Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura niemiecka. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 kwietnia 2015

Nina George "Księżyc nad Bretanią" | Recenzja przedpremierowa



Nina George urzeka nie tylko niebanalnym stylem, pięknym językiem, ale także - a może przede wszystkim - niezwykłymi, czarującymi opisami miejsc. Opisami krajobrazu, jedzenia, kultury, języka, ludzi. Robi to w sposób absolutnie wyjątkowy i zniewalający. Dzisiaj zaproszę Was do Bretanii, regionu leżącego w północno-zachodniej Francji. Pomijając wszelkie inne zalety powieści Niny George - "Księżyc nad Bretanią" należy przeczytać, aby w cenie książki wybrać się w jedyną swoim rodzaju, cudowną podróż.

Nigdy nie jest za późno, aby zmienić swoje życie. Banalnie? Ależ skąd! Marianne postanowiła umrzeć. Wybrała nawet piękną scenerię. Postanowiła umrzeć podczas podróży do Paryża. Kobieta rzuca się z mostu do Sekwany. Jednak nie umiera. Została uratowana. Kiedy zdegustowany mąż wraca do domu i zostawia żonę samą we Francji, zrozpaczona Marianne podejmuje pierwszą od lat samodzielną decyzję. Pojedzie do Bretanii. Za ostatnie pieniądze kupuje bilet w jedną stronę. Kiedy w końcu dociera do Bretanii, ulega urokowi niezwykłego miejsca. Powoli staje na nogi, a pomagają jej w tym nowi przyjaciele. 

Główna bohaterka książki to kobieta, na którą - w opinii społeczeństwa - już nic nie czeka. Ma sześćdziesiąt lat, nie zna innego życia poza nieszczęśliwym małżeństwem i uleganiu mężowi. Od lat jest marionetką w rękach małżonka, który był jedynym mężczyzną w życiu Marianne. Czy w wieku sześćdziesięciu lat można zdobyć przyjaciół, nawiązać nowe znajomości, wdać się w romans? Koniecznie przekonajcie się sami. "Księżyc nad Bretanią" to powieść o wyrywaniu się schematom, historia nieszczęśliwej kobiety, która - paradoksalnie - zaczęła żyć dopiero wtedy, kiedy postanowiła umrzeć. Przepiękna, niebanalna opowieść o zmianach zachodzących w Marianne. Zmianach, które dokonują się w blasku lśniącego nad Bretanią księżyca. Książka Niny George dowodzi, że na szczęście nigdy nie jest za późno. Czy mamy lat dwadzieścia, czterdzieści czy też sześćdziesiąt możemy rozpalić w sobie iskrę odmiany. Późne szczęście smakuje o tyle lepiej, o ile wcześniej poznało się gorzki smak cierpienia.

Zakochałam się w Bretanii Niny George. Region żyje na kartach powieści "Księżyc nad Bretanią". W zderzeniu z niemieckością Marianne daje niepowtarzalną atmosferę. Autorka bezbłędnie opisała spotkanie dwóch kultur, sposób, w jaki bohaterka nasiąka klimatem Bretanii. Powieść została wzbogacona o kompendium wiedzy o Bretanii w pigułce. Na końcu książki znajdziecie zagadnienia związana z tym niezwykłym regionem w północno-zachodniej Francji. Siłą powieści są jej bohaterowie. Prawdziwi, wymykający się stereotypom, wzbudzający w czytelniku wiele emocji, dostarczający wzruszeń i radości. "Księżyc nad Bretanią" to przede wszystkim powieść o życiu. O przyjaźni, miłości, dokonywaniu wyborach. O tym, że życie składa się z wielu odcieni, spośród których biel i czerń to tylko początek.

Jeśli pokochaliście "Lawendowy pokój", z pewnością zachwyci was również "Księżyc nad Bretanią". Nina George tworzy literaturę środka. Ambitną, dojrzałą obyczajówkę, której akcja rozrywa się w przepięknej scenerii. Polecam waszej uwadze. Koniecznie zakochajcie się w Bretanii...

Dziękuję Wydawnictwu Otwartemu za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Nina George "Księżyc nad Bretanią"
Wydawnictwo Otwarte, 2015
ilość stron: 320
data premiery: 22.04.2015

piątek, 3 października 2014

Tanja Dückers "Ciała niebieskie" [Recenzja]




Tanja Dückers należy do najbardziej znanych współczesnych niemieckich pisarzy. W swojej najnowszej książce "Ciała niebieskie", która właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Świat Książki, pisze o trudnej przeszłości swojego narodu, wpisanej w historię rodziny. Młodej kobiecie imieniem Freia przyjdzie zmierzyć się z jej niemieckością.

Odkąd tylko Freia pamięta, życie jej rodziny było niejasne, pełne tajemnic i niedomówień. Teraz kobieta spodziewa się swojego pierwszego dziecka i postanawia dowiedzieć się więcej o familii, w jakiej ma narodzić się jej potomek. Wspomina czasy, kiedy wraz z ukochanym bratem bliźniakiem Paulem po raz pierwszy usłyszała w rodzinie słowo "wojna". Słusznie podejrzewa, iż w jej rodzinie zamieciono pod dywan niejedną tajemnicę. Wszystko wskazuje na to, iż sekrety mają swoje źródło w czasach wojennych, kiedy jej babka planowała ucieczkę z Prus Zachodnich. 

Niemcy potrzebowali wielu lat, aby spojrzeć prawdzie w oczy i stanąć twarzą w twarz z tym, co przez lata było skrzętnie pomijane. Milczenie, zamiatanie pod dywan spraw niewygodnych, uwierających - piętno tych zachowań odczuwają również współcześni, pokolenie wnuków tych Niemców, którzy walczyli "dla Hitlera". "Ciała niebieskie" to powieść potrzebna niemieckiemu narodowi, aby pogodzić się z przeszłością i zaakceptować w pełni swoją niemieckość. Niemieckość z trudną historią w tle. Książka Tanji Dückers wymieniana jest jako pierwsza powieść tak zwanej "generacji wnuków". Wnuków, którzy pytają i mówią głośno o historii swojego narodu i rodziny. Dückers nie neguje, nie usprawiedliwia, nie sprzedaje czytelnikowi utartych banałów. Jej dzieło jest powieścią bolesną, szczerą, niezwykle istotną. Autorka stworzyła świat pełen naturalnych, nierzadko dokuczliwych przejść pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością, łączący w jedną całość to, co było z tym, co jest teraz.

"Ciała niebieskie" są poprawne, logiczne, naprawdę dobre. Brakuje mi jednak tego trudnego do zdefiniowania "czegoś", magicznej iskry, która zapala się pomiędzy mną a książką. Mimo iż losy Frei i jej rodziny na tle historii są intrygujące, nie czekałam z zapartym tchem na zakończenie, nie przepadłam gdzieś w zawieszeniu pomiędzy światami, nie chłonęłam tej powieści całą sobą. Nużył mnie nieco sposób pisania Dückers, monotonny i jednostajny. Odkrywaniu wielkich tajemnic najczęściej towarzyszy ogromne napięcie, w tym przypadku nawet na moment przed punktem kulminacyjnym nie wstrzymałam oddechu. Bo tego punktu kulminacyjnego w zasadzie nie było. Emocje dawkowane są w sposób niezmienny od początku do końca. Nie do końca odpowiada mi sposób narracji Dückers, do tego stopnia, iż kolejnej jej książki raczej nie przeczytam, chyba że tematyka znów będzie tak ważna i pociągająca, jak w przypadku "Ciał niebieskich". Wszystkie niedociągnięcia jestem w stanie Dückers wybaczyć, ze względu na to, o czym pisze. W przypadku tej powieści jest to zdecydowanie ważniejsze niż fakt, jak pisze.

"Ciała niebieskie" z pewnością przypadną do gustu miłośnikom historii, wpisanej w naszej codzienne losy. Pamiętajmy, iż nie jesteśmy w stanie żyć pełnią życia i zaakceptować teraźniejszości, bez zrozumienia własnej przeszłości, zarówno w tym szerszym, jak i nieco węższym kontekście. Powieść Tanji Dückers to z pewnością pozycja, którą warto przeczytać, mimo jej niedoskonałości.

Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Tanja Dückers, "Ciała niebieskie"
Wydawnictwo Świat Książki, 2014
ilość stron: 256
data premiery: 24.09.2014

sobota, 5 lipca 2014

Recenzja przedpremierowa: Nina George "Lawendowy pokój"




Szukacie inspirującej książki o.. książkach? Koniecznie zwróćcie uwagę na lipcową propozycję Wydawnictwa Otwartego. Wbrew temu, co zapowiada wydawca, "Lawendowy pokój" Niny George to nie tylko zachwycająca historia o miłości, ale też piękna powieść o literaturze. O jej uzdrawiającej mocy.

Jean Perdu w swojej Aptece Literackiej sprzedaje książki jako lekarstwa. Jest doskonałym obserwatorem, bezbłędnie dobiera powieść do jej czytelnika i odgaduje nastroje osób, które odwiedzają jego księgarnię. Potrafi uleczyć cierpienie, pomaga odnaleźć utracony sens, pokonać depresję i jest w tym lepszy niż niejeden farmaceuta. Jest tylko jedna osoba, której Perdu nie potrafi pomóc - on sam. Wszystko zaczęło się ponad dwadzieścia lat temu, kiedy odeszła od niego kobieta. Jean wierzy, iż sprawy z przeszłości są ukryte dostatecznie głęboko. Wszystko zmienia się, kiedy sąsiadką Perdu zostaje niejaka Catherine. Za jej sprawą Jean otwiera list od ukochanej, który leżał zapieczętowany przez dwadzieścia lat..

To, co świadczy o wyjątkowości nowej powieści Niny George, to głównie niepowtarzalny klimat, jaki stworzyła autorka poprzez zbudowanie takiego miejsca, jak Apteka Literacka. Aż chce się tam być! Księgarnia głównego bohatera to bez wątpienia wyjątkowy i urzekający zakątek. Sama historia nie byłaby aż tak bogata bez tego miejsca. "Lawendowy pokój" to lektura obowiązkowa dla każdego książkoholika. Skarbnica przepięknych, czasem zabawnych cytatów związanych z czytelnictwem, przekonanie o wyjątkowości literatury. Zazdroszczę wszystkim osobom, które odwiedzają Aptekę Literacką. Sama chętnie stanęłabym oko w oko z Jean'em Perdu i dowiedziała się, jaką książkę powinnam przeczytać.

No właśnie - Perdu! Postać absolutnie niebanalna, czarująca i wyjątkowa. Samo jego przedsięwzięcie, jakim jest Apteka Literacka, świadczy już o tym, z jakim bohaterem będziemy mieć do czynienia. Jean Perdu to druga, po prowadzonej przez niego księgarni, największa zaleta powieści. Spostrzeżenia tego bohatera są po prostu genialne, a jego hasła na dobre powinny zagościć w szeroko rozumianej kulturze. Przykład? Proszę bardzo!

"Pani wybaczy. To, co pani czyta jest na dalszą metę bardziej decydujące aniżeli to, kogo pani poślubi, ma chère madame."

"Lawendowy pokój" to powieść niesztampowa, szczególna i niezwykła. Nina George starannie, chociaż niby mimochodem, opisuje emocje głównych bohaterów. Przez książkę przewija się cała plejada intrygujących charakterów. Autorka opisuje piękną historię w sposób urzekający i niepozostawiający absolutnie nic do życzenia. Mało jest książek, w których klimat robi tak "dużą robotę", że posłużę się tym kolokwializmem. A "Lawendowy pokój" jest z pewnością jedną z nich.

Czytałam tę powieść najwolniej, jak to tylko możliwe. Miałam świadomość, iż tylko raz jest mi dane poznać tę wyjątkową historię po raz pierwszy. Chłonęłam każdą stronę, pojedyncze zdania, słowa. "Lawendowy pokój" to literatura przemyślana w każdym calu, mądra i ambitna. Jestem zachwycona i z czystym sumieniem będę polecać tę powieść każdemu, kto kocha książki. Rewelacja!


Dziękuję Wydawnictwu Otwartemu za udostępnienie recenzyjnego egzemplarza powieści!

Nina George "Lawendowy pokój"
Wydawnictwo Otwarte, 2014
data premiery: 28.07.2014
ilość stron: 344

wtorek, 1 lipca 2014

Magda Goebbels. Pierwsza dama Trzeciej Rzeszy



Kiedy w maju 1945 roku wojna chyliła się ku upadkowi, Magda Goebbels nie wahała się ani chwili. Z zimną krwią zamordowała sześcioro swoich dzieci, aby później wraz z mężem popełnić samobójstwo. Jak narodziła się ślepa wiara w narodowy socjalizm? W jaki sposób zwolenniczka syjonizmu zmieniła się w najbardziej wpływową kobietę niemieckiego faszyzmu?

Męża Magdy, Josepha Goebbelsa chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Niemiecki minister propagandy i oświecenia publicznego w rządzie Adolfa Hitlera, bliski współpracownik Führera, członek ścisłego kierownictwa partii NSDAP. Odegrał znaczącą rolę w rozpowszechnianiu ideologii nazistowskiej oraz tworzeniu państwa totalitarnego. Kim była żona jednego z najsilniejszych ludzi w Trzeciej Rzeszy? Na to pytanie postanowiła znaleźć odpowiedź Anja Klabunde, autorka biografii Magdy Goebbels.

Kobiety niezwykle rzadko pojawiają się w literaturze związanej z tematyką Trzeciej Rzeszy z bardzo prostego powodu. Zwykle pozostawały w cieniu swoich mężów, ojców, synów. Nie brakowało jednak kobiet-fanatyczek, ślepo wierzących w ideologię Adolfa Hitlera. Do takich postaci należała Magda Goebbels. Magda była bez reszty oddana wierze w Trzecią Rzeszę, pełna bezwzględności i zdeterminowania. Nawet przez moment nie zainteresowała się losami ojczyma, kiedy ten ginął w obozie koncentracyjnym. Z zimną krwią zamordowała szóstkę swoich dzieci, gdy Rosjanie zbliżali się do Berlina. Co ciekawe - Magda nie zawsze taka była. W młodości zwolenniczka syjonizmu została jedną z najbardziej zagorzałych zwolenniczek antysemityzmu.

Po lekturze biografii Magdy Goebbels nasuwa mi się jedno określenie, które w moim odczuciu idealnie pasuje do tej kobiety: pełna skrajności. Żona ministra propagandy nie potrafiła żyć "na pół gwizdka", w pełni oddawała się ideologii, nieważne czy syjonizmu, czy później - nazizmu. Ona ślepo wierzyła w słuszność swoich działań, także wtedy gdy swoim milczeniem skazywała na śmierć ojczyma, czy kiedy mordowała swoje dzieci. Pamiętam z lekcji historii, że właśnie to posunięcie Magdy Goebbels ukształtowało jej obraz w mojej głowie - która matka zabija z zimną krwią własne dzieci? Lektura powieści Anji Klabunde przynosi odpowiedź na to pytanie.

Biografia to dla wielu czytelników zbyt ciężki temat, przesycony datami i faktami niekoniecznie interesującymi czytelnika, takimi jak "urodziła się w.. wychowała się.. wyjechała do.." itd., itp. Autorka stara się ułatwić lekturę odbiorcy. Rozdziały są krótkie, język przystępny dla przeciętnego Kowalskiego, a momentami akcja nawet nabiera rozpędu. Przypisy okazują się pomocne, jednakże dużym utrudnieniem jest fakt, iż znajdują się na końcu rozdziałów. Kiedy czytamy tradycyjną, papierową książkę, nie jest to aż tak istotnym problemem, jak wtedy kiedy korzystamy z wersji elektronicznej. Plus za dodatkowy materiał w postaci zdjęć na końcu książki.

Warto spojrzeć z drugiej strony na tę opowieść, którą przecież znamy wszyscy z historii powszechnej. Nie jest to książka lekka, którą czyta się jednym tchem, błyskawicznie, jednak uważam, że nie będziecie żałować. Tak, jak i ja nie żałuję, że poświęciłam te ostatnie kilka dni Magdzie Goebbels.


Dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka za udostępnienie recenzenckiego egzemplarza powieści!


Anja Klabunde, "Magda Goebbels. Pierwsza dama Trzeciej Rzeszy"
Wydawnictwo Prószyński, 2014
ilość stron: 392
data premiery: 10.06.2014

piątek, 20 czerwca 2014

"Wszystko moje! (..)" - rzecz o przyjaźni dla najmłodszych



"Wszystko moje! Czyli o tym, jak kruk zrozumiał, że przyjaźń jest najważniejsza" - kiedy zobaczyłam ten tytuł, wiedziałam, że to książka dla mojego syna. "Wszystko moje!" - no cóż, jako rodzice wiemy doskonale, że nierzadko nasze najlepsze nawet zdolności wychowawcze nie mają znaczenia, kiedy walka toczy się o najwyższą stawkę - o zabawkę. Magicznym sposobem okazuje się, że najbardziej interesująca jest ta, którą bawi się ktoś inny, nawet jeśli przed chwilą wydawałoby się, iż jest totalnie poza sferą zainteresowań naszych maluchów. Nauka dzielenia się jest trudniejszą do opanowania niż tabliczka mnożenia. W końcu dzieci tak mocno potrafią walczyć o to, czego w danym momencie potrzebują. Nawet jeśli za 5 minut będzie im to zupełnie zbędne.

Mały kruk, tytułowy bohater bestsellerowej książeczki dla dzieci, nie jest wyjątkiem. Interesuje go dosłownie wszystko, a najbardziej to, co jest w posiadaniu kolegów. Byłby całkiem sympatycznym i lubianym stworzeniem, gdyby nie to, że.. przywłaszcza sobie zabawki i gadżety należące do innych zwierzątek. Posuwa się do niecnych sztuczek, by osiągnąć swój cel. Jego przyjaciele zmuszeni są ukrywać się przed niesfornym krukiem. Lecz i to nie jest żadną przeszkodą dla ptaszyska! Kruk zdobywa upragnione skarby, ale, ale.. Zabawki nie cieszą już tak bardzo, kiedy nie ma z kim się bawić!

"Wszystko moje! (...)" to pouczająca i wartościowa książeczka dla najmłodszych. Po jej lekturze spędziliśmy czas na konstruktywnej decyzji. Okazuje się, iż bestseller jest napisany w sposób przystępny dla niespełna 4-latka. Poszczególne sytuacje i ciągi przyczynowo-skutkowe są zrozumiałe dla dziecka, a rodzic nie musi specjalnie przedłużać tematu, gdyż "Wszystko moje! (...)" wyczerpuje go i wiele wyjaśnia. Dziecko przekonuje się, jakie mogą być konsekwencje jego egoizmu, a lekcja, jaką otrzymał kruk, jest dla niego przestrogą. 

Bohater, mimo swoich wad, pozostaje sympatyczną postacią, a dziecko przywiązuje się do niesfornego ptaka. Jest to pierwsza książka z serii o małym kruku, jaką mieliśmy okazję poznać, ale na pewno nie ostatnia. Wyjątkowość lektury polega na tym, iż nie tylko opowiada ciekawą z punktu widzenia dziecka historię, ale i niesie ze sobą głębsze przesłanie. "Wszystko moje! (...)" to frapująca, a jednocześnie ambitna literatura dziecięca. Jej celem jest przekonać dziecko, iż przyjaźń jest warta o wiele, wiele więcej niż wszystkie zabawki świata. 

Wydawca poleca książkę dzieciom od 4 lat, jednak myślę, iż nawet dzieci nieco młodsze pokochają kruka, a przy pomocy rodziców zrozumieją przesłanie lektury. My bawiliśmy się świetnie, a co więcej - czas spędzony z książką nauczył również czegoś moje dziecko. Jako mama polecam literaturę dziecięcą, która wspomaga zadanie rodzica - wychowanie. Z czystym sercem rekomendujemy!


Dziękuję Wydawnictwu Skrzat za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego!


Nelle Most, "Wszystko moje! Czyli o tym, jak kruk zrozumiał, że przyjaźń jest najważniejsza"
Wydawnictwo Skrzat, 2014
ilustracje: Annet Rudolph
ilość stron: 32

czwartek, 8 maja 2014

Thiller w dobie portali społecznościowych, czyli Veit Etzold "Cięcie"



Żyjemy w dobie portali społecznościowych. Nierzadko miesiącami nie widujemy naszych przyjaciół, jednak pozostajemy w przekonaniu, że wiemy, co u nich słychać, wszak "lubimy" kolejne miejsca, w których meldują się za pomocą facebooka, komentujemy ich zdjęcia i czytamy statusy. Każde istotne wydarzenie ze swojego życia udostępniamy znajomym, aby pochwalić się nowonarodzoną córką, nowym związkiem czy wakacjami w egzotycznych krajach. Ale czy zastanawialiśmy się kiedyś, co wtedy, jeśli oprócz wirtualnych przyjaciół nasz profil śledzi też przestępca? Równie dobrze może to być włamywacz, który czeka na wpis o wyjeździe na urlop, jak i morderca, który przez portal społecznościowy poznaje zwyczaje swojej ofiary po to, aby w końcu ją dopaść.

Znajomi Jasmin Peteres nawet nie przypuszczają, że ta została zamordowana. Wszak nieprzerwanie publikuje wiadomości na swoim profilu. Zgodnie z zasadą, że kogo nie ma na facebooku, ten nie żyje, dziewczyna zapewne ma się dobrze. Nikt z wirtualnych przyjaciół Jasmin nie przypuszcza, że kobieta padła ofiarą psychopatycznego mordercy, który konsekwentnie pozostaje w kontakcie ze znajomymi Jasmin podając się za nią samą.

Clara Vidalis jest policjantką w stopniu komisarza w wydziale zabójstw, w niedawno utworzonym referacie ekspertyz sądowych i psychopatologii, a przede wszystkim - świetną detektyw. Wstąpiła do policji z powodów osobistych. Młodsza siostra Clary, Claudia została przed laty uprowadzona, zgwałcona, a potem zamordowana przez sprawcę, którego nigdy nie udało się ująć. Dziewczynka miała wtedy 8 lat. Clara poprzysięgła zemstę. 

Clara współpracuje z Martinem Friedrichem, niekwestionowanym autorytetem w dziedzinie psychopatologii. Kiedy policjantka otrzymuje zaadresowaną na jej nazwisko kopertę z płytą CD z nagraniem zabójstwa młodej dziewczyny, szybko pojmuje, że ma do czynienia z seryjnym mordercą. Przestępca jest coraz śmielszy, otwarcie pogrywa z policją i zrobi wszystko, aby dokończyć swój szalony plan.. Dlaczego wybrał właśnie Clarę na adresatkę wiadomości? Czy policjantce uda się ocalić kolejne potencjalne ofiary zabójcy? I co z tym wszystkim ma wspólnego kontrowersyjny program Shebay, który produkuje butny Albert Torino?

Cięcie to budzący grozę i trzymający w napięciu od pierwszej do ostatniej strony doskonały thiller psychologiczny. Zastosowanie wszelkich nowinek technologicznych w działaniach mordercy czyni powieść dziełem nietuzinkowym i oryginalnym. Autor jest znakomitym obserwatorem i wykazuje niemałą wrażliwość na to, co dzieje się w społeczeństwie. Portale społecznościowe są najbardziej rozpoznawalnym znakiem naszych czasów, a zabieg, aby uczynić z nich narzędzie mordercy w mojej opinii jest bezkonkurencyjny. I do bólu realny... Przyznam, iż podczas lektury Cięcia kilkakrotnie analizowałam zawartość mojego własnego profilu na facebooku, zastanawiałam się, co udostępniam na swojej tablicy, czy ja również jestem idealną kandydatką na ofiarę psychopatycznego mordercy z powieści. Ba, naszły mnie myśli, aby usunąć swoje konto! 

Powieść zdecydowanie nie jest odpowiednia dla osób o słabych nerwach. Staranne opisy tortur, dokładnie zobrazowane sekcje zwłok są domeną tej książki. Veit Etzold napisał książkę brutalną, siejącą grozę. Należy zwrócić na to uwagę przy dobieraniu lektury dla siebie, gdyż nie wszyscy lubią taką dosadność. Przyznam, iż chyba żaden thiller w moim osobistym rankingu nie przebije Skóry Mo Hayder pod względem realizmu w przedstawionych zbrodniach, jednak Cięcie również jest naprawdę mocne. 

Największym atutem lektury jest jej psychologiczny aspekt. Z jaką przyjemnością czyta się kolejne perypetie policjantów, którzy starają się nie tylko ująć mordercę, ale przede wszystkim stworzyć profil psychologiczny, zrozumieć motywy jego postępowania. Wiedzą, iż tylko wtedy możliwym będzie dotarcie do zabójcy. Wydaje się, iż Bezimienny, jak sam nazywa siebie przestępca, nie popełnia najmniejszego błędu. Jest jak wirus komputerowy, niewidoczny i nieuchwytny. Z jednej strony - działania policji, z drugiej - poczynania mordercy. Bo Cięcie to powieść wielopłaszczyznowa. Towarzyszymy nie tylko Clarze i pracującym z nią śledczym, ale i zabójcy. Obserwujemy jego "dzieło", wraz z nim wracamy we wspomnieniach do początków, odkrywamy przyczynę. Jest jeszcze Albert Torino, który wchodzi na scenę z emisją swojego programu Shebay. Jakie znaczenie dla fabuły ma ten, wydawałoby się, kompletnie niepowiązany z akcją wątek?

Przez kilkadziesiąt pierwszych stron błądziłam trochę po omacku. Kilka(naście) osób niezwiązanych ze sobą, mnóstwo nazwisk, kwestii.. Obawiałam się, że mogę się zgubić. Na szczęście, autor po tym początku złapał mnie mocno za rękę i poprowadził już gładko do końca. Irytował mnie nieco wątek Alberta Torino, wydawał mi się zbędny, ale nadszedł moment, kiedy przyszło zrozumienia. Pomimo to, nadal uważam temat za najsłabszą stronę powieści, jednak w ogólnym wydźwięku nie psuje moich jak najbardziej pozytywnych reakcji. Bo Cięcie czytało mi się doskonale!

Nie dziwi mnie 200 tysięcy sprzedanych egzemplarzy w rodzinnym kraju autora, w Niemczech. Cięcie Veita Etzolda to debiut potężny pod każdym względem. Pomysł na historię zachwycił mnie swoją innowacyjnością i pomysłowością. Uwielbiam takie lektury, kiedy wraz z autorem wnikam w psychikę psychopatycznego mordercy, gdy zadane tortury wstrząsają czytelnikiem, a słowa, jakimi rani zabójca, bolą od środka. A okładka.. przemyślana i kreatywna. Pocięta.


Dziękuję Wydawnictwu Akurat za udostępnienie recenzyjnego egzemplarza powieści!


Veit Etzold, "Cięcie"
Wydawnictwo Akurat, 2014
ilość stron: 544
data premiery: 16.04.2014

piątek, 11 kwietnia 2014

Recenzja przed premierą: Theodor Kröger "Syberia. Moje miejsce na ziemi"



Kiedy autor pierwszy raz mijał na granicy dwóch światów sfatygowaną tabliczkę z napisem "Europa - Azja" nie wiedział, czy przyjdzie mu jeszcze ujrzeć ten szyld w drodze powrotnej. Nadzieja wciąż tliła się w jego sercu, choć wiedział, że jedzie na śmierć.


Syberia. Powiadają, że aby to zrozumieć, trzeba zobaczyć ten ogrom terytorium. Kraina, która kojarzy się z dzikością i nieprzenikliwością, gęstymi lasami, siarczystymi mrozami i małymi wioskami. Dla człowieka nieprzystosowanego do życia w takich warunkach, nierzadko Syberia oznaczała śmierć. Tysiące zesłanych na Sybir nigdy nie powróciło już do domu, a ci, którym udało się przeżyć, pozostali kalekami, nie tylko fizycznymi, ale i psychicznymi. Syberia była krajem grozy i zsyłki, wokół którego powstały legendy. Theodor Kroger, Niemiec mieszkający na stałe w Rosji, w Petersburgu, po wybuchu I wojny światowej chciał dostać się do ojczyzny. Niestety, został pojmany podczas próby ucieczki i oskarżony o szpiegostwo oraz domniemane szesnastokrotne morderstwo. Mężczyzna podczas zatrzymania bronił się przed mundurowymi, stąd zarzut zabójstwa, jednakże sam zainteresowany nie pamięta takiego zajścia. Słyszy wyrok, przed którym drżą wszyscy przeciwnicy Rosji: zesłanie. Na Syberii ma zostać stracony, jednak, dzięki wpływom przyjaciół, Theodor zostaje tymczasowo zawieszony. We wsi Nikitino rozpoczyna życie w połowicznej wolności, warunkiem zwolnienia jest pozostanie na Sybirze, przynajmniej do zakończenia wojny mężczyzna nie może wrócić do Petersburga. Wtenczas Kroger poznaje wyjątkową kobietę i między Europejczykiem a Azjatką wybucha miłość. Theodor działa społecznie w wiosce, przyczynia się do budowy szkoły, wpływa na poprawę życia Niemców w obozie jeńców wojennych, a także nawiązuje przyjaźnie. Na dobre wsiąka w życie Nikitino..

Syberia jest w głównej mierze bohaterem, dopiero później tłem do wydarzeń przedstawionych w książce. Kraina żyje na kartach powieści, determinuje życie postaci, narzuca im swój rytm. Autor opisuje, jak wygląda świat poza jego krańcami, kiedy skończą się już szyny kolejowe, co dla przeciętnego człowieka oznacza już nieprzenikliwość i swego rodzaju grozę, a jednak - życie dla mieszkańców Sybiru toczy się dalej normalnym torem. Publikacja Theodora Krogera zaskoczyła mnie, gdyż spodziewałam się zupełnie czegoś innego. To nie jest kolejny wolumen z wspomnieniami z zesłania na Syberię, okoliczności pobytu bohatera na wschód od Uralu są tylko tytułem wstępu do rzeczywistej fabuły, która opiera się głównie na życiu we wsi Nikitino. "Syberia. Moje miejsce na ziemi" to rzetelny zapis funkcjonowania społeczeństwa w samym środku nieprzeniknionego terytorium. 

"Tymczasowe zawieszenie" - te słowa wciąż prześladują bohatera. Bo.. co to znaczy "tymczasowe"? Theodor wciąż żyje w niepewności, pomiędzy wolnością a niewolą. Nie wie, czy i kiedy utraci pozory niezależności, które otrzymał. Sytuacja, w jakiej znajduje się Kroger, spędza mu sen z powiek i zmusza do refleksji nad swoim życiem, tym dotychczasowym i obecnym. Na podwalinach poprzedniego bytu musi zbudować teraźniejszość, odpowiedzieć sobie na pytanie "Ile jest warte ludzkie życie?". Zmagania bohatera o zachowanie człowieczeństwa w sercu syberyjskiej krainy są jedną z najbardziej intrygujących walk wewnętrznych w literaturze. Zostać, czy próbować ucieczki? Jeżeli uciekać, to dokąd? A jeśli zostać, to jak żyć? Książka to zapis wątpliwości i rozdarcia Theodora na tle codzienności małej wsi położonej na Sybirze. Ostatecznie, postać postanawia pozostać na rosyjskiej ziemi. Zaprowadza szereg zmian w wiosce, wprowadza pozory normalności do życia niemieckich jeńców wojennych, nawiązuje przyjaźń, poznaje kobietę.. Historia miłości między Europejczykiem a Azjatką jest jednym z ciekawszych wątków w powieści. Zrywa z konwenansami, łamie granice. "Syberia. Moje miejsce na ziemi" to historia człowieka, który swoją działalnością zmienił życie innych osób. Wykazał się niebywałą odwagą, pozostając na Syberii, zwanej krajem grozy, gdy był o krok od ucieczki. Dlaczego został? Gdyż nie mógł mu pozostać obojętnym byt jeńców wojennych. Los tak chciał, że na chwilę przed planowanym opuszczeniem wioski, po pomoc zwrócił się do niego generał obozu. 

Jednak, moi mili... język, język i jeszcze raz język! Niesamowicie toporny, momentami lektura staje się trudna do przebrnięcia. Zdarzały się takie momenty, kiedy najzwyczajniej w świecie nie wiedziałam, o czym czytam, gdyż myślami odpływałam daleko. Wielka szkoda, gdyż historia jest niebanalna, ciekawa i intrygująca, a ciężkość wypowiedzi znacznie utrudnia jej lekturę. Poza tym w książkę trzeba się wdrożyć, przeczytać kilkadziesiąt stron, aby poczuć jej swoisty klimat i zapragnąć więcej. Autor niestety nie posiada naturalnego talentu narratorskiego, treść jest o wiele ciekawsza, aniżeli forma, której monotonność kojarzy mi się jedynie z odgłosem sunącego po torach pociągu w stałej prędkości. To może zniechęcić wielu czytelników, a będzie to wielka strata, gdyż Kroger ma nam do przekazania rzeczywiście frapującą zawartość.

Dziękuję Wydawnictwu Replika za udostępnienie recenzenckiego egzemplarza powieści!



Theodor Kroger "Syberia. Moje miejsce na ziemi"
Wydawnictwo Replika, 2014
data premiery: 21 maja 2014

środa, 5 marca 2014

Recenzja "On wrócił" Timur Vermes



Jedno spojrzenie na okładkę i wszystko jasne, zagadka, kim jest tytułowy "on", rozwiązana. Charakterystyczna grzywka, osławiony wąsik... Adolf Hitler powrócił na kartach powieści Timura Vermes "On wrócił". Nie, to nie głupi żart. Książka to rewelacyjna satyra polityczna, źródło wielu moich niekontrolowanych wybuchów śmiechu.

Fuhrer budzi się na opuszczonej parceli. Musi działać szybko, bądź co bądź, alianci i bolszewicy są już blisko, niebezpiecznie zbliżając się do stolicy Wszechniemiec. Spogląda na Berlin i coś mu nie pasuje... Najwidoczniej wojna już się skończyła, ale jakim cudem udało się tak szybko usunąć gruzowiska i na ich miejsce postawić dziwne, oszklone budynki? Ku jego niesłychanej uldze, w pobliżu dostrzega chłopców z Hitlerjunge. Ufff, jednemu z nich matka naszyła nazwisko na koszulce, więc wódz postanawia zwrócić się do niego bezpośrednio. "Hitlerjunge Ronaldo!", nawołuje. Ale cóż to? Dlaczegóż to młodzież nie poznaje swojego przywódcy? I gdzie, do licha, podział się Bormann? Hitler jest zdany sam na siebie, jak najszybciej musi dostać się do Kancelarii Rzeszy, aby wyjaśnić zaistniałą sytuację. Okazuje się to niemożliwe, bo.. Kancelarii już nie ma, a obecnie jest rok 2011.

Lektura powieści "On wrócił" to czysta przyjemność. Vermes dokonał rzeczy, wydawałoby się, niemożliwej. Po latach doszliśmy do tego, że potrafimy.. śmiać się z Hitlera, nie czując przy tym wyrzutów sumienia, a przyczynił się do tego niewątpliwie autor publikacji. Książka nie jest niesmacznym żartem, to bezkonkurencyjna ironia, ukazująca przekrój dzisiejszego społeczeństwa w krzywym zwierciadle. Vermes inteligentnie operuje sarkazmem, doprowadzając czytelnika do niepohamowanych łez śmiechu. Fuhrer pełen zdumienia postrzega świat, w jakim się obudził. Nie rozumie, dlaczego te "pomylone kobiety" biegają za swoimi pieskami i sprzątają ich odchody, wyśmiewa pseudointelektualistów, zastanawia go niesamowicie intrygujący fakt, mianowicie: z jakiego powodu ludzie czytają pełne modnego, niezrozumiałego dla nich słownictwa książki? Bo przecież logiczna wydawałaby się lektura powieści jasna dla danej osoby!

Jestem osobą pełną pokory w obliczu historii. Wojna mnie przeraża, tym bardziej nie sądziłam, iż kiedykolwiek powiem, że.. w tej publikacji nawet rozważania bohatera na temat konfikitu zbrojnego zdają się być zabawne! Autor przedstawia znane nam persony oraz fakty i znów niesamowicie trafnie używa w tym celu sarkazmu. Niesamowitym w całej opowieści jest to, iż przy tak delikatnej tematyce, czytelnik nie czuje się ani trochę zniesmaczony. Vermes oscyluje na pograniczu moralnych zasad, nie posuwa się jednak nawet o krok za daleko. Jest genialny w całej swej satyrze! Operuje wybitnym stylem literackim i wysoką jakością słowa. Mimo iż "On wrócił" to debiutancka powieść Timura Vermes, wcześniej napisał on cztery książki jako ghostwriter.

Powieść jest niekonwencjonalna i oryginalna, nikt nie może zarzucić autorowi "ale przecież to już było". Nie dziwię się, iż została ona bestsellerem w Niemczech, wydaje mi się jednak, że my, jako Polacy, mamy zbyt mały dystans do siebie i do świata, aby książka u nas powtórzyła swój sukces. Żywię nadzieję, iż mogłam się pomylić i "On wrócił" zostanie przyjęte bardzo entuzjastycznie, bo na to zasługuje. Publikacja jest fenomenalna, niesamowicie trafna, pełna dobrego, inteligentnego humoru. Rewelacja!!!! Kochani, ruszamy tłumnie do księgarni. Musicie to przeczytać!

Timur Vermes "On wrócił"
Wydawnictwo W.A.B
premiera: 12.02.2014