej na swoje życie. 

"Stojąc pod tęczą" zachwyca prostotą i bezpośrednim stylem. To napisana krótkimi, mocnymi zdaniami opowieść o życiu oraz pożegnaniu z doczesnością. Dorota Schrammek zmusza swoje bohaterki i czytelnika, aby zatrzymać się i zastanowić się, co tak naprawdę jest w życiu ważne. Powieść zyskała uniwersalny wydźwięk poprzez wykreowanie różnych typów osobowości bohaterek, kobiet w różnym momencie swojego życia. Każda z pań znajdzie w książce Doroty Schrammek coś dla siebie. "Stojąc pod tęczą" to historia przyjaźni i miłości, która nie pozwala człowiekowi odejść, nawet wtedy gdy ukochana osoba wbija nóż prosto w serce. Przepiękna opowieść o ludziach, którzy potrafią żyć ponad podziałami i stawią się zawsze tam, gdzie bliska osoba znajduje się w potrzebie. To również książka o pogodzeniu się z trudną przeszłością, pokonaniu własnych lęków i odnalezieniu w sobie odwagi, aby naprawić to, co zostało zniszczone.

Dorota Schrammek pięknie pisze o wartości przyjaźni i małżeństwa. Przekonuje nas, iż nie warto poddawać się w poszukiwaniu bratniej duszy, osoby, która może uczynić nasze życie bardziej wartościowym. Nikt z nas nie wie, ile czasu mu zostało. Autorka przypomina, iż chorują również osoby młode, kobiety, które, jak mogłoby się wydawać, miały całe życie przed sobą. W "Stojąc pod tęczą" próbuje pogodzić się z nieuniknionym. Pisze o potrzebach ludzkiego serca. Ale jak pisze! Subtelnie, delikatnie, z empatią. Debiutancka powieść Doroty Schrammek, mimo iż krótka, stanowi pełen obraz dojrzałej, ambitnej kobiety, która pisze o sprawach ważnych, niebanalnych. Debiut autorki jest debiutem skończonym, niepozostawiającym wątpliwości co do natury dalszych losów Doroty Schrammek. Ta kobieta zdecydowanie powinna pisać!

"Stojąc pod tęczą" dostarczyła mi wielu wzruszeń i radości. Kiedy skończyłam czytać ostatnią stronę, przez dłuższą chwilę wpatrywałam się oniemiała w ostatnie zdanie. Tego właśnie potrzebują czytelnicy. Wstrząsu, złapania za gardło, prostoty wypowiedzi i... piękna. Bardzo udany debiut!

Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Dorota Schrammek "Stojąc pod tęczą"
Wydawnictwo Świat Książki, 2015
ilość stron: 200
data premiery: 18.03.2015

środa, 17 grudnia 2014

Jojo Moyes "Ostatni list od kochanka" [Recenzja]




Kiedy ostatnio napisałeś do ukochanej osoby list? Nie, nie pytam o e-maila czy obkrojoną do 160 znaków wiadomość tekstową. Pytam o list. Pełen emocji, napisany odręcznie na kartce papieru. Jojo Moyes w swej powieści "Ostatni list do kochanka" oddaje hołd tej zapomnianej sztuce - sztuce pisania listów miłosnych. Bo nigdy nie wiesz, co może zmienić otrzymany list. Albo inaczej - list, który nigdy nie dotarł do adresata.

Ellie Haworth jest 32-letnią dziennikarką brytyjskiej gazety "Nation". Ellie znajduje się w skomplikowanej relacji z żonatym mężczyzną i cały czas ma nadzieję, że usłyszy od ukochanego długo wyczekiwane słowa: "jestem wolny". Ellie, przeglądając archiwa gazety, natrafia na ślad romansu z początku lat 60. Jeden zagadkowy, pełen miłości i pasji list sprawia, że Ellie postanawia przyjrzeć się tej sprawie z bliska. Okazuje się, iż korespondencja jest wynikiem miłości, jaka połączyła żonę londyńskiego biznesmena, Jennifer oraz dziennikarza "Nation", Anthony'ego. Ellie zagłębia się w tajemnicę dawnych kochanków. Kiedy odkryje prawdę, przyjdzie jej przewartościować również swoje życie. Czy związek z żonatym mężczyzną ma jakąkolwiek przyszłość?

Jojo Moyes, przygotowując się do napisania powieści, skierowała prośbę do różnych osób, których z pozoru nic ze sobą nie łączy. Poprosiła o przesłanie ostatniego listu, wiadomości bądź fragmentu korespondencji w innej formie. Każdy rozdział jej powieści poprzedzony jest wziętym z życia ostatnim listem do kochanka. Dzięki temu zabiegowi, poznajemy część historii nie tylko bohaterów powieści, Jennifer i Anthony'ego oraz Ellie i Johna, ale również fragment dziejów nieznanych nam osób, których porwał wir namiętności. Namiętności, która odcisnęła silne piętno na ostatecznym kształcie powieści Jojo Moyes "Ostatni list do kochanka". Książka jest świadectwem wielkiej miłości i równie wielkiego rozczarowania. Emocje bohaterów dotykają nas dogłębnie, osaczając i nie pozwalając nam oderwać się od przedstawionego świata. Postacie nie są czarno-białe, niemożliwym jest jednoznaczne zaklasyfikowanie danego bohatera jako "dobry" czy "zły". Jojo Moyes rozmazała klasyczny podział między tym, co białe, a co czarne. Autorka szczerze pisze o bolesnych doświadczeniach, przekazując istotę relacji damsko-męskich. Zadbała o dokładne przedstawienie ciągu przyczynowo-skutkowego, przez co powieść zyskała logiczny kształt.

Moyes, snując swą historię, nieco zasiedziała się w jej rozpoczęciu. Na dobrą sprawę pierwsze 200 stron (z 496) to wstęp do opowieści, która dopiero ma się rozegrać. Pomiędzy mną a "Ostatnim listem do kochanka" nie zaiskrzyło od razu. Czytając ostatnie kartki, byłam już całą sobą w tej historii, przeżywałam wraz z bohaterami, jednak zanim to nastąpiło - powiedzmy to wprost - zdążyłam zwątpić i nieźle się wynudzić. Przez co najmniej połowę książki nie wydarzyło się nic, co miałoby świadczyć o jej wyjątkowości. Teraz, już po lekturze całości, przyznaję, iż powieść podobała mi się, cieszę się, że ją przeczytałam, jednak nie mogę powiedzieć, żeby należała do dzieł wybitnych. Miło przeczytać, "Ostatni list do kochanka" to ciekawa forma rozrywki, pięknie, jak to bywa w serii Leniwa Niedziela, wydana, będąca źródłem relaksu.

Jojo Moyes, wzbogacając swoją historię fragmentami autentycznej korespondencji oraz łącząc czasy współczesne z latami 60. XX wieku, wyróżniła swoją powieść na tle innych powieści obyczajowych dla kobiet. Warto zwrócić uwagę, iż Moyes w tle prezentowanych wydarzeń pisze o kryzysie w Kongo w latach 1960-1965. "Ostatni list do kochanka" to również głos w wielu istotnych sprawach społecznych. Bardzo dobra książka, chociaż mnie akurat nie porwała, przynajmniej do połowy. Później już czytałam z wypiekami na twarzy.

Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Jojo Moyes "Ostatni list do kochanka"
Wydawnictwo Świat Książki, 2014
ilość stron: 496
data premiery: 03.12.2014

czwartek, 20 listopada 2014

Caroline Leavitt "Gdzie jesteś, Jimmy?" [Recenzja]




"Gdzie jesteś, Jimmy?" to najnowsza propozycja Wydawnictwa Świat Książki wydana w cyklu Leniwa Niedziela. Trzeba przyznać, iż tematyka i forma książki zostały idealnie dobrane do serii wydawniczej, w jakiej ukazała się powieść. Bo "Gdzie jesteś, Jimmy?" autorstwa Caroline Leavitt to doskonała rozrywka podczas leniwej, relaksującej (niekoniecznie) niedzieli.

Rok 1956. Ava Lark jest piękną, rozwiedzioną samotną matką, kobietą pracującą, a na dodatek Żydówką. Już samo to połączenie wystarczy, aby we współczesnych jej czasach otoczenie zerkało na nią podejrzliwym wzrokiem. Ava wychowuje nastoletniego syna Lewisa, który wciąż tęskni za ojcem i obwinia matkę o rozwód rodziców. Chłopiec przyjaźni się z Rose i Jimmy'm - mieszkającym w sąsiedztwie rodzeństwem, które także wychowuje się w niepełnej rodzinie. Pewnego dnia Jimmy znika. Mijają dni, tygodnie, miesiące, a sprawy zaginięcia nastolatka nie udaje się rozwiązać. Nikt nie wie, co stało się z Jimmy'm. Rose i Lewis składają sobie przysięgę, że nigdy nie przestaną szukać Jimmy'ego. Po latach, już jako dorośli ludzie, spotykają się ponownie. Czy dotrzymali obietnicy? Czy odkrycie prawdy jest jeszcze możliwe? A może lepiej, by pewne tajemnice nigdy nie ujrzały światła dziennego?

Caroline Leavitt snuje swoją opowieść w szalenie interesujących czasach. Lata 50. to okres wielkich kontrastów, nowej generacji rodzącej się w cieniu zimnej wojny. Autorce udało się na kartach powieści oddać niepowtarzalny klimat tamtych czasów, tworząc liczne aluzje i nawiązania kulturowe. Na tym tle niebywale ciekawie prezentuje się kreacja jednej z głównych bohaterek - Avy Lark. Rozwód i samotne macierzyństwo wpływają na portret kobiety widziany oczyma sąsiadów i znajomych. Lata 50. to czasy, kiedy coraz częściej zaczynało dochodzić do rozwodów, jednak rozwiedziona, a na dodatek piękna kobieta wciąż budziła mieszane uczucia. Caroline Leavitt w sposób realistyczny opisuje swego rodzaju odosobnienie, jakiego doświadczyła Ava i jej syn Lewis. Autorka stworzyła wierny obraz rozbitej rodziny, wątpliwości nastoletniego syna wychowującego się bez ojca, starania matki, by zapewnić mu godny byt. "Gdzie jesteś, Jimmy?" to wielowątkowa historia, w której ważna jest nie tylko sprawa zaginięcia tytułowego bohatera, ale i istota rodzicielstwa. Rodzicielstwa samotnego, a poprzez to niezwykle trudnego. Wysiłki Avy Lark wzruszają, ale i skłaniają do głębszej refleksji. Rozterki Lewisa to myśli nie tylko nastolatka żyjącego w latach 50., ale wciąż aktualna wewnętrzna szamotanina młodego człowieka.

"Gdzie jesteś, Jimmy?" wciąga zdecydowanie postępującą akcją. Autorka umiejętnie buduje napięcie, a czytelnik staje się uczestnikiem emocjonującego, choć nietypowego śledztwa, mającego na celu wyjaśnienie kwestii zaginięcia tytułowego Jimmy'ego. Nastolatek zniknął bez śladu, mimo starań policji, rodziny, sąsiadów i znajomych nie udaje się wyjaśnić sprawy. Powieść przedstawia dramat tych, którzy zostali. Matka i siostra Jimmy'ego radzą sobie z tragedią każda na swój sposób. Ale czy "radzą sobie" jest odpowiednim określeniem podejmowanych prób? Leavitt stworzyła wzruszający portret rodziny rozbitej poprzez traumatyczne wydarzenie z przeszłości. Tląca się nadzieja stale nie pozwala iść dalej, niewyjaśnione tajemnice sprzed lat uniemożliwiają zostawienie tragicznego dnia za sobą. "Gdzie jesteś, Jimmy?" to fascynująca, wyjątkowa powieść będąca zbiorem niewypowiedzianych słów, niewyjaśnionych spraw oraz niemających ujścia uczuć. Leavitt napisała książkę, która aż kipi od emocji bohaterów. Jedynych w swoim rodzaju, prawdziwych i bliskich nam bohaterów.

"Gdzie jesteś, Jimmy?" to doskonała rozrywka, powieść reprezentująca sobą doprawdy wysoki poziom. Caroline Leavitt stworzyła emocjonującą oraz niebanalną powieść. Jestem zachwycona ciekawymi porterami psychologicznymi bohaterów, intrygującym spojrzeniem na amerykańskie przedmieścia w latach 50. No i akcja - niezatrzymująca się nawet na chwilę. Uwaga! "Gdzie jesteś, Jimmy?" wciąga bez reszty!

Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Caroline Leavitt "Gdzie jesteś, Jimmy?"
Wydawnictwo Świat Książki, 2014
ilość stron: 384
data premiery: 22.10.2014