sobota, 17 stycznia 2015

Lisa See "Sieć rozkwitającego kwiatu" [Recenzja]



Przyznam, iż moja wiedza na temat Chin jest dosyć uboga. Poza powszechnie znanymi i powtarzanymi faktami (a może mitami?) niewiele wiem na temat tego kraju, gdyż nigdy nie przyjrzałam się mu z bliska. Powieść sensacyjna autorki bestsellerowych "Chińskich lalek", Lisy See, "Sieć rozkwitającego kwiatu" to nie tylko rozbudowana intryga kryminalna, ale również okazja do poszerzenia swojej wiedzy o azjatyckim kraju.

W Pekinie znaleziono zwłoki młodego mężczyzny. Szybko okazuje się, iż to ciało syna ambasadora USA, a zajmująca się dochodzeniem inspektor Liu Hulan zostaje poproszona o szybkie zamknięcie sprawy. Kilka dni później na statku przewożących nielegalnych imigrantów do Stanów, strona amerykańska odkrywa zwłoki syna chińskiego przedsiębiorcy i magnata finansowego. Okazuje się, iż obrażenia są dokładnie takie same, jak w przypadku śmierci potomka amerykańskiego ambasadora. Jednocześnie patolog ma problemy z ustaleniem jednoznacznej przyczyny śmierci. David Stark, prokurator z prokuratury federalnej, zostaje oficjalnie zaproszony przez stronę chińską, aby przeprowadzić dochodzenie w sprawie. Jest to wydarzenie wręcz precedensowe, jeśli weźmiemy pod uwagę napiętą sytuację polityczną Chin i USA. Na miejscu David rozpoczyna wspólne śledztwo z Liu Hulan.

"Sieć rozkwitającego kwiatu" wyróżnia się niebanalną, skomplikowaną i utkaną z niezwykłą precyzją intrygą. Od śmierci dwóch młodych mężczyzn, poprzez przestępstwa finansowe i zakrojony na ogromną skalę handel produktami pochodzącymi z zagrożonych gatunków zwierząt, Lisa See prowadzi nas do zaskakującego finiszu. Autorka stworzyła wielowarstwową i zawiłą zagadkę kryminalną, udowadniając swój talent pisarski. Lisa See proponuje nam suspens w mistrzowskim wydaniu. "Sieć rozkwitającego kwiatu" to bardzo dobra powieść sensacyjna, gwarantująca mocne wrażenia. Czytelnik otrzymuje rozbudowaną intrygę. Autorka podsuwa wiele tropów, zarówno tych prawdziwych, jak i fałszywych, nieustannie fundując nam twardy orzech do zgryzienia.

Ale "Sieć rozkwitającego kwiatu" to nie tylko sensacja. Znajdziemy tutaj również obyczaj oraz elementy wiedzy o kulturze i społeczeństwie Chin. Lisa See, w przystępny dla każdego czytelnika sposób, podsuwa nam informacje o sytuacji gospodarczej i politycznej kraju, zahaczając o historię oraz realia dzisiejszych mieszkańców Chin. Autorka opisuje niesamowitą przepaść, jaka dzieli ludzi z miast będących częścią węzłów gospodarczych oraz osoby zamieszkujące nieuprzemysłowione obszary państwa. Lisa See poświęca sporo uwagi temu niezwykłemu społeczeństwu, poniekąd rozjaśniając nam powody, jakimi kierują się Chińczycy podczas wkraczania na przestępczą ścieżkę. See nie stara się ich wybielić, jednak przedstawia wszystkie elementy, jakie prowadzą tych ludzi w miejsce, w którym stają się bohaterami powieści czy filmów sensacyjnych. Dzięki temu sensacja Lisy See nabiera głębi, staje się czymś więcej niż tylko zagadką kryminalną i podłożoną pod samochód bombą.

"Sieć rozkwitającego kwiatu" to doskonała pozycja dla czytelników, którzy pragną więcej. Lisa See oferuje nam wielowarstwową historię sensacyjną prowadzącą nas przez dwa kontynenty. Pekin i Los Angeles na kartach powieści funkcjonują obok siebie bez zarzutu. Na chwilę udało się uśpić napięcie polityczne, dzięki czemu chińska inspektor mogła podjąć współpracę z prokuratorem federalnym. Warto przeczytać, przede wszystkim dla świetnej intrygi kryminalnej, sensacji w doskonałym wydaniu oraz dla samej wiedzy o Chinach.

Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Lisa See "Sieć rozkwitającego kwiatu"
Wydawnictwo Świat Książki, 2015
ilość stron: 415
data premiery: 14.01.2015

piątek, 16 stycznia 2015

Mitch Albom "Pierwszy telefon z nieba" [Recenzja]



Muszę przyznać, iż podchodziłam do tej lektury z pewną rezerwą. Bestsellerowego "Zaklinacza czasu" wprawdzie nie miałam okazji czytać (chociaż od dłuższego czasu czeka na mojej półce, sic!), ale "Jeszcze jeden dzień" autorstwa Mitcha Alboma nie spełnił moich oczekiwań. Temat był ważny, potrzebny, tymczasem czegoś w moim odczuciu zabrakło. Dobrze wiedziałam, iż "Pierwszy telefon z nieba" porusza wątek, no cóż, kontaktu z zaświatów, co nie zalicza się do moich ulubionych tematów, a jednak coś mnie do tej książki przyciągało, odkąd tylko zobaczyłam jej zapowiedź. I co się okazuje? Że jestem pod wielkim wrażeniem nowej powieści Mitcha Alboma!

Małe miasteczko Coldwater w stanie Michigan. Katherine Yellin otrzymuje telefon. Telefon z zaświatów i ogłasza to podczas niedzielnego nabożeństwa. Katherine utrzymuje, że w każdy piątek odbiera telefony od swojej zmarłej siostry. Kiedy wyznaje swoją tajemnicę na forum, okazuje się, iż nie jest jedyna. Takich szczęśliwców, którzy otrzymali ponowną szansę do porozmawiania z bliskimi, jest więcej. Coldwater ogarnia gorączka. Miejscowość szybko przykuwa uwagę lokalnych, w końcu też światowych mediów. Ludzie tacy jak Sully Harding, który nie wierzy w kontakt z zaświatów, są w mniejszości. Mężczyzna jest pełen wątpliwości. Z jednej strony chciałby znów usłyszeć swą zmarłą żonę, ale przecież ci, którzy nie odeszli, nie dzwonią jak gdyby nigdy nic z nieba do swoich najbliższych... Sully postanawia przyjrzeć się sprawie telefonów z nieba i odkryć, co za tym stoi.

"Pierwszy telefon z nieba" czyta się tak dobrze i szybko, jak.. umiejętnie napisany kryminał. Książka przekona do siebie największych nawet sceptyków. Wiem, co mówię, bo sama się do nich zaliczam. Okazuje się, że tak naprawdę nie chodzi o to, czy wierzymy w Boga lub nie, czy wyznajemy wiarę w życie pozagrobowe, ale sekret tkwi w naszym sercu. Ci, którzy odeszli, pozostaną z nami na zawsze, gdyż miłość nie odchodzi. Akcja postępuje gładko, po drodze czeka nas wiele niespodziewanych zwrotów akcji, ślepych uliczek. Sprawa komplikuje się niczym najbardziej zawiła zagadka kryminalna, stąd moje skojarzenie z tym właśnie gatunkiem. Mitch Albom umiejętnie buduje napięcie, podkręca atmosferę. Przyznam, iż zaskoczyło mnie to, gdyż jeden z podstawowych zarzutów, jakie miałam do powieści "Jeszcze jeden dzień" to właśnie brak tych emocji, swego rodzaju "przegadanie" książki. Jednak nie tym razem. Autorowi udało się połączyć moralizatorski ton z inteligentną fabułą oraz suspensem.

Mitch Albom pisze o sprawach najbardziej intymnych w sposób pełen subtelności. Odniosłam wrażenie, iż nie pozbawia swoich bohaterów prywatności, nie wchodzi w ich życie z butami. Proza Alboma jest niezwykle delikatna przy całej swej kontrowersyjności. To trudna sztuka napisać książkę poruszającą sporne kwestie, jednocześnie zachowując wyczucie i klasę. Szukam przymiotnika, jaki najlepiej odda klimat powieści "Pierwszy telefon z nieba". W pierwszej kolejności przychodzi mi na myśl "piękny", a zaraz potem "urzekający", "wyborny". W mojej opinii te dwie książki autora, jakie przeczytałam - "Jeszcze jeden dzień" oraz "Pierwszy telefon z nieba" - dzieli olbrzymia przepaść. Oczywiście, na korzyść tej drugiej.

"Pierwszy telefon z nieba" to niebanalna próba zmierzenia się z żałobą, tęsknotą oraz miłością, która nie mija wraz ze śmiercią ukochanej osoby. Dodałabym - bardzo udana próba. Książkę przeczytałam jednym tchem, zachwycona pięknem słowa Alboma oraz zachęcona śmiało postępującą akcją. Nie spodziewałam się, że "Pierwszy telefon z nieba" aż tak przypadnie mi do gustu. Podejmując decyzję kierowałam się przekonaniem, iż dam temu autorowi jeszcze jedną szansę. Okrutnie cieszę się ze swojego wyboru, gdyż ominęłaby mnie piękna powieść. 

"Pierwszy telefon z nieba" to skarbnica wyjątkowych cytatów. Na koniec mam dla was jeden z nich:



Dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego powieści!

Mitch Albom "Pierwszy telefon z nieba"
Wydawnictwo Znak Literanova, 2015
ilość stron: 398
data premiery: 12.01.2015

czwartek, 15 stycznia 2015

Tara Conklin "Służąca" [Recenzja]




Przeglądając styczniowe zapowiedzi Wydawnictwa Świat Książki, szczególną uwagę zwróciłam na powieść Tary Conklin "Służąca". Opis wydawniczy nasunął mi na myśl skojarzenie z inną książką, jaka w ubiegłym już roku ukazała się nakładem oficyny - "Córka piekarza" Sarah McCoy. W moim odczuciu "Córka piekarza" jest jedną z najlepszych powieści obyczajowych wydanych w Polsce w 2014 roku. Tam mieliśmy nazistowskie Niemcy i współczesne El Paso w Teksasie, tutaj - XIX-wieczną Wirginię oraz dzisiejszy Nowy Jork. Zarówno "Służąca", jak i "Córka piekarza", łączą przeszłość z teraźniejszością, poruszają ważne kwestie społeczno-historyczne. Te powieści wiąże coś jeszcze: to doprawdy rewelacyjna literatura.

Lina Sparrow jest młodą i obiecującą prawniczką. Pracuje w znanej oraz szanowanej kancelarii w Nowym Jorku. Zostaje przydzielona do pewnego niecodziennego zlecenia. Lina ma za zadanie przygotować pozew o wielomilionowe odszkodowanie dla potomków amerykańskich niewolników. Klient kancelarii pragnie, aby zadośćuczyniono wyrządzone krzywdy, zniewoleni ludzie zostali wymienieni z imienia i nazwiska, a Ameryka po latach poniżeń zdobyła się na przeproszenie wszystkich tych, którzy przez lata znosili upokorzenia, fizyczne urazy, wykorzystywanie seksualne, brak dostępu do edukacji, ciężką pracę, a nawet pozbawienie życia. Lina, zbierając materiały do pozwu, natrafia na niezwykłą historię młodej niewolnicy imieniem Josephine. Dziewczyna służyła w rodzinie państwa Bell. Istnieje prawdopodobieństwo, iż XIX-wieczne obrazy malarki Lu Anne Bell zostały w rzeczywistości namalowane przez młodą służącą. Potomek Josephine byłby idealnym powodem w procesie. Lina postanawia z bliska przyjrzeć się zadziwiającej historii Josephine.

"Służąca" jest rewelacyjnie napisaną powieścią obyczajową, która z powodzeniem rozwija się w kierunku thrillera prawniczego. Tara Conklin połączyła losy dwóch intrygujących, fascynujących kobiet z jednym z największych problemów świata nowożytnego: niewolnictwem. Autorka pozwala czytelnikowi szerzej spojrzeć na opisywaną sprawę. Oddaje swego rodzaju hołd wszystkim niewolnikom, którzy obok białych panów w perukach budowali Amerykę. Żaden z nich nie został upamiętniony na pomniku, wszyscy zmarli zapomniani, nierzadko okaleczeni psychicznie i fizycznie. Lina, poszukując materiałów do swojego pozwu, otwiera swoistą puszkę Pandory. Jeszcze nie wie, jakie emocje wywoła w niej historia Josephine. Młodej dziewczyny, która pragnęła być wolna i kochać. Nie ma pojęcia, iż ta opowieść posłuży również jako impuls do zmian w jej życiu oraz stawieniu czoła historii swojej rodziny. "Służąca" to wspaniała literatura, którą czyta się z wypiekami na twarzy. Niesamowicie emocjonująca, wciągająca, przepiękna historia! Z pewnością was nie zawiedzie.

W tle życia zniewolonej dziewczyny oraz współczesnej młodej prawniczki dostrzeżemy historię i sztukę. Kultura stanowi niezwykle istotny i ważny element "Służącej". Często ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać, czasem już nie mogą. Wtedy przemówi za nich spuścizna ich życia. Linie, podczas zgłębiania dziejów życia Josephine, przyjdzie zastanowić się nad swoim losem i tym, co po sobie pozostawi. Na kartach powieści obok siebie przewijają się miłość, wolność, historia oraz sztuka. Wszystkie funkcjonują razem bez zarzutu, wspólnie napędzając machinę i nadając książce tempa oraz napięcia. "Służąca" obudzi w was najgłębsze pragnienia, powoła do życia uśpione marzenia, zmusi do zadania niewygodnych pytań. Czym jest wolność? Czy dzisiaj, 127 lat, po zniesieniu niewolnictwa w ostatnim kraju jesteśmy w pełni wolnymi ludźmi? Jakie są granice wolności? I jak w tym wszystkim odnaleźć siebie, miłość, nie zatracając swojej wolności?

"Służąca" porusza kwestię człowieczeństwa. Książka traktuje o sprawach szalenie ważnych, wciąż aktualnych. To piękne świadectwo przeszłości i obietnica lepszego jutra. Wprost nie mogłam oderwać się od lektury. Cudna, zasługująca na najwyższe oceny powieść. Coś mi się wydaje, że tak jak "Córka piekarza", zostanie w moim sercu na dłużej.

Dziękuję Wydawnictwu Świat Książki za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Tara Conklin "Służąca"
Wydawnictwo Świat Książki, 2015
ilość stron: 416
data premiery: 15.01.2015

niedziela, 11 stycznia 2015

Recenzja przedpremierowa | Gabriela Gargaś "Pośród żółtych płatków róż"




Wisława Szymborska napisała kiedyś, że "tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono" i jest to jeden z najmądrzejszych cytatów, z jakimi spotkałam się w życiu. Nasza przewrotna ludzka natura wciąż podsuwa nam gotowe rozwiązania, uniwersalne mądrości, idealne wybory - ale tylko wtedy, gdy rzecz dotyczy drugiego człowieka. Sprawa komplikuje się, kiedy chodzi o nas samych. Bo nic nie jest takie, jak się wydaje...

Zuza nigdy nie spodziewała się, że wpakuje się w romans z żonatym mężczyzną. Przecież to takie banalne. Utarte schematy, wyświechtane "odejdę od niej, ale jeszcze nie teraz", obietnice bez pokrycia. Każdy z nas o tym słyszał, każdy z nas to wie. A jednak ludzie zdradzają. Istnieją kobiety, które tkwią w związkach z nieosiągalnymi dla nich mężczyznami. Milena z kolei nie przypuszczałaby, że jej mąż może ją zdradzić. Mąż sąsiadki, koleżanki, kuzynki - owszem, ale nie jej mąż. Małżeństwo Asi i Michała przeżywa kryzys. Joanna nie rozumie, dlaczego małżonek zamiast podjąć dobrze płatną pracę z widokiem na awans woli tkwić w szkole i uczyć młodzieży matematyki. Ona robi karierę, zarabia o wiele lepiej, a pensja Michała wystarcza tylko na opłaty. Robert jest rozdarty pomiędzy dwoma kobietami, a Wojtek nie ma żadnej. Losy bohaterów splatają się ze sobą, tworząc niepowtarzalną historię.

"Pośród żółtych płatków róż" to opowieść o ludziach, którzy idealnie wpasowując się w utarte schematy.. zaprzeczają wszystkim ogólnie powtarzanym banałom. Gabriela Gargaś napisała pełną ciepła, momentami wzruszającą, czasem zabawną, mądrą i dojrzałą historię dla kobiet. Autorka przekonuje, iż nie istnieje złoty środek na życie w szczęściu, stworzenie szczęśliwego związku. Przedstawione opowieści nie powielają stereotypów, jak mogłoby się wydawać po pierwszych kilkunastu czy kilkudziesięciu stronach. Z pewnością powiedziano i napisano już wiele o kryzysie w małżeństwie, temat zdrady był i jest powszechnie poruszany w literaturze obyczajowej, jednak autorka udowadnia, że można jeszcze napisać coś nowego, świeżego. W książce Gabrieli Gargaś - jak w życiu - czasem największa nawet miłość wypala się, ustępując miejsca obojętności i zapomnieniu. Jednak nie warto podążać śladem powszechnych schematów, gdyż może okazać się, iż stracimy drugą szansę. Nie istnieje jeden model związku, tak jak i nie funkcjonuje gotowa odpowiedź na pytanie "czy wybaczyć?". Każdy z bohaterów musi zajrzeć w głąb siebie, aby znaleźć rozwiązanie.

"Pośród żółtych płatków róż" jest książką, która wyróżnia się na tle innych powieści o podobnej tematyce. Nie oszukujmy się, cały zarys opowieści, tematyka nie są niczym nowym, jednak Gabrieli Gargaś udało się czymś wyróżnić swoją publikację - niebywałą mądrością bohaterów. W tle aktualnych wydarzeń dostrzeżemy historię miłości, jaka miała miejsce kilkadziesiąt lat temu. I właśnie ta opowieść wnosi w życie bohaterów (i nasze) zdrowy rozsądek. Siła opisanej przez Gabrielę Gargaś historii tkwi w postaciach, ich ludzkim wymiarze. To nie są obcy nam bohaterowie. To ludzie z krwi i kości, którzy może nie dokonali najlepszych wyborów, ale nie można o nich jednoznacznie powiedzieć, że są źli. Gargaś napisała powieść wielobarwną. Autorce obce są odcienie bieli oraz czerni, wie, iż w każdym człowieku tkwi cząstka tego, co dobre oraz tego, co złe. A namiętność nie zawsze jest dobrym doradcą.

Powieść Gabrieli Gargaś pochłonęłam w jedno popołudnie. To książka z gatunku tych, na które trzeba zarezerwować sobie dłuższą chwilę. Gwarantuję, że nie oderwiecie się od lektury, a bohaterowie zostaną z wami na dłużej. "Pośród żółtych płatków róż" jest wymarzonym sposobem na relaks. Bardzo przyjemna i niegłupia polska powieść obyczajowa.

Dziękuję Wydawnictwu Feeria za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Gabriela Gargaś "Pośród żółtych płatków róż"
Wydawnictwo Feeria, 2015
ilość stron: 312
data premiery: 14.01.2015

środa, 7 stycznia 2015

Recenzja przedpremierowa | Carol Rifka Brunt "Powiedz wilkom, że jestem w domu"




Rok 1987. AIDS jest tematem tabu. Ludzie spoglądają na siebie porozumiewawczo, wymieniając informacje i poglądy o tym AIDS. To czasy, kiedy choroba jest postrzegana jako narzędzie zbrodni, a osoba z wirusem - jako morderca. Właśnie u schyłku lat 80. akcję swojej powieści umieściła Carol Rifka Brunt, która dotychczas publikowała jedynie krótkie opowiadania. "Powiedz wilkom, że jestem w domu" to debiutancka książka autorki. Chwilę po premierze została okrzyknięta jedną z najlepszych książek młodzieżowych. I chociaż dawno wyrosłam z "młodzieżówek", doceniam ogromną wartość, jaką niesie ze sobą ta historia. Historia nie tylko dla nastolatków.

June jest wrażliwą, nieco zamkniętą w sobie nastolatką. Kiedy na AIDS umiera ukochany wuj June, Finn, świat dziewczyny rozpada się na kawałki. Rodzina June za śmierć Finna obwinia Toby'ego, przyjaciela mężczyzny. W ich oczach to właśnie on jest mordercą, który zaraził ukochanego brata i wujka śmiertelnym wirusem. June, dorastając i przechodząc ze świata dziecka do świata dorosłych, zaprzyjaźnia się z Toby'm. Dwoje kompletnie różnych osób jest dla siebie jedynym ratunkiem, aby nie pogrążyć się w bólu i rozpaczy po śmierci Finna.

Carol Rifka Brunt przedstawiła niezwykłe dojrzałe i mądre podejście do tematu straty oraz żałoby. "Powiedz wilkom, że jestem w domu" to wyjątkowa, mistrzowska powieść o dorastaniu i radzeniu sobie z bólem. Pełna nadziei historia o przewrotnych kolejach ludzkiego losu i pogodzeniu się z ostatecznym. Bohaterka książki, mimo iż sama jest młodą dziewczyną, zaskakuje dojrzałością i rozwagą. Nastolatka uczy dorosłych szerszego postrzegania rzeczywistości, wykazuje się empatią oraz zrozumieniem. Powieść jest próbą rozliczenia się z przeszłością, pozostawienia cieni prześladujących rodzinę daleko za sobą. Ważny aspekt stanowi motyw wybaczenia i zaakceptowania rzeczywistości taką, jaką jest. "Powiedz wilkom, że jestem w domu" dostarcza wielu wzruszeń i refleksji.

Nawet dzisiaj, kiedy świadomość społeczna jest wysoka i wydaje się, że wszyscy wiemy o tym, iż AIDS nie jest tylko chorobą homoseksualistów oraz narkomanów, powinniśmy wciąż rozwijać naszą wiedzę o problemie AIDS, a co za tym nierzadko idzie - wykluczeniu ze środowiska. Carol Rifka Brunt w poruszający i ujmujący sposób pisze o chorych. O życiu z piętnem AIDS, strachu, jaki paraliżuje drugiego człowieka, kiedy ma bliski kontakt z osobą zarażoną. "Powiedz wilkom, że jestem w domu" zaliczana jest do literatury młodzieżowej, jednak ze względu na jej uniwersalny wydźwięk polecam ją wszystkim, również tej nieco starszej młodzieży. 

"Powiedz wilkom, że jestem w domu" to doskonale napisana, przemyślana i ważna książka. Warto poświęcić jej dłuższą chwilę uwagi, gdyż traktuje o niebanalnych oraz istotnych sprawach. Czytałam lekturę z największą przyjemnością  i odnoszę wrażenie, że June zostanie w moim sercu na dłużej.

Dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal za udostępnienie egzemplarza recenzyjnego!

Carol Rifka Brunt, "Powiedz wilkom, że jestem w domu"
Grupa Wydawnicza Foksa, Wydawnictwo YA, 2015
ilość stron: 400
data premiery: 14.01.2015

wtorek, 6 stycznia 2015

Wyniki urodzinowego konkursu | Ella Harper "Cząstka ciebie"



Dziękuję za tak liczny udział w konkursie!

Egzemplarze powieści "Cząstka ciebie" powędrują do:

Dominika Wróblewska

"Najpiękniejszy prezent? W dniu moich 27. urodzin urodziłam moją drugą córeczkę Marysię! Nie mogła mi zrobić piękniejszego prezentu. Jest tyle dni w roku... A ona postanowiła urodzić się tak jak mama :) jest moim najwspanialszym prezentem."

Agata Szumiela

"Najpiękniejszy prezent urodzinowy jaki otrzymałam,na 18-ste urodziny to album, który mama uzupełniała od momentu mojego przyjścia na świat, aż do dnia w którym stałam się pełnoletnia. W notesie, bogato zaopatrzonym w fotografie, anegdotki, odciski moich rączek i stópek, a nawet kosmyki włosków..Magicznym momentem było gdy uchyliłam pierwszą kartę ,,książki" a tam moje zdjęcie z wyszczególnionymi danymi zaraz po porodzie, waga, wzrost itp. Łezka zakręciła mi się w oku, gdy każda strona przypominała mi przekrój własnego życia.. Prezent okazał się być najpiękniejszym, mama dobrze wie, że jestem sentymentalna i nic innego w takim stopniu nie poruszy mojego serca.. Gdy już goście się rozeszli my we dwie oglądałyśmy tą magiczną kronikę. Ze śmiechem na ustach wspominałyśmy etapy mojego dorastania. Pamiątka ta zajmuje honorowe miejsce na półce, jest dla mnie czymś wyjątkowym....."

Ewa Nowak

"Moim najlepszym prezentem urodzinowym była książka, od mojej najlepszej przyjaciółki. Dostałam ją na swoje piętnaste urodziny. Nigdy wcześniej nie fascynowałam się książkami, uważałam to za stratę czasu, lecz jednak po przeczytaniu dedykacji pisanej przez moją wcześniej wspomnianą przyjaciółkę postanowiłam że przeczytam ją, nawet gdyby okazała się największym koszmarem. Nawet nie wiedziałam kiedy zdążyłam się całkowicie zatracić w tej zawrotnej historii, czytałam ją od godziny 21.00 do 04.00. Odnalazłam siebie, i całkowicie zmieniłam podejście do książek, do dziś czytam nieustannie, brakuje mi już lektur którymi mogłabym złagodzić ten "głód książkowy". W tej chwili jestem w stanie pochłonąć każdy rodzaj książki, dosłownie każdy. Mimo młodego wieku spróbuje, może dopisze mi szczęście :)"

Serdeczne gratulacje!

Urodziny bloga | Co zmieniło się przez rok w Przeglądzie czytelniczym?




Dzisiaj mija rok, odkąd zamieściłam pierwszy post w blogosferze. W najśmielszych nawet marzeniach nie spodziewałam się, iż Przegląd czytelniczy okaże się tak popularnym i lubianym miejscem. Blog to jedno, jednak nie funkcjonowałby tak prężnie, gdyby nie fanpage, który na chwilę obecną gromadzi niespełna 3500 osób. Opinie i komentarze, które otrzymuję, napawają mnie dumą i wpędzają w niemałe zaskoczenie. Cieszę się, że traktujecie Przegląd czytelniczy jako miejsce niemalże profesjonalne, tworzone przez grupę specjalistów, ale tak naprawdę.. z tej strony jestem tylko ja. 

Przyznam, iż miejscem, które zainspirowało mnie do stworzenia bloga był klub dyskusyjny Kobiety to Czytają. Zawsze sporo czytałam, w ostatnich latach więcej niż sporo, a klub okazał się wymarzonym miejscem do podzielenia się opiniami na temat przeczytanych książek. W pewnym momencie złapałam się na myśli, że właściwie nie robię nic innego, tylko spamuję tablicę swoimi recenzjami, dlaczego więc nie stworzyć własnego miejsca w Internecie, gdzie będę dzielić się refleksjami i przemyśleniami? Pisanie zawsze było moją ulubioną formą wyrażania siebie, wiele razy usłyszałam, że mam lekkie pióro i wrodzony talent.

Jak pomyślałam, tak też uczyniłam. 6 stycznia 2014 powstał blog Przegląd czytelniczy, kilka dni później fanpage. Założycielką i jedyną recenzentką jestem ja. Wszystkie recenzje wychodzą spod mojego pióra. Kim jestem? Mam wrażenie, że przede wszystkim.. czytającą mamą. ;) Te dwa zajęcia determinują większość mojego czasu. W tym roku skończę 25 lat, jestem mamą ponad 4-letniego chłopca, a w lutym urodzę drugiego synka. Wszystkim kobietom szczerze polecam taki układ w domu: trzech mężczyzn plus jedna królowa. ;) Dotychczas podejmowałam się różnych zajęć, moje wykształcenie ściśle związane jest z językiem angielskim, jednak pracowałam głównie w bankowości. Obecnie czekam na narodziny drugiego dziecka, piszę swoją debiutancką powieść (wydaje mi się, że już bliżej niż dalej) i mam nadzieję na totalną rewolucję w moim życiu. Nie będę mówić o tym głośno, bo na razie to tylko marzenia i odległe plany, jednak proszę o mocne kciuki.

Podczas roku prowadzenia bloga, podjęłam liczne współpracę. Nie zamierzam ich wszystkich tutaj wymieniać, po prawej stronie możecie przejrzeć listę współpracujących wydawców, nie chodzi przecież o wyliczanie nawiązanych kontaktów. Pragnę zwrócić uwagę jedynie na te najprężniej działające i przynoszące mi najwięcej satysfakcji. Ową listę otwiera Wydawnictwo Prószyński i S-ka, które zaufało mi stosunkowo szybko, gdyż stale współpracuję z Prószyńskim od marca ubiegłego roku. Wraz z oficyną zorganizowałam wiele konkursów, co miesiąc również mam możliwość wyboru pozycji do recenzji z listy nowości, jakie oferuje Wydawnictwo, za co dziękuję. Ważna jest również współpraca z Wydawnictwem Replika. Dwukrotnie patronowałam medialnie książkom wydanym w powyższej oficynie. Często otrzymuję przedpremierowo pliki z tekstem powieści, jaka ma ukazać się na rynku, fragmenty moich recenzji ukazały się na okładkach "Kochaj i jedz, Brazyliszku" oraz "Cienie przeszłości". Miło i owocnie współpracuje mi się również z Wydawnictwem Zysk i S-ka, a pani Beata jest chyba najmilszą i najbardziej pomocną osobą z promocji, z jaką miałam okazję współpracować. Wszystkim współpracującym wydawcom dziękuję. Jestem pełna podziwu dla pracy, jaką wykonują osoby pracujące w dziale promocji.

Dzięki Przeglądowi czytelniczemu poznałam wielu autorów, niektórych osobiście. I tutaj muszę na chwilę zatrzymać się przy osobie Edyty Świętek. Edytę miałam okazję spotkać na organizowanym przeze mnie spotkaniu w ramach cyklu Kino Kobiet w Sosnowcu. Od tej pory pozostajemy w stałym kontakcie i kiedy tylko autorka poprosiła mnie, abym patronowała jej nowej powieści "Bańki mydlane", nie wahałam się ani chwili, mimo iż książka ta ukaże się na rynku w czasie, kiedy urodzę synka i będę miała na głowie również sporo obowiązków domowych. Edyta jest tak cudowną osobą, tak wspaniale pisze o ludzkich charakterach, że nie mogłabym jej odmówić. Już wtedy, przed lekturą "Baniek mydlanych", wiedziałam, iż podjęłam dobrą decyzję, a tekst książki tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu. "Bańki mydlane" to czwarta książka, jakiej będę miała okazję patronować, po "Cieniach przeszłości" (również Edyta Świętek, Wydawnictwo Replika), "Ja, Judaszka" (Ewa Bartkowska, Wydawnictwo Janka) oraz "Szajba na peronie 5." (Marta Obuch, Wydawnictwo Replika). Wszystko wskazuje na to, iż niebawem ukaże się także piąta powieść pod patronatem mojego bloga.

Czego życzyć sobie i Wam na następny wspólny rok? Jak najwięcej dobrych lektur i pozytywnych recenzji! Kolejnych 3500 fanów, a nawet i więcej! Dziękuję, że jesteście ze mną i proszę o więcej.